Socjalizm – fabryka smutku

Jako ofiara systemu, mogę się z wami podzielić moim osobistym doświadczeniem socjalizmu. Moja rodzina onegdaj należała do wenezuelskiej klasy średniej; nigdy nie byliśmy bogaci, ale też nie narzekaliśmy na poziom życia

Foto.: pixabay.com
Pobierz e-booki

Kiedy mowa o socjalizmie, w mediach wskazuje się zwykle na twarde dane ekonomiczne takie jak PKB, wskaźniki inflacji, dochód per capita itp.; rzadko natomiast można spotkać kogoś, kto wspomniałby o emocjonalnym wpływie, jaki socjalizm wywiera na pojedynczych ludzi. Wenezuelczycy, tacy jak ja, są nieustannie narażeni na utratę najcenniejszych rzeczy: poczynając od kluczowych wartości materialnych takich jak zdrowie, własność, a nawet życie; poprzez zaspokajanie podstawowych potrzeb takich jak dostęp do wody i prądu; aż po wartości niematerialne, takie jak możliwość przebywania z przyjaciółmi i rodziną czy satysfakcja z osiągania życiowych celów.

Łatwo sobie wyobrazić, że w sytuacji materialnej i mentalnej biedy, wskaźniki depresji i niezadowolenia wśród Wenezuelczyków są bardzo wysokie. Spójrzmy na World Happiness Report — badający 156 krajów pod kątem deklarowanego poziomu szczęścia ich mieszkańców, przygotowany dla ONZ przez Sustainable Development Solutions Network. Wenezuela znajduje się na 108. pozycji. Zajmuje miejsce drugiego najbardziej nieszczęśliwego narodu na całej zachodniej półkuli, niżej jest tylko Haiti, które znalazło się na 147. miejscu. Badanie bierze pod uwagę sześć istotnych zmiennych: wolność, dochód, przewidywalną długość zdrowego życia, wsparcie otoczenia, szczodrość i zaufanie.

Wsparcie
Wspomóż PAFERE
Wspomóż PAFERE
Jorge Andrés Galicia Rodríguez – autor artykułu

Jako ofiara systemu, mogę się z wami podzielić moim osobistym doświadczeniem socjalizmu. Moja rodzina onegdaj należała do wenezuelskiej klasy średniej; nigdy nie byliśmy bogaci, ale też nie narzekaliśmy na poziom życia. Raz na jakiś czas wymienialiśmy samochód na nowszy, w weekendy chadzaliśmy do restauracji, żeby miło spędzić czas i przełamać rutynę, a raz do roku jeździliśmy na wakacje za granicę. Kiedy przyszedł socjalizm, jakość naszego życia zaczęła drastycznie spadać.

Krok po kroku, wiele dobrych rzeczy znikało bez śladu. Zaczęło się od drobnych rozrywek, takich jak podróżowanie, comiesięczne jadanie w restauracjach czy granie w gry ze znajomymi. Wszystkie te rzeczy, chociaż nie były niezbędne do życia, z pewnością dodawały mu kolorów. Nasza niegdyś barwna (choć nie idealna) codzienność, krok po kroku zmieniała się w smętną, szarą wegetację.

To wszystko okazało się jednak niczym w porównaniu z tym, co przyszło później. W jednej chwili zaczęły wymykać nam się z rąk rzeczy najbardziej potrzebne do przetrwania. To już nie były tylko restauracje i gry, ale nawet możliwość zrobienia zakupów w supermarkecie i powrotu do domu z torbami pełnymi dobrego, wartościowego jedzenia. Straciliśmy pewność, że po odkręceniu kurka z kranu popłynie czysta woda, a po naciśnięciu włącznika zapali się światło. Wszystkie te rzeczy były stopniowo tracone przez moją rodzinę, jak również przez wiele innych rodzin w całej Wenezueli.

Nie inaczej było z wartościami niematerialnymi. Socjalizm rozbił moją rodzinę, zmuszając nas do rozproszenia się po świecie. Już prawie 3 miliony ludzi opuściły kraj, szukając wolności i lepszego życia za granicą. Ogromna większość z nich pozostawiła za sobą swoich bliskich, co jeszcze bardziej pogłębiło smutek Wenezuelczyków. Bardzo przygnębiające było również patrzenie, jak z dnia na dzień musimy marnować życie na proste niegdyś czynności; zamiast szukać szczęścia i spełnienia, musieliśmy przeznaczać wszystkie nasze siły na zrobienie prania czy przyrządzenie skromnego posiłku.

Pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów, żebyście mieli lepszy ogląd sytuacji: z powodu braku wody, musieliśmy z moją mamą jeździć przez całe Caracas, żeby znaleźć jakiekolwiek działające ujęcie. Potem trzeba było napełniać wiadra i zawozić je do domu, żeby mieć czym się myć, robić pranie, w czym gotować… Musieliśmy tak jeździć przez przynajmniej 3-4 dni w tygodniu — a jedna taka wyprawa mogła zajmować nawet pół dnia.

Innym przykładem tego nowego trybu życia jest proces tankowania samochodu. W wielu stanach trzeba wstać o 3:00–4:00 rano, żeby ustawić się w kolejce na stacji benzynowej. Jeśli się tego nie zrobi, nie ma co liczyć, że cokolwiek dla nas zostanie. Innym pochłaniaczem czasu Wenezuelczyków jest chodzenie do supermarketu — w wielu przypadkach trzeba stać w bardzo długiej kolejce z ludźmi próbującymi zdobyć porcję jedzenia. Można spędzić cały dzień na czekaniu, tylko po to, żeby zostać z niczym, bo wszystko zostało sprzedane zanim przyszła nasza kolej. Zamiast wykorzystywać nasz czas, żeby budować bogactwo naszych rodzin, handlować, uczyć się, spełniać nasze marzenia — zużywamy go, żeby przeżyć kolejny dzień.

Socjalizm odebrał nam wiele rzeczy, które niegdyś czyniły nas szczęśliwymi. Jest jednak jedna wartość, którą Wenezuelczycy nadal posiadają — jest to nadzieja, której socjalizm nie zdoła nam ukraść niezależnie od tego, jak zła byłaby sytuacja. Nadejdzie dzień, w którym mój kraj odzyska wolność. Do tego czasu korzystając z okazji, którą dał mi Project Arizona, będę w Arizonie uczył się wszystkiego co możliwe, żeby rozwinąć się jako lider i zostać skutecznym promotorem wolności w Wenezueli — i na całym świecie.

Jorge Andrés Galicia Rodríguez

Tłumaczenie: Krzysztof Moszyński

Od redakcji: Szerzej mechanizmy socjalizmu omawia książka Anatolija Fiedosiejewa “Zapadnia. Człowiek i Socjalizm”

Jorge Andrés Galicia – 23-letni opozycjonista z Wenezueli, świeżo upieczony magister prawa. Działa na rzecz wolności od roku 2014, kiedy dołączył do opozycyjnego ruchu studenckiego. Związany z partią polityczną Vente Venezuela.

Pobierz e-booki
Pobierz za darmo e-book
Pobierz za darmo e-book

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here