
Pod płaszczykiem troski o planetę, Ratusz ubija własny interes.Dla władzy liczy się tylko biznes, a nie mieszkańcy!
Getto 2024+
Pod płaszczykiem troski o planetę, Ratusz ubija własny interes. Dla władzy liczy się tylko biznes, a nie mieszkańcy!
O czym powiemy
Czy warszawska polityka transportowa to krok ku ekologii, czy może celowe wykluczanie mieszkańców?
Zapis rozmowy pt. „Getto 2024+” odsłania kulisy kontrowersyjnych decyzji stołecznego Ratusza, ze szczególnym uwzględnieniem Strefy Czystego Transportu oraz nowej polityki parkingowej.
W tekście Paweł Skwierawski, współzałożyciel inicjatywy „Stop Korkom”, bezkompromisowo punktuje drogowe absurdy. Ekspert wyjaśnia, dlaczego obecne zmiany uderzają przede wszystkim w najuboższych i średnio zamożnych warszawiaków, którzy swoimi podatkami realnie utrzymują miasto.
Z tego wywiadu dowiesz się m.in.:
- Jakie niespełnione obietnice wyborcze stoją za obecnym kryzysem drogowym i dlaczego wprowadzane zmiany mijają się z pierwotnymi deklaracjami.
- Dlaczego bierność społeczna i brak udziału w protestach mogą wkrótce doprowadzić do całkowitej utraty możliwości posiadania samochodu.
- Jakie działania mogą podjąć obywatele, aby odzyskać wpływ na swoje miasto i zatrzymać postępujące wykluczenie transportowe poprzez świadome głosowanie i aktywizm.
Przeczytaj ten wywiad, jeśli nie jest Ci obojętna przyszłość Warszawy i chcesz zrozumieć mechanizmy polityki miejskiej, które bezpośrednio wpływają na Twoją codzienną mobilność oraz wolność wyboru!
Rozmowa na żywo dostępna jest pod linkiem https://youtu.be/GPAFhr49NnM
Powitanie
Agnieszka Kaczmarczyk:
Dzień dobry, Agnieszka Kaczmarczyk,…
Tomasz Józefiak:
Tomasz Józefiak
Agnieszka Kaczmarczyk:
Jest dzisiaj z nami człowiek, który od lat patrzy uśmiechniętej koalicji i uśmiechniętemu Ratuszowi na ręce i punktuje absolutnie ich każdy drogowy absurd, pan Paweł Skwierawski. Paweł powiedz proszę parę słów o sobie.
Paweł Skwierawski:
Jestem współzałożycielem Porozumienia „Stop Korkom”, zasiadam w Zarządzie Stowarzyszenia „Lubię Miasto” i tak rzeczywiście, no nie tylko punktujemy, ale też cały czas, przez te już 5 lat zaraz będzie, działamy na rzecz zatrzymania szaleństwa antytransportowego, które panuje w naszym mieście.
Tu się możemy pochwalić, że niedawno wspólnie ze Stowarzyszeniem Obrońców Zabytków Warszawy wpisaliśmy ulicę Kruczą do rejestru zabytków, przez co nie będzie mogła ona być zwężona w tym, już na pewno nie w takim szaleńczym projekcie, jaki był pierwotnie przedstawiony.
Agnieszka Kaczmarczyk:
No to wielka sprawa.
Paweł Skwierawski:
No tak, tak staramy się.
Tomasz Józefiak:
Brawo, jakiś mały sukces.
Paweł Skwierawski:
No nie tylko jeden, bo tak naprawdę jeszcze dwa razy powstrzymaliśmy zwężenie Puławskie tam na tym odcinku od Dolnej do Dolnego Kina Moskwa, bo były podchody, ale się okazało też, że w dzielnicach też są bardzo rozsądni ludzie, niekoniecznie z jakiejś tam opcji przeciwnej. Politycznie udało nam się też sprowadzić ponad 200 osób na sesję Rady Miasta, kiedy była głosowana Strefa Czystego Wykluczenia, która jest dla Niepoznaki nazywana strefą czystego transportu i radni sami przyznali, że nigdy tyle ludzi nie przyszło protestować i tak głośno na marginesie, nie wszyscy zostali w ogóle tak naprawdę wpuszczeni na salę i pod tym naciskiem jednak mimo wszystko został przyjęty ten węższy wariant terytorialny strefy czystego wykluczenia. No i dodali jeszcze wyjątek dla seniorów, taki na kolanie dopisany, bo tamta sesja była pół godziny opóźniona, prawdopodobnie wtedy to pisali, bo było widać po prostu ile już ludzi się zgromadziło. Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu i perspektywy jej zniesienia
Tomasz Józefiak:
Zacznijmy może właśnie od rozmowy od tej strefy czystego transportu. Jak Pan widzi perspektywę zniesienia tej strefy i uchronienia mieszkańców Warszawy od właśnie tego wykluczenia?
Paweł Skwierawski:
Jakiekolwiek działania w tej kwestii mogą być podjęte niestety dopiero po najbliższych wyborach samorządowych, bo przez lata działania, jeszcze zanim założyliśmy „STOP korkom”, wcześniej działałem w różnych innych organizacjach i też jakby sprawy samorządowe lokalne z naciskiem na transport były mi dość bliskie, więc z tego co ja obserwuję od lat ta ekipa nie cofnie się. Oni się nawet jeżeli czasami o pół kroku cofną to za chwilę wykonają dwa kroki naprzód.
Agnieszka Kaczmarczyk:
Czyli musimy czekać do dwudziestego dziewiątego roku?
Paweł Skwierawski:
Tak i po prostu zwyczajnie wprowadzić do Rady Miasta jak największą reprezentację ludzi, którym naprawdę zależy na mieszkańcach, a nie tylko na realizowaniu jakichś chorych pomysłów, bo niestety nie da się już w obecnej sytuacji rzeczy za daleko zaszły cofnąć w ogóle wprowadzenie strefy czystego transportu, bo strefy czystego transportu muszą być prowadzone na minimum pięć lat. Jeżeli przez te pięć lat nie byłyby na przykład notowane przekroczenia, to wedle unijnych ustaleń moglibyśmy spróbować się z tego wycofać, nie wiem czy to się uda czy nie, ale co jest ważne strefa czystego wykluczenia ma powstać w takim mieście, ale nikt nie powiedział na jakim obszarze, więc to jest to co myśmy od dawna mówili, proszę bardzo chcecie strefę czystego transportu, starówka, nowe miasto, nowy świat, krakowskie przedmieście, koniec pieśni. Jest strefa, jest strefa.
Agnieszka Kaczmarczyk:
Myślę, że nie wszyscy z naszych widzów zdają sobie sprawę w kogo najbardziej uderzy ta strefa czystego powietrza, jeżeli zostanie wprowadzona w obecnym…
Paweł Skwierawski:
To znaczy ona już jest wprowadzona, tylko że na razie po prostu zwyczajnie to sito wyłapywania samochodów, które nie powinny wjeżdżać jest dość rzadkie i szczerze mówiąc im bliżej do kolejnych wyborów, ja się zastanawiam czy oni nie będą chcieli rzeczywiście tego stanu rzeczy utrzymać do następnych wyborów. Tak jak było przed poprzednimi wyborami, strefa została przyjęta, ale do wyborów tak naprawdę nikt nie łapał ludzi, którzy nie powinni wjeżdżać do strefy. Proszę mnie nie łapać za słowo, bo tak naprawdę nie mam ku temu żadnych przesłanek, tylko tą logiką poprzednią można by spodziewać się, że teraz na razie jeszcze rzeczywiście ludzie nie będą tak bardzo łapani. Natomiast rzeczywiście już te łapanki się zaczęły, to nie jest tak, że się nic nie dzieje, bo też prawdopodobnie były jakieś naciski, czy to ze szczebla centralnego, czy być może z Unii, że jak to się tutaj nikogo nie łapie, więc ludzie oczywiście już są łapani, ale na razie nie na masową skalę.
Jak to będzie, zobaczymy. Tak jak mówię, miałem taką nadzieję, że to nie zostanie aż tak bardzo uszczelnione, natomiast może być ta nadzieja płonna równie dobrze, bo czasami też nam się wydawało, że nie, tego nie zrobią, ale oni oczywiście to potrzymajcie nam, już nie powiem co i popatrzcie.
Wykluczenie najuboższych i konsekwencje polityki parkingowej
Natomiast strefa oczywiście uderza w najuboższych mieszkańców Warszawy i poniekąd w średnio zamożnych też. I tak jak tak naprawdę większość polityki transportowej samorządu, to nie zawsze przestrzegam przed tym, żeby, czy to strefy czystego wykluczenia, czy strefy podatku parkingowego, czy zwężenia, słupkowanie, zaślepianie, likwidowanie jezdni, woonerfy{Woonerf to sposób projektowania ulicy w strefie zurbanizowanej, który kładzie nacisk na uspokojenie ruchu i współdzielenie przestrzeni. Łączy w sobie funkcje ulicy, deptaka, parkingu i miejsca spotkań mieszkańców. – przypis Jan Kubań}, likwidowanie tuneli, zasypywanie, niszczenie kładek i tak dalej, żeby tego nie rozpatrywać oddzielnie. To są tylko i wyłącznie elementy całościowej polityki miasta w tej kwestii, która ma na celu właśnie pozbawienie możliwości nawet niekoniecznie korzystania, ale po prostu posiadania aut przez osoby przede wszystkim uboższe, a w drugiej kolejności średnio zamożne.
Dlaczego ja o tym mówię, że średnio zamożne również, bo uboższe to jest jak gdyby oczywiste, no tych osób może być zwyczajnie nie stać na samochód spełniający kolejne wymogi strefy czystego transportu, natomiast w średnio zamożnych może uderzyć to na przykład poprzez politykę parkingową.
Jeżeli taka osoba mieszka w centrum, czy w jakichś tam dzielnicach okalających, w starym budownictwie, gdzie nie ma możliwości dobudowania jakichś garaży, czy to podziemnych, wiadomo, że to już jest nierealne, czy nawet naziemnych, to zwyczajnie zostanie pozbawiona możliwości trzymania samochodu gdzieś w okolicy domu, a po co komu samochód, jeżeli musiałby go trzymać na obrzeżach miasta, prawda.
