Reed: Czy istnieje niekorzystny bilans handlowy?

Keynes miał rację mówiąc, że idee, dobre lub złe, rządzą światem. Przykładanie nadmiernej wagi do bilansu handlowego i bilansu płatniczego, najprawdopodobniej zaowocuje rozszerzeniem restrykcji w handlu międzynarodowym. Jeśli tak się stanie to będzie to znaczyło, że rządzący nami politycy ślepo podążają śladami skompromitowanych ekonomistów i akademickich grafomanów z czasów panowania merkantylizmu

PAFERE WIDEO

Mun i merkantyliści wierzyli, że naród nie powinien nigdy kupować więcej od zagranicy, niż sam jej sprzedaje. Jeśli zdarzyłby się taki ujemny bilans, to naród musiałby różnicę zapłacić w złocie, jako ogólnie akceptowanym środku płatniczym. Żeby temu zapobiec, władze powinny być zobowiązane aktywnie promować przewagę eksportu nad importem. Merkantyliści byli tak przekonani, że pieniądz sam w sobie tworzy dobrobyt narodu, że zamknęli swoje granice dla handlu i często prowadzili wojny, by chronić i gromadzić wielkie zasoby złota.

To, że naród powinien starać się o dodatni bilans handlowy (więcej eksportować niż importować) jest ekonomicznym dziedzictwem szesnastego, siedemnastego i osiemnastego stulecia.

CYTAT TYGODNIA

Rozumowanie merkantylistów nie odeszło jednak z merkantylistami. Według amerykańskiego Departamentu Handlu import przewyższał eksport przez osiem miesięcy z rzędu do stycznia 1977 r. Taka sytuacja, pejoratywnie nazywana deficytem handlowym, powoduje zaniepokojenie wśród wielu ortodoksyjnych ekonomistów. Natychmiast podnoszą się głosy, by ograniczyć import i zlikwidować nierównowagę. Japonia jest darzona szczególną niechęcią, gdyż w 1976 r. sprzedała Ameryce dobra o wartości o 5 miliardów dolarów większej, niż Ameryka sprzedała Japonii w tym samym roku. Każdy taki miesiąc, w którym rządowe statystyki wykazują ujemny bilans, wydaje się popychać Amerykę w kierunku neo-merkantylistycznej polityki protekcjonizmu i wojen handlowych.

Adam Smith i Bastiat

Adam Smith był pierwszym, który zaatakował tezę, że eksport jest dobry, a import zły. Postulował harmonię interesów w handlu, dzięki której na wymianie zyskują obie strony. Pomijając przykłady oczywistych oszustw, których jest niewiele i którymi powinny zajmować się sądy, nie może być nic ujemnego w dobrowolnym handlu z punktu widzenia jednostek zajmujących się handlem, w innym wypadku te jednostki nigdy by się nim nie zajęły.

Ta zasada jest bez trudu zauważana, gdy dotyczy handlu między stronami wewnątrz państwa, lecz jakoś gmatwa się ją, gdy strony dzieli niewidoczna bariera polityczna (np. w postaci strzeżonej granicy państwa – przyp. red.). Wystarczy wprowadzić więcej niż jedną walutę, by ta zasada została kompletnie zaciemniona w galimatiasie ekonomicznych nieprawd. Merkantyliści lat ubiegłych i ich dzisiejsi następcy napotykają na dylemat: Jeśli każdy przejaw handlu jest korzystny dla stron handlujących, to jak jest możliwe, żeby suma transakcji handlowych dawała coś niekorzystnego?

Frederic Bastiat, dziewiętnastowieczny francuski ekonomista i filozof, który obalał mity dzięki niezwykle jasnej argumentacji, pewnego razu omówił na przykładzie to zagadnienie. Jego analiza pozostaje po dziś dzień jedną z najlepszych krytyk koncepcji ujemnego bilansu:

M.T. wysłał z Le Havre do Stanów Zjednoczonych statek z ładunkiem francuskich dóbr, głównie tych znanych jako specjalność paryskiej mody, na sumę 200.000 franków. Taka była wartość zadeklarowana w urzędzie celnym. Kiedy ładunek dotarł do Nowego Orleanu, musiał zapłacić koszty przewozu w wysokości 10 procent i cło w wysokości 30 procent, co dało w sumie 280.000 franków. Towar został sprzedany z zyskiem 20 procent, czyli 40.000 franków, za sumę 320.000 franków, za którą jego doradca kupił bawełnę. Bawełna, po uwzględnieniu kosztów transportu, ubezpieczenia, prowizji, itp., kosztowała w sumie 10 procent więcej, więc po przybyciu do Le Havre jej koszt wynosił 352.000 franków. Taką też sumę wpisano do rejestrów celnych. Ostatecznie M.T. na transakcji, po powrocie, zarobił 20 procent, czyli 70.000 franków, innymi słowy sprzedał bawełnę za 422.400 franków.

Jeśli pan Lestiboudois (delegat do parlamentu francuskiego – przyp. red.) tego zażąda, mogę przesłać Mu odpowiednie dane z ksiąg M.T. Wtedy zobaczy, że w kolumnie kredytów rachunku strat i zysków, oczywiście jako zysk są dwie sumy: 40.000 franków i 70.400 franków i M.T. jest w pełni zadowolony, że w tym wypadku jego wyliczenia są bezbłędne.

A co na temat tej transakcji powiedzą panu Lestiboudois cyfry w księgach urzędu celnego? Powiedzą mu, że Francja wyeksportowała 200.000 franków, a zaimportowała 352.000 franków. Wówczas szanowny delegat wywnioskuje, że „oszczędności zostały przejedzone i zmarnowane, że M.T zubożał i jest na dobrej drodze do zrujnowania się, bo oddał obcym 152 000 franków swego kapitału”.

CZYTAJ DALEJ

CYTAT TYGODNIA
1
2
3
4
PRZEZLawrence W. Reed, Tłum. Kamila Pajer (Tytuł oryginału: "Is There an Unfavorable Balance of Trade?")
Poprzedni artykułSirico: Kapitalizm musi zdobyć moralną przewagę
Następny artykułTomasz Tokarz – człowiek, który zmienia obraz polskiej edukacji
Lawrence W. Reed (ur. 29 listopada 1953 roku) - znany także jako Larry Reed - prezes Foundation for Economic Education (FEE); wcześniej prezes Mackinac Center for Public Policy, wolnorynkowego think-tanku z Michigan; autor wielu książek i publikacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj