Poznawajcie po owocach

Władza lubi tworzyć urzędy, które poza tym, że sowicie opłacają swych pracowników, to przynajmniej w teorii mają służyć całemu Narodowi. W 2011 roku stworzono Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji – twór dziwny, zajmujący się skrajnie różnymi sprawami: administracją, informatyzacją, łącznością oraz wyznaniami religijnymi, mniejszościami narodowymi i etnicznymi

Foto. pixabay.com
PAFERE WIDEO

Artykuł pierwotnie ukazał się w 2013.11.15 w „Naszym Dzienniku”, ale wcale nie stracił na aktualności.

„Wiesz, temu urzędnikowi naprawdę zależy na rozwoju naszego regionu” – zatkało mnie, gdy Klaus wypowiedział te słowa. Naszym urzędnikom nic nie chciało się robić, a ci z wyższej półki tłumaczyli, że głównymi sprawcami kryzysu państwa są… prywaciarze. Był rok 1989 i mnie właśnie udało się załatwić pracę w Szwajcarii. Mnie – pariasowi z komunistycznej Polski, który w Ojczyźnie „zarabiał” za, zresztą mało komu potrzebną, pracę w instytucie (pseudo)naukowym 15 dolarów na miesiąc, a tam Klaus, zgniły zachodni kapitalista, zaoferował mi 140 razy więcej plus zakwaterowanie, na co prawda nieocieplanym strychu, jednak darmowe oraz również darmowe wyżywienie.

CYTAT TYGODNIA

Jednak to nie pensja mnie szokowała, lecz podejście władzy do narodu. „Remonty dróg robimy w taki sposób, by nie przerywać płynności ruchu. Nasza poczta daje za darmo pełną dokumentację, a jak sobie ją zgrasz z dyskietek, oddajesz je wrzucając do najbliższej skrzynki pocztowej” – bez przerwy trajkotał mi Klaus. „Działalność gospodarczą musi pan zgłosić w gminie, a do 400 tys. CHF to my – bank, będziemy za pana odprowadzali podatki. Jest tylko jeden warunek: wszelkie płatności muszą iść przez konto”. Szok – przepisy poustawiane pod ludzi, by wszystko szło sprawnie i by wszyscy, podkreślmy to – wszyscy, odnieśli z nich korzyść. Szwajcarzy mówią o swoich władzach per „my” i „nasze” – i to rzeczywiście było dla mnie zupełnie czymś nowym. U nas bowiem rządziliśmy nie „my” lecz „oni”. To oni tworzyli nowe, coraz głupsze przepisy, przy okazji wmawiając nam, że są tymi jedynymi godnymi, by sprawować władzę. Ale zarządzane przez nich kraj i gospodarka pikowały ostro w dół.

Przewrót, wybory, demokracja – miało być lepiej. I przez chwilę było, jednak mechanizmy sprawowania władzy są nieubłagane i wszędzie na pewnym stopniu ogólności są takie same. Powoli wraca to, co było, a i ludzie u władzy jakby podobni do tamtych. Gęby pełne frazesów, że niby bardzo się starają i ciężko dla nas pracują, a jednak gospodarka podobnie jak wtedy idzie w dół, może dziś jeszcze nie tak szybko jak wtedy…

Slogany resortu

Władza lubi tworzyć urzędy, które poza tym, że sowicie opłacają swych pracowników, to przynajmniej w teorii mają służyć całemu Narodowi. W 2011 roku stworzono Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji – twór dziwny, zajmujący się skrajnie różnymi sprawami: administracją, informatyzacją, łącznością oraz wyznaniami religijnymi, mniejszościami narodowymi i etnicznymi. Na stronie tego ministerstwa możemy znaleźć wspaniałą dewizę: razem twórzmy lepsze państwo; takie, które dobrze służy obywatelom; takie, w którym ludzie się lubią, nawet jak się nie zgadzają.

Dewiza jak najbardziej słuszna, ale w wymyślaniu wspaniałych dewiz i sloganów każda władza się specjalizuje, np.: „Budujmy kraj, jedząc dwukrotnie w ciągu dnia” – to akurat przykład z Korei Północnej. Kilka kliknięć i można zobaczyć, do czego rzeczone ministerstwo od religii i informatyki powołano. Lista zadań jest długa i znajdujemy na niej między innymi: administrowanie, w tym organizację urzędów administracji publicznej oraz procedur administracyjnych, reformowanie i organizację struktur administracji publicznej, podział administracyjny państwa oraz nazywanie jednostek osadniczych i obiektów fizjograficznych… ogólnie sprawy związane z organizacją struktur państwowych, ale jest też punkt wspólny dotyczący usprawniania życia nas wszystkich: ministerstwo ma wprowadzać standardy informatyczne.

Dobre standardy w cenie

Akurat w tym temacie jest sporo do zrobienia, a dobre standardy rzeczywiście upraszczają życie. Księgowa szuka wzrokiem daty wystawienia faktury, a ta możne znajdować się (i znajduje się!) w bardzo wielu miejscach. Zanim znajdzie, upływa sekunda, dwie lub nieco więcej. W końcu jest! No to teraz trzeba znaleźć kwotę brutto i znów te same poszukiwania. Właściwe odczytanie i zaksięgowanie faktury zajmuje zwykle kilkanaście sekund, czasem minutę. Gdyby jednak był standard, ot, choćby rozmieszczenia najważniejszych informacji, byłoby o wiele szybciej. Gdyby data wystawienia faktury znajdowała się w lewym górnym rogu, wystarczyłby rzut oka. Gdyby był standard zapisu całej treści faktury do postaci kodu kreskowego, wówczas cale księgowanie trwałoby sekundę – tyle, ile potrzeba by było na zeskanowanie tego kodu. Jakaż byłaby to oszczędność czasu. Gdyby… Komputery w powszechnym użyciu funkcjonują u nas od około 30 lat, a standardów nie ma i jak na razie nawet ministerstwo powołane do ich wprowadzania nie pomogło, widać koncentruje się głównie na sprawach religii i mniejszości narodowych.

Wprowadzą, nie wprowadzą? – oto jest pytanie! Czy w połowie przyszłego roku zostanie wprowadzony standard opisu chorób pacjenta – tego nikt nie wie. Co więcej, jeszcze nikt nie wie, jaki on ma być. Podobnie było przy wprowadzaniu przepisów VAT. Wprowadzono je, choć były niespójne i nielogiczne. Przykład: nikt w Ministerstwie Finansów nie wiedział, co robić, gdy w rejestrze VAT pojawiał się czysty matematyczny problem polegający na tym, że suma zaokrągleń nie równa się zaokrągleniu sumy. Pomimo tego typu uchybień przepisy weszły w życie. Nieliczni na tym zarobili, większość niestety straciła i męczyła się, niektórzy płacili nawet z tego powodu sowite kary urzędom skarbowym.

Obecnie wiele spraw dzieje się w związku z wprowadzaniem informatycznych standardów w obrębie służby zdrowia. W roku 2014 planowane jest wprowadzenie e–recepty, e–skierowań, e–zleceń oraz Internetowego Konta Pacjenta. Planowane, bo już się mówi, że zostanie to przesunięte na rok 2016. Mówi się… nieoficjalnie. A czy zostanie przesunięte, tego nikt nie wie. Paradoks tej sytuacji najlepiej oddają słowa jednego z producentów oprogramowania medycznego: „Ja już mogę sprzedawać moduł dokumentacji elektronicznej. Jednak jeśli powiem swoim klientom, że muszą go dziś kupować, a termin zostanie przesunięty – to mnie rozszarpią, bo wydadzą bez sensu pieniądze. Jak powiem, że zostanie przesunięty, a nie zostanie, to mnie rozszarpią, bo w ostatniej chwili nie da się już tego wdrożyć”. Przy czym, żeby było śmiesznie, to tak do końca jeszcze nie jest ustalone, jak ten moduł ma funkcjonować.

Nieżyciowe przepisy

Na 135 stronie broszury „Społeczeństwo informacyjne w liczbach 2013” ministerstwo chwali się, że: „Ponad połowa firm w UE stosuje automatyczną wymianę danych z podmiotami zewnętrznymi za pośrednictwem sieci komputerowych. W 2012 r. Polska przekroczyła o 20 punktów procentowych średnią unijną i uplasowała się na pierwszej pozycji wśród krajów UE z wynikiem 74% pod względem odsetka firm wykorzystujących automatyczną wymianę danych z podmiotami zewnętrznymi”. No dobrze, ale to żadna zasługa ministerstwa, jeśli coś jest tańsze i lepsze, to tylko szaleniec by tego nie zastosował w swojej działalności gospodarczej. Ale wysoka samoocena to jeden z głównych atrybutów urzędników, dalej bowiem czytamy, że „W dużej mierze do takiego wyniku przyczyniło się stosowanie elektronicznej wymiany danych z organami administracji publicznej przez 72% przedsiębiorstw.

Duży wpływ na skalę wykorzystania automatycznej wymiany danych z administracją publiczną mają wewnętrzne przepisy prawne obowiązujące w poszczególnych krajach, które regulują np. przekazywanie różnego rodzaju deklaracji. W Polsce na przedsiębiorców został nałożony obowiązek w zakresie przekazywania drogą elektroniczną danych statystycznych do GUS i danych do programu Płatnik, udostępnianego przez ZUS, co ma swoje odzwierciedlenie w prezentowanych poniżej statystykach. W ramach współpracy z instytucjami finansowymi 55% przedsiębiorstw korzystało z automatycznej wymiany danych do wysyłania dyspozycji płatniczych. W zakresie kooperacji z innymi kontrahentami 44% firm wysyłało lub otrzymywało informacje o produktach, a 25% dokumenty transportowe, stosując automatyczną wymianę danych”. Ciekawe, nieprawdaż? Narzucono komunikację z programem „Płatnik” i to ma podobno bezpośrednie odzwierciedlenie w tym, że puszczamy przelewy przez internet.

Przy okazji warto wspomnieć, ile to problemów było ze standardem przekazywania danych do „Płatnika”, kilka firm wiedziało wszystko wcześniej i lepiej, inne niestety borykały się z ogromnymi kłopotami. Powstała nawet społeczna inicjatywa, Janosik”, której celem było opracowanie własnego rozwiązania wolnego od wad rozwiązania urzędowego.

W Szwajcarii zanim przepis wejdzie w życie, musi odpowiednio wcześnie być opublikowany, tak by zainteresowani mogli się z nim zapoznać, ewentualnie zgłosić swe zastrzeżenia i w porę się do niego przygotować. A u nas, jak zwykle, ciągle nie wiadomo, co, i nie wiadomo, kiedy. A Szwajcarzy cały czas mają poczucie, że to oni rządzą swym krajem, ciągle są z niego dumni i wcale nie muszą z niego emigrować.

Jan Kubań

Więcej na temat tego jak funkcjonuje Szwajcarskie państwo i gospodarka można przeczytać w wydanych przez PAFERE książkach:

  1. “Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?”, Joanna Lampka, https://ksiazki.pafere.org/book.php?id=2
  2. “Szwajcarska demokracja szansą dla Polski?”, Mirosław Matyja, https://ksiazki.pafere.org/book.php?id=11

Oraz ciekawych broszurach:

  1. Referendum w Szwajcarii – jak to wygląda w praktyce?
    https://www.pafere.org/2017/05/26/broszury/referendum-w-szwajcarii-jak-to-wyglada-w-praktyce/
  2. Jak Szwajcaria radzi sobie z imigrantami?
    https://www.pafere.org/2017/07/10/broszury/jak-szwajcaria-radzi-sobie-z-imigrantami/
  3. Koronawirus w Szwajcarii – rządy silnej ręki czy indywidualna odpowiedzialność? https://www.pafere.org/2020/04/21/artykuly/koronawirus-w-szwajcarii-rzady-silnej-reki-czy-indywidualna-odpowiedzialnosc/
  4. Mali Szwajcarzy z wolnego wybiegu
    https://www.pafere.org/2019/02/11/artykuly/mali-szwajcarzy-z-wolnego-wybiegu/
  5. Szwajcarzy po raz kolejny odrzucają socjalizm
    https://www.pafere.org/2018/09/28/artykuly/szwajcarzy-nie-sa-socjalistami/
  6. Szwajcarzy uważają, że bogactwo pochodzi tylko i wyłącznie z pracy. To kraj bez precedensu
    https://www.pafere.org/2017/08/31/ksiazki/szwajcarzy-uwazaja-ze-bogactwo-pochodzi-tylko-i-wylacznie-z-pracy-to-kraj-bez-precedensu/
CYTAT TYGODNIA
Poprzedni artykułEkonomia, polityka i etyka w jednym kursie
Następny artykułUzależnienie od rządu szkodzi – o. Jacek Gniadek nie tylko o Kościele
Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Gospodarczego. Instruktor alpinizmu, podróżnik, działacz na rzecz wolności i rozwoju ekonomicznego w duchu wolnorynkowym, a także gorący zwolennik i orędownik demokracji bezpośredniej w stylu szwajcarskim. Autor książki „Fizyka życia”. Z zamiłowania nauczyciel, który chętnie poświęca czas zwłaszcza ludziom młodym, którzy wchodzą na wyboistą drogę prowadzenia własnego biznesu i inwestowania w rozwój osobisty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here