I tak się ludzi wykasowuje. Tak samo zresztą, jeżeli wprowadzone byłyby jeszcze większe obostrzenia strefy czystego transportu, a nikt nie wiadomo, czy tego nie zrobią, przecież to jest kwestia jednej uchwały Rady Miasta, mówiąc krótko.
To może się okazać, że będą mogły wjeżdżać w bardzo ograniczonym zakresie samochody spalinowe, tylko powiedzmy najnowsze dwuletnie, to też już nie każdego stać przy tych obecnych relacjach cenowych, albo elektryczne. No i teraz wyobraźmy sobie, jak ładować samochód elektryczny, mieszkając w bloku wielorodzinnym, czy w kamienicy wielorodzinnej. Nie da rady, zwyczajnie nie da rady. I w związku z tym, znowu te osoby zostają pozbawione prawa w ogóle posiadania samochodu. Nie stricte, bo tak jak mówiłem, mogą trzymać, nie wiem, w Pyrach, tak, czy gdzieś, gdzie nie będzie jeszcze SPPN-u, no ale jaki to jest sens?
Tomasz Józefiak:
Tak, tym bardziej, że właśnie, to chyba zdaje się dopiero od niedawna, nowo powstałe budynki mieszkalne mają obowiązek jak gdyby zapewniania miejsc parkingowych z ładowaniem elektryków, a w tych starszych blokach jest to nieosiągalne, także tak jak Pan mówi, kompletne wykluczenie.
Paweł Skwierawski:
Jest jeszcze gorzej, że tak powiem, jak pewien z redaktorów mówił, telewizyjnych, mianowicie wszystkie, jeżeli były instalacje elektryczne w starych garażach, to obowiązkiem zarządcy było nałożenie jakichś bezpieczników, żeby tam, nie daj Bóg, ktoś sobie chyłkiem nie ładował takich samochodów, które można z wtyczki ładować, bo oczywiście nie ma takiego ładowania za darmo, czy tam za spółdzielczo, to musi być oczywiście stacja ładowania. Natomiast to, o czym Pan wspomniał, że jest taki wymóg rzeczywiście, owszem, ale to poszło również w parze z tym, że będzie zmniejszany ten imperatyw ilości miejsc parkingowych, które muszą być w danej inwestycji.
Do tego stopnia, tam jest oczywiście ten warunek, że jest to miejsce dobrze skomunikowane. Co znaczy dobrze skomunikowane, to jest to kwestia uznaniowa w tym przypadku, no ale przykład z Ursynowa, z ulicy Belgradzkiej, ten blok jest, nie wiem, 150 metrów od metra, no więc pewnie spełnił te warunki i tam nie ma ani jednego miejsca parkingowego. Taki też został niedawno wybudowany.
Absurdy przywilejów dla samochodów elektrycznych
Tomasz Józefiak:
Tak, tak samo przychodzi mi na myśl kolejny absurd tej całej strefy czystego transportu, który wiąże się z tym, że oczywiście samochody tak zwane ekologiczne, czyli elektryczne, mają swobodny dostęp do wszystkich miejsc i też mają, jak gdyby, pierwszeństwo, możliwość jazdy buspasami. I w rezultacie samochody tłoczą się w korkach, te spalinowe, emitując spaliny do środowiska, a te czyste samochody, które nie emitują spalin, mogą sobie swobodnie jeździć.
Paweł Skwierawski:
To też już się niedługo skończy, ja nie wiem, czy są jakieś prace nad tym, ale generalnie środowiska miejskich aktywistów już podnoszą, przedstawiając jakby nową prawdę etapu, że samochód, nawet jeżeli elektryczny, to też jest to straszny samochód, bo przecież on zawłaszcza przestrzeń, bo zajmuje coś, gdzie można by było posiać trawę, szczaw i mirabelki, że i tak jest niepożądany w mieście.
Bo przecież w mieście oczywiście trzeba jeździć tylko i wyłącznie komunikacją zbiorową, względnie na rowerku albo na piechotę. Tak ma się szanowny plebs poruszać po własnym mieście, które utrzymuje własnymi podatkami, a jeżdżenie samochodami, wszystko jedno, czy to elektrycznymi, czy spalinowymi, ma być przywilejem wyłącznie najbogatszych albo jakichś tam funkcjonariuszy systemu. A jeżeli ktoś jest wożony z samochodem służbowym, no to jego to wszystko oczywiście nie interesuje.
Zmotoryzowani podatnicy jako fundament finansowania miasta
Natomiast, tak jak wspomniałem, to jest po prostu generalnie straszne świństwo, które jest robione na wszystkim. Bo to, o czym zawsze mówię i do znudzenia będę powtarzał, trzy największe źródła przychodów samorządów to jest 38% naszego podatku PIT, podatki CIT i podatki od nieruchomości. Czyli pracujący warszawiak, wszystko jedno, czy on pracuje jako prezes jakiejś korporacji, czy jako urzędnik, czy jako nawet pracownik fizyczny i ma nieruchomość, de facto utrzymuje to miasto, czyli płaci za wszystko, za budowę jezdni, ale również za kasowanie miejsc parkingowych, za zasypanie tunelu, który tu był niedaleko jeszcze do niedawna, za właśnie wprowadzanie Strefy Czystego Wykluczenia, za systemy, które mają to monitorować i tak dalej, on płaci za kaganiec, który mu jest nakładany. Jeżeli samochody będą przywilejem rzeczywiście tylko i wyłącznie najbogatszych, to ci najbogatsi za to nie zapłacą, bo nawet jakby nie byli bogaci, tylko że to ma być tak mała grupa, no i po prostu nie będą w stanie za to całe miasto zapłacić, za miasto będziemy nadal płacić my, pracujący warszawscy podatnicy.
I tutaj też ciekawostka i bardzo lubię o tym mówić i bardzo chciałbym, żeby ta wiedza była jak najbardziej upowszechniona, mianowicie mamy w Warszawie mniej więcej, no to tutaj AI podaje, trzeba by to dokładnie sprawić, około półtora miliona podatników. I zupełnie przypadkowo to się zgadza z liczbą użytkowników samochodów w Warszawie. To jest wynik naszego badania, które też no skromnymi środkami, ale jednak jak najbardziej skrupulatnie przeprowadziliśmy.
Zarzucają nam, że o podajemy liczbę samochodów zarejestrowanych w Warszawie. Zupełnie przypadkowy to jest zbieg tych wielkości, bo rzeczywiście półtora miliona samochodów jest zarejestrowanych w Warszawie, ale my mamy świadomość, że samochody na warszawskich rejestracjach jeżdżą poza Warszawą, co zresztą jest zrozumiałe, bo pierwsze nawet nie trzeba przerejestrowywać już w tym momencie samochodu, więc ktoś mógł kupić samochód z Warszawy i gdzieś sobie jeździć nim jeszcze długie lata. Po drugie oczywiście są tutaj firmy leasingowe, kredytowe, w związku z tym, ponieważ one są właścicielami samochodów, to te samochody jeżdżą po całej Polsce, ale na przykład część firm, która, żeby było śmieszniej, jedna konkretnie, która ma siedzibę w Warszawie, rejestruje samochody poza Warszawą i one po Warszawie jeżdżą na pozawarszawskich numerach, więc to było dość ciężkie do oszacowania.
Wzięliśmy na początek liczbę samochodów, które z warszawskimi numerami przechodzą przeglądy w Warszawie, bo raczej mało kto by przyjeżdżał spod Warszawy do Warszawy robić przeglądy, kiedy u niego będzie najprawdopodobniej łatwiej, bo już ma tą swoją stację, do której jeździ od lat.
Więc wzięliśmy samochody przechodzące przegląd w Warszawie, wzięliśmy niestety szacunkowo po wywiadach przeprowadzonych właśnie z przedstawicielami takich firma, proszę mi uwierzyć, nie dzielą się takimi informacjami zachętnie, ale dali nam jakiś obraz sytuacji, ile samochodów leasingowych i kredytowych warszawskich jeździ poza i ile jest tych leasingów wchodzących, czyli spoza naszych rejestracji jeździ po Warszawie. Dotarliśmy do tego liczby, które wyszły z wywiadów z firmami, które zarządzają flotami, z wypożyczalniami i tak dalej i tak dalej i wyszło nam, że trochę mniej niż zarejestrowanych, czyli niespełna półtora miliona samochodów w Warszawie jeździ i ktoś ich użytkuje, bo wiadomo, że są takie sytuacje, że ktoś ma na przykład dwa samochody na siebie zarejestrowane, ale z drugiej strony czasami w rodzinie dwie osoby użytkują jeden, więc tutaj trzeba przyjąć jakieś zaokrąglenia.
I tak jak wspomniałem, to się przypadkowo zupełnie składa, raczej nieprzypadkowo z liczbą warszawskich podatników, czyli kształtuje nam się taki obraz, że na ogół jeżeli ktoś pracuje w Warszawie, często posiada też nieruchomość, ma zwykle również samochód. Oczywiście nie jest to zasada generalna, bo ktoś może mieć nieruchomość i nie mieć samochodu, może ktoś nie mieć samochodu i wynajmować…ale nam chodzi o generalna zasadę.
Bo nawet jeżeli by odjąć ze dwieście tysięcy z tych osób, to to i tak jest ponad, grubo ponad połowa wszystkich warszawiaków z około dwóch milionów szacowanych teraz. Oczywiście nie są tylko meldunki, a są też osoby przebywające, prawda? Więc to jest tak czy owak grubo ponad połowa, to jest przeważająca większość.
Bierność mieszkańców i trudności w organizowaniu protestów społecznych
Umówmy się, taki wynik mieć w wyborach do Rady Miasta, no to człowiek by skakał do góry z radości.
Nie za bardzo rozumiemy, dlaczego ci ludzie nie chcą, czy wolą poświęcać czas na stanie w korkach, na bieganie do samochodu, który jest zaparkowany gdzieś dalej, na rezygnację z samochodu na rzecz dłuższego dojazdu komunikacją miejską, czy w jakiś inny sposób. A nie są czasami w stanie poświęcić jednego dnia raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc, żeby przyjść i zaprotestować w sposób jakiś gromki, pokazać, że my już po prostu zwyczajnie tego mamy dość. Bo wystarczy spojrzeć w internecie, ten gniew wylewa się hektolitrami, czyli ludzie tego nie tolerują. Dlatego niestety, ponieważ tak jak mówiłem, to są ludzie pracujący, którzy na ogół mają dzieci, rodziny i tak dalej, nie są w stanie się zmobilizować. Ale to ja zawsze powtarzam. Szanowni Państwo, jeżeli teraz nie poświęcicie tego jednego dnia, nawet kosztem wzięcia urlopu, to będziecie tego czasu tracić coraz więcej, coraz więcej, coraz więcej, aż w końcu, kiedy zabiorą wam możliwość posiadania samochodu, będziecie już w ogóle niewolnikami tego systemu transportowego, jakkolwiek trochę ironicznie to brzmi. No ale taka będzie prawda.
Agnieszka Kaczmarczyk:
No mam właśnie wrażenie, że jeszcze chyba za mało to doskwiera warszawiakom. Umieściłam na swoim TikToku filmik z konsultacji społecznych z grudnia, na którym też byłeś i wypowiadałeś się. Obejrzało go ponad 100 tysięcy osób. Komentarzy było mnóstwo, bardzo pozytywnych, że obywięcej takich ludzi, że chcieliby cię mieć za swojego sąsiada w swoim mieście i w ogóle. Ale nikt nie ruszy, że tak powiem swoich czterech liter, żeby się zaangażować, żeby się po prostu temu przeciwstawić.
Paweł Skwierawski:
No i to jest smutne, tak, bo tak jak mówię, no wszyscy za to Państwo zapłacicie. To, że teraz nie poświęcicie nawet tego jednego dnia urlopu, żeby przyjść na protest, to w sposób stukrotny za to zapłacicie za rok, dwa, pięć. Zwyczajnie.
To nie ma żadnej szarlatanerii, tak to będzie wyglądało. No i my niestety rzeczywiście, no tak naprawdę te ponad 200 osób na Radzie Miasta, no to był jakiś sukces, że tych ludzi udało się zmobilizować. Natomiast dochodzi, owszem, ja rozumiem tak po ludzku, że dochodzi ten problem, że protestu nie można urządzić w niedzielę, bo nikogo on nie obejdzie. Protestu nie można urządzić w sobotę, bo też nikogo on nie obejdzie, bo żaden urząd nie będzie pracował. Protestu nie można urządzić w godzinach popracowych, popołudniowych o jakieś 18.00, bo nikogo to nie obejdzie. Mało tego, media nie przyjdą, zwyczajnie. To też tak zdradzam tą kuchnię medialną, ale dziennikarze najchętniej przyjdą na event, który jest o 10.00, 11.00 rano, bo rano mają kolegium, ustalają co, co, jak. Jedzie ekipa tu, tu, tu, tu, nagrywają, później to się w popołudniowych wydaniach pokazuje. Jeżeli urządzilibyśmy o 19.00 czy 18.00 protest w tygodniu, nie będzie miał kto przyjechać, bo jest jeden reporter dyżurny na redakcję na wypadek, jakby coś się spaliło, tak w cudzysłowie albo i nie w cudzysłowie.
W weekend jest ramówka weekendowa i też nikogo to nie obejdzie. W weekend czasami, powiedzmy, wchodzimy do studia, jakiejś telewizji czy radia i tam sobie rozmawiamy na te tematy, ale nikt nie przyjdzie na protest w weekend. Więc szanowni państwo, niestety musimy się wszyscy też poświęcić, ale na moment, na chwilę, żeby nie poświęcać później jeszcze bardziej.
Tomasz Józefiak:
Tak, no ja też tego długo nie rozumiałem i też doszedłem do wniosku, że po prostu ludzie zwyczajnie nie łączą kropeczek, tak, nie widzą związku przyczynowo-skutkowego między swoimi wyborami, tak, przy urnach wyborczych, a tym, co potem ich spotyka ze strony naszych uśmiechniętych włodarzy. To jest niestety smutne.
Niespełnione obietnice wyborcze – przypadek Doliny Służewieckiej
Paweł Skwierawski:
Znaczy, tu można w pewien bardzo drobny sposób usprawiedliwić część wyborców oboju już tej opcji, która rządzi od ponad 20 lat już chyba w Warszawie niezmiennie.
Mianowicie, na przykład prezydent Trzaskowski, zanim został prezydentem w kampanii wyborczej, swojej pierwszej kampanii, zwołał konferencję prasową na ulicy Dolina Służewiecka i tam zwyczajnie okłamał zmotoryzowanych. Ja mówię to z pełną premedytacją, bo to jemu bardzo sprzyjające media też o tym pisały i właśnie oczywiście print screeny, ten tekst itd., redaktor Ossowskiego, który nienawidzi chronicznie kierowców, zachowany i w takich okolicznościach wklejam, ponieważ kandydat Trzaskowski stanął tam wtedy, już tak z głowy będę parafrazował, więc nie to, że cytuję dokładnie, ale stwierdził, że mają to wszystko policzone i że trzy wiadukty, o które od dawna mieszkańcy się upominali, żeby w Dolinie Służewieckiej zrobić trzy wiadukty na tych najbardziej newralgicznych skrzyżowaniach, przede wszystkim na skrzyżowaniu z ulicą Wilanowską i z Rosoła na przykład. Na trzecim to była jeszcze kwestia dyskusyjna, czy on ma stanąć przy Sobieskiego, czy gdzie, no generalnie w miejscach, w których te korki najbardziej się tworzą.
I obiecał, że oni mają to wszystko wyliczone, bo uwaga, zmotoryzowanym się to należy i on tego dopilnuje. Co teraz się dzieje w Dolinie Służewieckiej? Oczywiście, jak się Państwo domyślacie, wiaduktów nie ma. Za mniej więcej równowartość kosztów tych wiaduktów, biorąc pod uwagę inflację i przesunięcie w czasie, została wbudowana ta nieszczęsna kładka rowerowa przez Wisłę.
To jest mniej więcej ten rząd kwot. Dolina Służewiecka przez moment się przestała korkować, w momencie jak oddana została południowa obwodnica Warszawy. Dosłownie dwa miesiące, tak? No to Ratusz stwierdził, że nie ma takiego jeżdżenia i ponieważ nie ma korka, to stwierdził, że domaluje BUS-pa, żeby zwęzić ją o jeden pas.A na koniec jeszcze kropką nad i Wisienką, nad tym zgniłym torcie zrobili przejście na wysokości toru Żwiarskiego Stegny.
Ja przypomnę, że Dolina Służewiecka i Rzymowskiego miała być ciągiem tej obwodnicy tak zwanej miejskiej. W każdej kadencji wszyscy ją obiecują.
Ta opcja rządząca obecnie też. I w tym momencie, jeżeli wykastrowali już Dolinę Służewiecką, no to jak przeprowadzić obwodnicę miejską po ulicy, która ma dwa pasy, która co chwila stoi, jak nie na światłach, skrzyżowanie to światła, przejście dla pieszych, kuriozalnie w ogóle tam zrobione, to nie spełnia już w tym momencie żadnych warunków do bycia obwodnicą czegokolwiek. I tak się oszukuje warszawiakom.
Niektórzy może w dobrej wierze uwierzyli w te obiecanki, że jednak, no dobra, tutaj zielona Warszawa, ale jednak zmotoryzowani też będą w stanie się poruszać po tym mieście.
Otóż nie, proszę państwa. Dopóki oni będą rządzić zmotoryzowani, będą coraz mniej w stanie poruszać się po naszym mieście.
Wybory samorządowe, machina partyjna i sens odpartyjnienia Rady Miasta
Tomasz Józefiak:
A ludzie niestety mają, wyborcy mają pamięć złotej rybki i już mało kto pamięta, że zostali okłamani ileś tam lat temu, prawda? I nadal wybierają tak samo.
Paweł Skwierawski:
No niestety, niestety, no przypominamy, no ale to jest niestety dramat i też już tak mówiąc prosto z mostu, jeżeli mamy do czynienia w wyborach samorządowych, które siłą rzeczy mają mniejszy rozmach, mniejsze wsparcie partii, czy tak jak my braliśmy udział w wyborach, no w ogóle nie ma niczego wsparcia.
A ci ludzie chcą się zmierzyć z partią, która ma gigantyczne pieniądze, wsparcie mediów totalne, nomen omen i w tych mediach zwyczajnie kłamią, jak o tej kładce, o tych wiaduktach albo straszą PiS-em.Już nawet nieważne, czy ten PiS miałby wygrać, czy nie, ale to jest taka wdrukowana kalka wyborców Platformy Obywatelskiej, czyli teraz Koalicji Obywatelskiej, wystarczy postraszyć PiS-em, oni już od razu lecą i głosują na Koalicję, czy tam na Platformę, czy jak oni się tam będą w najbliższych wyborach nazywali. Bo nie wiadomo czy, jeszcze jednego rebrandingu nie przeprowadzą.
Generalnie na tych samych ludzi lecą i głosują, bo PiS, bo PiS przyjdzie i właściwie co się stanie? To też zawsze co powtarzam. Szczerze mówiąc nie chcę, żeby przyszedł PiS, bo dla mnie samorząd powinien być w ogóle odpartyjniony, to jest taka idealna wizja, którą, wiadomo, że prezydenta nie odpartyjnijmy, bo to nie wiem, jaką tytaniczną pracę trzeba by wykonać, ale dobrze byłoby, żeby chociaż Rada Miasta była odpartyjniona, bo w tej sytuacji, w jakiej jesteśmy, to jest po prostu zwyczajnie dramat.
Ale trzeba pamiętać, że Rada Miasta nie wprowadzi zakazu aborcji, nie wprowadzi krzyży do szkół, nie wprowadzi albo nie zakaże adopcji parom homoseksualnym czy ich ślubów, bo nie ma takich kompetencji.
Rada Miasta może najwyżej właśnie podjąć decyzję, czy strefa wykluczenia transportowego będzie większa czy mniejsza, ile będzie wynosić podatek parkingowy i które dzielnice zostaną nim objęte, które nie, która ulica zostanie zwężona, która nie, co zostanie zniszczone i tego typu rzeczy. Tam nie ma żadnych kwestii ideologicznych, więc jeżeli ktoś się waha w tym aspekcie, że jak i przyjdą inne partie, bo tak naprawdę z całej reszty ugrupowań też się robi tego czarnego luda, bo to wszystko jest jakaś tam katoprawica i tak dalej, jak oni przyjdą, to w ogóle będzie jakiś zamordyzm katotaliban i tak dalej.
