Większość Polaków chce socjalizmu

Wywiad z dr Janem Przybyłem, teologiem i wieloletnim wykładowcą akademickim, byłym członkiem władz Unii Polityki Realnej.

Jan Przybył
Pobierz e-booki

– Dlaczego w Polsce w kolejnych wyborach triumf odnoszą partie głoszące programy socjalistyczne, podczas gdy poparcie dla ideowej prawicy sięga najwyżej kilku procent?

– Przez wiele lat działałem w Unii Polityki Realnej i po kolejnych wyborach nasze środowisko zadawało sobie to pytanie. Na początku sądziliśmy, że głównym powodem braku sukcesów ideowej prawicy jest embargo medialne, które wobec nas stosowali politycy okrągłostołowi i zależne od nich duże media. Przez długie lata przedstawicieli UPR zapraszano do telewizji bardzo rzadko a najczęściej zamilczano naszą działalność i głoszone przez nas postulaty. Później pojawił się Internet, który poważnie rozszczelnił tę blokadę informacyjną. Okazało się jednak, że mimo docierania do szerokiej publiczności, program „wolności, własności i sprawiedliwości” trafia do przekonania tylko niewielkiej części wyborców, której liczebność nie przekracza 10 procent głosujących. W dodatku sympatycy ideowej prawicy są nieustannie straszeni „zmarnowaniem głosu”, jeśli popierane przez nich ugrupowanie nie przekroczy ustawowego progu wyborczego.

Wsparcie
Wspomóż PAFERE
Wspomóż PAFERE

– Dlaczego w kraju, w którym około 90% mieszkańców deklaruje się jako chrześcijanie, wygrywają wybory partie głoszące socjalizm, czyli upaństwowioną formę kradzieży?

– Polacy żyją w pewnej schizofrenii, bo w niedzielę idą do kościoła, ale przez resztę tygodnia żyją „po swojemu” łamiąc przeróżne przykazania. I, co ciekawe, zupełnie im to nie przeszkadza. W Polsce mamy do czynienia z chrześcijaństwem „niedzielnym” czyli dość płytkim. Ludzie są cały czas przywiązani do święconego jajeczka na Wielkanoc i do choinki na Boże Narodzenie, jednak brakuje im głębszej refleksji nad istotą wiary i nad istotą chrześcijaństwa.

– Czy to orwellowskie „dwójmyślenie” nie jest pozostałością czasów PRL?

– Z całą pewnością tak właśnie jest. Kościół był w czasach PRL rugowany z oficjalnego życia publicznego a władza starała się przeszkadzać ludziom w praktykach religijnych – np. organizując atrakcyjne imprezy rozrywkowe w okresie postów i wielkich świąt. Hierarchia kościelna tę grę przejrzała i postanowiła zachować ludzi przy wierze poprzez tradycyjną obrzędowość i ludową pobożność. Nie ufając (i słusznie) lewicującej inteligencji, prymas Wyszyński postawił właśnie na pobożność ludową, częstokroć pozbawioną elementu refleksji, jarmarczną, odpustową… Była to strategia nastawiona na długie trwanie i przetrwanie wrogiej okupacji. Było więc tak, że ludzie cały tydzień funkcjonowali w zlaicyzowanej rzeczywistości, bo w szkole i pracy nie mówiło się o Bogu, ale za to w niedzielę chodziło się modlić do kościoła. Polacy przez kilka pokoleń żyli w dwóch rzeczywistościach i w dwóch sprzecznych ze sobą systemach wartości jednocześnie. Starali się te sprzeczności jakoś ze sobą godzić i chyba właśnie stąd wynika owo „dwójmyślenie”, które bardzo mocno zakorzeniło się w umysłach ogromnej rzeszy naszych rodaków. Czasami dochodzi do sytuacji kuriozalnych, kiedy ludzie wracając w niedzielę z kościoła idą głosować na polityków głoszących niechęć do wartości chrześcijańskich. Ci ludzie tak bardzo oswoili się z „dwójmyśleniem”, że nawet nie dostrzegają jaskrawej sprzeczności między tym, co deklarują a tym, co czynią… Pamiętam, jak kiedyś pewien znajomy ksiądz (obecnie już biskup) kręcił głową ze zdumienia, widząc, jak parafianie po skończonej niedzielnej mszy szli głosować na postkomunistę Kwaśniewskiego…

Wielu ludzi twierdzi, że wierzy w Boga, ale nie zdają sobie sprawy, że to nie wystarczy, bo diabeł też wierzy w Boga. Ludzie nie myślą o tym, że chrześcijaństwo to nie tylko „wiara” ale ŻYCIE wiarą. A z tym już jest całkiem źle. Ludzie modlą się „Przyjdź KRÓLESTWO Twoje” I śpiewają „On naszym Królem, On nasz Pan” a później głosują na socjalistów…Istne fixum dyrdum, jak mawiał Nikodem Dyzma…

– Podobnie nie zauważają, że państwo, które dokonuje swoją przemocą zaboru owoców pracy jednych obywateli, aby rozdać je innym, czyni jawną niesprawiedliwość.

– Katolicka Nauka Społeczna wprowadziła zasadę subsydiarności, która zakłada, iż państwo ma prawo pomagać potrzebującym, jednak powinno to robić w sytuacjach wyjątkowych np. podczas klęski żywiołowej, kiedy lokalna wspólnota nie jest w stanie sama sobie pomóc. Encykliki Rerum Novarum I Quadragessimo Anno zakładały taką formację duchową katolików, która czyniłaby z nich ludzi wcielających postanowienia Ewangelii w życie. Katolicy powinni więc tak organizować życie społeczne, aby SAMI z własnej woli pomagali słabszym członkom społeczeństwa, kierując się przy tym zasadą miłości bliźniego. Nie ma to nic wspólnego z socjalizmem, który wprowadza nieustające transfery od jednych ludzi do drugich, angażując do tej akcji aparat fiskalny oraz narzędzia państwowego przymusu. Z moich obserwacji wynika, że znakomita większość ludzi deklarujących się jako katolicy nie zna ani Pisma Świętego, ani doktryny katolickiej, ani historii Kościoła. Sporo ludzi – i to tych naprawdę religijnych – zupełnie nie zna nauczania Kościoła w odniesieniu do spraw społecznych i gospodarczych. Wielu ludzi myli działalność charytatywną z socjalną redystrybucją dóbr prowadzoną przez państwo. Ten niski stan świadomości społecznej wykorzystują politycy, którzy przyznają obywatelom przeróżne zapomogi, czym zdobywają popularność jako „wrażliwi na los biednych”.

– Można byłoby takich polityków chwalić jako dobrodziejów, gdyby pomagali bliźniemu z własnych pieniędzy a nie z cudzych. Niektórzy mówią, że między chrześcijaninem a socjalistą występuje taka różnica, że ten pierwszy pomaga innym z własnych środków a drugi z cudzych.

– To bardzo dobre porównanie, bo pokazuje ono różnicę między istotą chrześcijaństwa a istotą socjalizmu. Socjalizm to upaństwowiona forma rabowania bliźnich, której lewica nadała pozór czynienia dobra.

– Dlaczego księża nie mówią o tym z ambon? Czyżby znali zatwardziałość serc wiernych i bali się gniewu rozsierdzonego ludu?

– Nie mówią o zbyt wielu rzeczach. Czy boją się gniewu ludu? Pewnie też. Ludzie oglądają taki na przykład serial telewizyjny „Ranczo” i widzą, jak pokazany tam proboszcz żyje niczym dawny pan feudalny, ma gosposię, zajada się frykasami a …. ludek zazdrości. O, niech tylko proboszcz kupi nowy samochód! Już taki „parafianin” będzie dociekał, skąd ksiądz wziął pieniądze na taki zakup… Polska to kraj wielu paradoksów. Mamy katolicyzm i jednocześnie tępy, bezmyślny antyklerykalizm. Przecież to nie krasnoludki przez lata kupowały tygodnik „Nie”, robiąc z jego wydawcy – byłego rzecznika rządu PRL, bardzo zamożnego człowieka…

– Pewna wieloletnia działaczka UPR powiedziała mi kiedyś, że tej partii wydawało się, iż większość naszych rodaków pragnie wolności. Okazało się, że jest inaczej, bo współcześni Polacy ponad wolność przedkładają socjalne bezpieczeństwo.

– Myślę, że Polacy w swojej masie po prostu NIE CHCĄ ryzykować. Prywatna działalność gospodarcza zapewnia o wiele wyższy od przeciętnego standard życia, ale jednocześnie wiąże się z codziennym ryzykiem. Prywatny przedsiębiorca jest co prawda bogatszy od statystycznego Polaka, ale co dzień ryzykuje swoim majątkiem, gdy tymczasem znakomita większość wybiera BEZPIECZNĄ PRZECIĘTNOŚĆ, jednocześnie zazdroszcząc tym, którzy mają więcej niż oni. Stąd biorą się postawy socjalistyczne. Słynny ekonomista austriacki Ludvig von Mises (1881-1973) zauważył, że socjalizm ma swe korzenie w jednej z najniższych, najpodlejszych ludzkich cech a mianowicie w ZAWIŚCI. Tej zawiści towarzyszy iście małpia złośliwość (całkowicie niechrześcijańska postawa!) przejawiająca się w donosach do urzędu skarbowego i radości z niepowodzeń bliźnich….

– I tu dochodzimy do tematu bardzo niepopularnego, bo Polacy nie lubią słuchać krytycznych uwag o sobie samych. Nasza kultura i sztuka zachowały archetyp dumnego i odważnego narodu polskiego. Niestety w XX wieku spotkała nasz kraj katastrofa II Wojny Światowej. Dwa zbrodnicze reżimy totalitarne, niemiecki narodowy socjalizm oraz sowiecki komunizm, napadły na nasz kraj i wymordowały ogromną część elit. Wyginęli ludzie, którzy nieśli przed Polską „kaganek oświaty” i byli wielkim wzorem do naśladowania. Później władza komunistyczna zafundowała nam inżynierię społeczną, która zepchnęła na margines życia publicznego niedobitki starych elit a na ich miejsce wywindowała prostych ludzi z „szybkiego awansu”, wprowadzając ich na salony. Ludzie ci nie posiadali kręgosłupa moralnego ani etosu służby dobru wspólnemu. Byli to w dużej mierze ludzie prymitywni, pozbawieni zahamowań moralnych, którzy w swym działaniu kierowali się prywatą oraz plebejskim cwaniactwem. Niektórzy twierdzą, że w ten sposób zostaliśmy uwstecznieni w rozwoju do poziomu przednarodowego, bo współcześni Polacy zatracili poczucie służby dobru wspólnemu jakim jest Polska.

– Bez powszechnej pracy dla dobra wspólnego nie ma wspólnoty, a tym bardziej narodu. Nic nie osiągniemy, jeśli każdy będzie tylko ganiał za własnym interesikiem i migał się od udziału w życiu społecznym. Jeśli chcemy mieć Ojczyznę, to musimy dbać o jej rozwój, angażować się w pracę na rzecz wspólnoty, wspierać materialnie inicjatywy służące dobru wspólnemu. Niestety większość naszych rodaków reprezentuje mentalność chytrych fornali z czworaków, którzy w życiu kierują się głównie osobistymi korzyściami. Satyryk Kazimierz Grześkowiak w genialny sposób podsumował tę folwarczną mentalność słowami: „Bo nieważne, czyje co je. Ważne to je, co je moje”.

Eksterminacja, pauperyzacja i marginalizacja dawnych elit zrobiły swoje. Ludzi, którzy w okresie zaborów tworzyli, upowszechniali i finansowali polską kulturę, którzy ZA WŁASNE PIENIĄDZE budowali teatry, kościoły, żłobki, przedszkola, szkoły czy szpitale wymordowano, obrabowano i zepchnięto na margines…. Przykłady hojności dawnych zamożnych elit są tak liczne, że wymienienie ich wszystkich zajęłoby pół dnia, przy czym nie chodzi tu jedynie o arystokratów, jak Zamoyscy, Raczyńscy czy Działyńscy, dzięki którym mamy dziś Morskie Oko w granicach Polski, wspaniałe biblioteki (Poznań, Kórnik) oraz całe mnóstwo dzieł kultury i sztuki. Dobry przykład postaw szedł z góry na inne warstwy społeczne. Za arystokracją podążali inni zamożni ludzie, którzy uważali, że po prostu TAK TRZEBA robić. Możemy tutaj wspomnieć działalność bajecznie bogatych łódzkich fabrykantów, którzy fundowali całe osiedla dla robotników ze szkołami, szpitalami i strażą pożarną, jak Księży Młyn, kościoły katolickie i ewangelickie, cerkwie prawosławne, żydowskie synagogi i inne gmachy użyteczności publicznej…

Z historii wiemy też, jak zachowywali się prości, niezamożni ludzie, gdy Ojczyzna była w potrzebie. Zbierano wówczas tace pełne złotych pierścionków i obrączek… A co mamy dzisiaj? Obecnie przeciętny obywatel traktuje Ojczyznę jak dojną krowę i uważa, że Polska jest po to, aby ROZDAWAĆ ludziom darmochę. A jeśli trzeba coś do Ojczyzny dołożyć, to przecież można spakować manatki i wyjechać za granicę… Obawiam się, że doszliśmy do takiego stanu, iż większości Polaków już nawet nie zależy na posiadaniu własnego państwa.

– Wielu naszych rodaków przejawia wobec państwa postawy roszczeniowe.

– I te postawy trafiają na podatny grunt, bo jest całkiem sporo polityków, którzy zdobywają popularność rozdając z budżetu państwa przeróżne zasiłki socjalne. Dochodzi nawet do tego, że różni polityczni demagodzy wmawiają prostym ludziom, że branie zapomóg „upodmiotawia” biednych obywateli i „daje im godność”. Taka propaganda leje się z polskich mediów i miesza ludowi w głowach.

– Dawniej żebranie, obok nierządu i kradzieży, uchodziło za czynność, która odbierała ludziom godność…

– Tak faktycznie było. Dawniej ludzie wiedzieli, że pójście po zasiłek to OSTATECZNOŚĆ, że bierze się go, gdy nie ma innego wyjścia. Dziś jakże wielu uczyniło sobie z pobierania przeróżnych państwowych benefitów sposób na życie. Kiedyś normalny człowiek WSTYDZIŁ SIĘ być na łasce innych, dziś uważa, że to nie jest żadna łaska, tylko NALEŻNE ŚWIADCZENIE. Taki człowiek nawet przez moment nie pomyśli o tym, że decydując się na życie z zasiłków bierze udział w upaństwowionej KRADZIEŻY, jakiej dokonuje rząd „goląc” podatkami tych, którzy ciężko pracują…. I to właśnie powinni ludziom uzmysławiać księża. Przykazanie „nie będziesz kradł” dotyczy także tych, którzy rozmyślnie uchylają się od pracy, oczekując, że inni będą ich utrzymywać…. Cóż, kiedyś ludzie WSTYDZILI SIĘ ŻEBRAĆ, podczas gdy dziś są wręcz zachęcani do żebrania. Czym innym bowiem są te wszystkie szkolenia uczące ludzi jak pisać podania o unijne dotacje, czyli de facto jak ŻEBRAĆ? Polska nie stanie się normalna, dopóki etos niewolnika nie zostanie zastąpiony etosem wolnego Polaka na zagrodzie.

– Jak tutaj być wolnym i na zagrodzie, skoro tzw. III RP nie robi nic, aby Polaków uwłaszczyć? Wielu ludzi zwraca uwagę, iż jesteśmy jedynym krajem postkomunistycznym, który nie przeprowadził restytucji majątkowej. A brak upowszechnienia własności prywatnej niesie za sobą negatywne konsekwencje społeczne.

