Wydatki publiczne nie pobudzają gospodarki, jak chcieliby tego Biden i inni

Zwiększenie wydatków rządowych sprawia, że jeszcze większa część istniejących zasobów przekierowywana jest od działań produktywnych do działań nieproduktywnych. To z kolei skutkuje zubożeniem gospodarki. W tym świetle wszelkie zapowiedzi zwiększenia wydatków publicznych w celu stymulacji popytu powinny być traktowane jako zwiastun osłabienia procesu tworzenia dobrobytu

Joe Biden (foto. pixabay.com)
PAFERE WIDEO

W ramach walki z pandemią COVID-19 prezydent USA Joe Biden ogłosił 11 marca 2021 r. swój pakiet stymulacyjny opiewający na 1,9 bln dolarów. Przedsięwzięciu temu ma również towarzyszyć wart 2 bln dolarów plan odbudowy amerykańskiej infrastruktury, mający obejmować naprawę dróg i mostów, rozszerzenie dostępu do długookresowej opieki medycznej w ramach Medicaid, budowę szkół, a także zwiększenie dostępu do Internetu na terenie całego kraju.

Zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem rząd powinien znacznie zwiększać deficyt budżetowy w czasach kryzysu, aby zapobiegać spowolnieniu gospodarczemu. Tłumaczy się to tym, że w warunkach spadku ogólnego popytu państwo musi pobudzić go poprzez zwiększenie wydatków publicznych. Pogłębienie więc deficytu budżetowego należałoby traktować w takiej sytuacji jako świetne wieści dla gospodarki. Wynika to bowiem z przekonania, że zwiększenie popytu przełoży się pozytywnie na produkcję dóbr i usług. Innymi słowy: popyt tworzy podaż.

CYTAT TYGODNIA

Przeciwnicy tego poglądu twierdzą natomiast, że rząd z reguły dąży do monetyzacji deficytu budżetowego, co prowadzi do wyższej inflacji. Dlatego też rządzący powinni unikać zwiększania deficytu budżetowego, jak tylko się da – a nawet dążyć do zrównoważenia budżetu państwa.

W rzeczywistości polityka walki z deficytem – niezależnie od tego, czy chodzi o utrzymanie go na określonym poziomie, czy całkowite zlikwidowanie – jest jako taka nietrafiona. Tak naprawdę tym, co ma znaczenie dla zdrowia gospodarki nie jest wielkość deficytu, lecz skala wydatków publicznych, tzn. odsetek zasobów wykorzystywanych przez państwo do własnych celów. Dlatego też powinniśmy raczej koncentrować się na wydatkach rządowych, a nie na samym deficycie budżetowym.

To wydatki publiczne, a nie deficyt budżetowy, osłabiają proces tworzenia dobrobytu

Państwo jako instytucja nie tworzy dobrobytu. Im większe są jego wydatki, tym więcej zasobów musi odebrać podmiotom realnie tworzącym dobrobyt. To natomiast skutkuje osłabieniem produktywności gospodarki. Oto przykład: jeżeli rząd zamierza wydać 3 bln dolarów, a dysponuje 2 bln pozyskanymi z podatków, oznacza to, że powstanie deficyt w wysokości 1 bln dolarów. Z racji tego, iż wydatki rządowe muszą zostać sfinansowane, to oprócz podatków konieczne będzie w tym celu wykorzystanie innej metody w postaci zaciągnięcia długu lub dodruku pieniądza.

Aby zapewnić sobie środki na realizację swoich programów, rząd posłuży się wszelkimi dostępnymi mu narzędziami pozyskiwania zasobów od podmiotów produktywnych. Dlatego też w tym kontekście najważniejsze jest samo ustalenie wydatków rządowych na poziomie 3 bln dolarów, a nie powstający wskutek tego deficyt.

Czy zatem podniesienie podatków do poziomu 3 bln dolarów i zlikwidowanie tym samym deficytu zmieniłoby w jakikolwiek sposób fakt, że rząd odbiera producentom zasoby warte 3 bln dolarów?

Bynajmniej, oznaczałoby to po prostu, że czynnikiem warunkującym realny ciężar opodatkowania podmiotów tworzących dobrobyt jest skala wydatków publicznych.

Zwiększenie wydatków rządowych sprawia, że jeszcze większa część istniejących zasobów przekierowywana jest od działań produktywnych do działań nieproduktywnych. To z kolei skutkuje zubożeniem gospodarki. W tym świetle wszelkie zapowiedzi zwiększenia wydatków publicznych w celu stymulacji popytu powinny być traktowane jako zwiastun osłabienia procesu tworzenia dobrobytu.

Gdyby bowiem działalność państwa miała charakter produktywny, to finansowałaby się sama i nie wymagałaby jakiegokolwiek wsparcia ze stronnych innych produktywnych podmiotów. W takiej rzeczywistości nigdy nie zaistniałaby też konieczność opodatkowania społeczeństwa.

Zwiększanie wydatków publicznych osłabia proces rynkowy

Wymiana handlowa między produktywnymi podmiotami zawsze opiera się na dobrowolności. Każdy producent wymienia należące do niego dobra na takie, co do których uważa, że podniosą jego poziom życia. Istotne jest tu, aby wymiana, czy też handel, odbywała się w sposób wolny, ponieważ tylko wtedy będzie ona aktem odzwierciedlającym preferencje jednostek. Tymczasem zwiększanie wydatków publicznych wiąże się z wdrożeniem różnych programów rządowych, których cele nie pokrywają się z priorytetami jednostek w danych okolicznościach gospodarczych.

Zwiększenie wydatków rządowych oznacza więc, że producentów zmusza się do oddania części bogactwa, aby w zamian dać im niechciane (lub mniej ważne z ich perspektywy) usługi publiczne. Innymi słowy stawia się ich w sytuacji, w której otrzymują wartość mniejszą w zamian za wartość większą, co naturalnie jest dla nich niekorzystne.

Im więcej nierynkowych projektów uchwala rząd, tym więcej realnego bogactwa odbiera się producentom. Odbywa się to natomiast za pomocą opodatkowania, zwiększania długu publicznego lub dodruku pieniądza.

Powtórzmy: skala owego drenażu sektora prywatnego zależy od skali działalności podejmowanej przez rząd w ramach różnych programów ekonomiczno-społecznych. To, czy państwo finansuje swoje działania poprzez podatki, zapożyczanie się czy dodruk pieniądza, nie jest aż tak istotne – liczy się tu sam fakt, że rząd odbiera obywatelom ich rzeczywisty majątek.

Rząd może zmusić nas do łożenia na projekty publiczne, ale nie jest w stanie uczynić ich ekonomicznie trwałymi

Rząd może co prawda narzucić społeczeństwu różne programy, które inaczej nie powstałyby w sposób oddolny w ramach rynku – jak to jest w przypadku planów infrastrukturalnych prezydenta Bidena. Nie jest jednak w stanie uczynić tych projektów trwałymi pod względem ekonomicznym. Oznacza to, że państwo będzie nieustannie odbierać zasoby produktywnym podmiotom na rzecz kontynuowania owych projektów. Z czasem obciążenia związane z ich finansowaniem staną się tak duże, że przyczynią się do realnego zubożenia obywateli.

Czy zatem pomogłoby tu obniżenie opodatkowania przedsiębiorstw? Czyż nie stworzyłoby to zachęty do inwestycji kapitałowych, które przełożyłyby się pozytywnie na proces tworzenia realnego dobrobytu? Otóż musimy pamiętać, że jeżeli cięciom podatkowym nie towarzyszą odpowiednie cięcia wydatków publicznych, dojdzie do pogłębienia się deficytu budżetowego.

Taki rosnący deficyt będzie z kolei finansowany za pomocą długu lub dodruku pieniądza. Tak więc najprawdopodobniej znów doprowadzi to do przekierowania bogactwa od działalności produktywnej do nieproduktywnej. W dodatku różne projekty kapitałowe, które zostaną zainicjowane w środowisku tak prowadzonej polityki państwa, z dużą dozą prawdopodobieństwa okażą się błędnymi inwestycjami.

Często uzasadnia się wydatki i działalność państwa tym, że sektor prywatny nie jest godny zaufania lub nie jest w stanie np. podjąć się rozbudowy krajowej infrastruktury. W związku z tym rząd jest jakoby zmuszony, aby poczynić w danej kwestii szeroko zakrojone inwestycje.

Twierdzenia takie ignorują jednak powód, dla którego sektor prywatny nie podejmuje się realizacji określonych projektów infrastrukturalnych (błąd ten leży również u podstaw planu Bidena). Chodzi bowiem o to, że podmioty prywatne uznały owe inicjatywy za zbyt kosztowne. W obecnym stanie realnej gospodarki sektora prywatnego nie stać na takie przedsięwzięcia.

Jeśli więc sektor prywatny uważa, że nie jest dostatecznie „zamożny”, aby podjąć się takich inwestycji, to skąd owo przekonanie państwa o własnej sile? Wszak jako podmiot jest ono nieproduktywne. Aby zrealizować wspomniane projekty, rząd będzie musiał pozyskać realne zasoby od sektora prywatnego, co oznacza, że spowoduje po prostu jego zubożenie. Obywateli czeka więc obniżenie poziomu ich życia.

Skoro aktualny poziom realnych oszczędności jest niewystarczający, by dało się z nich sfinansować lepszą infrastrukturę, to należy zgromadzić ich więcej – tyle, ile potrzeba do realizacji danych projektów. To jednak wymaga czasu. Procesu tego nie da się przyspieszyć za pomocą zwiększenia wydatków publicznych. Bynajmniej – taka polityka rządu jedynie nadwyręży proces akumulacji oszczędności.

W takiej sytuacji należy ograniczyć wydatki państwa, co skutecznie przyspieszy proces gromadzenia realnych oszczędności do odpowiedniego poziomu.

Czy nadwyżka budżetowa ma pozytywny wpływ na oszczędności?

Zgodnie z powszechnym wyobrażeniem nadwyżka budżetowa przekłada się na wzrost poziomu krajowych oszczędności. Wydawałoby się zatem, że rząd poprzez generowanie nadwyżek tworzy realny dobrobyt i umacnia fundamenty gospodarki. Aby jednak argument ten był słuszny, działalność rządu musiałaby mieć z natury produktywny charakter – a tak nie jest. Działania państwa zawsze sprowadzają się do redystrybucji realnego bogactwa od podmiotów produktywnych do tych, które owe zasoby konsumują.

Czym zatem jest nadwyżka budżetowa? Otóż oznacza ona jedynie, że przychody państwa przewyższają jego wydatki. Ma więc wyłącznie charakter pieniężny i wiąże się z tymi samymi efektami, co każda forma polityki zorientowanej na oszczędzanie. Ludwig von Mises wyjaśnia to w Ludzkim działaniu następująco:

Ograniczenie wydatków rządu może być oczywiście celowe. Nie zapewni jednak funduszy, których rząd potrzebuje na późniejsze zwiększenie wydatków. W taki sposób może zarządzać swoimi finansami jednostka. Może gromadzić oszczędności, kiedy osiąga wysokie dochody, a wydawać je w okresach spadku dochodów. Inaczej jest w przypadku całego narodu lub wszystkich narodów łącznie. Skarb państwa może zgromadzić duże środki z podatków obficie napływających w okresie boomu. Jeśli nie wprowadzi się tych kwot do obiegu, będzie to w istocie polityka deflacyjna i przeciwdziałająca cyklom, co może osłabić boom wywołany ekspansją kredytową. Kiedy jednak ponownie wprowadzi się te fundusze do obiegu, wywołają one zmianę relacji pieniężnej i tendencję do spadku siły nabywczej jednostki pieniądza spowodowaną czynnikami pieniężnymi. W żaden sposób nie mogą one dostarczyć dóbr kapitałowych koniecznych do realizacji projektów robót publicznych, które czekają w szufladzie1.

Wielu komentatorów wyznaje pogląd, iż dzięki zaistnieniu nadwyżki budżetowej rząd będzie mógł obniżyć podatki. Nie jest to jednak tak oczywiste – właśnie z racji czysto pieniężnego charakteru owej nadwyżki. Obniżenie podatków będzie skuteczne tylko, jeśli rząd ograniczy swoje wydatki i wycofa się ze swoich nieekonomicznych projektów. Niższe wydatki publiczne to większy zasób realnego bogactwa w rękach produktywnych podmiotów.

Jeśli jednak wydatki rządu będą wciąż rosnąć, niemożliwa będzie jakakolwiek skuteczna obniżka podatków. W dodatku ów wzrost sprawi, że również realny ciężar opodatkowania obywateli będzie coraz większy, przez co ilość zasobów w rękach producentów będzie się zmniejszać.

Frank Shostak

Tłumaczenie: Dawid Świonder

Frank Shostak jest współpracownikiem naukowym Mises Institute. Jego firma konsultingowa Applied Austrian School Economics zajmuje się analizą rynków finansowych i światowej gospodarki. Wykładał ekonomię na Uniwersytecie w Pretorii oraz na Uniwersytecie Witwatersrand. Artykuł ukazał się na mises.com

1 L. von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. W. Falkowski, wyd. Instytut Ludwiga von Misesa, Warsawa 2011, s. 675-76.

CYTAT TYGODNIA
Poprzedni artykułPAHOMAS
Następny artykułEkonomia polityczna protekcjonizmu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here