O „Dziejach kapitalizmu”

PAFERE WIDEO

Historia finansów i kapitalizmu to tematyka, po którą rodzimi autorzy sięgają rzadko, w wyniku czego polski czytelnik zapoznaje się najczęściej z narracją stworzoną w krajach anglosaskich, która jest daleka od obiektywizmu.

Niedawno nakładem wydawnictwa Prohibita ukazała się moja najnowsza książka nosząca tytuł: „Dzieje kapitalizmu. Nieznana historia imperiów, bankierów, wojen i kryzysów”. Potrzeba jej napisania zrodziła się przede wszystkim w wyniku dostrzeżenia, jak bardzo tendencyjne, zideologizowane i upolitycznione są wszelkie wizje dziejów kapitalizmu i gospodarki, z którymi miałem do tej pory czynienia. Rzecz jasna, mam świadomość, że i moje własne zapatrywania stanowią pochodną przyjęcia takiego, a nie innego światopoglądu oraz zestawu idei, jednakże dominacja wizji dziejów o charakterze oświeceniowo-lewicowym jest na tyle uderzająca, że warto było uczynić dla niej pewien wyjątek.

Historia zwycięzców

Zideologizowanie i tendencyjne przedstawianie dziejów gospodarczych oraz finansowych ma swoje źródło przede wszystkim w tym, że historię piszą – jak zawsze – zwycięzcy. Zwycięzcami „ery kapitalizmu” zostały zaś przede wszystkim kraje anglosaskie, a po II wojnie światowej także te kraje, które znalazły się po odpowiedniej stronie żelaznej kurtyny. Zwycięzcy napisali własną, pełną mitów wersję historii i skutecznie od kilku wieków narzucają ją całemu światu, w tym oczywiście Polsce, która w narzuconej przez oświeceniowe elity narracji pozostaje elementem zapóźnionym i nie nadążającym za kolejnymi odsłonami cywilizacyjnej rewolucji.

Kto do tej pory pisał książki obejmujące całość dziejów europejskiej gospodarki i kapitalizmu? Poza nielicznymi wyjątkami przede wszystkim Brytyjczycy i Amerykanie oraz przedstawiciele pomniejszych narodów zachodniej Europy. Od kilku lat Polacy mają już dostęp do polskiego tłumaczenia książki Nialla Fergusona „The Ascent of Money” („Potęga pieniądza. Finansowa historia świata”), która bije rekordy popularności na całym świecie. Anglojęzyczni czytelnicy od lat mają także do dyspozycji takie pozycje, jak „Financial History of Western Europe” Charlesa Poor Kindlebergera, czy też doskonałe pod względem faktograficznym prace historyka z Genewy, Youssufa Cassisa.

Po którąkolwiek z wymienionych prac byśmy jednak nie sięgnęli, będziemy mieli do czynienia z ugładzoną, politpoprawną, a przez to fałszywą wersją historii. Rzecz jasna, Ferguson, Kindleberger, czy też Cassis to poważni uczeni i nie fałszują danych liczbowych ani też nie przedstawiają wydarzeń, które nigdy nie miały miejsca, lecz wielkim mankamentem ich rozważań jest to, że starannie unikają niewygodnych wniosków, starannie przemilczają lub bagatelizują istotne fakty oraz prezentują zachodni kapitalizm państwowy w jednoznacznie pozytywnym świetle. W pewnym sensie trudno jest ich winić za to, co czynią, gdyż są przedstawicielami narodów, które zwyciężyły w globalnym zmaganiu o dominację. Zachowując wszelkie proporcje, postawę zachodnich historyków finansów i gospodarki porównać można do sowieckich historyków opisujących II wojnę światową. To, co dla narodów Europy Środkowo-Wschodniej było sowiecką inwazją oraz piekłem stalinizmu, w oczach sowieckich propagandzistów było Wielką wojną ojczyźnianą i wyzwoleniem narodów spod jarzma hitleryzmu, nacjonalizmu oraz zgniłego kapitalizmu i pańskiej Polski. W analogiczny sposób zachowują się zachodni historycy, którzy epokę bezwzględnych imperiów, które swój dobrobyt zbudowały na podbojach, ekspansji terytorialnej i inflacji na ogromną skalę, nazywają epoką liberalizmu, tolerancji oraz triumfu wolnorynkowych zasad.

W powszechnym mniemaniu kapitalizm to system społeczny, który wymyślili Brytyjczycy. W „Dziejach kapitalizmu” żarliwie zwalczam ten oświeceniowy mit, którego najbardziej aktywnym popularyzatorem był Karol Marks i jego uczniowie. Ojciec komunizmu był na tyle skutecznym propagandzistą, że do dziś wiele osób powiela opinię, że wielki skok w zakresie produktywności, skali wytwórczości oraz stosowanych technik produkcji stał się możliwy dopiero w momencie, gdy Europa zaczęła się sekularyzować i przyjmować oświeceniowy model nauki i filozofii. Lewicowym środowiskom w Polsce szczególnie bliski sercu jest powtarzany od ponad 100 lat mit autorstwa Maxa Webera, zgodnie z którym erupcja kapitalizmu oraz rewolucja przemysłowa stały się możliwe jedynie dzięki kulturze protestanckiej, zaś kraje katolickie opóźniały wystąpienie tychże procesów.

Choć mit Webera został już wielokrotnie obalony, wiele krytycznie myślących osób nadal czuje się w pewien sposób na tyle onieśmielona gospodarczym i przemysłowym sukcesem rewolucji przemysłowej, że skłonne są uznać, iż przed nadejściem dominacji Wielkiej Brytanii w światowej polityce świat był raczej szary, biedny i ponury. Tego typu myślenie jest oczywiście lewicowo-liberalnym elitom niezwykle po drodze, gdyż jeden z podstawowych dogmatów współczesności głosi, iż zdominowana przez Kościół kultura średniowiecza była przyczyną ciemnoty i „niemowlęctwa umysłowego” ludzkości.

W rzeczywistości zaś prawdziwy kapitalizm to system oparty na dobrowolności ludzkich wymian. Nie było więc w sensie ścisłym żadnej epoki kapitalizmu, gdyż ten wydarza się wszędzie tam, gdzie ludziom dane jest swobodnie działać. Tymczasem wbrew naukom nadwornych kronikarzy anglosaskiego kapitalizmu Wielka Brytania, która od początku XVIII wieku stała się prawdziwym liderem Oświecenia, wcale nie była szafarzem wolności. Wręcz przeciwnie, jako największa na świecie potęga militarna siała postrach jako organizm państwowy dokonujący nieustannych podbojów terytorialnych. Historia państwa ze stolicą w Londynie to w istocie historia podbojów, ludobójstw, kontrolowanych zamachów stanu, finansowania powstań na tyłach wroga, handlu niewolnikami, krwawych pogromów oraz zakulisowych działań. Zapisem tych niekończących się intryg są właśnie „Dzieje kapitalizmu”. Anglia (a później Zjednoczone Królestwo) nie mogła więc nigdy wcielać w życie zasad kapitalizmu, czyli ustroju opartego na wolności, gdyż jej działania i istnienie było oparte na totalnym zaprzeczeniu zasad dobrowolnej współpracy międzyludzkiej, której apologetami są wolnorynkowi filozofowie i publicyści.

Paradoks liberalizmu

Jak zatem stało się, że najbardziej cyniczny i agresywny podmiot, jakim było Zjednoczone Królestwo, stworzyło najbardziej wydajną i innowacyjną gospodarkę? Zjawisko to wyjaśniam w „Dziejach kapitalizmu” przy pomocy teorii libertarianina, prof. Hansa-Hermanna Hoppego. Jako teoretyk państwa, socjalizmu i kapitalizmu wskazał on, iż państwa, które są bardzo agresywne poza swoimi granicami mogą być jednocześnie względnie liberalne wobec własnych obywateli, gdyż środki na własne funkcjonowanie mogą czerpać od obywateli innych państw, ograniczając tym samym wyzysk podatkowy we własnych granicach.

Uważam, że opisany tu pokrótce tzw. paradoks wewnętrznego liberalizmu Hoppego w sposób najlepszy z możliwych opisuje doskonale nam zjawisko lewicowego liberalizmu, który zawładnął umysłami elit Zachodu i trawi je do dnia dzisiejszego. Uzyskawszy militarną i handlową dominację nad całym światem, zachodnie elity finansowe narzuciły własny system finansowy, którego jądrem przez ponad 200 lat pozostawał Bank Anglii. Charakter tej instytucji od samego początku sprawiał, że angielskie władze były w stanie umiejętnie zwiększać podaż pieniądza, sztucznie nakręcając tym samym własną gospodarkę, a wszelkie negatywne skutki tego procederu przerzucać głównie poza swoje granice. Londyn od czasów Chwalebnej Rewolucji pełnił rolę głównego centrum handlowego Zachodu, a następnie stał się także centrum kredytowym. Z usług londyńskiej giełdy i bankierów korzystał cały świat, który w ten sposób przyjmował na siebie większość negatywnych skutków tzw. efektu Cantillona, czyli zjawiska, które w ekonomii opisuje schemat redystrybucji dochodów dokonujący się przy okazji sztucznego dodruku pieniędzy. Osby, które miały dostęp do nowych pieniędzy pierwsze zyskują zawsze kosztem tych, które otrzymują je później. Światowym centrum tego opartego na oszustwie systemu finansowego był Londyn, jego giełda i obecne na nim spółki, zaś peryferiami reszta świata.

Po I wojnie światowej rolę Wielkiej Brytanii przejęły Stany Zjednoczone, które w 1913 roku założyły swój własny superbank: Rezerwę Federalną. USA różnią się jednak od swego poprzednika tym, że pomimo trwającego już ponad 100 lat haniebnego procederu zarządzania światową inflacją, która zapewnia im pozycję supermocarstwa, posiadają także bogatą tradycję autentycznego kapitalizmu, który w XIX wieku przyciągał miliony imigrantów. Warto o tym pamiętać, gdyż celem „Dziejów kapitalizmu” nie jest pokazanie kapitalizmu jako zjawiska wyłącznie negatywnego. Wręcz przeciwnie, tak naprawdę książka ta stanowi wyraz mojej niesłabnącej fascynacji wobec zasad wolnorynkowych, które jednak nie znajdują współcześnie należytego zrozumienia ani zastosowania.

Podstawową przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, iż wolny rynek, wolna konkurencja, laissez faire, to pojęcia, które wszystkim kojarzą się z najbardziej zepsutą i zdeformowaną wersją kapitalizmu, którą wprowadzali w życie Brytyjczycy, a później Amerykanie. Ciężko się temu dziwić: ich dominacja przyniosła wszak bardzo konkretne rezultaty w postaci ogromnych wieżowców, nowoczesnych technologii, czy też eksplozji demograficznej. Osoby będące zwolennikami idei wolnorynkowych traktują te zjawiska jako najbardziej wymowny dowód na rzecz tezy, iż liberalizm gospodarczy przynosi bardzo namacalne efekty, dlatego jako wzór do naśladowania wskazują najczęściej XIX wiek, który w przeciwieństwie do socjalistycznego i totalitarnego XX wieku uchodzi za „złoty wiek kapitalizmu”. Wywodzę się ze środowisk konserwatywno-liberalnych i libertariańskich i doskonale wiem, że tego rodzaju myślenie jest w zasadzie normą, lecz uważam je za wielki i kardynalny błąd.

Średniowiecze wzorem

Jednym z motywów przewodnich „Dziejów kapitalizmu” jest trwający już ponad tysiąc lat stopniowy proces centralizacji władzy, który został przeze mnie zidentyfikowany jako podstawowa przyczyna wielkich nieszczęść, dotykających naszą cywilizację, a także cały świat. Fałszywy kapitalizm imperialny Wielkiej Brytanii został zbudowany przede wszystkim w oparciu o stopniowy podbój małych państw, których w średniowieczu było w Europie kilkaset, zaś przed wybuchem I wojny światowej zaledwie kilkanaście. Wielkie imperia są na tyle potężne, że samo ich istnienie stanowi permanentne zagrożenie dla ludzkości oraz wolności gospodarczej. Z tego względu o wiele bardziej sprzyjający prawdziwemu, wolnorynkowemu kapitalizmowi był model średniowieczny, który praktycznie nie znał pojęcia imperium. Teza ta może wydać się dość zaskakująca, jeśli jednak uważnie prześledzimy to, jak wiele energii propagandyści Oświecenia oraz nowoczesności poświęcali i poświęcają na tworzenie negatywnego wizerunku „wieków ciemnych”, być może uda nam się przyjąć nieco inną perspektywę.

Średniowiecze nie może się pochwalić maszyną parową, Internetem, czy też lotami w kosmos, jednakże ówczesna nauka, filozofia, kultura i sztuka stały na wysokim poziomie. Książki odkłamujące dzieje i dorobek Średniowiecza są na szczęście coraz częstszym zjawiskiem, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć na czym tak naprawdę polegała „era kapitalizmu”, której istnienie obwieścił światu Karol Marks i jego uczniowie. Wedle oceny, która została zaprezentowana na kartach „Dziejów kapitalizmu”, współczesny kapitalizm państwowy, którego głównymi (choć nie jedynymi) autorami byli Anglicy, stanowi tak naprawdę wielką mistyfikację, wielkie oszustwo, które ostatecznie może doprowadzić do zagłady naszej cywilizacji.

Zapowiedzią tejże zagłady były bez wątpienia XX-wieczne totalitaryzmy, które wynikały z niemożności dalszego podboju świata, stanowiącego podstawowe paliwo napędzające rozwój wewnętrznie liberalnych imperiów. Pozbawione pola do dalszej ekspansji, europejskie mocarstwa rzuciły się na siebie, co doprowadziło do jednego, wielkiego pasma tragedii. Przedłużeniem tej tragedii są czasy nam współczesne, w których jesteśmy świadkami upadku zachodniej cywilizacji. Wymierające, starzejące się społeczeństwa Zachodu są zainteresowane przede wszystkim ślepym konsumpcjonizmem, pozostają wrogie chrześcijaństwu i nie dostrzegają nawet tego, jak ich własna politpoprawność uniemożliwia im skuteczną walkę z naporem żywiołu islamskiego.

Wielkim defektem kapitalizmu państwowego pozostaje to, że zapewnia ogromny skok cywilizacyjny, lecz tylko na krótką metę. Cóż z tego, że Europa jako pierwsza przeszła przez rewolucję przemysłową oraz przeżyła eksplozję demograficzną, skoro funkcjonowanie wielkiego finansowego oszustwa sterowanego przez Bank Anglii przynosi ostatecznie całkowity uwiąd i upadek Zachodu?

Nowatorskie spojrzenie

Za wielką zaletę „Dziejów kapitalizmu” uważam to, iż oprócz wskazywania na kluczowe procesy kulturowe, cywilizacyjne, finansowe, czy też militarne konsekwentnie identyfikuje najważniejsze osoby, które miały częstokroć o wiele większy wpływ na losy świata niż przywódcy państw czy też armii. Cała opowieść skupia się w istocie na przedstawieniu sylwetek głównych finansowych decydentów rzeczywistości. Osobiście mam to właśnie za złe wielu historykom, których cenię i podziwiam, że zbyt łatwo abstrahują od finansowego podłoża poszczególnych wydarzeń. Tymczasem opisywanie dziejów Zachodu bez wspominania o tym, kim był m.in. Jacob Fugger, baron Lopes Suasso, John Baring, Nathan Rothschild, Hjalmar Schacht, John P. Morgan, czy też David Rockefeller jest zwyczajnie karygodne.

Niezwykle istotne jest również to, iż „Dzieje kapitalizmu” stanowią rzadko spotykany przykład pracy krytycznej wobec kapitalizmu (państwowego) napisanej z pozycji osoby zafascynowanej kapitalizmem jako takim (oczywiście nie w wydaniu imperialnym). Wolnorynkowcy i liberałowie gospodarczy mają bowiem zazwyczaj tendencję do przemilczania wielu negatywnych zjawisk oraz dopatrywania się mechanizmów wolnorynkowych tam, gdzie tak naprawdę funkcjonuje zdegenerowany kapitalizm państwowy. W ten właśnie sposób jedynymi krytykami zwyrodniałych instytucji kapitalizmu państwowego pozostają najczęściej lewicowcy, którzy każdego roku wydają dziesiątki książek krytykujących wolny rynek oraz sugerujących, że nadszedł czas, aby spróbować coś innego niż kapitalizm.

W przeciwieństwie do tego rodzaju podejścia „Dzieje kapitalizmu” sugerują, że prawdziwy wolnorynkowy kapitalizm to system społeczny, którego ludzkość nie próbowała wdrażać od wielu lat, a jedyną dobrze znaną dziś wersją kapitalizmu jest anglosaski kapitalizm państwowy, który w istocie stanowi karykaturę prawdziwego wolnego rynku. Aby zbliżyć się do ideału wolności gospodarczej winniśmy raczej upodabniać naszą kulturę pod względem politycznym do tego, co funkcjonowało w wiekach średnich. Czy jednak Zachód jest jeszcze w stanie powrócić do dawnego rozproszenia władzy politycznej w obliczu wielkiej zemsty, jakiej próbują nieustannie dokonać kolonizowane niegdyś państwa?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, lecz mam nadzieję, że „Dzieje kapitalizmu” pozwolą na nie odpowiedzieć. Przede wszystkim dlatego, że zamiast mitologii i nieprawdy serwowanej przez historyków kapitalizmu, finansów i gospodarki z krajów Zachodu moja książka oferuje prawdziwy i pełen odpowiednio wyważonego demaskatorstwa obraz wydarzeń, które doprowadziły do najbardziej zaskakującej i zakrojonej na wielką skalę zmiany społecznej w dotychczasowej historii ludzkości. Zamiast polegać na relacjach historyków i publicystów z Zachodu, dla których prawda historyczna wydaje się być zbyt drastyczna, aby mogli ją sobie przyswoić, „Dzieje kapitalizmu” oferują do bólu realistyczny obraz dziejów.

Wielką zaletą książki jest także to, że nie ogranicza się wyłącznie do ostatnich trzech wieków i nie ulega tym samym oświeceniowej narracji, lecz sięga aż do pierwszego tysiąclecia po Chrystusie. Zabieg ten jest celowy, gdyż wiele kluczowych instytucji współczesnego świata finansów pojawiło się już wiele wieków temu. Uznanie, że kapitalizm to epoka, która zaczęła się w XVIII wieku byłoby wszak przyznaniem racji nie tylko Marksowi, ale także propagandystom nowoczesności.

Mam wielką nadzieję, że lektura „Dziejów kapitalizmu” pozwoli lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość, która jest kształtowana przede wszystkim przez osoby rezydujące w wielkich centrach finansowych. W ostatnich miesiącach praktycznie wszyscy Polacy mają okazję przekonać się, jak wielką siłę oddziaływania posiada George Soros, który bezpośrednio zaangażował się w politykę nad Wisłą. Jego działania to zaś zaledwie skromny wycinek wielkiej historii manipulacji i zakulisowych działań, jakich dopuszczali i dopuszczają się finansiści o znacznie większym majątku.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach „Kuriera Wnet”. 

Książkę można nabyć w Internecie:
http://multibook.pl/pl/p/Jakub-Wozinski-Dzieje-kapitalizmu-25/7566
W księgarni stacjonarnej Wydawnictwa Prohibita w Warszawie:
http://multibook.pl/pl/i/Ksiegarnia-stacjonarna/19
lub telefonicznie:
+48 22 424 37 36.

Poprzedni artykułO. Jacek Gniadek: Wielka cena
Następny artykułGdyby rząd nie zabierał aż tyle… Zestawienie: Polska – Wielka Brytania
Jakub Wozinski. Dr filozofii, libertarianin, dziennikarz (publikuje m.in. w dwutygodniku "Najwyższy Czas!"). Ukazuje historię kapitalizmu i jego istotę z perspektywy dziejów pieniądza, bankowości i szeroko rozumianych finansów. Autor m.in. książki "Dzieje kapitalizmu" oraz setek artykułów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj