Mises: Ludzkie działanie. XXXV. Zasada państwa dobrobytu przeciw zasadzie rynku

Tekst stanowi fragment książki Ludwiga von Misesa "Ludzkie działanie", której pierwsze polskie wydanie ukazało się na naszym rynku w 2007 roku. Publikujemy go dzięki uprzejmości p. Witolda Falkowskiego, autora przekładu do polskiego wydania książki. Ludwig von Mises, tłum. Witold Falkowski

PAFERE WIDEO

Ubóstwo

Możemy sobie wyobrazić społeczeństwo rolników, w którym każdy uprawia pole wystarczająco duże, by zapewnić sobie i swojej rodzinie niezbędne środki do życia. Możemy założyć, że w takim społeczeństwie są również specjaliści – rzemieślnicy, na przykład kowale, a także przedstawiciele wolnych zawodów, na przykład lekarze. Możemy nawet przyjąć, że niektórzy nie mają własnego gospodarstwa, lecz pracują u innych. Pracodawca płaci im wynagrodzenie za ich pomoc i opiekuje się nimi, kiedy choroba lub podeszły wiek uniemożliwiają im pracę.

CYTAT TYGODNIA

Takie wyobrażenie idealnego społeczeństwa stanowiło podłoże wielu utopijnych planów. Zrealizowano je w ogólnych zarysach w różnych wspólnotach, które przetrwały pewien czas. Najbliższa ideału była prawdopodobnie wspólnota, którą ustanowili ojcowie jezuici na terenach dzisiejszego Paragwaju. Nie ma jednak potrzeby analizować zalet takiego systemu organizacji społeczeństwa. Historia pokazała jego nietrwałość. Był on zbyt ciasny na potrzeby takiej liczby ludzi, jaka zamieszkuje dziś ziemię.

Słabość takiego społeczeństwa bierze się stąd, że wzrost liczby jego członków musi prowadzić do ich coraz większego ubóstwa. Jeśli majątek zmarłego rolnika dzielą między siebie jego dzieci, to po jakimś czasie gospodarstwa stają się tak małe, że nie wystarczają do utrzymania rodziny. Choć wszyscy są właścicielami ziemi, jednak cierpią skrajną biedę. Smutnym przykładem nędzy rolników uprawiających małe poletka mogą być warunki, które panowały na dużych obszarach Chin. Innym możliwym skutkiem takiego systemu jest powstanie olbrzymiej masy bezrolnych proletariuszy. Wtedy pozbawionych ziemi biedaków dzieli od szczęśliwych rolników przepaść. Stanowią klasę pariasów, którzy samym swoim istnieniem stwarzają nierozwiązywalny problem społeczny. Bezskutecznie poszukują środków utrzymania. Społeczeństwo nie ma im nic do zaoferowania. Są skazani na nędzę.

Kiedy w epoce poprzedzającej powstanie nowoczesnego kapitalizmu politycy, filozofowie i prawnicy mówili o ubogich i problemie biedy, mieli na myśli tych zbędnych nieszczęśników. Leseferyzm i jego skutek, jakim był industrializm, zamienił zdolnych do pracy biedaków w pracowników najemnych. W społeczeństwie rynkowym jedni mają wyższe dochody, drudzy niższe, ale nie ma w nim osób, które byłyby zdolne do pracy i nie mogły znaleźć stałego zajęcia wskutek braku dla nich miejsca w społecznym systemie produkcji. Jednak liberalizm i kapitalizm nawet w okresie swojego rozkwitu ograniczał się do stosunkowo niewielkich obszarów Europy Zachodniej i Środkowej, Ameryki Północnej i Australii. Do tej pory setki milionów mieszkańców reszty świata wegetują na granicy śmierci głodowej. Są biedni lub ubodzy w dawniej używanym znaczeniu tego słowa, zbędni i nadmiarowi, stanowią ciężar dla samych siebie i potencjalne zagrożenie mniejszości społeczeństwa, współobywateli, którym bardziej się poszczęściło.

Ubóstwo tych cierpiących mas ludzkich – najczęściej kolorowych – nie jest skutkiem kapitalizmu, lecz jego braku. Gdyby nie zwycięstwo leseferyzmu, los narodów Europy Zachodniej byłby jeszcze gorszy niż los kulisów. Problem Azji polega na tym, że zainwestowany kapitał przypadający na jednego mieszkańca jest niezmiernie mały w porównaniu z wyposażeniem kapitałowym na Zachodzie. Panująca tam ideologia i system społeczny, który jest jej konsekwencją, hamują rozwój przedsiębiorczości opartej na dążeniu do zysku. Krajowa akumulacja kapitału jest bardzo mała i jednocześnie panuje jawna wrogość wobec zagranicznych inwestorów. W wielu krajach tego kontynentu wzrost liczby ludności przekracza nawet wzrost dostępnego kapitału.

Zrzucanie odpowiedzialności za ubóstwo byłych krajów kolonialnych na mocarstwa europejskie jest bezpodstawne. Inwestując kapitał, obcy władcy zrobili wszystko, co mogli, by wzrósł dobrobyt materialny. Biali nie są winni temu, że mieszkańcy Wschodu nie chcą porzucić swoich tradycyjnych przekonań i czują odrazę do kapitalizmu jako obcej ideologii.

W tej mierze, w jakiej istnieje nieskrępowany kapitalizm, nie ma już problemu ubóstwa w tym znaczeniu, w jakim posługiwano się tym słowem w odniesieniu do warunków panujących w społeczeństwie niekapitalistycznym. Wzrost liczby ludności nie powoduje zwiększenia liczby żołądków, lecz rąk do pracy, których zatrudnienie daje dodatkowe bogactwo. Nie ma zdolnych do pracy biedaków. Z punktu widzenia krajów zacofanych gospodarczo konflikty między “kapitałem” a “pracą” w państwach kapitalistycznych wydają się sporami wewnątrz uprzywilejowanej klasy wyższej. W oczach Azjaty amerykański robotnik zatrudniony w fabryce samochodów jest “arystokratą”. Robotnik ów należy do dwóch procent ludności świata o najwyższych dochodach. Nie tylko rasy kolorowe, lecz także Słowianie, Arabowie i niektóre inne nacje uważają, że przeciętne zarobki obywateli krajów kapitalistycznych – stanowiących łącznie 12-15 procent ludzkości – ograniczają ich własny dobrobyt materialny. Nie rozumieją tego, że pomyślności tych rzekomo uprzywilejowanych grup – pomijając skutki barier migracyjnych – nie osiąga się za cenę ich ubóstwa, ani tego, że poprawę ich warunków życia uniemożliwia im przede wszystkim wstręt do kapitalizmu.

W systemie kapitalistycznym pojęcie ubóstwa odnosi się wyłącznie do tych, którzy nie mogą zatroszczyć się o siebie. Nawet jeśli pominiemy dzieci, zawsze zostanie pewna grupa osób niezdolnych do pracy. Kapitalizm przyniósł wprawdzie wzrost poziomu życia mas, poprawę warunków higienicznych, metod profilaktyki i leczenia, ale nie wyeliminował fizycznej niezdolności do pracy. To prawda, że wielu ludzi, którzy dawniej byliby do końca życia skazani na inwalidztwo, dziś wraca do pełni zdrowia. Jednocześnie jednak wielu ludzi, którzy dawniej musieliby przedwcześnie umrzeć z powodu wrodzonych ułomności, chorób i wypadków, dziś żyje z trwałym inwalidztwem. Ponadto podwyższenie średniej długości życia skutkuje wzrostem liczby osób w podeszłym wieku, które nie są zdolne do pracy zarobkowej.

Problem osób niezdolnych do pracy jest specyficznym problemem cywilizacyjnym i społecznym. Niepełnosprawne zwierzęta szybko zdychają z głodu lub padają ofiarą drapieżników. Człowiek dziki nie miał litości dla niepełnosprawnych współplemieńców. Wiele plemion stosowało wobec nich barbarzyńskie metody bezwzględnej eksterminacji, jakimi w naszych czasach posłużyli się naziści. Choć może się to wydać paradoksalne, stosunkowo duża liczba inwalidów jest cechą charakterystyczną cywilizacji i wysokiego poziomu materialnego.

Troskę o tych inwalidów, którzy są pozbawieni środków do życia i nie mogą liczyć na pomoc bliskich, uważano zawsze za obowiązek organizacji dobroczynnych. Niezbędne fundusze na ten cel pochodziły od rządów, a jeszcze częściej od osób prywatnych. Zakony i organizacje katolickie oraz instytucje protestanckie przodowały w gromadzeniu takich środków i ich odpowiednim wykorzystaniu. Dziś rywalizuje z nimi również wiele świeckich organizacji.

CZYTAJ DALEJ

CYTAT TYGODNIA
1
2
3
PRZEZLudwig von Mises, tłum. Witold Falkowski
Poprzedni artykułMises: Ludzkie działanie. XXVII. Rząd i rynek
Następny artykułMises: Ludzkie działanie. Inflacjonistyczna interpretacja historii
Ludwig Heinrich Edler von Mises (ur. 29 września 1881 we Lwowie, zm. 10 października 1973 w Nowym Jorku) – ekonomista austriacki; przedstawiciel szkoły austriackiej w ekonomii; w poglądach na gospodarkę reprezentował stanowisko leseferystyczne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here