|
PAFERE
|
|
Siedem błędów ekonomicznych: Błąd darmowego lunchu |
|
|
|
04.05.2009. |
Hasłem dzisiejszej polityki gospodarczej jest „bodziec”. Prezydent Barack Obama podróżuje po kraju, aby zdobyć polityczne poparcie dla swojego nowego planu, zgodnie z którym rząd miałby wydać około 800 miliardów dolarów więcej, niż wynosiły planowane fundusze, jakie miały zostać przeznaczone na wydatki w nadchodzącym roku.
To mnóstwo pieniędzy, ale niektórzy ludzie, włącznie z Paulem Krugmanem, który otrzymał niedawno Nagrodę Nobla, sądzą, że proponowana kwota jest zbyt niska. Krugman pisze, że 800 miliardów dolarów „nie wystarczy, aby wypełnić dziurę w gospodarce Stanów Zjednoczonych, która, jak szacuje CBO (Congressional Budget Office), w ciągu następnych trzech lat osiągnie rozmiar 2.9 biliona dolarów.”
Istnieje pewien termin, którego używa się na opisanie kogoś, kto nalega, aby rząd mógł bez ponoszenia kosztów znaleźć sposób „wyrzucenia” setek miliardów dolarów na nowe wydatki; o kimś takim mówi się, że wierzy w „błąd darmowego lunchu”. Na szczęście Lawrence Reed prawie trzy dekady temu uporał się z tą kwestią. Reed pisał wtedy:
Ogród Edenu jest sprawą odległej przeszłości, jednak niektórzy ludzie (a nawet niektórzy ekonomiści) czasami myślą i działają, jak gdyby ekonomiczne dobra można było nabywać bez ponoszenia żadnych kosztów. Jednakże ekonomista Milton Friedman ostrzegał wielokrotnie, że „nie ma takiej rzeczy jak darmowy lunch!”
Jakiś element tego błędu zawiera w sobie każdy plan typu „coś za nic” i większość planów typu „wzbogać się szybko”. Co do jednego nie ma żadnych wątpliwości: jeżeli sprawa dotyczy ekonomii, zawsze ktoś płaci!
Ważna adnotacja dotyczy tutaj wydatków rządu. Dobry ekonomista rozumie, że z natury rząd nie może dać nic oprócz tego, co najpierw weźmie. „Darmowy” park dla Midland w stanie Michigan jest parkiem, za który w rzeczywistości płacą miliony amerykańskich podatników (łącznie z mieszkańcami Midland).
Kiedyś pewien mój znajomy powiedział mi, że wszystko, co powinno się wiedzieć o ekonomii, sprowadza się do jednego: „Ile to będzie kosztowało i kto za to zapłaci?”. Sedno wszelkich porad dla ekonomisty można ująć w następujących słowach: nie bądź powierzchowny w swoim myśleniu!
Wszystko, o czym pisze Reed, wiąże się z opowiedzianą przez Frederica Bastiata historią małego chłopca, który staje się „publicznym ofiarodawcą”, ponieważ rzucił cegłę w wystawę sklepową. Zgromadzeni po tym wydarzeniu ludzie nabierają przekonania, że pieniądze, które właściciel sklepu musi wydać, by wstawić nową szybę, będą krążyły w gospodarce, tworząc nowe bogactwo, dostarczając miejsc pracy i ogólnie przynosząc poprawę sytuacji gospodarczej.
Ów tłum – taki sam, jaki tworzy dziś wielu „wytrawnych” ekonomistów – zapomniał o tym, co dobrzy ekonomiści nazywają „kosztem alternatywnym”. Jest to wartość alternatywy, z jakiej się rezygnuje. Ponieważ dozorca sklepu musi kupić nową szybę, nie może on wydać tych pieniędzy na coś innego. Nie przynosi to żadnego zysku dla społeczności.
Ów darmowy „lunch” nie jest w rzeczywistości darmowy dlatego, że jest to rzadki towar, zaś ze wszystkimi rzadkimi towarami związany jest koszt alternatywny. I nie ma żadnego sposobu, by obejść tę prostą prawdę. Przyjrzyjmy się kosztowi alternatywnemu, jaki jest związany z proponowanym „bodźcem”.
„Bodziec” zostanie sfinansowany z ogromnej pożyczki rządowej, co oznacza, że podatnicy będą musieli w przyszłości spłacić tę sumę wraz z odsetkami. Ponadto ze względu na to, że fundusze zostaną zgromadzone dzięki ogromnym pożyczkom rządowym, trzeba będzie zrezygnować z finansowania innych celów. „Nowe miejsca pracy” sfinansowane przez „bodziec” zostaną oddane w ręce ludzi posiadających układy polityczne, co dodatkowo nałoży realny koszt w postaci upolityczniania gospodarki.
Niestety, prezydent Obama i Paul Krugman reklamują „bodziec” jako coś podobnego do „darmowego lunchu”- jak gdyby zasoby na wolnym rynku w przeciwnym razie pozostawały niewykorzystane. Twierdzą oni, że jeżeli rząd nie wyda tych „nowych” funduszy - i to szybko – wówczas nastąpi swobodny spadek koniunktury gospodarczej. To nonsens. Jak elokwentnie zauważył Reed, ten rodzaj działania nakłada prawdziwy koszt na gospodarkę. Podczas gdy środki masowego przekazu bez wątpienia położą nacisk na doniesienia dotyczące ludzi otrzymujących „korzyści”, ci, którzy muszą ponosić koszta, pozostaną niezauważeni.
William Anderson Tłum. Karolina Jurak |
|
|
Wsparcie

|