Ściślewski: Koncesje czyli złudne poczucie bezpieczeństwa

Powyższy tekst był pierwotnie opublikowany na Stronie Prokapitalistycznej | Jarosław Ściślewski (17 marca 2003)

Pobierz e-booki

Argumentem, bardzo często stosowanym w kręgach etatystycznych, mającym uzasadniać koncesjonowanie danej działalności, jest ochrona żywotnych interesów Państwa, lub też zabezpieczenie interesów konsumentów przed nieuczciwym postępowaniem firm. Pierwszy przypadek pozostawiam na boku chociaż jako szczególna odmiana drugiego powinien podlegać tym samym ogólnym prawom.

W drugim,przypadku koncesjonowanie produkcji jakichkolwiek dóbr lub świadczenia usług wydaje mi się całkowicie zbędne. Efektem koncesji jest ograniczenie konkurencyjności na danym rynku poprzez zmniejszenie liczby potencjalnych dostawców. Klienci zmuszeni są do zakupu droższego towaru gdyż dodatkowe koszty pozyskania pozwolenia (koncesja + stosowne prezenty) są przerzucane właśnie na nich. Czy klient ma jakieś korzyści z koncesjonowania dóbr? Chyba tylko złudne poczucie bezpieczeństwa, że kupuje u zatwierdzonego przez urząd dostawcy.

Wsparcie
Wspomóż PAFERE
Wspomóż PAFERE

Posiadanie koncesji nie uniemożliwia przecież dokonywania przekrętów ani nie zabezpiecza firmy dostawcy przed upadłością. Na zezwoleniach korzystają przede wszystkim urzędnicze kieszenie. Drugim beneficjentem są firmy które taką koncesję uzyskały (po znajomości lub za ciężkie pieniądze). Koncesja dając im zabezpieczenie przed konkurentami powoduje uwiąd dynamiki działania. Firma mniej się stara o klientów, nie udoskonala produktów no bo po co. Klient i tak nie ma za bardzo do kogo pójść. Łatwiej jest o tworzenie się zmów cenowych i karteli.

Weźmy pod uwagę np. branżę turystyczną. Po kilku rozdmuchanych przez prasę aferach z biurami podróży-krzakami, które nacięły klientów a następnie “rozpłynęły” się w powietrzu, stosowne ministerstwo natychmiast ochoczo przystąpiło do ochrony biednych klientów przed złodziejami. W efekcie wiele małych firm musiało zwinąć interes. Ludzie, którzy w nich pracowali przeszli na garnuszek państwa. A oferta na rynku zubożała do drogich sztampowych produktów oferowanych przez turystyczne molochy. Czy klienci zostali zabezpieczeni przed kłopotami? Każdy kolejny sezon wakacyjny udowadnia że nie. A tu bankrutuje np. Alpina a to znowu turecki kontrahent innego biura zwinął interes, kasę i się ulotnił. Nagminna jest niezgodność ofert z zastanymi standardami.

Generalnie natomiast koszty wyjazdów wzrosły. Bądźmy szczerzy, to klient decyduje czy woli zapłacić mało i jechać zdezelowanym autobusem, mieszkać w lepiance i jeść podejrzane obiadki. Jeżeli chce wysupłać znacznie więcej grosza i byczyć się w apartamentach to jest to jego decyzja i jego kieszeń. Oszukać można natomiast tylko raz i wypada się z gry. Natomiast plotki o lichej obsłudze szybko się rozchodzą. Bo po każdym wyjeździe, w pracy i w kręgu znajomych temat jest gruntownie omawiany. Inna droga ograniczania nieuczciwości to sądy. Klient też naiwny jest tylko do pierwszego razu a potem uodparnia się na super oferty typu Grecja od 150zł. Zamiast koncesji wystarczą całkowicie rankingi lub rekomendacje organizacji konsumenckich i czasopism.

Podobnie rzecz się ma np. z sektorem paliwowym, o którym bardzo często powtarza się slogany, iż jest to “sektor strategiczny”. Jeżeli któraś z firm produkujących paliwa zaczęłaby nawalać to natychmiast straciłaby większość rynku, bo sieci stacji benzynowych od razu wykryją oszustwo, rozpoczną zakupy u konkurentów i zażądają milionowych odszkodowań (zwłaszcza te zachodnie, jak Shell czy BP, które sporo paliwa kupują w regionie). Natychmiast też pojawią się firmy handlowe, które dostarczą potrzebne paliwo, choćby z innych krajów (to, co może je powstrzymać to właśnie czas oczekiwania i koszty koncesji).

Pobierz e-booki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here