Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Socjalizm a la Obama

W Ameryce trwa batalia o reformę służby zdrowia. Coraz więcej Amerykanów sprzeciwia się propozycjom prezydenta Obamy. Dlaczego?

W czasie zeszłorocznej kampanii wyborczej jednym ze sztandarowych haseł Baracka Obamy była reforma amerykańskiej służby zdrowia. W czasie wieców wyborczych przekonywał, że dokona śmiałej reformy, która zdecydowanie polepszy jakość usług medycznych oraz obniży ich koszty. Wówczas niewiele padało konkretnych propozycji w jaki dokładnie sposób mają zostać osiągnięte te cele. Dziś już mniej więcej wiadomo, jaki plan szykuje administracja Demokratów.
Głosowanie nad projektem ustawy odbędzie się jesienią, ale już dziś słowo reforma jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki zarówno w mediach, jak i w rozmowach zwykłych Amerykanów. Można napisać, że służba zdrowia rozpala Amerykanów do czerwoności. Czy ewentualne przegłosowanie prezydenckich propozycji spowoduje, że temperatura sporu opadnie? Nic na to nie wskazuje. Najbliższe tygodnie będą przypominać najgorętsze dni kampanii wyborczej.

Coraz więcej Amerykanów głośno krytykuje plany Obamy, pojawiają się oskarżenia, że projekt doprowadzi Amerykę do bankructwa, a także że wzorowany jest na najgorszych wzorcach. Obama na wiecach przeciwników coraz częściej pojawia się na plakatach z dorysowanym hitlerowskim wąsem lub z sierpem i młotem w klapie marynarki jako dowód, że chce działać wbrew tradycji i duchowi Ameryki.

Ameryka rządzi się innymi prawami

 W Stanach Zjednoczonych nie ma państwowej służby zdrowia jaka znana jest powszechnie w Europie, ale mimo to blisko 14 proc. budżetu federalnego przeznaczane jest na programy zdrowotne. Nie ma również przymusowych ubezpieczeń zdrowotnych. W często powtarzanym sloganie, jakoby w Ameryce biedni umierali przed wejściami do szpitali, bo te nie chcą ich przyjmować, nie ma ani krzty prawdy. Również podawana często liczba 50 milionów ludzi, którzy żyją bez żadnego ubezpieczenia, jest liczbą zafałszowaną.

Być nieubezpieczonym nie oznacza pozostawać bez opieki medycznej. Prawo nie pozwala lekarzom i szpitalom odmowy pomocy pacjentowi nawet w przypadku, jeśli nie stać go na opłacenie leczenia. Mówienie, że biedni umierają przed szpitalami jest mitem nie mającym nic wspólnego z prawdą – mówi Sheldon Richman, redaktor naczelny magazynu „The Freeman”, pisma sprzeciwiającego się propozycjom Obamy.

Również problem osób bez ubezpieczenia jest sztucznie nadmuchany. Po pierwsze, sama liczba 50 milionów jest nieprawdziwa. Do grona tych ludzi są np. zaliczane osoby, które przynajmniej raz w ciągu roku zmieniły pracę i pozostawały bez ubezpieczenia przez tydzień. W rzeczywistości bez ubezpieczenia pozostaje ok. 15 milionów ludzi, część z nich – głównie młodzi ludzie, którym wydaje się, że żadne choroby im nie grożą – czynią to z własnego wyboru i na swoją odpowiedzialność – dodaje.

Ekonomista Keith Hennessey ocenia, że z mitycznych 50 milionów ludzi bez ubezpieczenia blisko 30 milionów kwalifikuje się do Medicaid (stanowe programy medyczne dla ubogich) lub SCHIP (rządowy program opieki zdrowotnej dla biednych rodzin z dziećmi). Kilka milionów w tej grupie stanowią też nielegalni imigranci, którzy obawiają się, że wykupując ubezpieczenie mogliby zostać łatwiej namierzeni przez służby imigracyjne Stanów Zjednoczonych. Do tego grona zaliczani są również tzw. osoby ubezpieczone niewystarczająco (underinsured). Ci ludzie mają wykupione ubezpieczenie na określone usługi, ale według rządu w pełni ubezpieczeni są tylko ci, którzy nawet najdrobniejszy lek muszą kupować w ramach ubezpieczenia.

