Lęki w kapitalizmie – czyli co ma ekonomia do psychologii

W kapitalizmie pozycja społeczna jednostek jest ciągle zagrożona, gdyż zależy od „kaprysów rynku”, ale jest to po prostu inne określenie tego, że w gospodarce rynkowej pozycja zależy od ciągłego należytego zaspokajania potrzeb konsumentów, a nie przyznanych, niezmiennych przywilejów przez rządzących

Foto. pixabay.com
PAFERE WIDEO

Stwierdzenie, że temat nierówności dochodowo-majątkowych zyskał w ostatnich latach na znaczeniu ociera się już o truizm. Jednak powód, dla którego rozkład dochodów w społeczeństwie tak bardzo angażuje emocjonalnie ludzi może być zaskakujący. Według brytyjskiego filozofa Alaina de Bottona jest nim potrzeba miłości… A konkretniej – potrzeba miłości (szacunku), jaką może przynieść nam wysoka pozycja w hierarchii społecznej.

Problem ze statusem jest oczywiście taki, że – jako względna pozycja w społeczeństwie – nie powstaje on niezależnie, lecz poprzez porównywanie się z innymi ludźmi. Pojawia się zatem paradoks: materialnie wiedzie nam się dużo lepiej niż dawniej, ale ten historyczny postęp (o którym pisałem w tym tekście) nie robi na nas zbyt większego wrażenia, i niekoniecznie przekłada się na psychologiczne zadowolenie i duchowy spokój. Jak zauważył de Botton w “Lęku o statusie” (s. 46):

CYTAT TYGODNIA

„Gwałtownemu spadkowi rzeczywistego ubóstwa towarzyszy – paradoksalnie – stałe, czy wręcz narastające poczucie ubóstwa i strachu przed nim. Ludzie korzystający z bogactw i możliwości, jakich ich przodkowie, uprawiający w pocie czoła niedającą pewnych plonów glebę średniowiecznej Europy, nie potrafiliby sobie nawet wyobrazić, wykazują godną uwagi zdolność odczuwania, że zarówno to, kim są, jak i to, ile mają, jest niewystarczające”.

Z czego to wynika? Okazuje się, że nasz lęk o status i wynikająca stąd zawiść o dochody i pozycję innych ludzi (artykuł o ekonomii zawiści w OF) nasiliły się za sprawą liberalizmu i kapitalizmu. W jaki sposób? Jak ujmuje to de Botton (s. 84).

„Jeśli wielkie rewolucje polityczne i konsumpcyjne XVIII i XIX wieku, walnie przyczyniając się do poprawy materialnego bytu ludzkości, przyniosły jej również cierpienia natury psychologicznej, to stało się tak, dlatego że rozpropagowały nowy fundamentalny ideał: wiarę, iż wszyscy ludzie są sobie równi i że każdy może osiągnąć, co tylko zechce”.

Istotnie, w gospodarce feudalistycznej ludzie nie byli sobie równi, a o ich pozycji społecznej i możliwościach życiowych decydowało generalnie urodzenie. We współczesnych gospodarkach rynkowych ludzie są równi wobec prawa, a o ich pozycji społecznej decyduje ścieżka kariery zawodowej czy jakość projektów biznesowych; słowem: to, w jakim stopniu zaspokajają potrzeby innych uczestników rynku.

Innymi słowy, w gospodarkach przedkapitalistycznych ludzie byli bardzo ubodzy, ale dotyczyło to prawie wszystkich jednostek, a poza tym, taki już był porządek społeczny, urodzili się chłopami i nie mogli nic z tym zrobić. W gospodarkach rynkowych istnieje powiązanie między cechami i działaniami jednostek, a ich pozycją społeczną, przez co czują się odpowiedzialni za swoje sukcesy, ale i porażki. Jak zauważa de Botton (s. 86):

„W epoce merytokracji sprawiedliwa była nie tylko dystrybucja bogactwa, lecz również dystrybucja biedy. Niska pozycja nie dość, że była przykra to jeszcze stała się zasłużona (…) niepowodzenie [w dziedzinie finansowej] zaczęło łączyć się ze wstydem, jakiego dawny chłop, pozbawiony wszelkich szans, by się wybić, szczęśliwie również nigdy nie zaznał”.  

Co ciekawe, podobną diagnozę mentalności antykapitalistycznej postawił austriacki ekonomista Ludwig von Mises w swojej książeczce o takim właśnie tytule już w 1956 r. (warto zauważyć, że tę tematykę poruszali także m.in. Alexis de Tocqueville, Helmut Scheck, czy René Girard). Mises pisał (s. 19):

„W społeczeństwie opartym na kastach i statusie człowiek może przypisać swój niepomyślny los warunkom, nad którymi nie ma kontroli. Jest niewolnikiem, ponieważ wyższe siły, które określają wszystko, co się dzieje, wyznaczyły mu jego miejsce. Jego czyny nie mają tu wpływu i nie ma powodu, aby miał wstydzić się swoich nędznych warunków (…) W kapitalizmie sprawy mają się zupełnie inaczej. Tutaj pozycja życiowa każdego zależy od jego własnego działania. Każdy, którego ambicje nie zostały w pełni zaspokojone wie, że zaprzepaścił okazję, że był poddany próbie, w której został pokonany przez innego”.

Problem niepewności co do naszej wartości i pozycji społecznej pogłębiają rosnące aspiracje. Brak ograniczeń występujących w ustroju feudalnym, teoretyczna równość oraz ciągły postęp gospodarczy prowadzą często do wielkich ambicji czy wręcz poczucia nieograniczonych możliwości, skutecznie podsycanego przez prasę i popkulturę nagłaśniającą sukcesy wybranych jednostek. Wzrost ambicji, choć może prowadzić do pozytywnych rezultatów, powoduje, że porażki bolą mocniej. Względnie niskie dochody traktowane są w takiej kulturze jako zdrada oczekiwań (problem ten może w szczególności dotyczyć absolwentów studiów wyższych, którym mówiono, że po studiach bez problemu znajdą intratne zajęcie). Jak zauważa de Botton, nowoczesne społeczeństwa osiągnęły spektakularny sukces jeśli chodzi o wzrost zamożności, jednak „bezustannie podsycając apetyty, niejako zanegowały własne osiągnięcia” (s. 63). I znów podobnie o konfrontacji pomiędzy ideą, że każdy może osiągnąć niemalże wszystko, z rzeczywistością, w której jest to niemożliwe, pisał Mises (s. 20):

„Co wielu czyni nieszczęśliwymi w kapitalizmie to fakt, że kapitalizm daje każdemu możliwość osiągnięcia najbardziej pożądanych pozycji, które oczywiście mogą być osiągnięte tylko przez niewielu. Cokolwiek człowiek osiągnął dla siebie jest jedynie ułamkiem tego do czego zdobycia popycha go ambicja. Zawsze ma na widoku ludzi, którzy osiągnęli to czego jemu się nie udało. Dobre samopoczucie i równowaga wewnętrzna zostają zachwiane na widok tych, którzy dali dowód większych zdolności i pojętności”.

Pojawia się teraz naturalnie pytanie, co można zrobić z tym, że gospodarka kapitalistyczna i wprzęgnięta w nią merytokracja pociągają za sobą pewne negatywne psychologiczne skutki. Cóż, można albo zmienić ustrój, albo spróbować oddziaływać na stronę psychologiczną. Pierwsza opcja nie wchodzi w grę, biorąc pod uwagę niezaprzeczalny wzrost dobrobytu, który kapitalizm ze sobą przyniósł, oraz niewydajność ekonomiczną socjalizmu.

Mało kto chciałby też powrotu do hierarchicznych struktur klasowych, zwłaszcza że obecnie alternatywą dla rynkowej merytokracji nie byłyby uświęcone tradycją więzi feudalne, lecz relacje z władzą, w tym – o autorytarnym charakterze. Ostatecznie, rynkowa merytokracja umożliwiła milionom ludzi osiągnięcie sukcesu, którego nie zaznaliby w systemie kastowym. I choć może ona pogłębiać negatywne psychologiczne doświadczenie porażki, to jednak wzmacnia także osiągane przez jednostki sukcesy.

Ponadto warto zauważyć, że potrzeba osiągania wysokiego statusu jest stała, i nie jest jasne, dlaczego obecny ustrój gospodarczy miałby być modyfikowany z myślą o minimalizacji lęku o status. Choć może on w gospodarce rynkowej prowadzić do napięć psychologicznych, to jednak generuje on w tym systemie istotne pozytywne efekty zewnętrzne w postaci chociażby wzrostu gospodarczego, o czym pisali już Mandeville czy Smith.

Innymi słowy – to, że pewne problemy psychologiczne występują w kapitalizmie, nie oznacza, że to on jest ich przyczyną (nie można zapominać o szerszych czynnikach kulturowych). Rynkowa merytokracja może nasilać lęk o status i zawiść, lecz ostatecznie są to problemy psychologiczne, które powinny być rozwiązane na gruncie psychologii, nie ekonomii. Tak, w kapitalizmie mamy pracoholizm i konsumpcjonizm, jednak nie są to inherentne cechy gospodarki rynkowej, lecz zjawiska wynikające z często złożonych przyczyn psychologicznych, w tym lęku o swoją pozycję społeczną (w socjalizmie te zjawiska były ograniczone, bo pracownicy udawali, że pracują, a sklepy były puste). Tak, gospodarka rynkowa umożliwia i finansowo wynagradza „robienie kariery”, ale to nie ona sprawia, że ludzie zbytnio oceniają siebie i innych poprzez pryzmat osiągnięć zawodowych i produktywności. Tak, w kapitalizmie pozycja społeczna jednostek jest ciągle zagrożona, gdyż zależy od „kaprysów rynku”, ale jest to po prostu inne określenie tego, że w gospodarce rynkowej pozycja zależy od ciągłego należytego zaspokajania potrzeb konsumentów, a nie przyznanych, niezmiennych przywilejów przez rządzących. Tak, mamy nierówności dochodowo-majątkowe, lecz – zakładając brak rządowych interwencji i prywatnych nadużyć – wynikają one z naturalnych różnic występujących między ludźmi (i np. ich różnych preferencji względem czasu wolnego, stosunku do pieniędzy i ryzyka itp.). Warto pamiętać, że są przecież w społeczeństwie jednostki, które zachowują zdrowy stosunek zarówno do pracy, jak i do konsumpcji. I które nie oburzają się, że inni zarabiają więcej.

Buddyzm naucza, że większość naszego cierpienia nie powodują zewnętrzne zdarzenia, lecz generujemy my sami, poprzez nasze reakcje na nie. Być może podobnie jest kapitalizmem. I być może odpowiedź na te cierpienia leży właśnie w odpowiedniej filozofii życiowej (niekoniecznie buddyjskiej), która uczy, jak radzić sobie z lękiem o status i zawiścią, oraz jak być wdzięcznym za to, co już mamy (de Botton zwraca również uwagę na terapeutyczną rolę religii czy sztuki). Innymi słowy, uważam, że mniej powinniśmy mówić o wyrównywaniu nierówności, a więcej o radzeniu sobie z konsekwencjami psychologicznymi rynkowej merytokracji. Przyznanie się do odczuwania lęku o status i zawiści wobec osób bardziej zamożnych to pierwszy krok do wyzdrowienia.

Arkadiusz Sieroń

CYTAT TYGODNIA
Poprzedni artykułCzy możliwy jest ruch wolnościowy w Rosji?
Następny artykułReed: “Bogactwo i dochody rozłożone są zbyt nierówno”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here