Media społecznościowe… Jak nie dać się zwariować

Zmiana sposobu dostarczania treści - przy jednoczesnej uniwersalizacji dostępu do informacji – przyciągnęły uwagę spin-doktorów różnych partii politycznych. O ile jednak część z tych partii na początku używała tych technik sporadycznie, o tyle partie i ruchy populistyczne na całym świecie opracowały strategię zgoła inną: długofalową, dość dokładnie oszacowaną kosztowo, drobiazgowo zaplanowaną przy każdym pozornie trywialnym ruchu

Foto. pixabay.com
PAFERE WIDEO

Wielu komentatorów politycznych uważa, że postępująca polaryzacja społeczna jest wynikiem przypadkowych wydarzeń – często będących pokłosiem dawnych konfliktów czy to społecznych czy politycznych. Wydawać się może, iż taka opinia nie bierze jednak pod uwagę cynizmu strategów politycznych, którzy – w dobie pierwszej prawdziwie globalnej tuby propagandowej znanej jako media społecznościowe – wykorzystują masy do rozgrywania krwawych i kosztownych szachów społecznych. Bo czymże jest obecna sytuacja, jeśli nie drobiazgowo rozplanowanym pomysłem na przeprowadzenie różnego rodzaju mini-rewolucji?

Wszystko zaczęło się w momencie, gdy świat strategów politycznych dojrzał potencjał w rozwijających się platformach mediów społecznościowych. Na początku było jednak zgoła inaczej. MySpace czy wczesne formy Facebooka (a w Polsce przede wszystkim Nasza Klasa) były znakomitymi witrynami do zbierania informacji o tym co ludzie robią, co lubią i przede wszystkim jakich dokonują wyborów na co dzień. Informacje te służyły przede wszystkim do budowania insightów rynkowych, czyli zbioru informacji na temat konkretnych grup społecznych. Ich wykorzystanie zarówno w biznesie jak i w polityce było jednak rzadkością. Należy pamiętać, że wówczas penetracja nie tyle samych mediów społecznościowych co wręcz całego systemu mediów wirtualnych, stała przecież na niskim poziomie, szczególnie w grupach starszych niż roczniki siedemdziesiąte czy osiemdziesiąte, czy też wśród osób niepracujących bądź też pracujących w sektorach nie wykorzystujących wówczas komputerów. A to właśnie te grupy stanowiły wówczas główny obszar zainteresowania politycznych manipulatorów, czego wyrazem jest wzrastające znaczenie populistycznych ruchów dookoła świata. To one jako pierwsze sięgnęły po władzę jaką daje nie tyle czerpanie informacji z mediów wirtualnych, ale wręcz kontrola ich treści.

I tu taka mała dygresja. Internet rozwija się etapami, a tych etapów – według różnych naukowców – jest od trzech do nawet ośmiu. Większość badaczy zgadza się jednak, że zarówno uruchomienie i upowszechnienie mediów społecznościowych, jak i zmiana sposobu produkowania treści są kluczowymi momentami w rozwoju sieci. Ten drugi element odgrywa kluczową rolę w kontekście tego wywodu. Wraz z rozwojem Internetu zmienił się bowiem sposób tworzenia treści, a także jej rozprzestrzeniania w sieci. O ile na początku to przede wszystkim właściciele mediów tworzyli treść (jak to ma miejsce na przykład w gazetach czy w telewizji), o tyle wraz z pojawieniem się blogów i innych platform dających jednostkom potencjał dotarcia do masowych grup celowych, treść stała się współtworzona przez Internautów. Blogi, mikro-blogi – jak na przykład Twitter, video blogi, podcasty – wszystkie te platformy pojawiły się jako wyraz tejże właśnie rewolucji treści.

A zatem zmiana sposobu dostarczania treści – przy jednoczesnej uniwersalizacji dostępu do informacji – przyciągnęły uwagę spin-doktorów różnych partii politycznych. O ile jednak część z tych partii na początku używała tych technik sporadycznie – czasem wręcz tylko w kampaniach lokalnych albo na skraju tak zwanego głównego nurtu partyjnego – o tyle partie i ruchy populistyczne na całym świecie opracowały strategię zgoła inną: długofalową, dość dokładnie oszacowaną kosztowo, drobiazgowo zaplanowaną przy każdym pozornie trywialnym ruchu.

Ostatnio głośno jest o ruchu Black Lives Matter i o kontrowersyjnych działaniach ruchu pięciu liter w Polsce. Oba te ruchy korzystają ze strategii opracowanych przez strategów ruchów populistycznych. Zakładają one nie tyle budowę wpływu w wybranych grupach społecznych, do których chcą docierać z komunikatem, ale coś zgoła przeciwnego: kontrolę rozpowszechniania informacji w szerszym kontekście, w tłumie, który teoretycznie nie stanowi ich grupy docelowej. Korzystają z dawnej prawdy, która głosi, że nie ważne jak się mówi; ważne, że się mówi. I mówi się o nich teraz prawie wszędzie, treści docierają w najdalsze zakątki świata. Są to treści w dużej mierze – poza środowiskami bardzo jawnie ich wspierającymi – negatywne, ale z czasem odcień emocjonalny wyblaknie, a informacja będąca clue akcji, pozostanie żywa. Po dłuższym czasie zapomni się o kontekście, ale pamiętać będzie o tym, na czym zależeć może manipulatorowi. Za pięć lat mało kto będzie dyskutował o wyciągniętym środkowym palcu aktywistów w Warszawie, ale pozostanie wśród odbiorców sam komunikat, mówiący o tym, że ruch pięciu liter jest w Polsce traktowany bardzo źle. I – niezależnie od tego czy jest to teraz prawdą, czy też nie, i czy będzie to prawdą za kilka lat – odbiorcy informacji w mediach wirtualnych będą zapewne mieli dostarczane podsumowanie tej akcji cyklicznie, tak aby wybudować swoistą retencję informacyjną – pamięć podręczną, dotyczącą tego jak i w jaki sposób odbierać tę warszawską akcję. Manipulacja tego typu staje się coraz powszechniejsza i coraz trudniejsza do odróżnienia od informacji naturalnej – takiej, której treść nie jest nacechowana konkretną polityką czy politycznym przekazem.

Warto zatem zwracać uwagę na treści, którymi dzielą się znajomi na Facebooku, artykuły wyskakujące w polecanych hashtagach na Twitterze i video, które Youtube rekomenduje nam w związku z nowym dniem. Warto też edukować się i próbować zrozumieć mechanizmy, które wykorzystywane są przez tego rodzaju manipulatorów. PAFERE dba nie tylko o to, by promować mądre książki, ale i mądrą informację, dlatego w ostatnich czasie pokusiła się o uzupełnienie wiedzy przeciętnego Polaka w przepastnych annałach Wikipedii. Artykuły takie jak Manipulacja Tłumem [https://pl.wikipedia.org/wiki/Manipulacja_t%C5%82umem] i Techniki Propagandowe [https://pl.wikipedia.org/wiki/Techniki_propagandowe] są znakomitym źródłem wiedzy na temat tego o czym są dzisiejsze media społecznościowe i jak starać się nie zdurnieć czytając tam różne treści. Czytajcie więc i starajcie się zbudować własną sieć, która odsieje propagandę od tego, o czym warto się dowiadywać.

Kris Kaleta

Poprzedni artykułMises: Państwo kapitalistyczne a państwo socjalistyczne
Następny artykułO związkach zawodowych – refleksje

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj