Sprzedawcy szczęścia

Zmiana zasad gospodarki z hulającego socjalizmu na dziki kapitalizm nie gwarantuje nikomu poprawy poziomu życia. Uważam, że młodzież, która z ekscytacją słuchała dziś słów prof. Gwiazdowskiego, będzie tą grupą, która pierwsza rozczarowana odwróci się od rodzącego się wolnego rynku

Refleksje filozofa na temat wykładu prof. Roberta Gwiazdowskiego w Świetlicy Wolności dn. 24 listopada 2018 r.

Przyjęło się w środowisku akademickim, że nim dyskusja nabierze rumieńców, należy ustalić czego ma ona w istocie dotyczyć. Zasada taka sprzyja wszystkim, którzy nie tylko wierzą w słuszność swoich poglądów, ale przede wszystkim w ich prawdziwość. Niejasność pojęć, przenośnie, majstrowanie przy zakresach znaczeniowych pojęć czy nowomowa służą tym, którzy… Może mniejsza z tym komu, ale robi to bardzo wielu z nas.

Wsparcie
Wspomóż PAFERE
Wspomóż PAFERE

Uczyć wolności czy sprzedawać szczęście?

Uczestnictwo w popularyzatorskich wykładach dotyczących kapitalizmu może stać się dobrą okazją do zaobserwowania problemu dyskretnego mieszania pojęć oraz tego, że nawet najbardziej zaangażowani i doświadczeni mówcy unikają konfrontacji z prostym pytaniem: „Czym jest wolność?”.

Faktem jest, że znacznie łatwiej opisać czym jest „wolność od” i „wolność do”, wolność gospodarcza, osobista i obywatelska, niż odpowiedzieć na pytanie czym w istocie sama wolność jest. Czy jest postawą człowieka, czy jest jego relacją do świata, a może cechą rzeczy? Spróbuję wykazać, że odpowiedź na to pytanie nie jest sprawą prostą.

Wielu zwolenników wolnego rynku unika odpowiedzi na pytanie o istotę wolności, sugerując, że powinniśmy ją rozumieć jako wolność w dostępie do zasobu, dóbr, towarów i usług, które to zasoby, dobra, usługi i towary systematycznie mnożą się w środowisku kapitalistycznym. Uważam, że taka opinia jest błędem merytorycznym, bardzo szkodliwym i nieuczciwym w stosunku do społeczeństwa, a szczególnie do młodzieży studenckiej i licealnej, która chętnie identyfikuje się ze światem bogactwa i luksusu.

Zastępowanie pojęcia wolności ilością możliwości jest dziś powszechne, młodzież na prośbę: „kiedy jesteś wolny?” odpowiada: „gdy wchodzę do sklepu i mogę wybrać wśród bardzo wielu towarów”. Dokładnie tak samo odpowiada p. Gwiazdowski. Podczas swego wykładu w Świetlicy Wolności posłużył się przykładem krawatów, więc i ja przy nich zostanę.

Prof. Gwiazdowski w formie, której nie powstydziłby się najlepszy marketingowiec, przypominał młodzieży, że choć trudno sobie to wyobrazić, w „komunie” można było kupić jeden krawat, a dziś możemy wybierać z kilkudziesięciu, kilkuset wzorów krawatów… i tak właśnie będzie na wolnym rynku (zupełnie na marginesie pozostawiam własną obserwację, że krawaty są, a wolnego rynku jednak nie ma).

Zwolenników Gwiazdowskiego i samego prelegenta można zapytać: kto miał więcej wolności w dawnym Cesarstwie Chińskim? Anonimowy chłop, który posiadał chatę i kozę czy dygnitarz cesarski, opływający w luksusie zmuszony do absolutnego posłuszeństwa wobec cesarza. Odpowiedź na to pytanie jest jasna i była udzielana już wielokrotnie: chłop miał nieporównywalnie więcej wolności, a to oznacza, że wolność nie ma nic wspólnego ze stanem posiadania.