No nie, bo siłą rzeczy Rada Miasta nie ma możliwości, żeby ten katotaliban wprowadzić, nawet jakby strasznie chciała, a raczej nie chce, bo do samorządu idą ludzie, którzy chcą rzeczywiście coś konkretnie zrobić, a nie uprawiać tutaj jakąś ideologiczną krucjatę, umówmy się.
Strategia Warszawa 2040 i ukryte cele walki z transportem samochodowym
Tomasz Józefiak:
Chciałbym nawiązać do tego, co Pan mówił na początku odnośnie tej polityki walki z transportem samochodowym, usunięcia życia kierowcom, bo to jednak jest pewna ideologia, prawda, to jest realizowanie pewnej ideologii wynikającej z jakichś globalnych agent walki z klimatem, prawda i nie wiem, zapewnianie inkluzywności, różnorodności i wszechobecnej tolerancji. Chciałbym właśnie, żebyśmy bardziej pomówili o tym, z czego ta polityka wynika, prawda, bo to, a ściślej mówiąc, chodzimy konkretnie o tą strategię miasta Warszawy, Warszawa 2040, którą miasto aktualnie, jak gdyby, wdraża, czyli procesuje do lutego trwały konsultacje społeczne.
Jest to opasły dokument, łącznie chyba z dziewięcioma zawodnikami. Równie opasły. Tak, czy Panu są znane założenia tej strategii i co Pan o niej myśli?
Paweł Skwierawski:
Tak, założenia mi są oczywiście znane i to, co Pan powiedział o ideologii, no tak, tylko że ja zawsze przestrzegam, żeby nie zwalać tego też tak wprost na karp ideologii, bo ideologia jest prowadzona pod emocje, bo łatwo można naszczuć jednych na drugich.
Zwolenników normalnego życia, jeżdżenia samochodami i korzystania z miasta w taki sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, z tymi, którzy często przyjechali w ogóle do naszego miasta skądś i nie wiem po co, skoro im się to miasto tak strasznie nie podoba i chcą je zmieniać. Więc łatwo tych ludzi napuścić na siebie. Oczywiście mamy te kłótnie internetowe, samochodowcy, nie wiem, blachosmrodziarze, jak to oni nas nazywają, czy jacyś tam inni, autkiści, kontrarowerkowcy i inne tego typu rzeczy.Ludzie się po prostu żrą i zamiast się skupić na tym, żeby zaprotestować w jakiś sposób konstruktywny, żeby wyjść nawet wśród sąsiadów, zebrać podpisy przeciwko czemuś, to żrą się w internecie i uważają, że swój obowiązek już spełnili.
Dlatego jest wrzucona ta ideologia. Tak samo jak na naszym szczeblu samorządowym, również szczeblu krajowym, ale i przede wszystkim na szczeblu unijnym.
Tymczasem to nie jest też tak, że tam siedzi jakiś oszalały ideolog ekologiczny z potarganą fryzurą i ubrany w lniane spodnie i wymyśla nam takie rzeczy, tylko chodzi tylko i wyłącznie jak zwykle o kasę. Ja też na początku nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi. Myślę, że to jest jakieś szaleństwo.
Zacząłem to wszystko rozkładać na czynniki pierwsze i tak dalej. Tutaj jak zwykle zresztą niestety zasada follow the money się sprawdza. Chodzi o to, jakie jest prawdziwe znaczenie tego sloganu, który jest rzucany, że miasto nie jest z gumy.
Otóż powierzchnia do trzepania naprawdę grubej kasiory jest ograniczona. Jej się nie rozepchnie, więc można ją zabrać tylko i wyłącznie już w tym momencie kosztem jakichś tam drobnych skrawków gruntu, ciągnąć w górę, czyli wzwyż budować, albo zwyczajnie zabrać zmotoryzowanym. Być najbogatsi tym najbogatszym, żeby dojechać.
Będzie ich tak mało, że wystarczy rzeczywiście po jednym pasie na Marszałkowskiej na przykład. To jest w ogóle jakaś dramatyczna wizja, ale może oni tak właśnie myślą. Chodzi o to, żeby tutaj tłuc najgrubszą kasiorę, a nas wywalić na obrzeża, bo przeszkadzamy w tym.
I stąd są jakby pod to wszystko, zresztą w europejskich miastach to samo, pod to wszystko, inaczej, to wszystko jest opisane tą ideologią. Bo nie można przecież powiedzieć, słuchajcie, wynoście się stąd, bo my tu chcemy robić interesy, tak? No ludzie by się wkurzyli jednak mimo wszystko chyba, tak mi się wydaje. Natomiast jeżeli się to owinie w cały ten ideologiczny zielony papierek, no to niektórzy, którzy nawet rzeczywiście widzą te wszystkie problemy, które im to stwarza, no może i dobrze, bo przecież planeta płonie, no to może rzeczywiście z tych samochodów należy zrezygnować.
Pandemia jako weryfikacja mitów o emisji spalin i Strefie Czystego Transportu
Ale jeszcze o jednej ważnej rzeczy nie powiedziałem, bo jest nam mówione, że strefa czystego wykluczenia musi być, ponieważ samochody trują i zabijają. Otóż można było te bajki opowiadać do roku 2000, kiedy mieliśmy rok pandemiczny i ścisły lockdown na wiosnę tegoż roku. Myśmy wtedy przeprowadzili dwa odrębne badania, już jedno już później, pod faktem, ale też biorąc pod uwagę te dane.
Bo była to pierwsza w historii motoryzacji sytuacja, kiedy można było powiedzieć sprawdzam, w praktyce. Nie to, że ktoś tam nam opowiada jakieś historie, bo on gdzieś tu postawił jakiś miernik i postawił go tak, żeby mu wyszło to, co on chce, żeby mu wyszło.
Tak jak jedna z fundacji postawiła w tunelu kiedyś miernik.Później się zaklinają, że oni nie brali pod uwagę odczytu z tego miernika, ale kto ich wie? No nie wiemy tego, papier zniesie wszystko, cyfra, cyfra to cyfra. Nie chcę ich posądzać, bo nie wiem, nic się nie przegryzłem przez ten raport, ale skąd w ogóle taki pomysł? Jeżeli nie po to, żeby udowodnić jakąś tezę. No kto normalny coś takiego robi, prawda?
I te dwa nasze badania, najpierw to pierwsze, czyli porównujące okres lockdownowy z dwoma latami poprzedzającymi, jeżeli chodzi o ten analogiczny okres, pokazały jasno, że w ścisłym lockdownie ruch aut osobowych, to jest szalenie ważne, ponieważ GUS czy inne instytucje państwa operują całym transportem.Czyli mamy również ciężarówki, transport miejski, zbiorowy i tak dalej. Ja nie wiem, czy jeszcze gdzieś w okolicy Warszawy jeżdżą jakieś lokomotywy, które też emitują te wszystkie czynniki, oni to pod transport podciągają. No na pewno komunikacje, ciężarówki, etc.
Natomiast my badaliśmy tylko i wyłącznie ruch aut osobowych, który spadł o 80%. Jak to wpłynęło na odczyty czujników Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska? Już nie chcieliśmy się na tych innych szarlatańskich czujnikach opierać. Otóż poziomy pyłów zawieszonych nie zmieniły się praktycznie w ogóle, to jest jakiś błąd statystyczny.
Poziom tlenku węgla nie zmienił się prawie w ogóle, to jest ta sama historia, błąd statystyczny. Jedynie około 8%, czasami trochę więcej, obniżyło się zanieczyszczenie dwutlenkiem azotu. Ale przypominam, 80% mniej aut osobowych i 8% jedynie spadku tego strasznego dwutlenku azotu.
No przecież coś tutaj jest nie tak. Ale generalnie nasi przeciwnicy, czyli głównie patoaktywiści klimatyczni, chwycili się jak pijany płotu tego dwutlenku azotu. Więc przeprowadziliśmy kolejne badanie, tym razem porównując okres lockdownu z latami kolejnymi.
Chociaż nie chcę zanudzać, bo ktoś tam bardzo dokładne te pomiary prowadził, jak w tych konkretnych miesiącach to wyglądało. I już w tym pierwszym badaniu wyszło, że na przykład jeden z miesięcy pandemicznych miał większe zanieczyszczenia niż analogiczny miesiąc w roku kolejnym. I to się pokryło z tym naszym następnym badaniem, że po prostu zwyczajnie istnieje idealna korelacja między poziomami zanieczyszczonymi dwutlenkiem azotu a temperaturą.
Czyli głównie dwutlenek azotu w Warszawie i okolicy wydobywany jest z ciepłowni czy z ogrzewania indywidualnego domków. Już tutaj nie przeprowadziliśmy badania, bo nie jesteśmy specjalistami od ciepłownictwa, jesteśmy specjalistami od transportu i ruchów samochodów. Generalnie ta korelacja widać jasno.
Nie chcę zanudzać, o ile w danym mieście, w danym miesiącu. Ale przede wszystkim było to widać rażąco, porównując okres wakacyjny, czyli te najcieplejsze zwykle, pomijając zeszły rok, miesiące z okresem grzewczym. Kiedy dane średnich poziomów zanieczyszczenia dwutlenkiem azotu, które z kolei odzyskaliśmy od Agencji Kosmicznej NASA, więc ciężko też dyskutować z rzetelnością tego podmiotu, pokazało jasno, że jeżeli chodzi o poziomy średnie, nie chwilowe, nie jakoś tam w jednym miejscu zmierzone jakieś czynniki, ale miesięczne poziomy średnie, w wakacji u nas nie ma problemu z dwutlenkiem azotu.
Natomiast wystarczy, że zacznie się sezon grzewczy, to już pół Polski jest na czerwono, bo tam akurat im bardziej czerwony, tym bardziej mieliśmy do czynienia z większym poziomem zanieczyszczenia. Czyli to jest po prostu jasna odpowiedź, że to stoi znowu na manipulacji i zwykłym kłamstwie, że jakoby te samochody tutaj zabijały.Dziwne fundacje robią jakieś murale, żeby grać znowu na emocjach, na ideologii, że jakieś dziecko z samochodzikami, które tam jest zatruwane przez samochody. No to jest tak niskiego lotu manipulacji, że aż po prostu czasami jest wstyd, że te osobniki też się nazywają ludźmi. No po prostu tak nie można.
To jest manipulacja nad dzieckiem, które zaraz umrze, bo ktoś jeździ samochodem, to jest żenujące. To jest po prostu zwyczajnie żenujące.
