"Rząd powinien zapewnić opiekę zdrowotną"
Co złego dzieje się z upaństwowioną medycyną? Mój przyjaciel wypowiedział się na ten temat w sposób tak zwięzły, jakiego nigdy przedtem nie słyszałem. Nazywa się Roberto Calderon, jest radiologiem i mieszka w Managui w Nikaragui.
1. Pacjent nie może wybrać lekarza. Proces biurokratyczny sprawia, że tak ważna sprawa jest niemożliwa. W końcu decyduje ten, kto płaci, a płaci państwo. Niewiele miejsca pozostaje na wolny wybór, na poszukiwanie, na zmianę jednego lekarza na innego, jeśli medycyna musi działać według arbitralnych przepisów dyktowanych przez biurokratów. Zbytnia wolność dla pacjenta utrudnia życie biurokratom; a oni już i tak mają za dużo pracy papierkowej.
2. Lekarz nie może wybrać pacjenta. Przepisy są przepisami, panie doktorze. Odsyłanie pacjenta do innego lekarza to niepotrzebna komplikacja, unikanie odpowiedzialności i zamieszanie w systemie. Skoro rząd wprowadza „darmowe” usługi medyczne, popyt na nie wzrasta, co najczęściej oznacza, że każdy lekarz ma zbyt wielu pacjentów i jest przepracowany. Stąd zalecenie jest następujące: róbcie swoją pracę, niezależnie od tego czy lubicie pacjenta czy nie i czy mu odpowiadacie czy nie.
3. Lekarz otrzymuje wynagrodzenie pod koniec miesiąca, niezależnie od tego, co zrobił i jak to zrobił. Już ósmoklasista rozumie, dlaczego jest to przepis na drogą i mierną usługę. Co u licha sprawia, że socjaliści uważają, iż ludzie pracują ciężej i lepiej dla jakichś anonimowych biurokratów niż dla siebie samych?
4. Pacjent odchodzi niepocieszony. Dr Calderon powiedział mi, że w sandinistowskiej Nikaragui pacjenci zwykle narzekali: „lekarz rzadko odzywa się do mnie; po prostu prosi, żebym usiadł i zachował spokój”. Od kiedy składa się przysięgę Hipokratesa za ważną uznana jest rola leczącego jako kogoś, kto dostarcza pociechę, wsparcie oraz pozytywne nastawienie emocjonalne do pacjenta. To ginie, kiedy lekarze stają się pospiesznie obsługującymi pacjenta pracownikami państwowej instytucji, która nie musi z nikim o nic konkurować.
5. Pacjentowi się nie poprawia. Tak dokładnie powiedział dr Calderon, ale naprawdę chodziło mu o to, że zbyt wielu pacjentów w warunkach upaństwowionej medycyny to „chronicznie chorzy”, co jest bezpośrednią konsekwencją poprzednich czterech punktów.
Ponadto upaństwowiona medycyna nieuchronnie oznacza, że właściwe wyposażenie, lekarstwa, czy też lekarze są w ogóle nie do zdobycia, albo po prostu nie ma ich o właściwym czasie we właściwym miejscu. Ludzie zapisują się na listy kolejkowe do operacji i niejeden z nich umiera, zanim przyjdzie na niego kolej.
Jeśli dr Calderon ma rację – a potwierdza to doświadczenie Nikaragui i wielu innych krajów, w których medycyna stała się państwowym monopolem – jedynym pocieszeniem dla pacjenta w tej sytuacji jest brak rachunków za leczenie wśród przesyłek dostarczanych pocztą. Jego podatki i podatki wszystkich innych „czyszczą stół”*. Wszystkie kłopoty i ból związane z państwowym leczeniem są „za darmo”.
Biorąc to wszystko pod uwagę myślę, że wolałbym znaleźć jakieś inne rozwiązanie bolączek opieki medycznej, niż powierzenie jej rządowi.
Lawrence W. Reed
Tłum. Jan Kłos
* Idiom „czyszczenie stołu” oznacza kolejne załatwianie spraw związanych z dostarczoną pocztą do chwili, w której na stole nie zostaje żadna „nie załatwiona” przesyłka, w tym przypadku brak rachunków do zapłacenia (w rzeczywistości są one płacone poza podatnikiem z jego pieniędzy) [przyp. red.].
Tekst pochodzi z książki "Fałsz politycznych frazesów, czyli pospolite złudzenia w polityce i gospodarce".
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.




.jpg)







.png)