Tyran, który kocha krawaty…

Mówi się czasem, że wybór (wolny) jest pewną konsekwencją rynku (wolnego), ale nie jest to cecha konieczna ani wystarczająca. Jest to nawet swego rodzaju przygodność – jest wielce prawdopodobny na wolnym rynku, ale nie musi przytrafić się jednostce. Dostępność produktów (krawatów) nie zależy wyłącznie od naszej woli zakupienia go (jedna osoba, to za mało by wprowadzać na rynek krawaty), ale także od szeregu innych cech rynku: lokalnego prawa (krawaty nie są chyba nigdzie zakazane, ale dotyczy to m.in. broni, pornografii, środków wczesnoporonnych, leków, czasem alkoholu), tradycji i zwyczajów, lub po prostu mody. Innymi słowy nie wszystkie ograniczenia wynikają z polityki fiskalnej państwa i typu gospodarki. Łatwo wyobrazić sobie państwo despotyczne, w którym krawatów produkuje się ogromną ilość– zwróciłam zresztą na to uwagę podczas wykładu, podkreślając, że cechy, które prof. Gwiazdowski uznaje za istotę wolnego rynku wcale nimi nie są. To wyłącznie przygodne konsekwencje, a jak każdy wie, identyczne konsekwencje mogą wynikać z różnych działań i przyczyn, nie służą więc odpowiedzi na pytanie o stopień wolności.

Czy wolny rynek jest naprawdę idealnie demokratyczny?

…żeby odpowiedzieć na takie pytanie trzeba określić, co leży u źródeł demokratycznego aktu wyboru. W przypadku polityki sprawa jest prosta: PESEL poświadcza obywatelstwo (lub rezydenturę) a pełnoletniość zezwala na głosowanie: jeden PESEL – jeden głos. W obszarze wolnego rynku środkiem wyboru jest kapitał, którego jednostką może być na przykład PLN. Jednostka oznacza, że masz tyle głosów ile masz PLN. W każdej sprawie możesz oddać głos dokonując zakupu pod warunkiem posiadania wystarczającej ilości PLN. Jeśli nie masz, to nie dokonujesz wyboru, lub pożyczasz, by dokonać wyboru („cudzą kartą do głosowania”).

Rynek kapitalistyczny nie jest demokratyczny. Demokracja wprowadza równość, kapitalizm to świat wolności, a więc świat nierówności. Gdyby było inaczej, Jordan Peterson nie mógłby w jednym ze swoich wywiadów powołać się na dane mówiące, że 80% wyborów konsumenckich podejmują kobiety (por. https://www.youtube.com/watch?v=ZdnqFA-mdnI).

Wyimaginowany obraz kapitalizmu

Nieścisłości związane z promowaniem egzotycznego w Polsce kapitalizmu jako wspaniałej dla wszystkich opcji jest idealizowaniem. Obserwacja uczestników wykładu prof. Gwiazdowskiego przekonała mnie, że nie o wolność im chodzi, lecz o pieniądz – dostęp do dóbr materialnych, które w wyidealizowanych opowieściach o kapitalizmie wydają się „na wyciągnięcie ręki”. Ale młodzież nie jest tego w pełni świadoma ponieważ zbyt słabo operuje na pojęciach – mówi „wolność”, myśli „wybór”. A ja twierdzę, że pragną bogatego i lekkiego życia, i – jeśli się nie mylę – jest to również pragnienie socjalistów!

Podkreślam: być może kapitalizm da rynkowi niewyczerpane zasoby krawatów, ale da je rynkowi, a nie tobie! Ze sklepu do twojej szafy dotrą zupełnie inną drogą. Zanim zaczniemy łączyć kapitalizm ze stanem posiadania, trzeba koniecznie zaznaczyć, że opiera się on na innych wartościach: wytrwałości, szacunku dla pracy, umiejętności oszczędzania, inwestowaniu (zaciskaniu pasa!), ponoszeniu ryzyka, umiejętności inwestowania, odpowiedzialności i ostatecznie: na szczęściu. O tym na wykładzie prof. Gwiazdowskiego nie usłyszałam słowa.

Konfrontacja z rzeczywistością

Zmiana zasad gospodarki z hulającego socjalizmu na dziki kapitalizm nie gwarantuje nikomu poprawy poziomu życia. Uważam, że młodzież, która z ekscytacją słuchała dziś słów prof. Gwiazdowskiego, będzie tą grupą, która pierwsza rozczarowana odwróci się od rodzącego się wolnego rynku. Będzie rozczarowana wyzwaniem, zmęczona nieprzewidywalnością przyszłości, obciążona odpowiedzialnością i uświadomi sobie, że nie dojrzała do wolności. Zobaczy, że wbrew nadziejom, nie dało się przewidzieć, kto zagra rolę Atlasa zbuntowanego.

Wolny rynek to świat potencjalnych możliwości. Warunków powodzenia jest nieskończona ilość. Kapitalizm to nie idealny świat ludzi bogatych, to raczej świat ludzi świadomych zawartości własnego portfela i wolnych w decyzji, co z tą zawartością zrobić (a może być to zarówno milion złotych, jak i 50 złotych).

P.s. Nie daimonion mówił Platonowi o ideach

Pan Robert Gwiazdowski sięga po metafory zaczerpnięte z filozofii, ale filozofii nie kocha aż tak bardzo, by być wobec niej fair. To nie daimonion uczył Platona o ideach lecz Sokrates, a my wiemy o nich z Uczty i Państwa – tam dowiadujemy się czym jest wartość sama. Wolność nie jest wartością rynku, to rynek realizuje imperatyw moralny. Choć wolno nam wiele rzeczy określać jako „wolne”, „wolnościowe”, to musimy pamiętać, że wolność jest przede wszystkim wartością autoteliczną [wartością samą w sobie – przyp. red.].

Pobierz e-booki
Pobierz za darmo e-book
Pobierz za darmo e-book

13 KOMENTARZE

  1. Skoro już strofujemy prof. Gwiazdowskiego za brak precyzji, to by wypadało wyjaśnić czym się różni kapitalizm dziki od nie-dzikiego. Czy w dzikim wszyscy mają kółka w nosach ?

    Należałoby też wyjaśnić, o co chodzi w tekście “…kapitalizm da rynkowi niewyczerpane zasoby krawatów…”. Czy Filozofka, której obce są nieprecyzyjne pojęcia ma na myśli moją szafę ? Tam jest kilka starych krawatów, zasób jeszcze się nie wyczerpał. Pasuje 🙂 No i czy w ogóle można cokolwiek dać abstrakcyjnemu bytowi nieosobowemu, pozbawionemu rozumu i wolnej woli ? Czyżby rynek, asymptota albo całka nieoznaczona naprawdę mogły posiadać krawaty ?

    Na koniec, albo na początek, wypadałoby wyjaśnić, na której, z rozmaitych definicji kapitalizmu Autorka się opiera. Bez tego, połowa tekstu może oznaczać cokolwiek.

    • Artykuł nie stanowi samodzielnych rozważań dotyczących istoty kapitalizmu lub wolności [tu trzeba odesłać do literatury albo do innych artykułów Autorki], jest – jak mówi wstęp – komentarzem do wykładu prof. Gwiazdowskiego.
      Nie praktykuje się definiowania każdego pojęcia w artykułach popularnonaukowych, szczególnie gdy dotyczą one – jak w tym wypadku – formy, retoryki, metody przedstawienia, wykładu.
      Cytat zaczerpnięty z tekstu jest parafrazą słów p. Gwiazdowskiego, dlatego na Pańskie pytania z pewnością on będzie umiał odpowiedzieć. To samo dotyczy rozumienia kapitalizmu: w artykule posłużono się interpretacją prof. Gwiazdowskiego i zarzuty powinny być tam kierowane.

      P.s. W artykule nie pojawia się kategoria “abstrakcyjnego bytu nieosobowego pozbawionego rozumu i wolnej woli”, więc zapewne w innym miejscu internetu Pan to przeczytał i teraz się coś przypomniało.

      • Chętnie się zatem dowiem, czym lub kim dokładnie jest, ten zdolny do otrzymywania (a więc i bycia właścicielem) krawatów “rynek” ? Osobą czy nie ?
        🙂

        • Podkreślono różnicę, której nie uwzględnił pan Gwiazdowski w wykładzie. Mianowicie to, że nawet jeśli te krawaty są na półkach sklepowych, to nie oznacza, że realnie poszerzyła się grupa odbiorców, których stać na ich zakup.
          Pan Gwiazdowski stosuje zabiegi retoryczne, które pomijają fakt, że otwartość rynku nie oznacza jeszcze realnej (tj. finansowej) dostępności. Uwaga o tyle powinna być przedyskutowana, że Gwiazdowski mówi o demokratyczności wolnego rynku, a w artykule Tendery dowodzi się, że on jednak nie jest demokratyczny (ponieważ: albo wolny, albo demokratyczny).
          Jeśli jest to artykuł popularnonaukowy, to zastosowany skrót myślowy jest bardzo dobry i naprawdę jasny: krawat jest za witryną sklepową, a nie w mojej szafie.

          • Nikt tu nie twierdzi, że większa sprawność w produkowaniu dóbr jest jedynym czy też najważniejszym uzasadnieniem wolnego rynku, ani że wprowadzenie go cokolwiek komukolwiek gwarantuje. Krytykujemy jakość wywodu. Stwierdzenie o “dawaniu rynkowi a nie tobie” implikuje przypisywanie rynkowi cech osobowych. Autorka naraża się przez to na wyśmianie, że wierzy w jakieś duchy, gusła, tudzież inne niewidzialne ręki i że jest “wyznawcą” wolnego rynku. Terminy w stylu “dzikość kapitalizmu” i “hulanie socjalizmu” pasują do jakiegoś poematu, albo na związkowy transparent, a nie do filozoficznej dyskusji.

            A przy okazji, warto jeszcze raz spojrzeć na zdanie:

            “zanim zaczniemy łączyć kapitalizm ze stanem posiadania trzeba koniecznie zaznaczyć, że opiera się on na innych wartościach: wytrwałości, szacunku dla pracy, umiejętności oszczędzania, inwestowaniu (zaciskaniu pasa!), ponoszeniu ryzyka, umiejętności inwestowania, odpowiedzialności i ostatecznie: na szczęściu.”

            Kategorie inwestowania i oszczędzania presuponują własność. Nie istnieją bez niej. Nie można uznawać, że są względem własności pierwotne. Mam nadzieję że nie o to Autorce chodziło 🙂

          • Państwu umyka najważniejsza sprawa tego tekstu: to jest odpowiedź / komentarz do czyjegoś wykładu. Ten artykuł nie nosi tytułu “Blaski i cienie kapitalizmu”, jest słowem komentarza NIE do systemu wolnorynkowego, ale do cudzego referatu i cudzej postawy.
            Jeśli autorka pisze “zanim zaczniemy łączyć kapitalizm ze stanem posiadania…” to oznacza, że taka opinia pojawiła się podczas wykładu. I na litość boską, mówmy o istocie tego artykułu, bo te argumenty zaraz przybiorą formę “autorka źle postawiła przecinek, co wskazuje na jej niekompetencje naukowe”.
            No ludzie, był tu w ogóle ktoś na tym Gwiazdowskim czy nie?

          • @Loly

            Jakby Redakcja dała nam szansę i zamieściła coś z Gwiazdowskiego, to może byśmy i rozkminiali ;))))

  2. mamy taki argument:
    >>Anonimowy chłop, który posiadał chatę i kozę czy dygnitarz cesarski, opływający w luksusie zmuszony do absolutnego posłuszeństwa wobec cesarza. Odpowiedź na to pytanie jest jasna i była udzielana już wielokrotnie: chłop miał nieporównywalnie więcej wolności, a to oznacza, że wolność nie ma nic wspólnego ze stanem posiadania. <<
    po pierwsze, chińscy chłopi byli mocno zależni od lokalnego urzędnika, więc nie koniecznie jest to prawda.
    po drugie – jeśli mamy jakąś zależność, jaką korelację (a nie jest to 100%) to mogą być jednostkowe przypadki, które regule przeczą.
    A taki "anegdotalny dowód" bynajmniej nie przeczy regule..
    To tyle, z elementarnej logiki korelacji..
    i

  3. dla jasności: nieomal na całym świecie widzimy koszmarny rozrost pasożytniczych biurokracji, które pod pozorem “obrony szarego człowieka” budują swoje wpływy, zżerając coraz większą część bogactwa narodowego. Środowiska wolnościowe mogą odegrać ogromną rolę w edukacji społeczeństwa dla odwrócenia tego trendu.

    Niestety, “dęte argumenty”, nawet w najlepszej wierze podniesione, nie pomagają w edukowaniu społeczeństwa, a powodują, że niechętni mają argument “a to jacyś szaleńcy”.

  4. Kłopot w tym, że jednak ona ma rację. Szczegóły nic tu nie zmieniają (nieporozumieniem jest intencja PJD byśmy debatowali nad tym czy chłop w Chinach był wolny czy nie – ten przykład był już wielokrotnie przywoływany w dyskusjach ekonomicznych i on jest prawdziwy).
    Państwo zareagowali emocjonalnie (komentarze mają tyle błędów, bo po prostu nie były nawet przeczytane przed wysłaniem), ale p. Gwiazdowski jednak… – wiedza jest, śmiechu dużo, ale czegoś brakuje – powagi, może wniosków? On naprawdę jest “sprzedawcą szczęścia”.
    A komentarze w ogóle nie odnoszą się do problemu poruszonego w tekście – tzn. o tyle się odnoszą, że pokazują, że ludzie dzisiaj nie rozumieją pojęć.

  5. Byłam na tej dyskusji i przysłuchiwałam się najpierw wykładowi, później pytaniom z sali. Ostatnie pytanie było właściwie bardzo proste i często jest powtarzane (a prof. Gwiazdowski szczególnie powinien się z nim uporać, choćby dla siebie samego). Zadał je pan stojący przy schodach.
    Pytanie:
    – jeśli kapitalizm / wolny rynek jest taką idealną opcją, jeśli przynosi tyle korzyści i straty są naprawdę minimalne (jeśli w ogóle jakieś są), to czemu politycy nie wprowadzili go jeszcze w Polsce? Czy Premier Morawiecki nie wie co to jest kapitalizm?
    I wyobraźcie sobie, że p. Gwiazdowski odpowiedział, że p. Mateusz Morawiecki zapewne nie wie co to jest kapitalizm. I tym razem powiedział to bez żartów!
    Moja opinia: jeśli sądzicie, że wiedza o wolnym rynku to wiedza tajemna, albo uważacie się za jakiś wybrańców, to naprawdę powinniście się otrząsnąć ze snu.

  6. Problemem jest, że nikt nie potrafi się oderwać od istniejącej rzeczywistości, ocenia wszystko na przykładzie dnia dzisiejszego i własnych doświadczeń, żeby zrozumieć idee wolnościowe trzeba by było się oderwać od wszystkiego i stworzyć nowy ceteris paribus, problemem jest, że system obecny nie ma nic wspólnego z kapitalizmem, kapitalizm to swoboda alokacji zasobów i usług, tego nie ma, bo w interesie wielkich korporacji blokuje to państwo, dlatego żyjemy w systemie bolszewizmu korporacyjnego sterowanego przez państwo, które jest niewolnikiem korporacji, dlatego wszystko co mówi o ochronie małego człowieka jest kłamstwem wypowiadanym pod przymusem, dla podtrzymania interesów swoich mocodawców

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here