Ignorowanie faktów badawczych i wizja „zielonego komunizmu”
Tylko, że oczywiście myśmy wysłali te nasze badania do radnych, do innych polityków też, od których zależy coś, jeżeli chodzi o tę politykę miejską.No niestety nie jest to tylko to, co uchwala Rada Miasta. Tu są również jakieś tam, rzeczywiście te akty nadrzędne, które strategia się powołuje, ale także.
Natomiast no, to jest zero odpowiedzi.Jeżeli fakty są niezgodne z ideą, no to tym gorzej dla faktów. To takie też typowe metody, bo to też mamy ten aspekt ideologiczny, że to jest taki zielony komunizm. Tylko moim zdaniem to nie chodzi o to, że oni się zapatrzyli na komunizm.Dobra, to teraz robimy komunizm. Tylko po prostu to są jakieś tam metody, które w określonym zakresie zdawały mimo wszystko jednak, dawały radę ludzi uzależniać i w niektórych krajach do tej pory dają radę ludzi uzależniać od decyzji.
Tylko, że oni myślą, że no komunizm upadł w większości krajów, no ale tym razem to tak mocno chwycimy ludzi za gardło, tą całą elektroniczną kontrolą, tymi nadzorami.Niedawno dowiedziałem się, że w Warszawie myślą nad tym, żeby jakieś kody kreskowe do worków na śmieci przyporządkowywać. Nie znam szczegółów, ale czemu to ma służyć? To znaczy każdy ma mieć swój indywidualny kod. Żeby wiedzieć.
No dokładnie. To co wyrzucił. Czyli finalnie, jak ja to dobrze rozumiem, że będzie jakaś kontrola, która będzie wyrywkowo rozdzierać śmieci, które ktoś wyrzucił i sprawdzać, jakich on się śmieci pozbył.
Proszę Państwa, to…
Tomasz Józefiak:
Znaczy jak ktoś nieopatrznie wrzuci papierki do worka z plastikiem, to będzie można sprawdzić po kodzie kto i przywalić mu karę.
Paweł Skwierawski:
No ja wiem, ja wiem, ale jaki to jest poziom inwigilacji, no żeby śmieci nam przeglądać? Przecież to jest absurd. To jest absurd.
I dlatego tu mówi się o tym zielonym komunizmie, no bo to takie prawdopodobne metody, tylko że to też tak jak mówię, no nikt nie chciał, że teraz wprowadzamy komunizm, tylko no to im się spina, tak? Wziąć obywatela za mordę, wydoić go z pieniędzy jeszcze bardziej, bo przecież trzeba to… To nie jest tak, że jeżeli ktoś chce zarabiać na mieście i budować tam jakieś wielkie inwestycje, to on od razu będzie musiał płacić za zrobienie trawników wokół i zwężenia i tam jakiegoś tego typu infrastruktury. No za to mają zapłacić ci, którzy będą wywaleni stamtąd, tak?
No i temu służy cały ten zamordyzm, a strategia jest jednym z jego elementów. Bo tam po pierwsze jak w komunistycznej konstytucji mieliśmy wpisaną przewodnią rolę Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tak tu mamy wpisaną przewodnią rolę transportu zbiorowego i to jest wszystko podporządkowane.
Z jakimś tam udziałem, prawda, ZSL-u, czyli już też tak parafrazując, czyli transportu rowerowego. I to stoi od początku. Można było w konsultacji zgłaszać, że się z tym nie zgadza człowiek, ale oni tego nie brali pod uwagę, bo się jakiś czas temu ukazał ten raport z konsultacji.
Fasadowe konsultacje społeczne i narzucanie nowych przyzwyczajeń transportowych
Agnieszka Kaczmarczyk:
No właśnie miałam się Ciebie pytać, czy jakiekolwiek Twoje uwagi zostały uwzględnione?
Paweł Skwierawski:
Połowa, nie dwie zostały częściowo wzięte pod uwagę, ale jak to ja zaraz powiem, myśmy to nawet pisali jako organizacja, żeby nie było tak, że jakiś tam jeden człowiek coś wymyśla. Ciężko jest to znaleźć w tym dokumencie niezmiernie, bo zamiast już nawet odesłać, musieliśmy podać te maile, zamiast odesłać te rzeczy, które wpisali w kilka kratek, to trzeba przeglądać ten sążnisty dokument.
Ale najpierw jeszcze o samej strategii, bo tam oprócz tej przewodniej roli mamy wpisane całą masę mechanizmów, które mają właśnie pozbawiać nas możliwości korzystania z aut, łącznie z tym, że w którymś z punktów jest napisana dalsza zmiana przyzwyczajeń transportowych warszawiaków.
Czyli co, oni są jakimiś tam dorosłymi, a my jesteśmy dziećmi w przedszkolu, którym trzeba zmienić przyzwyczajenia, bo na przykład rysowaliśmy kredkami po stole, a mamy po kartkach rysować. Przecież to jest chore. Szanowni Państwo, ja chciałbym, żeby jeszcze raz to wybrzmiało.
Oni będą zmieniać Wasze jakieś tam przyzwyczajenia transportowe. Oni będą Wam mówić, co Wy macie, a czego nie macie robić. No przecież to jest chore.
Wy utrzymujecie to miasto. Wy utrzymujecie to miasto. Własnymi ciężko zarobionymi podatkami, jakkolwiek też to brzmi kuriozalnie, ale to się sprawdza, że im ciężej pracujecie, tym więcej podatków odprowadzacie.
Im ciężej pracowaliście, macie dwie nieruchomości, to odprowadzacie jeszcze więcej podatków, a oni będą Wam kazać zmieniać Wasze zwyczaje transportowe. No to jest chore. To jest po prostu zwyczajnie chore.
Metody wymuszania rezygnacji z aut: polityka parkingowa i słupkowanie
Ale są również metody wymuszenia tegoż. No czyli oczywiście zwężenia, które są jasno wpisane. Te uwagi były wszystkie odrzucane, bo ludzie stwierdzali, że nie chcą buspasów.
My też napisaliśmy, że nie. No po prostu nie. Z tym nie ma dyskusji.Buspasy mają być. Nie jest powiedziane, że zawsze kosztem jezdni. Może kiedyś tam nie będą kosztem jezdni.I to wymaga oczywiście miejscowych badań i dyskusji na ten temat, które zawsze wychodzą po linii ratusza. No to przecież jest jakby oczywiste. No nie, nie będzie tak, że nie można zwężać.Ani normalnie, ani buspasami.
Tak samo nie będzie zmiany polityki parkingowej. Tutaj jedno się dało uszczknąć ludziom, bo rzeczywiście, jeszcze nie wspomniałem, bo 40% uwag zostało przekazanych do dokumentu ogólnego.Tam po procencie do jakichś tych pozostałych załączników, z dziewięciu, o których wspomnieliśmy na początku. I drugie 45% było do tego załącznika transportowego. Czyli to jest coś, co najbardziej zbulwersowało mieszkańców.
A później co czytamy? Że tam 45 czy coś koło tych wniosków do tego najbardziej interesującego ludzi załącznika zostało po prostu zwyczajnie odrzuconych. Nie, bo nie. Nie, bo to się nie zgadza z wpisaną w strategię przewodnią rolą transportu zbiorowego.I koniec. Wszystko, co uderza w transport zbiorowy zostało odrzucane na dzień dobry.
Tak samo tak jak wspomniałem, polityka parkingowa.Że nie, że po prostu w strefie śródmiejskiej musi być strefa podatku parkingowego. Mało tego, musi być tak zwana śródmiejska strefa podatku parkingowego, czyli wyższe opłaty. No bo tak.Mają być miejsca jeszcze dodatkowo likwidowane, bo oni też tam już nie pamiętam, czy zalecają, czy rekomendują w strefie śródmiejskiej po prostu likwidować jeszcze te istniejące miejsca.
Tomasz Józefiak:
To ładnie nazywają efektywnością.
Paweł Skwierawski:
Tak, tak, tak.
Efektywność jest taka, że to są dokładnie ludzkie sytuacje, że ludzie, owszem, rzeczywiście mniej samochodami jeżdżą. Bo wszystko jedno, czy mają SPPN, no jak gdzieś powiedzmy na obrzeżach są to mniej, ale generalnie, czy są na granicy SPPN-u, czy w SPPN-ie, zwyczajnie boją się ruszyć samochodu spod domu. Bo jak wrócą, to nie znajdą miejsca.Albo w tym swoim okręgu, albo gdzieś w ogóle gdzieś w okolicy, prawda? Żeby móc się zatrzymać, a nie musieć kilometrować. I dlatego te samochody zostawiają pod domem. Nie dlatego, że jest fajnie jeździć komunikacją.
Znowu mamy też zmianę parkowania skośnego na równoległe. Ale to nie wszystko.
Agnieszka Kaczmarczyk:
Ale przepraszam, że Ci przerwę. Wczoraj byłem na komisji Rady Ochoty i pani Justyna Glusman deklarowała, że żadne legalne miejsce nie będzie zlikwidowane.
Paweł Skwierawski:
Tak, tylko tutaj proszę zwrócić uwagę na manipulację, jakiej oni używają. Legalne miejsce nie zostanie zlikwidowane. Bo jeżeli, zanim, przed wprowadzeniem SPPN-u, mamy do czynienia z parkowaniem na zasadach ogólnych. Jeżeli jest wprowadzone SPPN, wszystkie miejsca w SPPN-ie muszą być wyznaczone. Żeby były wyznaczone, muszą być legalne.
To jest m.in. jeden z mechanizmów, dlaczego SPPN zawsze zabiera jakąś tam liczbę miejsc parkingowych. Bo na zasadach ogólnych można zaparkować na chodniku, zostawiając półtora metra chodnika. Natomiast, kiedy jest miejsce wyznaczone, już te metry muszą zostać dwa.
Czyli wszędzie, gdzie nie da się spełnić tych dwóch metrów, już parkowania legalnego nie ma. Więc ona nawet powiedziała prawdę, że te legalne miejsca, które zostały wyznaczone w SPPN-ach, pewnie nie zostaną już zlikwidowane. Ale jest to zwykła manipulacja, bo wszystkie miejsca, które nie zostały wyznaczone, a można było legalnie parkować, mogą zostać zlikwidowane. Albo zamienione parkowanie skośne na równoległe i w tym momencie już też chociażby z tej samej zasady. Będą słupki, będą wysepki. Oczywiście. To jest zwykła manipulacja. Jestem nie pierwsza i niestety nie ostatnia, dopóki się ta władza nie zmieni.
Jedyny plusik, jak i w tej polityce parkingowej, było, że w strategii będzie rekomendacja, żeby jednak miasto budowało parkingi podziemne.
Jeżeli to będzie realizowane tak jak pod placem powstańców, no to psu nabudę się zda. Ale może jakimś cudem nie będzie. I to jest ten jedyny promyczek nadziei, który z tych konsultacji jakby wynikł na plus.
I drugi, żeby nie było tylko, że jest źle, był również tam punkt o tym, że trzeba likwidować, po prostu autorytarnie likwidować przejścia podziemne i kładki. Teraz będzie to podobno zamienione na to, że wszystkie istniejące kładki i przejścia, o ile nie zostaną zlikwidowane, czyli też mamy furtkę do tego, ale mają mieć powiększoną dostępność czy jakieś tam windy, platformy na jazdy. Zawsze coś, aczkolwiek biorąc pod uwagę, jak oni się do wszystkiego zabierają, to ja wielkich nadziei tutaj w tym nie pokładam.
Natomiast jest to jakiś tam kolejny plusik. Ale mamy, tak jak mówię, rozszerzanie tego SPPN-u, słupkowanie, wysepkowanie. To chodzi się po prostu o nasze bezpieczeństwo. Wszystkie kontraruchy, ścieżki rowerowe, które też mają być najwyższym dobrem tego miasta.
Mamy wprost napisane, że miejsce parkingowe kasować, a parkingi dla rowerów tworzyć. I to zadaszone przecież. Stacje naprawcze rowerowe mają być tworzone. Tak jak kiedyś były, nie wiem, czy wszyscy Państwo pamiętacie, takie najazdy albo jakieś tunele, gdzie mieszkańcy mogli sobie jakieś tam drobne naprawy na osiedlu urządzać. Wszystko to oczywiście zostało skasowane, bo było niebezpiecznie. Czyli samochodu nie można naprawić już samemu, nawet jeżeli jest jakiś drobiazg, bo nie ma gdzie. Natomiast rower jak najbardziej pod chmurką i pod zadaszeniem. Więc to wszystko stoi na głowie.
Obniżanie klas dróg, strefy Tempo 30 i infrastruktura drogowa
Jeszcze jest jeden straszny mechanizm w tej strategii wpisany. Mianowicie oprócz kilkudziesięciu ulic w strefie śródmiejskiej, wszystkie pozostałe, ma zostać obniżona ich klasa. Do klasy dróg lokalnych i tego typu, dróg o niskim natężeniu ruchu i często z priorytetem pieszych.
I co za tym idzie? Wiadomo, że na takich drogach, też w kolejnych punktach czytamy, że musi zostać odgórnie wprowadzona strefa Tempo 30. Oni już to kiedyś próbowali zrobić na ponad 90% ulic w Warszawie. Były protesty i radni się wtedy trochę przestraszyli.
Te strefy Tempo 30 oczywiście chyłkiem są wprowadzane, jak Państwo zauważycie, one często się pojawiają w różnych miejscach, w których ich do tej pory nie było. Natomiast teraz będzie to odgórnie zrobione. Mianowicie wraz z obniżeniem klasy drogi wchodzi strefa Tempo 30 i dalej czytamy, że skoro wchodzi strefa Tempo 30, to również te progi, słupki, wysepki, czerwone placki, mijanki, bo przecież oni robią teraz mijanki.
Mamy dwa pasy ruchu w dwie strony, to jeden trzeba zatrzymać, żeby się ludzie musieli mijać. Czyli rozwiązanie kolizyjne w trosce o bezpieczeństwo. Ja nie wiem, jak trzeba być po prostu człowiekiem, który nienawidzi ludzi, żeby udawać wobec innych, że to jest w trosce o ich bezpieczeństwo.
Więc to będzie autorytarnie robione na tych wszystkich dziesiątkach ulic, które są wyjęte spod tej grupy, na której to nie zostanie zrobione. I owszem, tam mamy Marszałkowską i tak dalej, która nie będzie ruszona. Ale na przykład wspomniana Krucza już nie jest tam wymieniona.
Czyli oni chcieli pewnie zrobić tę przebudowę, zrobić tam Tempo 30 i wszystkie te obostrzenia. Nie ma Mokotowskiej, Mokotowska może nie jest jakaś tam wielce ruchliwa teraz, ale Hoża, czy Myśliwiecka, Rozbrat.
No tych ulic nie ma. Czyli tam też miało być Tempo 30, słupki, progi i całe to uprzyjemnienie nam życia.
Zagrożenie dla zdrowia i życia: blokowanie dojazdu służb ratowniczych i pacjentów
Tomasz Józefiak:
Tak, już nie wspominając o bezpieczeństwie mieszkańców związane na przykład z dostępnością służb ratowniczych.
Paweł Skwierawski:
A to jest pomijane. Kompletnie jest wyjęte z troski. A to jest, my mamy dość jasny dokument, który swego czasu odpisał nam na prośbę dyrektor Taboru Sanitarnego Warszawskiego.
Krótkie zdanie. Każde utrudnienie w drodze, czyli słupki, garby i tak dalej, wydłuża czas dojazdu karetki do potrzebującego. Po prostu.
Tomasz Józefiak:
Tak, tak. Ja pamiętam, bo ja nie byłem osobiście, ale oglądałem nagranie z tego spotkania z mieszkańcami dotyczącego konsultacji społecznej strategii 17 grudnia. To było w centrum Kopernik. I tam padło pytanie od któregoś z mieszkańców właśnie o tą kwestię bezpieczeństwa dostępu służb ratowniczych. To odpowiedź urzędnika, że to jest element innej strategii i ktoś inny się tym zajmuje.
Paweł Skwierawski:
Tak, no spychologia, tak.
A jak karetka nie dojedzie, no to wszyscy mamy kryte tutaj, bo tu myśmy nie pisali, oni nie pisali. No coś tak nie wyszło. No nieważne, ktoś tam sobie umarł.
To samo jest straż. Jak my mamy ustępować przejazdu, jeżeli na tych wszystkich mniejszych drogach, tak jak mówiłem, ma być obniżona kategoria. Jeszcze nie daj Boże.
I tam jest odgórnie powiedziane, że ma być ruch tak ustawiony, taka ma być organizacja tego ruchu, żeby nie mogły one pełnić roli przelotowej. Czyli co? No drogi jednokierunkowe. Więc jeżeli mamy drogę jednokierunkową, po bokach słupki i te horrendalnie wysokie krawężniki, które oni teraz też forsują w całym mieście, to jak samochód ma ustąpić miejsca temu pojazdowi uprzywilejowanemu? No jak?
To samo jest na wypadek, nie daj Bóg, jak nas rzeczywiście zaatakują, tak jak nam życzył tego profesor premier Tusk, że to już jest kwestia miesięcy, jak nas zaatakują i w związku z tym musimy się europejsko zgodzić, to jest oddzielny temat, ale generalnie no niech na nas rzeczywiście, by tak się przydarzyło, zaatakują. Ja akurat nie jestem takim optymistą, jak pan premier profesor, więc ja uważam, że nas teraz nie zaatakują, ale jest taka groźba. No jakby nie liczył. Jest taka groźba, dużo większa niż 10-20 lat temu.
I wyobraźcie sobie Państwo, że ewakuują się ludzie którąś z tych takich nowoczesnych ulic. Niech na środku się jeden z tych samochodów zepsuje. Gdzieś nie da się go zepchnąć na bok, bo słupki, krawężniki i jeszcze Bóg wie co. Nie da się. I ci wszyscy ludzie są narażeni na, nie wiem, bombardowanie, ostrzał, z drona, wszystko jedno. To jest igranie z naszym zdrowiem i życiem już teraz.
To nie jest to mityczne bezpieczeństwo, o którym oni mówią, że musimy to zrobić, żeby ludzie nie umierali na drogach. Nie, wy chcecie, żeby ludzie umierali na drogach? Tak, po prostu. Ludzie umierali w karetce, która nie dojedzie do szpitala, czy w domach do którego na przykład. Też karetka czy strasznie dojedzie. Albo ludzie umierali na ulicach w wyniku jakiejś agresji. Wy już chcecie teraz, żeby ludzie umierali na ulicach.
To jest po prostu coś makabrycznego. I dlatego mówię, to nie są żarty, bo tam oczywiście ci nasi przyjaciół, bo wy jesteście leniwi, najchętniej byście wjechali samochodem w ogóle do sklepu czy do urzędu. Ja mam całą serię takich zdjęć, gdzie rowery stoją na środku sklepu czy urzędu, czy w ogóle jakichś makabrycznych. Jest to akurat nie samochodziarze. I bo jesteście leniwi, przyspawańcy i tak dalej.
Agnieszka Kaczmarczyk:
Są sytuacje, kiedy no trzeba podjechać.
Paweł Skwierawski:
Ale my się z tego nie musimy tłumaczyć. Naprawdę, bo to jest kwestia naszego też w tym momencie zdrowia i życia. Bo nawet też jeżeli, nie wiem, ktoś jest mniej chory i jedzie do szpitala własnym, jakby, czy ktoś go wjedzie do szpitala, no to w tym momencie też może ryzykować zdrowiem i życiem w momencie, kiedy nie będzie tam w stanie dojechać.
Dalej, to uderza w osób, wiele osób chorych przewlekle. Z kolei jednocześnie przychodzących chemioterapię czy po transplantacjach. No to jest akurat niestety u mnie w rodzinie taki temat bliski.
Jednym z liderów transplantologii jest warszawski szpital nowowiejski, czyli Szpital Dzieciątka Jezus. Tam przeszczepia się bardzo dużo nerek z trzustkami albo samych trzustek. Ludzie po przeszczepie muszą trzymać immunosupresję.
Są narażeni na zakażenie oczywiście w komunikacji miejskiej jak najbardziej, szczególnie jeżeli na przykład, bo zwykle na badanie, bo tak, bo jeszcze nie powiedziałem, tak taka osoba musi się raz na początku raz na tydzień, później raz na dwa tygodnie, trzy razy na dwa tygodnie, albo miesiąc, w zależności od jakiej ma wyniki, tak często musi się stawiać rano na kontrolę. Czyli w porannym szczycie oczywiście, w komunikacji z tymi wszystkimi kaszlącymi, prychającymi ludźmi, co może nam po prostu zwyczajnie kosztować zdrowie, bo w wyniku infekcji może zostać odrzucony organ albo życie, bo to zagraża tej osobie. I ten szpital oczywiście, jakby nie patrzeć, jest w strefie czystego transportu. Ilość miejsc parkingowych też jest tam ograniczona. I to, że, nie wiem, warszawiak ma prawo wjechać starszym samochodem cztery razy do roku, to i tak jest za mało w tej sytuacji. Ale powiedzmy, ten jest o tyle w lepszej sytuacji, że ma prawo cztery razy tam do tego szpitala dojechać.
Agnieszka Kaczmarczyk:
Z góry narzucił, że akurat te cztery razy masz prawo dojechać. Cztery będzie dobrze.
Paweł Skwierawski:
Pięć za dużo czy za mało. Ale tam przyjeżdżają również osoby, nie dość z całego województwa, ale również z innych województw. Ja zawsze polecam tym urzędnikom, pojedźcie tam rano i posiedźcie w tej kolejce, pogadajcie z ludźmi. Oni przyjeżdżają niestety starymi złomami gdzieś z tej Polski.
Jak człowiek jest chory, to na ogół nie oszczędza się na zdrowiu, tylko na samochodzie i tego typu rzeczach. Powiedzcie im, że wy nie chcecie, żeby oni tutaj wjeżdżali tym samochodem. To jest po prostu bandytyzm.
To jest zwyczajny bandytyzm.
Tomasz Józefiak:
A mieszkańcom Warszawy zamiast zawieźć chorą mamę do szpitala własnym samochodem zalecamy zbiorkomem albo na rowerze.
Paweł Skwierawski:
Tak, tak, to też są tacy artyści.
Oczywiście, natomiast to jest po prostu zwykłe szyderstwo. Zresztą na tym proteście przeciwko strefie czystego wykluczenia występował tata niepełnosprawnego dziecka, który ma stary samochód, bo rzeczywiście ta rehabilitacja tego dziecka go tyle kosztuje. A rehabilitacja jest jedynym warunkiem, żeby ono mogło po ich śmierci jakoś tam w miarę funkcjonować samodzielnie.
Żeby nie było przykute do jakiegoś łóżka, do ośrodka ochrony. Ośrodka, który zajmuje się takimi osobami. Nie wiem, on też nie, bardzo słusznie nie opowiadał dokładnie, na co jest ta osoba chora.
To jednak jest jakaś tam tajemnica medyczna, ale on musiał z tym dzieckiem co dwa dni jeździć do strefy czystego transportu na rehabilitację, bo to jest być albo nie być tego małego człowieka. No i co? Miasto mu tego po prostu zabrania. Zwyczajnie mu zabrania.
I to jest tak, że zawsze później wstaje ktoś z ratusza, jak rozmawiamy, czy ktoś tam z przeciwnej opcji. A, bo wyciągacie takie jednostkowe przypadki. A statystyki są takie, że ludzie jeżdżą „telekomunikacją” warszawską.
No nie. Te statystyki składają się właśnie z pojedynczych ludzi. To są ludzie, jednostki, których życie zależy często właśnie od tych sytuacji, że ktoś sobie coś jakiegoś wymyślił.
I ile jest warte ich życia? Jak to ratusz wycenia? Ile jest warte życie, czy powiedzmy jakiś tam komfort życia samodzielnego tego chłopca? Ile jest warte życie ludzi po transplantacjach, którzy mogą umrzeć? To sama jest sytuacja z ludźmi, którzy jeżdżą na chemię, też mają obniżoną, w terapii nowotworowej też mają obniżoną odporność. Ile jest, według Was, warte życia tych ludzi? Jak to wyliczacie? Jak to się w statystykach ujmuje? No, to jest rzecz, nad którą powinniśmy się przede wszystkim zastanowić, bo z jednej strony my to miasto utrzymujemy, a z drugiej strony nikt nie wie na co zachoruje albo nie. Z drugiej strony oni kupczą naszymi samochodami, naszą wolnością, naszym bezpieczeństwem, naszym życiem za to, żeby ktoś mógł zarobić.
Do tego się to sprowadza. To nie chodzi o jakąś zieloną ideologię. To jest kupczenie naszym życiem, zdrowiem, dlatego, żeby ktoś mógł zarobić.
O nic więcej nie chodzi. O nic więcej nie chodzi. Po prostu.
Zwyczajnie. I liczenie strat, że tam zanieczyszczenie to tam zabija tyle, a tyle ludzi rocznie. Zanieczyszczenie całym transportem.
Nie samochodami. Całym transportem zabija. Tego nikt już nawet się nie zająknie o tym.
Natomiast to może autentycznie kosztować życia i zdrowia. A jeszcze tak, bo oni mówią, to co o bezpieczeństwo? To co o bezpieczeństwo? Średnia, no nie średnia, tylko liczba wypadków w Polsce, nie tylko w Warszawie. W Warszawie też, ale nawet w większym stopniu.
Ale w Polsce spada z roku na rok. A co robią rządzący, czy to w mieście, czy w skali kraju? Jeszcze bardziej dokręcają śrubę. To znaczy, tendencja jest spadkowa. Czyli tak naprawdę wypadki powodują ludzie, którzy już w dużej mierze tak naprawdę nie przejmą się tym, że jest jakiś tam zakaz. Bo jeżeli ktoś wsiada na banie i za kierownicę, no to on wie doskonale, że tego nie powinien robić, a i tak to robi. Więc jeżeli ktoś przekracza prędkość, to to, że będzie jeden, dwa fotoradary więcej, czy jakieś tam wysepki, to jego to też nie obejdzie.
On będzie jechał tyle, ile chce jechać, no bo jest, bo taką decyzję podjął. Złą, ale podjął taką decyzję. I tych, jakby to prawo nie było dokręcone, to tych ludzi nic nie zmieni.
I to w przeważającej części są ci, którzy powodują na przykład, nie wiem, jakieś tą małą liczbę wypadków w Warszawie. Oczywiście no są przypadki, kiedy ktoś się zagapił, czy coś, no wiadomo, siłą rzeczy. Ale tych wypadków jest tak mało, że w dużej części to są ludzie, którzy i tak by ten wypadek spowodowali, jakby tutaj nie ograniczać tego ruchu. Trzeba by likwidować wszystkie jezdnie, ale wtedy już po prostu miasto autentycznie nie miałoby jak funkcjonować.
Przerzucanie kosztów na obywateli i wyludnianie centrum miasta
I ludzie też właśnie nie zdają sobie sprawę o kolejny aspekt, że tak naprawdę za te wszystkie zmiany każdy z nas płaci. Chociażby nie miał prawa jazdy, chociażby w życiu nie jechał samochodem.
Ciężko sobie to wyobrazić, ale może być taka sytuacja, że ktoś nie ma prawa jazdy i w życiu nawet nie był wieziony samochodem. On za to wszystko zapłaci. Zdrowiem, życiem, no to już mówiliśmy, więc nie ma co się powtarzać, ale on za to zapłaci w sklepie, w cenie każdego towaru.
Im będzie trudniej dojechać, im będzie dalej można zaparkować dostawczak, czyli trzeba będzie kupić jakiś wózek, żeby to wozić. Im bardziej ten dostawczak będzie musiał być elektryczny, czyli im bardziej będzie strefa dokręcana, tym te towary zostanie przerzucone na cenę towaru, ta kwota zostanie również na niego przerzucona. Wszyscy lubią teraz zamawiać i oczywiście jest to bardzo wygodne.
Proszę spojrzeć jakimi samochodami jeżdżą dostawcy, chociażby do paczkomatów. Oni są na ogół na umowie B2B, czyli to jest ich samochód, oni mają się w niego zaopatrzyć, jest to na ogół stary diesel, no umówmy się. W momencie kiedy nie będą mogli wjechać do strefy z tymi swoimi starszymi samochodami, albo wrzucą tę robotę i zajmą się, nie wiem, wożeniem czegoś poza Warszawą, tym samym samochodem, albo zwyczajnie stwierdzą no dobra, OK, zaszaleję, wezmę na kredyt elektryka. Ale nie będą pracować już za te pieniądze.
Czyli koszt dostaw takich do paczkomatu też wzrośnie. Koszt wszelkich dostaw, nie wiem, AGDR, TV i tak dalej, to też przecież jest złożone samochodami, też wzrośnie. Wszystkie koszty życia, co do jednego, hydraulik, usługi, prawda, no to też już mamy w tej chwili takie sytuacje, że ludzie w centrum nie są w stanie zamówić, że taka starsza pani glazurnika chciała zamówić po jakichś tam kilkudziesięciu latach, chciała zrobić remont łazienki, wielka mi łaska, prawda, do kogo by nie zadzwoniła, to każdy mówiła, nie, panie, w centrum, nie, tam nie ma gdzie zaparkować, że trzeba za to płacić, ja nie będę pół kilometra latał z kafelkami.
I nie była w stanie kogoś znaleźć, bo oni mają zamówień skolko ugodno do wyboru, prawda, mówiąc językiem, prawda, ratuszowym naszym. I mogą sobie przebierać w tych klientach. Więc oni nie przyjadą do centrum rzeczywiście tych kafelek pół kilometra nosić. A ta starsza pani nie dotaszczy ich też sama, więc musiałaby zapłacić jeszcze i za to.
Agnieszka Kaczmarczyk:
A jak już się zdecydują, to cena będzie taka, że ta starsza pani nie będzie na to poprosiła.
Paweł Skwierawski:
Oczywiście, i o to chodzi, żeby starsza pani się z centrum wyprowadziła. Bo jeżeli taka emisja nie zostanie przejęta, przerobiona, wszystko jedno, czy na apartamentowce, czy na jakieś te apartamenty na wynajem, już cała ta Chmielna, o którą tak walczyli. Ja tam byłem kiedyś wieczorową porą, tak ze znajomymi zobaczycie, jak to wspaniale nam teraz wygląda. No, że akurat było to w weekend, no to po prostu nie daj Boże, pijane hordy w te i we w te. Natomiast tam nikt nie mieszkał, bo to była, że byliśmy jeszcze o wczesnej porze właśnie, żeby zobaczyć, czy światła się świecą w oknach i tak dalej.
No, ponieważ była to wczesna pora weekend, no to mieszkańcy tych apartamentów na wynajem, poszli w miasto. Tam prawie w żadnym oknie już się nic nie świeci. Jeszcze zaczepiły nas jakieś dziewczyny z zagranicy, bo nie były w stanie sobie poradzić, bo gdzieś tu mają hostel i tak dalej, to nie widzą żadnego hostelu, nie? Bo to były po prostu drzwi w klatce na kartę, pomogliśmy im je znaleźć.
To nie był żaden hostel, żadnego szyldu, nic. Drzwi na kartę w klatce. I później, jak się weszło, to okazało się, że prawie pół podwórka to były okna z tego hostelu.
No, tak ma wyglądać życie w centrum naszej stolicy. Tam nie mają mieszkać ludzie. Ludzie, którzy tworzą miasto. Co tworzy miasto? No, budynki nie. Tworzą ludzie. A tutaj przypomnę słowa pana młodszego Lejka, czyli syna pana prezesa metra, pełnomocnika do spraw tego nowego centrum Warszawy, które jest tak szumnie teraz wprowadzane tutaj u nas, na proteście mieszkańców przeciwko zniszczeniu tego tunelu na ulicy Złotej. Tam przyszli głównie seniorzy. On się tam wypiera, że oczywiście tego nie powiedział, ale ja mam świadków, więc nawet jak chce iść do sądu, to możemy iść. Ja tych ludzi zgarnę i przyprowadzę i oni potwierdzą, co on mówił. Stwierdził im prosto w twarz, bezczelnie. Nikt tego nie nagrywał i dlatego myślał i czuł się pewien. I to jest akurat błąd, że nikt tego nie nagrał. Bo byśmy to kolportowali co tydzień w mediach społecznościowych, bo po prostu ludzie muszą sobie zdać z tego sprawę.
Ten facet powiedział, że to się wszyscy wyprowadzą. No to co jest, jak się wyprowadzą, to się zasiedli nowymi. Ten facet wprost powiedział to bezczelnie tym seniorom, którzy być może część z nich podnosiła nawet jeszcze Warszawę z gruzów, bo wiadomo, że przecież to nie jest kwestia tylko 1946 roku.
Warszawa była odbudowywana jeszcze przez lata później i ci ludzie być może odbudowywali własnymi rękoma Warszawę, a teraz Warszawa takim się odwdzięcza, że jak oni już nie będą w stanie tam mieszkać i będą musieli się wyprowadzić, to się zasiedli kimś innym. Sztuka to sztuka, tak było, prawda? W filmie słynnym, Kroll’u. No tak, ale dla miasta my jesteśmy jak ci poborowi w wojsku.
Sztuka to sztuka.
No tak. No wiem, że ciężki temat.
Potrzeba mobilizacji mieszkańców i organizowania protestów
Tomasz Józefiak:
Tak, może byśmy jakoś już zmierzali do puenty dzisiejszej rozmowy. Panie Pawle, no może jakby pan to spuentował. W sensie, jaka jest nadzieja dla warszawiaków?
Paweł Skwierawski:
Jedyna nadzieja dla warszawiaków jest to, że się obudzą z tego makabrycznego snu. Że rzeczywiście ci wszyscy, którzy poświęcają energię na to, żeby pisać w internecie, żeby kłócić się z jakimiś tam patoaktywistami rowerowymi, szanowni państwo, nie kłóci się z nimi. Oni są bardzo dobrze zorganizowaną grupką ludzi, którzy nie mają wiele nic więcej do roboty. Więc oni po prostu są tam w sieci i prowokują was.
Później jak komuś puszczą nerwy, zrobią print screeny, się wyciągają na jakieś tam te swoje grupki i kolportują to. Zobaczcie, jacy autkowcy są źli.
Agnieszka Kaczmarczyk:
My też powinniśmy się zorganizować.
Paweł Skwierawski:
Tak, tylko że no właśnie nie do hejtowania w necie. Tylko ja zawsze powtarzam, żeby e, rozmawiał ze swoją rodziną, z sąsiadami, tłumaczył, jak to wszystko wygląda, że to nie jest tak, że tylko tutaj kilka słupków postawili, że to jest tylko i wyłącznie element strategii, która ma na celu pozbawienie nas wszystkich aut. Żeby tłumaczyli, co, dlaczego powoływali się na te nasze badania, powoływali się też na materiały ratusza, jak te strategie i tak dalej. Bo to ciężko jest przebić się przez to wszystko.
Myśmy na naszym profilu zrobili grafiki z podkreślonymi najbardziej drastycznymi postanowieniami tej strategii. To jeszcze nie wiadomo, czy wejdzie w takiej formie, bo te konsultacje nadal są opracowywane, jak oni się to wyrazili.
Ale rozmawiać, uświadamiać. Musimy też niestety po prostu wyjść na ulicę i któregoś pięknego dnia, jak będzie Rada Miasta zablokować Pałac Kultury i Nauki, żeby radni, którzy przyjeżdżają przecież tam samochodami i parkują się na wewnętrznym parkingu za darmo, nie mogli wjechać albo wyjechać. To jest do ugadania. Też nie można ich uprzedzać za wcześnie, żeby zablokować ratusz tam, gdzie są podejmowane te najważniejsze, najgroźniejsze i najgorsze, najgroźniejsze dla nas decyzje zablokować.
Myśmy ZDM już kiedyś zablokowali, tylko tu jest ten problem, że za dużośmy o tym mówili i oni tam wszyscy uciekli wcześniej. I prawie już nikt nie chciał wyjeżdżać stamtąd. Na parkingu ZDM-owskim prawie nie było samochodów i w zasadzie nikt już nie, wszyscy się wyewakuowali widocznie wcześniej.
To jeszcze nad metodami trzeba będzie się jeszcze jakoś zastanowić, ale myślę, że jeżeli rzeczywiście pod ratuszem byłby to protest taki, że przyszłoby kilkaset osób. Czy przyjechało? A właśnie, bo oni teraz na Szczeblu Centralnym wprowadzili bandyckie prawo, że jeżeli dziesięciu pieszych może się spotkać, dziesięciu rowerzystów może się spotkać, dziesięciu kajakarzy na środku jeziora się może spotkać, a dziesięciu kierowców już nie. Ale wtedy najwyżej zarejestrujemy to spotkanie. I zwyczajnie zastawić im ten ratusz.
No przecież co za problem. Poświęćmy te kilka dni w roku, ja bym był za tym, żeby na pewno zrobić to przed czerwcem, kiedy ma być głosowana ta strategia.
Żeby ci ludzie mieli nad czym się zastanawiać, czy aby na pewno chcą to zrobić w mieście.
Agnieszka Kaczmarczyk:
A już wiemy, kiedy dokładnie ma być?
Paweł Skwierawski:
No nie, nie wiemy. Na początku czerwca ma być przedstawiony projekt tej uchwały Rady Miasta.
A kiedy? No to oni prawdopodobnie też to będą robić z przyczajki, tak jak robili z tą uchwałą SCT. Na jeden dzień myśmy się zmobilizowali i tam wszyscy w blokach grzali się. Ale oni ogłosili, nie wiem, wyczytali coś, czy się zorientowali, przesunęli to na kolejną sesję.
No to tutaj demobilizacja. Prawie nikt nie przyszedł, a oni w tym czasie przegłosowali SUM, czyli tą transportową uchwałę dotyczącą obwarzanka warszawskiego, czyli tam im wymuszenie, prawda, miejsc parkingowych, słupeczków, progów i tak dalej. I uwaga, międzymiastowych dróg rowerowych.
No to szaleństwo. I to przeszło chyłkiem, no bo my byliśmy zgotowani już na przyszły miesiąc.
Tomasz Józefiak:
No właśnie, myślę, że po prostu też warto ogólnie interesować się, prawda, co się dzieje na sesjach Rady Miasta, jak również Rad Dzielnic, tak?
Paweł Skwierawski:
Tak, trzeba zaglądać na stronę ZDM.
Dziwne, że ja ich reklamuję, ale serio, bo tej informacji nie ma. Tam wszystko wiadomo, tak, na bieżąco. Nie ma informacji, prawda, w powszechnej. Natomiast, no, oni tam się chwalą tym, co robią. No, pewnie tak muszą albo nie.
Tomasz Józefiak:
Nie, ja myślę, że zresztą wynika z ich szczerej świadomości, bo przypomina mi się to, co usłyszałem od pana z ZDM-u na posiedzeniu komisji, chyba to było ochrony środowiska, w ubiegłym roku byliśmy w związku z likwidacją parkingu na osiedlu na Ursynowie i tam pan z ZDM-u otwartym tekstem powiedział, że według niego to w ogóle samochodów w Warszawie jest za dużo.
Paweł Skwierawski:
Tak, tak, oni często to mówią, nie zawsze tam za dużo w stosunku do czego. Zawsze tam za dużo w stosunku do czego? Do mieszkańców? Nie, bo jest samochodów mniej niż mieszkańców. No to się zaczynają te bzdury o tym mieście z gumy i na całą ideologię.
Tomasz Józefiak:
No jeszcze ja bym dopowiedział, tak puentując, że poza tym, żeby się właśnie interesować tym, co się dzieje z tą strategią, co się w ogóle dzieje na sesjach Rady Miasta. Po prostu odzyskajmy Warszawę dla mieszkańców w następnych, najbliższych wyborach samorządowych, po prostu głosując w sposób świadomy.
Paweł Skwierawski:
Tak, to jest warunek konieczny, bo niestety no tak jak mówię, my tymi petycjami, protestami coś żeśmy wyrwali, to o czym mówiłem, ale to nadal jest walka, która pochłania na zwykłych ludzi, którzy też mają inne zajęcie, inne życie. Większość wolnego czasu, efekty no jakieś są, ale czy to jest jakieś opakowe zmiany? No nie bardzo.
Musimy niestety, żeby się tak nie szarpać zwyczajnie głosować na ludzi, którzy się będą chcieli tym zająć już na 100% na przywracaniu Warszawy do normalności. Wiele miejsc się da przywrócić do normalności jeszcze, ale im dłużej to będzie trwało to ten koszt będzie coraz większy i coraz trudniej będzie to zrobić
Tomasz Józefiak:
Panie Pawle bardzo dziękujemy za tą bardzo ciekawą rozmowę.











