Mises: Ludzkie działanie. XXXV. Zasada państwa dobrobytu przeciw zasadzie rynku

Tekst stanowi fragment książki Ludwiga von Misesa "Ludzkie działanie", której pierwsze polskie wydanie ukazało się na naszym rynku w 2007 roku. Publikujemy go dzięki uprzejmości p. Witolda Falkowskiego, autora przekładu do polskiego wydania książki. Ludwig von Mises, tłum. Witold Falkowski

PAFERE WIDEO

System opieki oparty na dobroczynności krytykuje się z dwóch powodów. Po pierwsze, mówi się, że dysponuje on skromnymi środkami. Jednakże im bardziej kapitalizm rozwija się i powiększa bogactwo, tym większe są środki, którymi dysponują organizacje charytatywne. Z jednej strony ludzie chętniej przeznaczają pieniądze na cele dobroczynne, gdy ich sytuacja materialna jest lepsza. Z drugiej zaś spada liczba potrzebujących. Nawet osoby o niewielkich dochodach mogą oszczędzać i korzystać z ubezpieczeń, co zapewnia im środki w razie wypadku, choroby czy osiągnięcia podeszłego wieku, a także środki na kształcenie dzieci, pomoc wdowom i sierotom.

Jest wielce prawdopodobne, że fundusze organizacji dobroczynnych w krajach kapitalistycznych byłyby wystarczające, gdyby interwencjonizm nie sabotował funkcjonowania najważniejszych instytucji gospodarki rynkowej. Ekspansja kredytowa i inflacyjny wzrost ilości pieniądza utrudniają “zwykłemu człowiekowi” oszczędzanie i akumulację rezerw na chudsze lata. Inne działania interwencjonistyczne niemal równie boleśnie godzą w żywotne interesy pracowników najemnych, ludzi wolnych zawodów i właścicieli małych firm. Większość tych, którzy korzystają z pomocy instytucji dobroczynnych, jest biedna dlatego, że do ubóstwa doprowadził ich interwencjonizm.

CYTAT TYGODNIA

Jednocześnie inflacja i polityka obniżania stopy procentowej poniżej potencjalnej stopy rynkowej są w istocie wywłaszczeniem darowizn przekazywanych na rzecz szpitali, przytułków, sierocińców i tym podobnych instytucji. Użalając się nad skromnością funduszy przeznaczanych na pomoc biednym, propagandyści dobrobytu narzekają na jeden ze skutków polityki, którą sami zachwalają.

Po drugie, systemowi pomocy opartemu na dobroczynności zarzuca się, że opiera się na miłosierdziu i litości. Biedakowi nie należy się dobroć z mocy prawa. Jest zdany na łaskę ludzi dobrej woli, zależy od współczucia, które wzbudza swoim trudnym położeniem. Otrzymuje dobrowolny dar, za który musi być wdzięczny. Bycie żebrakiem przynosi wstyd, jest poniżające. Dla szanującego się człowieka jest czymś nie do przyjęcia.

Są to zarzuty uzasadnione. Rzeczywiście żaden rodzaj dobroczynności nie jest wolny od tych wad. Jest to system, który demoralizuje zarówno dających, jak biorących. Dający popadają w samozadowolenie, a biorący stają się pokorni i ulegli. Jednak poniżenie związane z dawaniem i braniem pojawia się jedynie w kontekście mentalności kapitalistycznej. Pomijając sferę związaną z pieniądzem i transakcjami kupna i sprzedaży zawieranymi w sposób charakterystyczny dla świata interesów, wszelkie stosunki międzyludzkie są skażone tymi samymi wadami. Właśnie ci, którzy oskarżają kapitalizm o bezwzględność i nieczułość, boleją nad bezosobowością transakcji rynkowych. Według owych krytyków współdziałanie oparte na zasadzie do ut des odczłowiecza wszelkie więzi społeczne; miłość bliźniego i gotowość niesienia pomocy zastępuje kontraktami. Owi krytycy piętnują system prawny kapitalizmu za jego lekceważenie “aspektu ludzkiego”. Są niekonsekwentni, kiedy potępiają system oparty na dobroczynności za to, że jego podstawą jest miłosierdzie.

Społeczeństwo feudalne było zbudowane na aktach łaski i wdzięczności obdarowanych. Potężny pan nadawał przywilej wasalowi, a tamten musiał być mu wierny. Panowały stosunki do tego stopnia “ludzkie”, że poddani całowali w rękę feudałów i okazywali im posłuszeństwo. W kontekście feudalizmu element łaski zawarty w aktach miłosierdzia nie wiązał się z poniżeniem. Był zgodny z powszechnie akceptowaną ideologią i praktyką. Dopiero w warunkach społeczeństwa opartego całkowicie na więziach o charakterze umów pojawił się pomysł, by ubogiemu przyznać uprawnienie, tytuł do środków utrzymania, którego mógł dochodzić na drodze sądowej od społeczeństwa.

Argumenty metafizyczne, które przytacza się na rzecz takiego prawa do środków utrzymania, opierają się na doktrynie prawa naturalnego. Wobec Boga lub natury wszyscy są równi i wszyscy mają niezbywalne prawo do życia. Jednakże powołanie się na wrodzoną równość jest nie na miejscu w analizie dotyczącej skutków wrodzonej nierówności. Smutna rzeczywistość jest taka, że ułomność fizyczna nie pozwala wielu ludziom odgrywać aktywnej roli we współpracy społecznej. To prawo natury spycha tych ludzi na margines. Bóg czy natura obchodzą się z nimi po macoszemu. Możemy całkowicie zgodzić się z zasadami etycznymi, które głoszą, że obowiązkiem człowieka jest niesienie pomocy potrzebującym bliźnim, których natura skazała na cierpienie. Jednak uznając ten obowiązek, nie odpowiadamy na pytanie o to, w jaki sposób powinniśmy go wypełniać. Obowiązek ten nie jest równoznaczny z koniecznością zastosowania metod, które zagrażałyby społeczeństwu i osłabiały produktywność ludzkiego wysiłku. Zmniejszenie ilości dostępnych dóbr nie przyniosłoby korzyści ani sprawnym fizycznie, ani niezdolnym do pracy.

Problemy te nie mają charakteru prakseologicznego. Ekonomia nie jest powołana do tego, by proponować ich najlepsze rozwiązanie. Dotyczą one patologii i psychologii. Wiążą się z biologicznym faktem, że obawa przed nędzą i poniżającymi konsekwencjami korzystania z pomocy charytatywnej stanowi istotny czynnik w zachowaniu równowagi fizjologicznej człowieka. Problemy te zmuszają człowieka do utrzymania dobrej kondycji fizycznej, unikania chorób i wypadków oraz do jak najszybszego powrotu do zdrowia w razie doznania uszczerbku na zdrowiu. Doświadczenia związane z systemem ubezpieczeń społecznych, zwłaszcza najstarszym i najbardziej rozbudowanym systemem niemieckim, wyraźnie pokazały niepożądane skutki, jakie wynikają z wyeliminowania tych bodźców . Żadna cywilizowana wspólnota nie jest tak okrutna, by zostawić inwalidów bez pomocy. Wydaje się, że zastąpienie dobrowolnej pomocy charytatywnej prawnymi gwarancjami wsparcia lub utrzymania kłóci się z prawdziwą naturą człowieka. Wprowadzenie prawnej gwarancji utrzymania jest niepożądane z powodów praktycznych, a nie ze względu na założenia metafizyczne.

Ponadto złudzeniem jest wiara w to, że wprowadzając takie prawo, można by uwolnić ubogich od poniżenia nieodłącznie związanego z przyjmowaniem jałmużny. Im bardziej szczodre jest owo prawo, tym bardziej drobiazgowe muszą być procedury związane z jego stosowaniem. Swobodną decyzję ludzi niosących pomoc z potrzeby serca zastępuje decyzja urzędników. Trudno powiedzieć, czy taka zmiana poprawia los grup ekonomicznie upośledzonych.

CYTAT TYGODNIA
1
2
3
PRZEZLudwig von Mises, tłum. Witold Falkowski
Poprzedni artykułMises: Ludzkie działanie. XXVII. Rząd i rynek
Następny artykułMises: Ludzkie działanie. Inflacjonistyczna interpretacja historii
Ludwig Heinrich Edler von Mises (ur. 29 września 1881 we Lwowie, zm. 10 października 1973 w Nowym Jorku) – ekonomista austriacki; przedstawiciel szkoły austriackiej w ekonomii; w poglądach na gospodarkę reprezentował stanowisko leseferystyczne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here