Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Zapomniany podatnik

Przygotowując się do wykładu pt. Czy podatki mogą sprzyjać rozwojowi gospodarczemu i wzrostowi dobrobytu narodów?, który wygłosiłem na zaproszenie ZPP (tutaj i tutaj, prezentacja tutaj) przypomniałem sobie o dwóch swoich starych tekstach.


Okazało się, że jeden ‘
Z historii podatku dochodowego’ opublikowałem w zeszłym roku na tym blogu, ale tego o ‘Zapomnianym podatniku’ jeszcze nie, co niniejszym czynię. Esej o Zapomnianym podatniku napisałem z inspiracji śp. Janka  Winieckiego i zamieszony on został w książce pod jego redakcja (Gospodarka bez ekonoma. Którędy do dobrobytu (Jan Winiecki, red.), Warszawa: Dom Wyd. 2006).   

W napisanym w 1883 roku eseju, William Graham Sumner rozważa sytuację czterech osób, których nazwał A, B, C oraz X. Często A, człowiek wrażliwy, społecznik, filantrop, polityk, parlamentarzysta, zauważa coś, co wydaje mu się złe, a od czego cierpi X, tzw. zwykły, szary obywatel. Rozmawia o tej sprawie ze swoim kolegą B. Najczęściej, po tej rozmowie A i B proponują wprowadzenie prawa, które usunie zło i pomoże X. Prawo to zawsze określa, co dla X powinna zrobić czwarta z rozważanych osób, inny obywatel C, a w lepszym przypadku, co dla X powinni zrobić A, B i C. Jeśli chodzi o A i B, którzy ustanawiają prawo odnoszące się do X w dobrej dla niego intencji, to warto powiedzieć jedynie to, że byłoby lepiej gdyby pomogli mu bez ustanawiania jakiegokolwiek prawa. Sumner nazywa C ‘Zapomnianym Człowiekiem’. Najczęściej jest to „prosty, uczciwy pracownik” gotowy do ciężkiej i wytrwałej pracy po to, by godziwie żyć. Często nie zauważamy go, bo swym zachowaniem nie zwraca na siebie uwagi. Jest niezależny, dbający o siebie i swoją rodzinę i nigdy nie proszący o wsparcie. Jego podstawowym celem jest wywiązywanie się z obowiązków, ku zadowoleniu swojego pracodawcy. Swoją pracą przyczynia się do powiększenia swojego dobrobytu, ale też i kapitału zgromadzonego w społeczeństwie, którego jest członkiem. Jednakże jego dostatnie życie zależy także od sumy kapitału zgromadzonego w społeczeństwie i im większy jest dobrobyt społeczeństwa, tym lepiej i jemu się żyje. Każda część kapitału społecznego, która jest przekazana leniwym, niezaradnym, chciwym, niezdarnym jest wzięta z kapitału służącego do zapłaty temu niezależnemu, produktywnemu ‘zapominanemu człowiekowi’. Zwykle jednak nie pamiętamy o nim, bo nie robi on wrzawy wokół siebie, spokojnie pracuje realizując swoje osobiste cele. To właśnie Zapomniany Człowiek „pracuje, głosuje i modli się”, ale przede wszystkim płaci, i to płaci ponad miarę.

Obecnie w większości krajów rozwiniętych gospodarczo należących do OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Polska należy do tego ‘klubu’ 30 krajów od 1996 roku) obywatele, ‘zapomniani podatnicy’, oddają państwu-rządowi (poprawniej powinniśmy powiedzieć: ‘jest im zabierane’) średnio 40% tego, co wypracują (tj. 40% Produktu Krajowego Brutto (PKB) – wartość ta jest też dobrą miarą rozmiaru rządu, czyli stopnia ingerencji państwa w życie jego obywateli). Żeby zobrazować te liczbę, pomyślmy o Polaku w roku 2004, który oddaje państwu 48% tego, co wypracuje. W dniu wypłaty dostaje ‘na rękę’, czyli netto, 1000 zł, ale gdyby przyjrzał się wszystkim innym obciążeniom swojej pracy to zauważyłby, że wypracowana przez niego pensja (tzw. brutto) wyniosła 1900 zł. Zatem 900 zł oddaje on państwu. ‘Zapomniani podatnicy’ płacą w większości nieświadomie, w różnej formie: podatków bezpośrednich, pośrednich, na przyszłą emeryturę i rentę, opłat na fundusze zdrowia, aktywizacji zawodowej i na inne ‘niedorzeczności’ (niedorzeczności, bo w istocie większość tych obciążeń to niedorzeczności – płacimy jednocześnie na rentę i emeryturę, ale ilu z tych co płacą idzie na rentę i emeryturę jednocześnie; płacimy na fundusz aktywizacji zawodowej, a mamy prawie 20% bezrobocie, płacimy na tzw. ‘ochronę zdrowia’, ale po to by się wyleczyć trzeba w istocie pójść prywatnie do lekarza i zapłacić za tę usługę ekstra, itd.).

Obciążenia obywateli krajów OECD są zróżnicowane, wspominane 40% jest wartością średnią. Pięć krajów o najwyższych obciążeniach podatkowych (Belgia, Dania, Francja, Norwegia i Szwecja) płacą ok. 50% PKB, natomiast pięć krajów o najniższych obciążeniach (Australia, Japonia, Korea, Meksyk i USA) płacą ok. 28% PKB.

Dobrą ilustracją wielkości obciążeń podatkowych obywateli jest tzw. Dzień Wolności Podatkowej. Jeśli zrobilibyśmy eksperyment myślowy, w którym obywatele, uznając państwo za najważniejszą instytucje, najpierw oddawaliby wszystko co zarobią właśnie państwu, aż do momentu, w którym państwo-rząd powie łaskawie ‘wystarczy!’ i od tego momentu wszystko co zarabiają zostawiają sobie, to taki dzień, w którym rząd mówi ‘wystarczy!’, nazywamy ‘dniem wolności podatkowej. W Polsce w ostatnich latach dzień ten wypada w drugiej połowie czerwca (w 2004 roku był to 28 czerwca). W USA w ostatnich latach jest to początek kwietnia (w 2004 roku –  11 kwietnia).

Warto powiedzieć, że społeczeństwo może całkiem dobrze funkcjonować z tzw. ‘małym rządem’. Jeszcze w XIX i na początku XX wieku w większości krajów obecnie uznawanych za rozwinięte gospodarczo, obciążenia fiskalne nie przekraczały kilku procent, a dzień wolności podatkowej wypadał w styczniu i w lutym – przykładowo w USA w roku 1900 na potrzeby państwa wystarczyło pracować do 21 stycznia (obciążenia podatkowe wynosiły 5,9%).

Jest chyba coś patologicznego w tym, że obciążenia podatkowe obywateli przewyższają łączne wydatki na to, co jest najpotrzebniejsze każdemu człowiekowi, tzn. na żywność, ubranie i mieszkanie. W 1999 roku, przeciętny Amerykanin zapłacił 10 298 dolarów podatku, natomiast na żywność wydał 2693 dol., na ubranie 1404, a na mieszkanie 5833 dolary. Jeszcze gorsze proporcje są w większości krajów ODCE, w tym w Polsce.

W 1904 roku Oliver Wendell Holmes, Jr wypowiedział sławne zdanie: „Podatki są ceną jaką płacimy za rozwój cywilizacyjny” (Taxation is the price we pay for civilization). Wynika z tego, że od początku XX wieku bardzo ucywilizowaliśmy się.

Prawdą jest, że nikt nie lubi płacić podatków, tak było zawsze i tak będzie z pewnością. Mogą być jednak różne postawy. Kiedy obywatel widzi, że płacone przez niego podatki nie są marnowane to nawet godzi się je płacić, uznając to za swój święty obowiązek (tak było jeszcze kilkadziesiąt lat temu w USA). Kiedy jednak widać ogromne marnotrawstwo tych pieniędzy, obywatele zaczynają oszukiwać na podatkach (i staje się to często początkiem erozji społecznej i kryzysu państwa).

Zakończmy te nasze rozważania o ‘zapomnianym podatniku’ nadzieją, że w niedalekiej przyszłości społeczeństwo będzie miało odwagę i mądrość Lady Godivy, a rząd, politycy i parlamentarzyści będą godni Leofric’a i będą na tyle honorowi i słowni, że dotrzymają oczekiwanych i obiecanych deklaracji.

*  *  *

Lady Godiva była żoną Leofric’a, księcia Mercji (królestwa w centralnej Anglii). Leofric, ok. 1040 roku, nałożył ogromne podatki na mieszkańców swojego księstwa. Jego żona prosiła go by zmniejszył te podatki. On zgodził się, ale pod warunkiem, że przejedzie ona nago na koniu ulicami Coventry. Lady Godiva zgodziła się na to i uczyniła zadość żądaniu męża, przejeżdżając na koniu bez ubrania, choć jej ciało osłonięte było jej długimi włosami, ale wcześniej prosząc obywateli księstwa by w czasie jej jazdy pozostali w domach za zasłoniętymi oknami. Jak można było oczekiwać nie wszyscy posłuchali jej prośby, lokalny krawiec podglądał jej przejazd, ale, jak głosi legenda, podglądając stracił wzrok i do końca życia pozostał ślepcem.


Witold Kwaśnicki

Prof. Witold Kwaśnicki pracuje na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest honorowym doradcą Fundacji PAFERE, prowadzi własny blog internetowy

Foto.: pixabay.com

Data dodania: 2017-05-21 11:18:07
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.