Gość PAFERE: dr Zdzisław Gromada, zafascynowany demokracją bezpośrednią

Niedawno opisaliśmy na naszym portalu historię walki p. Zdzisława Gromady o zmianę systemu politycznego w Polsce. Przypomnijmy - Zdzisław Gromada wystąpił na początku br. do Senatu i Prezydenta RP z petycją... Więcej »

Skąd się biorą marne efekty zarządzania majątkiem publicznym? (cz.1)

"Kontrola jakości zarządzania majątkiem publicznym w Polsce ogranicza się głównie do mnożenia procedur biurokratycznych takich jak przetargi, zasady przyznawania dotacji, konieczność przestrzegania... Więcej »

Stefan Oleszczuk: "Wszyscy musimy się angażować w sprawy publiczne!"

"Państwem czy samorządem należy gospodarować w taki sposób jakby to było nasze własne gospodarstwo. Jeśli dziedziczymy po dziadku zadłużony majątek, co najpierw powinniśmy zrobić? Posadzić kwiatki... Więcej »

Reprywatyzacja tylko 20-procentowa i nie w naturze

Rząd Prawa i Sprawiedliwości nosi się z zamiarem uregulowania sprawy reprywatyzacji raz na zawsze. Jest to zaniechanie III RP, które wydawać by się mogło, że, kto jak to - ale odwołujący się do nauki... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes
Adam Smith

Stefan Oleszczuk: Jaki budżet?

Kiedy na rozmaitych spotkaniach, w wywiadach dla prasy mówię, że budżet gminy powinien być jak najmniejszy to wywołuje to albo wzburzenie, albo zdziwienie, albo jeszcze inne uczucia. Rzadko kiedy zrozumienie. A ja powtarzam przy każdej okazji - budżet gminy powinien być jak najmniejszy. Im mniej pieniędzy ściągniętych z ludzi w budżecie, tym więcej w ich kieszeniach. Normalny człowiek wykorzysta te pieniądze na pewno lepiej (i to z pożytkiem dla siebie), niżby miał to za niego zrobić urzędnik.


Budżet gminy powinien być jak najmniejszy, a pieniądze z niego powinny być wydawane jedynie na cele wspólne wszystkim obywatelom gminy (w każdym razie, jak największej liczbie mieszkańców danej społeczności lokalnej). To co zwykło określać się wspólnymi potrzebami społecznymi - to przede wszystkim: drogi i ulice, chodniki, oświetlenie, wodociągi, kanalizacja, oczyszczalnia, uzbrojenie terenu. To są potrzeby wspólne społeczności lokalnej, a nie: opieka społeczna, dom kultury, klub sportowy czy inne tego typu kwiatki wymyślane przez socjalistów. Tej kategorii - nazwijmy socjalnych - potrzeb, nie należy uznawać jako wspólne społeczności lokalnej, a jako potrzeby natury prywatnej.

Dobroczynność, rozrywkę kulturalną czy sportową należy traktować tylko i wyłącznie jako potrzeby natury prywatnej, indywidualnej dla każdego z osobna. Budżet gminy - czyli pieniądze wszystkich podatników - ma służyć jak najszerszemu gronu tych podatników, a nie spełniać "duchowe" czy "intelektualne" zachcianki co poniektórych.

 Pieniądze z gminnego budżetu nie są jakimś abstrakcyjnym darem z niebios, forsą wspólną a więc niczyją. W budżecie gminy są nasze pieniądze, zabrane nam pod przymusem w postaci rozmaitych podatków, opłat i innych ofiar składanych państwu. Dlatego należy wydawać je rozsądnie, oszczędnie i na cele wspólne wszystkim.

Moją ambicją było - co zabrzmi paradoksalnie - robić dla ludzi jak najmniej, a nie jak najwięcej. Bo jeżeli władza robi "coś" dla ludzi, to to ich odpowiednio kosztuje.

Polityka budżetowa prowadzona w Kamieniu Pomorskim przez ostatnie lata opierała się i opiera na niefinansowaniu niczego, do czego nie zmusza nas socjalistyczne prawo. Od początku naszej kadencji wprowadziliśmy stopniowe ograniczenia w zakresie wydatków na: kulturę, sport i placówki typu żłobki i przedszkola. Nie robiliśmy niczego z dnia na dzień, tylko uprzedzaliśmy np. Kamieński Dom Kultury, że z dniem tym i tym gmina przestaje do niego dopłacać. Podobnie rzecz miała się z lokalnymi sportowcami i wszystkimi innymi typami "społecznych działaczy" za pieniądze podatników. Oczywiście koronnym zarzutem kamieńskiej opozycji w stosunku do mnie jest, że za mojej kadencji Kamień stał się pustynią intelektualną. Przepraszam, czy to oznacza, że likwidacja Domu Kultury, kilku bibliotek (w 90-procentach wypełnionych socrealistycznymi lekturami szkolnymi), przekazanie muzeum prawowitemu właścicielowi, likwidacja żłobków i przedszkoli spowodowała, że nagle mieszkańcy Kamienia schamieli i reprezentują sobą pustynię intelektualną? Jakoś nie zauważyłem, że brak Domu Kultury spowodował jakieś spustoszenia w umysłąch mieszkańców Kamienia. Chyba, że owa pustka intelektualna doskwiera moim lokalnym opozycjonistom (jednemu malarzowi z umiarkowanym talentem, gminnemu dziennikarzynie i kilkunastu ich znajomkom, których rozwój intelektualny ograniczył się do ciągłych prób wyłudzenia ode mnie pieniędzy należących do wszystkich podatników), a jeśli tak, to stwierdzam, że istnienie domu kultury i tak nie podniosłoby im ich ilorazu inteligencji.

Do tego zarzuca mi się, że jesteśmy za biedni na moje UPR-owskie eksperymenty. Więc logicznie rzecz biorąc, skoro jesteśmy za biedni, to dlaczego mam jeszcze wydawać i marnować nasze wspólne pieniądze na idiotyczne i naprawdę nikomu (poza nielicznymi "działaczami") niepotrzebne cele? Właśnie dlatego, że jesteśmy biednym społeczeństwem, tym bardziej jesteśmy zmuszeni oszczędzać i roztropnie wydawać publiczne pieniądze. Tym kierowałem się i tym będę się kierować nadal - publiczne pieniądze nie są pieniędzmi niczyimi, to są nasze wspólne pieniądze, i można je wydać tylko na nam wszystkim wspólne cele. Niestety większość ludzi wyznaje idiotyczną zasadę tzw. sprawiedliwości społecznej i to co robię w Kamieniu jako sprawiedliwe (bezprzymiotnikowo) doprowadza ich do szału. A o sprawiedliwości społecznej mam takie samo zdanie jak kolumbijski filozof Mikołaj Davila, który swego czasu napisał: "Jeśli jednostka obrabuje inną jednostkę, to nazywa się to "rabunkiem". Jeśli czyni to grupa - "sprawiedliwością społeczną". Między rabunkiem a tzw. sprawiedliwością społeczną nie ma różnicy i ja do tego ręki przykładał nie będę.

Wracając do polityki budżetowej - w miarę upływu kadencji, dzięki oszczędnościom w wydatkach na kulturę itp. rozrywki co roku mogliśmy zwiększać udział inwestycji w wydatkach budżetowych. Przy spełnianiu zachcianek socjalnych radnych i rozmaitych "działaczy społecznych" nie doszłoby do realizacji przynajmniej połowy inwestycji. W każdym razie wlokłyby się jak w realnym socjaliźmie.

Na zakończenie powtórzę jeszcze raz - im mniej pieniędzy w budżecie, tym więcej zostaje ludziom w kieszeni. Oni na pewno wykorzystają to efektywniej niż urzędnicy. Im więcej forsy oddajemy urzędnikom, tym w coraz większym stopniu stajemy się zniewoleni. Napisał keidyś mój ulubiony filozof Mikołaj G. Davila: "By uczynić z ludzi niewolników, należy im wmówić, że wszystkie problemy, to problemy społeczne". I wmawia się nam cały czas... .

A jeśli chodzi o upadek kultury, to przypominam, że jeszcze sto, dwieście lat temu nie istniało coś takiego jak upaństwowiona kultura - a malarstwo, teatr, proza i poezja kwitły i rozwijały się bez potrzeby uczęszczania do gminnych czy miejskiech ośrodków kultury, bez potrzeby zatrudniania instruktorów, kupowania sprzętów itd. Wystarczył mecenat prywatny i mecenat samych artystów. Nic tak nie szkodzi kulturze jak przymusowy i drogi mecenat państwa.

Stefan Oleszczuk


Stefan Oleszczuk będzie specjalnym gościem gali wręczenia nagród VI edycji konkursu Magister PAFERE, która odbędzie się w dniu 8 kwietnia 2017 roku w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście 66 w godz. 12.00-14.00. Powyższy tekst jest fragmentem książki Stefana Oleszczuka - "Człowiek z Kamienia", Wyd. ABA International sp. z o.o. - Szczecin 1994
Data dodania: 2017-04-07 18:43:49
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.