O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jednostka a społeczeństwo

Niedawno temu pewien mój przyjaciel, który z natury jest filozofem, podzielił się ze mną swoją refleksją: "Historia Stanów to historia walki między jednostką a całym społeczeństwem". Kilka dni... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Mechanizm ekonomicznego samograja

Podczas niedawnego zjazdu Prawa i Sprawiedliwości pan premier Kazimierz Marcinkiewicz, mówiąc o osiągnięciach rządu, wymienił wśród nich również "spadek bezrobocia". Oczywiście pan premier miał rację. Bezrobocie w Polsce rzeczywiście spadło. Czy jednak można uznać to za zasługę rządu? To zależy od punktu widzenia, bo skądinąd wiadomo, że ostatnio wyjechało z Polski do pracy w państwach "starej" Unii Europejskiej, głównie do Wlk. Brytanii i Irlandii co najmniej 2 miliony ludzi, głównie zresztą młodych.

To by wyjaśniało przyczynę spadku bezrobocia, natomiast zasługi rządu - już niekoniecznie. Miasteczka - widma Ostatnio dużo jeżdżę po Polsce, zapraszany przez ludzi zaniepokojonych możliwością dopuszczenia do rabunku Polski przez organizacje żydowskie zajmujące się tzw. "przemysłem holokaustu". Będąc w Pionkach, spotkałem się z miejscowymi przedsiębiorcami, którzy objaśnili mi przyczyny, dla których miasteczko to sprawia wrażenie miasteczka-widma, jakie pozostały w Newadzie po wyeksploatowaniu załóż srebra. Dowiedziałem się, że większość mieszkańców w wieku produkcyjnym wyjechała za granicę. Typowa tamtejsza rodzina żyje w ten sposób, że matka jest służącą w jednym kraju europejskim, ojciec - serwirantem w drugim, a dzieci mieszkają z babcią, która utrzymuje je za pieniądze przysyłane przez rodziców, dokładając ewentualnie z renty. Biznesmeni z Radomia powiedzieli mi, że z tego miasta wyjechało około 30 tysięcy ludzi, a przecież Radom nie jest żadnym wyjątkiem, bo w wielkopolskim Lesznie usłyszałem dokładnie to samo. Skąd wziąć siłę roboczą? Przypomniała mi się w związku z tym ONZ-towska prognoza demograficzna dla Unii Europejskiej, opracowana na kilka lat przed referendum akcesyjnym w Polsce, które, jak wiadomo, przesądziło sprawę Anschlussu. Autorzy tej prognozy, konstatując fakt gwałtownego starzenia się społeczeństw państw "starej" Unii twierdzili, że jeśli pragnie ona utrzymać "socjal" na tym samym poziomie, to w ciągu najbliższych 50 lat, musi importować około 100 milionów pracowników. Jestem pewien, że przywódcy Unii, po zapoznaniu się z tą prognozą, zaczęli zastanawiać się, skąd tych pracowników importować. Nie chodzi o to, ze ich nie ma. Przeciwnie - jest nawet l`embarras de richesse, czyli kłopot z nadmiaru. Chodzi zatem o to, czy importować pracowników, dajmy na to, z krajów arabskich, czy może chińskich kulisów, czy też kogoś jeszcze innego. Pracownicy z krajów arabskich aż przebierają nogami na unijnych granicach, ale czy byłoby rozsądnie importować ich jeszcze 100 milionów? Przecież już teraz trudno spokojnie zmrużyć oko, a gdyby liczba Arabów i Senegalczyków w ciągu 50 lat powiększyła się o 100 milionów, to nikt nie byłby pewien dnia ani godziny. Więc może Chińczyków? Ba - ale to nie te czasy, jak za powstania Bokserów, kiedy to chińskim kulisem byle biały mógł pomiatać, jak chciał. Teraz za chińskimi kulisami stoją nuklearne Chiny i co mogłoby się stać, gdyby tak 100 milionów kulisów zażądało praw politycznych? Jak im to w istniejącej sytuacji wyperswadować? Nikt tego nie wie i nawet nie chce dopuszczać takich myśli do siebie. Na szczęście jest jeszcze jeden kierunek; można przecież importować siłę roboczą z chrześcijańskich krajów Europy Środkowej. To łagodni chrześcijanie, więc nie ma ryzyka zbyt wielkiego dystansu cywilizacyjnego, zwłaszcza gdyby red. Michnik i jemu podobni pogromcy tubylców wytresowali przyszłych chrześcijańskich pracowników w politycznej poprawności i w ogóle - w "tolerancji" tak, żeby w swoim statusie serwirantów nie widzieli niczego osobliwego. W tej sposób dojrzała decyzja o konieczności rozszerzenia Unii na wschód. Samograj ekonomiczny Żeby jednak zapewnić stały dopływ chrześcijańskich pracowników z krajów Europy środkowej i Wschodniej i żeby traktowali oni swój status serwiranta jako naturalny, należało zrealizować ten fragment celów wojennych Cesarstwa Niemieckiego z roku 1916, który - mówiąc o "Mitteleuropie" - rozwijał polityczny projekt utworzenia w Europie Środkowej i Wschodniej państw formalnie niepodległych, ale de facto - niemieckich protektoratów, o gospodarkach peryferyjnych i komplementarnych wobec gospodarki niemieckiej. Ten stan rzeczy udało się osiągnąć 1 maja 2004 roku, wytwarzając przy okazji trwały przymus ekonomiczny, skłaniający tubylców do poszukiwania szczęścia na służbie u "narodu panów". Ponieważ gospodarki protektoratów mają być peryferyjne i komplementarne, a nie konkurencyjne, to znaczy, że mają być głównie odbiorcą produktów wytwarzanych w metropoliach, również przez wspomnianych pracowników. No dobrze, ale skoro gospodarki protektoratów nie będą wydajne, to skąd protektoraty będą czerpać zdolność płatniczą, która uczyniłaby z nich stosunkowo atrakcyjne, tzn. wypłacalne rynki zbytu dla metropolii? Wydaje się, ze jedynym rozwiązaniem dla nich będzie eksport pracy w postaci eksportu niewolników, tj. pardon - wolnych obywateli poszukujących zatrudnienia. Ci - właśnie tak, jak emigrujący zarobkowo mieszkańcy Pionek - część zarobionych pieniędzy będą przesyłać do "starego kraju" i w ten oto sposób tworzyć tubylczą zdolność płatniczą. Ostatecznie pieniądze wrócą tam, skąd przyszły, a rząd - nie tylko pana premiera Marcinkiewicza, ale również jego następców, będzie mógł wpiąć sobie kolejne liście do wieńca herostratesowej sławy. Pisałem o tym chyba na rok przed referendum w sprawie Anschlussu, ale cóż z tego, że wszystko mniej więcej tak dzisiaj się kształtuje?

Stanisław Michalkiewicz (26 czerwca 2006)

Powyższy tekst był pierwotnie opublikowany na  Stronie Prokapitalistycznej

Data dodania: 2007-06-20 16:02:21
Artykul przeczytano 1971 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.