Michael Tanner, ekspert w dziedzinie amerykańskiego systemu zdrowia przekonuje, że mimo wielu wad amerykański system medyczny pozostaje najlepszy na świecie. – To nasz system jest najnowocześniejszy, to my sobie radzimy z wieloma chorobami, które pozostają nieuleczalne w innych państwach. Mamy najwyższy poziom usług medycznych na świecie, więc jest zrozumiałe, że nie może on być najtańszy. Ale wbrew temu co się opowiada, nasz system wcale nie jest najdroższy, mimo że Amerykanie przeznaczają rzeczywiście na ochronę zdrowia najwięcej pieniędzy spośród wszystkich rozwiniętych państw świata. Ale to dowód, że niepotrzebne nam są przymusowe ubezpieczenia, abyśmy dbali o własne zdrowie – przekonuje.  

O co chodzi w reformie?

 Najważniejszym punktem w reformie jest właśnie wprowadzenie przymusu ubezpieczeń, ponadto trwa ostry spór o tzw. public option, czyli propozycję utworzenia państwowego funduszu ubezpieczeń lekarskich, na wzór istniejącego już Medicare (ubezpieczenia dla emerytów), który konkurowałby na rynku z prywatnymi towarzystwami ubezpieczeniowymi. Zdaniem Białego Domu wprowadzenie na rynek państwowej konkurencji wobec prywatnych firm ubezpieczeniowych spowodowałoby obniżenie kosztów usług medycznych, co jest obecnie jedną z największych bolączek systemu.

Przeciwnicy reformy przekonują, że wcale nie chodzi o zwiększenie konkurencji tylko o doprowadzenie do przymusowego monopolu państwowego, bo ustawa jest tak skonstruowana, że żaden prywatny ubezpieczyciel nie spełniałby nowych norm, aby móc konkurować na rynku. Eksperci z Heritage Foundation z Waszyngtonu podają 10 powodów dla których plan Obamy jest zły dla Ameryki. Wśród punktów znajdziemy m.in. argumenty, iż po wprowadzeniu reformy niemal 80 milionów Amerykanów straci swoje dotychczasowe ubezpieczenia i będą wbrew własnej woli zaciągnięci do państwowej służby zdrowia. Ponadto, na skutek nacisków ze strony niektórych demokratycznych kongresmanów w ustawie pojawił się zapis o subsydiowaniu z systemu takich „zabiegów” jak aborcja. 19 kongresmanów zapowiedziało wręcz, że jeśli taki zapis zostanie z ustawy usunięty to oni będą głosować przeciw całej reformie…

Heritage Foundation przekonuje, że obecna reforma to nic innego jak kontynuowanie, tyle że na zdecydowanie większą skalę, programu Medicaid, jednego z najbardziej kosztownych przedsięwzięć w historii Ameryki oraz zarazem najbardziej nieudanych.

Medicaid powstał w połowie lat 60. XX wieku jako jeden z elementów „wojny z nędzą”. System okazał się dziurą bez dna. Pochłania przeszło dolara z każdych 5 dolarów przeznaczanych na opiekę zdrowotną. Liczba beneficjentów stale się powiększa, więc i koszty tego programu znacznie wzrastają. Dziś z Medicaid korzysta blisko 65 milionów Amerykanów. Jak przekonuje jednak w swojej książce Bez korzeni Charles Murray cały program okazał się jedną wielką katastrofą finansową dla budżetów stanowych, które to z mocy prawa muszą finansować ten program. Dziś są stany, których blisko 30 proc. całego budżetu musi trafiać właśnie na ten program. W 2017 roku ma się stać niewypłacalny.

Większość przeciw

Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy zwierają szyki. O ile w Kongresie demokraci mają bezpieczną większość do przegłosowania ustawy to jednak chcą, aby zagłosowali za nią również umiarkowani republikanie, gdyż w razie niepowodzenia reformy nie ponosiliby jako jedyni politycznej ceny za jej fiasko. Republikanie twardo sprzeciwiają się jednak jakimkolwiek próbom upaństwowienia służby zdrowia. Doradcy prezydenta rozpoczęli ogromną kampanię na rzecz „wytłumaczenia” Amerykanom korzyści z reformy. Przynosi ona jednak skutki odwrotne od zamierzonych, gdyż rzesza przeciwników reformy wciąż rośnie. Opinia publiczna jest zdecydowanie przeciwna reformie w jej obecnym kształcie. Z sondaży przeprowadzonych na początku sierpnia wynika, że 69 proc. ankietowanych obawia się, że po przejęciu przez rząd pieczy nad służbą zdrowia poziom świadczeń medycznych się obniży. Z kolei 70 proc. badanych opowiedziało się przeciwko dofinansowywaniu aborcji z budżetu państwa.

 Ameryka jest oparta od początku swego istnienia na pewnych zasadach zawartych już w Deklaracji Niepodległości. Jeśli zatem Amerykanie dziś słyszą, że opieka medyczna ma być finansowana przez państwo i prowadzona przez państwo to zgodnie z duchem naszego narodu automatycznie przeciw temu protestują. Amerykanie są uczuleni na rozrost władzy państwa i biurokratów niezależnie od sympatii partyjnych. Stąd wynika ich zdecydowanie większy opór niż się tego spodziewała ekipa prezydenta – mówi Richman.

Dla Obamy wstrzymanie bądź okrojenie reformy będzie oznaczać ogromną porażkę polityczną. Już dziś wiadomo, że jego sztandarowe hasła z kampanii wyborczej o wyjściu z Iraku i Afganistanu spełzły na niczym. Jego polityka gospodarcza nie wyciągnęła kraju z recesji, lecz kolejne decyzje jedynie pogłębiają stagnację. Jeśli dodatkowo polegnie na reformie służby zdrowia, to za 3 lata w kampanii wyborczej nie będzie mógł się w zasadzie pochwalić żadnym osiągnięciem.

Obama spieszy się z uchwaleniem reformy. Eksperci z konserwatywnej Heritage Foundation przypominają jednak, że prezydent podobnie spieszył się z przyjęciem drugiego planu ratunkowego dla banków. „Wówczas prezydent przekonywał, że jak Kongres nie uchwali ustawy o pomocy liczącej ponad 1000 stron w ciągu kilku godzin, wówczas za kilka dni bezrobocie wzrośnie do 8 procent. Co się stało potem, doskonale wszyscy wiemy (plan wszedł w życie, bezrobocie wynosi dziś niemal 9 proc. – przyp. PTP)”.

Z całą pewnością ten temat będzie jeszcze wiele razy powracać bo wciąż niczym gorączka rozpala głowy milionów Amerykanów. Czy reforma według projektu Obamy będzie skutecznym lekiem na, co prawda, niedoskonałą, ale wciąż najnowocześniejszą na świecie służbę zdrowia, czy też okaże się lekarstwem zdecydowanie gorszym od choroby, pokaże najbliższa przyszłość. Pod warunkiem, że w ogóle wejdzie w życie.

Paweł Toboła-Pertkiewicz
Data dodania: 2009-08-24 18:51:55
Artykul przeczytano 2880 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
Kudos to you! I hadn't thoguht of that!
Dodano: 2011-05-11 23:59:18
Dodał: ~kRfLrTSWQziqXuFd
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.