– Pan Rafał Ziemkiewicz powiedział kiedyś, że jeden z liderów dawnej Unii Wolności, zdaje się Bronisław Geremek, oświadczył publicznie, że jego formacja polityczna nie przeprowadziła restytucji majątkowej, bo taka akcja mogłaby odrodzić w Polsce warstwy społeczne, na których odrodzeniu „nam” nie zależy. Podczas trzech dekad, które minęły od 1989 roku, żaden rząd nie zadbał o powszechne uwłaszczenie Polaków, ale wręcz przeszkadzał ludziom w nabywaniu własności prywatnej. Można więc powiedzieć, że politycy wyselekcjonowani do obrad w Magdalence i przy Okrągłym Stole sami wsiedli w limuzyny i odjechali do luksusowych rezydencji, pozostawiając resztę rodaków na przystanku tramwajowym. Sprawujący władzę utrudniali obywatelom możliwość zdobycia finansowej niezależności i awansu społecznego. Przeciętnym ludziom bez koneksji rzucano ciągle kłody pod nogi. Uchwalano skomplikowane przepisy prawne, wysokie podatki I absurdalnie wysokie „składki” na ZUS, które skutecznie utrudniają prowadzenie indywidualnej działalności gospodarczej.

– Publicysta Stanisław Michalkiewicz zauważył, iż ludzie reagują na tę instytucjonalną blokadę na trzy sposoby: wyjeżdżają na emigrację, przenoszą działalność do „szarej strefy” lub zgłaszają wobec państwa postawę roszczeniową.

– Trudno nie odmówić panu Michalkiewiczowi spostrzegawczości a ludziom logicznego myślenia. Od ponad 20 lat podróżuję po Wyspach Brytyjskich i spotykam tam wielu rodaków, którzy w Polsce szarpali się z różnymi urzędami, a kiedy wyemigrowali, to okazało się nagle, że instytucje publiczne nowego kraju podchodzą do nich z życzliwością i nie traktują ludzi „z buta”. To smutne, że obce państwa tworzą Polakom lepsze warunki rozwoju niż państwo polskie. Niestety ludzie aktywni i przedsiębiorczy stanowią u nas mniejszość a w demokracji wygrywa głos większości. Realia są takie, że większość Polaków chce socjalizmu i w wyborach głosuje na polityków obiecujących „rybę” a nie „wędkę”.

– Bardzo często ta „ryba” jest przez polityków kupowana na kredyt zaciągany u międzynarodowych lichwiarzy. Obecne długi Polski są tak wielkie, że ich spłata potrwa co najmniej kilka pokoleń. Wspomniany Stanisław Michalkiewicz powiedział mi kiedyś, że państwo ma tę przewagę nad człowiekiem, że może okraść kogoś, kto jeszcze się nie urodził. Niestety, niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że zaciąganie ogromnego długu publicznego jest okradaniem dzieci, które dopiero się urodzą. To szczyt niegodziwości, że obecne pokolenie wypłaca sobie zasiłki przeznaczone na konsumpcję a spłatą obarcza własne dzieci, wnuki i prawnuki. Dziwi mnie, że księża o tym nie mówią ludziom na kazaniach…

– Przeciętny polski „łobywatel” (w odróżnieniu od prawdziwych OBYWATELI) nie myśli o innych. Myśli o sobie. Nie myśli o przyszłości, bo to zbyt daleka perspektywa dla jego folwarcznego umysłu. On myśli tylko o tym, co TU I TERAZ. On nie zastanawia się SKĄD pochodzą dawane mu przez urzędy zasiłki i zapomogi. On uważa, że mu „się należą”, bierze i konsumuje… A przyszłe pokolenia ? Co go obchodzą przyszłe pokolenia…. Jego już nie będzie na świecie…To jest sposób „myślenia” naszego przeciętnego „łobywatela”. Po nim choćby I potop… W naszych burzliwych dziejach Polski mieliśmy sporo wojen i powstań. W każdej wojnie i w każdym powstaniu ginęły elity, bo do wojaczki rwała się najbardziej patriotycznie nastawiona część Polaków. Elity szły w bój i ginęły. Co zostawało? W najlepszym razie przeciętność…

Kończąc powiem tak: Przez całe stulecia kazalnica kościelna była miejscem, z którego płynęła nauka, z którego płynęły przykłady… Nic nie zastąpi ambony. Jeśli stamtąd nie popłynie głos otrzeźwienia, to za 20 lat kościoły w Polsce będą tak samo świecić pustkami jak te w Europie Zachodniej…

Rozmawiał Marcin Janowski

Pobierz e-booki
Pobierz za darmo e-book
Pobierz za darmo e-book

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here