Mit porażki kapitalizmu

To prawda, że socjalizm i interwencjonizm nie zdołały jeszcze całkowicie wyeliminować kapitalizmu. Gdyby tak było, to my, Europejczycy, po kilku wiekach dobrobytu odkrylibyśmy na nowo, co znaczy głód na masową skalę. Siła kapitalizmu przejawia się wciąż w fakcie, iż nadal powstają nowe przedsiębiorstwa, a te już istniejące unowocześniają się i rozszerzają swoją działalność

PAFERE WIDEO

Poniższy artykuł Ludwiga von Misesa pochodzi ze zbioru The Clash of Group Interests, and Other Essays wydanego w roku 1978. Napisany został w 1932 roku, a pochodzi ze strony mises.org.

* * *

CYTAT TYGODNIA

Według niemal powszechnie panującej dziś opinii kryzys gospodarczy ostatnich lat jest zwiastunem końca kapitalizmu. Kapitalizm rzekomo zawiódł i okazał się niezdolny do rozwiązywania problemów gospodarczych, w związku z czym ludzkości – jeżeli zależy jej na przetrwaniu – nie pozostało nic innego jak zmiana ustroju na gospodarkę planową, tj. socjalizm.

Idea ta nie jest niczym nowym. Socjaliści od zawsze utrzymywali, że kryzysy gospodarcze są nieuniknionym rezultatem kapitalistycznej metody produkcji oraz że jedynym sposobem wyeliminowania ich jest przejście na system socjalistyczny. Dziś tezy te wyrażane są znacznie dobitniej i wywołują gorętszą reakcję ze strony opinii publicznej, jednakże nie dlatego, że obecny kryzys jest poważniejszy czy dłuższy niż wcześniejsze recesje. Dzieje się tak, ponieważ w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci znacznie zwiększył się wpływ poglądów socjalistycznych na opinię publiczną.

I

W czasach, kiedy nie istniała jeszcze teoria ekonomii, wierzono, że każdy, kto dzierżył władzę i był gotów z niej skorzystać, mógł osiągnąć wszystko, co tylko zapragnął. Przez wzgląd na dobro duchowe i wizję nagrody w Niebie kapłani napominali swoich władców, aby ci zachowywali umiar w sprawowaniu rządów. Co więcej nie zastanawiano się nad tym, jakie ograniczenia nakładają na tę władzę naturalne warunki ludzkiego życia i produkcji. Uważano raczej, że w sferze spraw ludzkich jest ona wszechmogąca i ma nieograniczone możliwości.

Pogląd ten upadł wraz z pojawieniem się nauk społecznych, będących owocem pracy licznych wybitnych intelektualistów, spośród których najznakomitszymi okazali się David Hume i Adam Smith. Pierwszy dostrzegł bowiem fakt, że władza społeczna ma charakter duchowy, a nie (jak zakładano) materialny czy też, w dosłownym znaczeniu, realny. Drugi natomiast zaobserwował konieczną spójność zjawisk rynkowych, której władza nie jest w stanie złamać. Kolejnym krokiem było zdanie sobie sprawy z istnienia pewnych sił warunkujących funkcjonowanie społeczeństwa, do których możni, nie mając na nie żadnego wpływu, muszą się dostosować zupełnie tak, jak do praw natury. Było to najważniejsze odkrycie w dziejach myśli ludzkiej i nauki.

Jeśli przyjmiemy istnienie praw rynku za punkt wyjścia, teoria ekonomii pokaże nam dokładnie, jakie rezultaty będzie mieć ingerencja siły i władzy w procesy rynkowe. Pojedyncza interwencja nie może urzeczywistnić obranego przez rząd celu, ponieważ już samo dokonanie jej nieuchronnie rodzi niepożądane z jego punktu widzenia konsekwencje. Tym samym nawet w oczach rządu interwencja taka jest bezsensowna i szkodliwa. Idąc dalej, stwierdzić musimy, że aby nadać działaniu rynku ramy zgodne z ustaleniami nauki – a prowadzimy te rozważania nie tylko dlatego, że poszukujemy wiedzy dla niej samej, ale także pragniemy działać w taki sposób, abyśmy byli w stanie osiągnąć nasze cele – należy nieuchronnie odrzucić takie interwencje jako powierzchowne, niepotrzebne i szkodliwe, jak głosi to idea liberalna. Nie chodzi tu jednak o to, że liberalizm pragnie narzucać nauce standardy wartości; dąży on raczej do uczynienia z nauki kompasu kierującego funkcjonowaniem rynku. Liberalizm posługuje się wynikami badań naukowych w celu zbudowania społeczeństwa, które będzie w stanie możliwie najskuteczniej realizować obrane przez siebie cele. Stronnictwa polityczno-ekonomiczne nie różnią się między sobą co do pożądanych rezultatów, różnica ta tkwi raczej w środkach wybieranych do ich osiągnięcia. Liberałowie uważają, że prywatna własność czynników produkcji to jedyna metoda wytwarzania bogactwa dla wszystkich, ponieważ uznają socjalizm za niepraktyczny, a interwencjonizm (stanowiący według jego zwolenników system pośredni między kapitalizmem i socjalizmem) za niezdolny do osiągnięcia zakładanych przez siebie celów.

Pogląd liberalny napotkał stanowczy opór. Przeciwnicy liberalizmu nie byli jednak w stanie skutecznie podważyć jego podstawowej teorii, ani rezultatów jej zastosowania w praktyce. W reakcji na miażdżącą krytykę ich planów, sformułowaną przez liberałów w ramach analizy logicznej, bynajmniej nie podjęli oni próby obrony swoich poglądów – uciekli się raczej do stosowania uników. Socjaliści uznali z kolei, że krytyka ta ich nie dotyczy, gdyż zgodnie z myślą marksistowską dociekania na temat ustanowienia i funkcjonowania wspólnoty socjalistycznej to herezja. Tym samym nadal głosili oni nadejście państwa socjalistycznego jako raju na ziemi, jednak odmawiali uczestnictwa w debacie poświęconej szczegółom ich wizji. Interwencjoniści wybrali inną metodę. W sposób nieuzasadniony atakowali ideę powszechnej prawdziwości teorii ekonomii. Nie będąc w stanie krytykować jej logicznie, powoływali się jedynie na bliżej nieokreślony „patos moralny”, o którym pisali w zaproszeniu na spotkanie założycielskie Vereins für Sozialpolitik [Stowarzysznie na rzecz polityki społecznej] w Eisenach. Przeciwko logice postawili moralizm, przeciwko teorii emocjonalizm, a przeciwko argumentom – odwołanie do woli państwa.

Teoria ekonomii przewidziała skutki interwencjonizmu oraz socjalizmu państwowego i gminnego dokładnie tak, jak nastąpiły. Wszystkie te ostrzeżenia jednak zignorowano. Przez pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat państwa europejskie prowadziły antykapitalistyczną i antyliberalną politykę. Ponad czterdzieści lat temu Sidney Webb (Lord Passfield) napisał: „(…) można uczciwie stwierdzić, że dzisiejsza filozofia socjalistyczna to nic innego, jak świadome i wyraźne uznanie zasad organizacji społecznej, które w dużej mierze zostały już wprowadzone w sposób nieświadomy. Historia gospodarcza obecnego stulecia to zapis niemal nieustannego postępu ku Socjalizmowi”1. Słowa te padły u początków tej przemiany i to w Anglii, gdzie liberalizm najdłużej opierał się antykapitalistycznym programom gospodarczym. Od tamtego czasu nastąpiło znaczne rozszerzenie się polityki interwencjonizmu. Powszechnie podzielany dziś pogląd głosi, iż żyjemy w epoce panowania „gospodarki skrępowanej”, będącej zwiastunem zbliżającej się ery błogosławionej socjalistycznej świadomości kolektywnej.

Teraz jednak, kiedy faktycznie wydarzyło się to, co przewidziała teoria ekonomii, a antykapitalistyczna polityka gospodarcza wydała swe owoce, zewsząd słychać zawodzenie: oto upadek kapitalizmu, system kapitalistyczny zawiódł!

Nie można obwiniać liberalizmu za działania instytucji nadających charakter współczesnej polityce gospodarczej. To on sprzeciwiał się nacjonalizacji i przekazywaniu gminom kontroli nad projektami, które okazują się właśnie katastrofą sektora publicznego i źródłem potężnej korupcji. To on sprzeciwiał się odmowie ochrony osób pragnących pracować i przekazaniu uprawnień państwa w ręce związków zawodowych, zasiłkom dla bezrobotnych, które uczyniły bezrobocie zjawiskiem trwałym i powszechnym, ubezpieczeniom społecznym, które przekształciły objętych nimi w zrzędy, złośliwców i neurasteników, cłom (a tym samym i kartelom), ograniczeniom swobody wyboru miejsca zamieszkania, podróżowania czy pobierania nauki, nadmiernemu opodatkowaniu i inflacji, zbrojeniom, kolonializmowi, uciskaniu mniejszości, imperializmowi i wojnie. Stawiał on stanowczy opór polityce konsumpcji kapitału. To nie liberalizm stworzył zbrojne bandy partii, czekające tylko na okazję, by wszcząć wojnę domową.

II

Argumentacja, na podstawie której obwinia się kapitalizm przynajmniej za część tych rzeczy, opiera się na poglądzie głoszącym, iż przedsiębiorcy i kapitaliści nie są już zwolennikami liberalizmu, lecz interwencjonizmu i etatyzmu. Rzeczywiście, spostrzeżenie to jest prawdziwe, jednak wnioski, jakie się z niego wyciąga – już nie. Konkluzje te wynikają bowiem z całkowicie nieuzasadnionego przekonania marksistowskiego, jakoby przedsiębiorcy i kapitaliści wykorzystywali politykę liberalną do ochrony swoich szczególnych interesów klasowych w czasie, gdy kapitalizm się rozwijał, natomiast w jego okresie schyłkowym posługują się w tym celu interwencjonizmem. Jest to rzekomo dowód na to, że „skrępowana gospodarka” interwencjonistyczna stanowi konieczny historycznie system ekonomiczny tej fazy kapitalizmu, w której obecnie żyjemy. Jednakże koncepcja klasycznej ekonomii politycznej i liberalizmu jako ideologii (w marksistowskim znaczeniu tego słowa) burżuazji jest jednym z wielu wypaczeń, którymi posługuje się marksizm. To, że około roku 1800 w Anglii przedsiębiorcy i kapitaliści byli zwolennikami liberalizmu, a w Niemczech lat 30. XX w. są interwencjonistami, etatystami i socjalistami, wynika z faktu, iż oni również ulegli wpływowi dominujących w danym czasie idei. Interwencjonizm sprzyjał, a liberalizm zagrażał, interesom grupowym przedsiębiorców w podobnym stopniu zarówno w roku 1800, jak i w 1930.

Dziś często cytuje się wybitnych przedsiębiorców jako „liderów gospodarczych”. Jednakże w społeczeństwie kapitalistycznym nie istnieje ktoś taki, jak „lider gospodarczy”. Na tym też polega charakterystyczna różnica między gospodarką socjalistyczną a kapitalistyczną: w tej drugiej jedynie rynek wyznacza kierunek, w którym podążają przedsiębiorcy i właściciele środków produkcji. Zwyczaj powoływania się na słowa założycieli wielkich przedsiębiorstw jako liderów gospodarczych już sam w sobie świadczyć może o tym, że w obecnych czasach uzyskanie takiego statusu społecznego wynika raczej z czegoś innego niż z sukcesu ekonomicznego.

W państwie interwencjonistycznym sukces przedsiębiorstwa nie zależy już przede wszystkim od tego, by zaspokajało ono potrzeby konsumentów w możliwie najlepszy i najtańszy sposób. Znacznie ważniejsze staje się posiadanie „dobrych relacji” z partią rządzącą oraz to, by interwencje państwa przynosiły danemu przedsiębiorstwu korzyści, a nie szkody. Uzyskanie większej ochrony celnej na własne wyroby oraz wyproszenie obniżenia ceł na zasoby potrzebne do ich produkcji okaże się bardziej opłacalnym rozwiązaniem, niż poszukiwanie efektywniejszych metod prowadzenia działalności. Nawet wydajnie zarządzane przedsiębiorstwo upadnie, jeżeli nie będzie potrafiło chronić swoich interesów w warunkach systemu ceł, negocjacji płacowych prowadzonych pod zwierzchnictwem rad arbitrażowych i organów decyzyjnych karteli. Tym samym posiadanie „znajomości” ma większe znaczenie, niż produkowanie tanich i dobrych jakościowo produktów. W konsekwencji ci, którzy trafiają na najwyższe stanowiska w takich przedsiębiorstwach, nie są tymi, którzy wiedzą, jak zorganizować ich funkcjonowanie i produkcję zgodnie z potrzebami rynku. Są to ludzie mający poparcie osób postawionych zarówno „wyżej”, jak i „niżej”, oraz umiejący układać się z prasą i partiami politycznymi, szczególnie tymi radykalnymi – tak aby nie narazić się im. Stanowią oni tę kategorię dyrektorów, którzy mają więcej do czynienia z dygnitarzami państwowymi i przywódcami partii, niż ze swoimi partnerami biznesowymi czy konsumentami.

Jako że powodzenie wielu przedsięwzięć zależy od przysług politycznych, przedsiębiorcy również muszą odpłacać politykom przysługami. Wszystkie duże przedsiębiorstwa powstałe w ostatnich latach musiały poświęcić znaczne sumy na transakcje, które – mimo iż od samego początku niekorzystne i przynoszące straty – były konieczne z powodów politycznych; nie wspominając już o daninach pozabiznesowych na fundusze wyborcze, instytucje pomocy społecznej itp.

Coraz mocniejsza staje się pozycja sił działających na rzecz uniezależnienia dyrektorów dużych banków, koncernów przemysłowych i spółek akcyjnych od ich udziałowców. Zwolennicy etatyzmu przyjęli tę politycznie napędzaną „tendencję wielkiego biznesu do socjalizowania się” – tj. do zarządzania przedsiębiorstwami w oparciu o czynniki inne niż „wypracowywanie możliwie najwyższego zysku dla udziałowców” – jako znak, że kapitalizm został już obalony2. W toku niemieckich reform dotyczących funkcjonowania giełdy podjęto już nawet prawne działania mające wynieść interesy i korzyści przedsiębiorcy, tzn. „jego wartość ekonomiczną, prawną i społeczną, a także niezależność od zmiennej opinii większości akcjonariuszy”3, ponad interesy udziałowców.

Dzięki wsparciu ze strony państwa i całkowicie przychylnej interwencjonizmowi opinii publicznej ludzie stojący na czele wielkich przedsiębiorstw czują się znacznie silniejsi w relacji do udziałowców, których interesów, jak mniemają, nie muszą już brać pod uwagę. W krajach, gdzie etatyzm zakorzenił się najmocniej – np. w państwach powstałych na terenach dawnego Cesarstwa Austro-Węgierskiego – motyw zysku w prowadzeniu działalności gospodarczej jest dla tych ludzi tak obojętny, jak dla dyrektorów spółek komunalnych. Prowadzi to do ruiny. Rzekomym uzasadnieniem tego procederu jest teoria, według której przedsiębiorstwa te są zbyt duże, aby mogły funkcjonować tylko z myślą o zysku. Koncepcja ta służy jako wygodna wymówka w momencie, gdy działalność prowadzona w oderwaniu od motywu zysku skutkuje bankructwem. Wygoda tej teorii polega na tym, że głosi ona jednocześnie konieczność interwencji państwa w celu ratowania przedsiębiorstw jakoby zbyt dużych, aby pozwolić im upaść.

III

To prawda, że socjalizm i interwencjonizm nie zdołały jeszcze całkowicie wyeliminować kapitalizmu. Gdyby tak było, to my, Europejczycy, po kilku wiekach dobrobytu odkrylibyśmy na nowo, co znaczy głód na masową skalę. Siła kapitalizmu przejawia się wciąż w fakcie, iż nadal powstają nowe przedsiębiorstwa, a te już istniejące unowocześniają się i rozszerzają swoją działalność. Wszelki postęp gospodarczy był i będzie owocem utrzymujących się nadal w naszym społeczeństwie najtrwalszych resztek systemu kapitalistycznego. Nieustannie nękany interwencjami ze strony rządu, musi on oddawać w formie podatków znaczną część swoich zysków na pokrycie kosztów generowanych przez nieefektywne przedsiębiorstwa publiczne.

Kryzys, w okowach którego cierpi obecnie świat, jest kryzysem interwencjonizmu i państwowego socjalizmu gminnego, w skrócie: polityki antykapitalistycznej. Społeczeństwo kapitalistyczne funkcjonuje w oparciu o mechanizm rynkowy – co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Ceny rynkowe umożliwiają zaistnienie stanu zgodności między podażą i popytem, a także określają kierunek oraz skalę produkcji. To rynek nadaje sens gospodarce kapitalistycznej. Jeżeli jego funkcjonowanie, jako regulatora produkcji, jest nieustannie zakłócane przez politykę gospodarczą polegającą na ustalaniu cen, płac i stóp procentowych wbrew temu, jak kształtowałby je rynek, doprowadzi to z konieczności do kryzysu.

To nie Bastiat zawiódł, lecz Marks i Schmoller.

Ludwig von Mises

Tłumaczenie: Dawid Świonder

1 Por. Webb, Fabian Essays in Socialism, red. G. Bernard Shaw (wydanie amerykańskie pod red.: H.G. Wilshire, New York: The Humboldt Publishing Co., 1891), s. 4.

2 Por. Keynes, „The End of Laisser-faire”, 1926, w: Essays in Persuasion (New York: W.W. Norton &Co., Inc., 1932), s. 314-15.

3 Por. Passow, Der Strukturwander der Aktiengeselleschaft im Lichte der Wirtschaftsenquente, (Jena, 1939), s. 4.

CYTAT TYGODNIA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here