Tomasz Ulatowski: To co robi NBP i rząd w sprawie inflacji jest haniebne

PAFERE WIDEO

„Mówienie, że Narodowy Bank Polski coś wypracował jest mylne, gdyż NBP niczego nie wypracowuje, on nie działa jak banki komercyjne. Bank centralny jest urzędem od robienia inflacji” – mówi Tomasz J. Ulatowski, autor książki o inflacji pt. „Ukryta nikczemność”, w rozmowie z prezesem PAFERE Janem Kubaniem.

To nawiązanie do informacji jakie niedawno pojawiły się w mediach, o „wypracowaniu” przez NBP w 2021 roku zysku w wysokości 11 mld zł. 10,5 mld ma zasilić budżet państwa. Ponoć nawet sam rząd nie spodziewał się takich pieniędzy. Według Ulatowskiego inflacja to jest proceder, który rządy i banki centralne wytwarzają, a nie z nim walczą. Jest to „proceder pozyskiwania podatku inflacyjnego, pozyskiwania łatwego pieniądza dla rządzących, czy że jest to – jak ktoś powiedział – polityczny akt stopniowej nacjonalizacji majątku obywateli”.

CYTAT TYGODNIA

Według eksperta PAFERE, to co zrobił NBP, czyli ów „zysk”, jest haniebne, gdyż odbywa się kosztem zubażania własnych obywateli. „Bank centralny zbudował ten zysk przede wszystkim z odsetek ze zgromadzonych papierów wartościowych, tj. 74 procent posiadanych rezerw pieniężnych ulokowanych w te papiery. Jak je ulokowano? W ramach tzw. otwartej polityki pieniężnej, którą realizują banki centralne, NBP skupował od 16 marca 2020 roku papiery dłużne od podmiotów krajowych i wpompowywał dodrukowywany pusty inflacyjny pieniądz, za którym nie kroczyła produkcja potrzebnych społeczeństwu dóbr, czy to konsumpcyjnych czy jak np. przedsiębiorstwom – inwestycyjnych. Znaczna część tego zysku została zbudowana z odsetek od tych nagromadzonych papierów wartościowych. Ten wpompowany dodrukowany pieniądz inflacyjny potrzebny był nie społeczeństwu czy gospodarce, lecz politykom” – twierdzi Ulatowski i dodaje: „Bank centralny drukuje pieniądze z niczego i musi mieć jakiś sposób wpuszczenia ich w obieg. Zakup papierów wartościowych to jedno z rozwiązań”.

Inny sposób na „wypracowywanie” zysku przez NBP to – według eksperta PAFERE – rezerwy dewizowe. Bank centralny część swoich rezerw trzyma w dewizach i musi zaksięgować dodatnią różnicę kursową dewiz po stronie przychodów finansowych. „Warto wiedzieć, że to nie wartość walut wzrasta, lecz w wyniku olbrzymiej podaży pieniądza dodrukowanego osłabiła się złotówka względem walut. O ile pod koniec 2020 roku dolar kosztował niecałe 4 zł, tak pod koniec 2021 roku już 4,6 zł. I to się księguje jako przychody” – tłumaczy Ulatowski.

„Inflacyjny wzrost cen nie następuje od razu i na obszarze całego kraju, tylko regionami, sektorami, od których zaczyna się to pompowanie pieniądza inflacyjnego. Wygranymi tego procederu są ci, którzy mają największą wiedzę o tym, że dodruk pieniądza ma miejsce – czyli szefowie banku centralnego i pozostający z nimi w układach politycy oraz skupione przy nich różne lobby finansowe. Największymi przegranymi są ci, którzy są na samym końcu tego łańcucha – najubożsi, ci którzy mają późne wypłaty czyli np. budżetówka najniższego szczebla, emeryci, renciści, rolnicy, którzy czekają długo na zbiory, przedsiębiorcy, którzy produkują produkty” – mówi ekspert PAFERE.

Dlaczego warto zapoznać się z twórczością ekonomiczną Mikołaja Kopernika? Czy powrót do cen sprzed inflacji byłby możliwy i jakie warunki musiałyby być spełnione? Czy inflacja i deflacja to pojęcia ekonomiczne czy raczej polityczne? Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy Jana Kubania z Tomaszem Ulatowskim.

CYTAT TYGODNIA
Poprzedni artykułŚwiat w przededniu stagflacji
Następny artykułSpecjaliści od rekompensat i dotacji

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj