|
Z Jurajem Karpišem, ekspertem instytutu INESS (Institute of Economic and Social Studies) z Bratysławy rozmawia Paweł Toboła-Pertkiewicz.
- 1 stycznia br. Słowacja przystąpiła do strefy euro. Jak wygląda sytuacja po niespełna miesiącu od zastąpieniu korony? Czy można już pokusić się o pierwsze wnioski i spostrzeżenia? - Sama zmiana przebiegła bez żadnych problemów, można powiedzieć nawet, że w zasadzie wszystko odbyło się płynnie. Do dziś nie ma żadnych problemów. Jedynie na samym początku stycznia były pewne problemy z brakiem odpowiedniej ilości gotówki w sklepach do wydawania reszty. Kolejki jakie pojawiły się w sklepach spowodowane były głównie tym, że starsi ludzie mieli problemy z przeliczeniem waluty a także znalezieniem odpowiedniego banknotu albo monety potrzebnej do zapłaty.
- Wielu Słowaków obawiało się, że wymiana waluty będzie okazją do podniesienia cen. Czy te obawy sprawdziły się w rzeczywistości? - Jest chyba za wcześnie aby to jednoznacznie ocenić. W oparciu o specjalny indeks cenowy przygotowany przez Słowacki Urząd Statystyczny, zajmujący się badaniem wybranych 73 dóbr (m.in. jedzenie, paliwa), między 2 a 5 stycznia 2009 roku wynika, że ceny 32 dóbr podrożały. Tyle można zatem powiedzieć o zmianach w krótkim okresie. Co do konsekwencji cenowych w dłuższym okresie to najpewniej inflacja w naszym kraju będzie znacznie wyższa niż w pozostałych krajach strefy euro. 
- Słowacja wchodząc do strefy euro przekazała kompetencje banku centralnego na rzecz banku we Frankfurcie. Czy pana zdaniem, czas światowego kryzysu gospodarczego, był odpowiednim momentem na to posunięcie. Słowacja pozbyła się w ten sposób ważnego narzędzia kształtowania polityki monetarnej i gospodarczej. - Rzeczywiście, Słowacja przystępuje do euro w bardzo dramatycznym momencie, bo Europa pogrąża się w kryzysie gospodarczym. Czy Słowacja na tej decyzji zyska czy straci, ciężko w tej chwili ocenić. Myślę, że oceny tego posunięcia będzie można dokonać najwcześniej dopiero za kilka lat. Wejście do strefy euro oznacza zarówno pewne korzyści, jak i pewne straty. Np. korzyścią jest z pewnością stabilność walutowa jaką oferuje nam euro, chociaż z drugiej strony powolniejsza deprecjacja waluty w stosunku do naszych sąsiadów, którzy euro nie mają, powoduje, że stajemy się mniej konkurencyjni dla zagranicznych inwestorów. Nasze produkty nie są już tak atrakcyjne jak wcześniej, podobnie rzecz ma się z kosztami pracy. Kosztowny plan ratunkowy w połączeniu ze spowolnieniem gospodarczym z pewnością nadwyręży finanse publiczne największych państw strefy euro. Kilku przywódców unijnych już ogłosiło, że w najbliższych latach nie ma szans na trzymanie w ryzach finansów zgodnie z obowiązującym Paktem Stabilizacyjnym. Dla Słowacji jest to bardzo zła wiadomość, bo mimochodem zostaniemy wciągnięci w spirale inflacyjną, jaka dosięgnie Europę. Trzymanie w ryzach przez nasz rząd wydatków budżetowych nie będzie miało wpływu na inflację. Zatem, jeśli kryzys miałby ominąć nasz kraj, to przez współuczestniczenie w euro, zostajemy do niego wciągnięci mimowolnie. Słowaccy podatnicy poniosą część kosztów związanych z kryzysem mimo że nasz sektor bankowy jest zdrowy i pomnażał dotąd lokaty Słowaków. - Jak wyglądało przystąpienie do strefy euro od strony politycznej. Czy w tej sprawie panował na Słowacji konsensus głównych sił politycznych, czy nie? Czy ktoś był przeciw wejściu Słowacji do strefy euro? - Dyskusja na temat wstąpienia do unii walutowej była zdominowana przez opinię, że im szybciej to się stanie, tym lepiej. Panowała w tej sprawie powszechna zgoda: od polityków, przez Słowacki Bank Centralny, po ekspertów. Pojedyncze głosy, iż może lepiej będzie wejść później, lub że nie należy zamieniać korony na euro, były kompletnie ignorowane. Obecny premier, Robert Fico i jego partia SMER, którą możemy nazwać spokojnie lewicowo-socjalną, była sceptycznie nastawiona do jak najszybszego wejścia do strefy euro, ale cały sceptycyzm zniknął, gdy objęli stery rządu. Nagle zapowiedzieli, że wprowadzenie euro 1 stycznia 2009 roku będzie jednym z ich priorytetów. Ta zapowiedź miała jednak swoje dobre strony, bo była to dla inwestorów informacja, że rząd zamierza przestrzegać 3 proc. granicy deficytu budżetowego, który jest jednym z kryteriów konwergencji. Ponieważ świat gospodarczy z obawami przyjął skład nowego rządu, informacja o euro i utrzymaniu reform przeprowadzonych przez poprzedni rząd, uspokoiła sytuację na rynku. Wracając do wcześniejszego pytania, można powiedzieć, że przyjęcie euro zmusiło polityków lewicowych do zachowania dyscypliny budżetowej. - Ile czasu minęło od momentu wejścia Słowacji do ERM 2 do czasu przyjęcia euro? Pytam, gdyż polski rząd cały czas twierdzi, że realnym terminem wejściem do strefy euro jest 2012 rok, podczas gdy większość ekonomistów jest zdania, że jest to niemożliwe, bo nie jesteśmy przygotowani do przystąpienia do mechanizmu kursowego ERM 2. - Ścieżka prowadząca do euro rozpoczęła się z końcem 2005 roku, gdy przystąpiliśmy oficjalnie do mechanizmu ERM 2. Wszystkie kryteria z Maastricht zostały przez Słowację spełnione w lipcu 2008 roku, co zostało potwierdzone przez Komisję Europejską i jej komitet finansowo-ekonomiczny. Tak szybkie przejście z okresu przejściowego, czy też poczekalni jak bywa nazywany ERM 2, był spowodowany tym, że gospodarka słowacka cały czas się bardzo szybko rozwijała. Gdyby nasze tempo rozwoju spadło do 2 proc., w ostatnich trzech latach, dziś nie bylibyśmy w strefie euro. Proszę zwrócić uwagę, że pierwotnie, kilka lat temu, nasze wejście do strefy miało nastąpić wspólnie z Łotwą i Estonią. Wysoka inflacja i deficyt spowodowały, że przystąpienie tych państw oddaliło się co najmniej o dekadę. - Słowacja jest już w strefie euro, polski rząd wciąż mówi o 2012 roku, jako terminie przyjęcia euro. Czy uważa Pan, że Polska powinna spieszyć się z przyjęciem euro, czy powinna być bardziej ostrożna? - Przede wszystkim macie tę przewagę, że możecie obserwować co się będzie działo na Słowacji i wyciągać odpowiednie wnioski. Do tej pory projekt polityczny EURO był postrzegany jako wielki sukces. Myślę jednak, że obecny kryzys szybko dokona weryfikacji – będzie to prawdziwy test tego, co dało nam euro. Wspólna polityka walutowa w sytuacji suwerennych interesów fiskalnych poszczególnych państw daje możliwość dokonywania bardzo nieodpowiedzialnych ruchów zwalając winę na inne państwa. To może prowadzić do napięć między państwami, do wzajemnego się oskarżania o wywoływanie problemów. Doradzałbym Polakom spokojne czekanie na rozwój sytuacji w strefie euro, a szczególnie na Słowacji. - Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Paweł Toboła-Pertkiewicz Institute of Economic and Social Studies INESS został założony w Bratysławie w 2006 roku. Celem Instytutu jest przedstawianie Słowakom podstaw mechanizmów i zasad rządzących gospodarką rynkową. W sferze zainteresowań badawczych Instytutu pozostają takie zagadnienia jak: wydatki państwa, sektor publiczny, system opieki zdrowotnej, regulacje rządowe, polityka walutowa i bankowość. Strona internetowa Instytutu to: www.iness.sk |