Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości

W czasach studenckich, oczywiście za komuny, miałem kolegę, którego bardziej niż nauka interesowało, czym by tu  pohandlować. Zwykle nie miał z tym problemu. Papierosy, kawa, jednym słowem towary deficytowe. Całe kartony Marlboro zasilały np. gości łódzkiego Grand Hotelu, do których dojście miał poprzez... Ech, zresztą mniejsza o to.

Na początku transformacji ustrojowej, kiedy to na łódzkim Placu Wolności pojawiać się zaczęły pierwsze legalne prywatne stragany z papierem toaletowym (Tak, tak! Młodszym Czytelnikom pewnie trudno w to uwierzyć, ale tak naprawdę było!), za którym poszły inne towary, w tym również niedostępne za komuny Marlboro, przeorientował się na wyjazdy. Bywał np. w Korei Południowej, na Węgrzech. Tam zresztą chyba z czymś „umoczył”, bo jakieś półtora roku nie mógł wrócić do Polski. Dziś nie wiem, co się z nim dzieje, ale wiem, że o takich jak on opowiada znakomita książka Józefa Białka „Czas spekulantów. Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości”, wydana z końcem 2014 roku przez Wydawnictwo WEKTORY. Można wręcz stwierdzić, że książka ta jest hołdem oddanym tym, którzy już za komuny byli pionierami polskiej przedsiębiorczości, wbrew systemowi, który nie pozwalał na to żeby się bogacić metodami legalnymi, zabraniał spontanicznej aktywności gospodarczej.

Białek bardzo sumiennie, również wiele czerpiąc z własnego doświadczenia – sam był takim pionierem, opisuje różne metody walki z totalitarnym systemem. Słusznie zauważa, że jego podstawy podkopywała nie tylko działalność w politycznym podziemiu, ale także, a może nawet przede wszystkim, działalność w podziemiu gospodarczym, na tzw. czarnym rynku. Ludzie działający na „czarnym rynku” walczyli z komuną na różne sposoby – wyjazdy do pozostałych demoludów na handel, przemyt, własne uboje, drobny handel. Także korumpowanie urzędników, celników, różnych kontrolerów. Nie wszystko więc to, co wówczas uchodziło za konieczność zasługiwałoby dziś na pochwałę, z uwagi na wątpliwą jakość etyczną, ale wtedy, w nienormalnym systemie wydaje się, że nawet granica tego, co jest grzechem była nieco bardziej przesunięta, zaś Pan Bóg bardziej wyrozumiały.

Autor „Czasu spekulantów” opisuje przeróżne, często absurdalne, a często mrożące krew w żyłach  historie jakie przytrafiały się uczestnikom gospodarczego podziemia. Zdarzało się nawet, że nie jeden z nich nie wrócił już nigdy do domu żywy. Zwłaszcza – jak pisze Białek – na terenach dzisiejszej Ukrainy dochodziło do zabójstw Polaków przejeżdżających z towarem przez ten kraj np. do Rumunii czy Bułgarii. Ginęło złoto, dolary i wszystko, co w realnym socjalizmie uchodziło za chodliwe.

Zaletą książki jest to, że składają się na nią także bezpośrednie relacje bohaterów „czarnego rynku”, tych właśnie, którzy dla jako takiego życia gotowi byli na różne ryzykowne sytuacje. Wielu z nich dorobiło się na tyle, że gdy weszła w życie ustawa Wilczka tj. w 1988 roku, mogli, już legalnie, otworzyć swoje pierwsze biznesy. Również autor książki, Józef Białek, został prywatnym przedsiębiorcą. Jest nim zresztą do dziś, a Wydawnictwo WEKTORY to jedno z jego przedsięwzięć. Myliłby się jednak ten, kto myśli, że po 1989 roku życie biznesmena usiane jest różami. Co prawda system nieco się zmienił, ale wiele nawyków, zwłaszcza po stronie rządowej i samorządowej biurokracji, nawyków rodem z PRL wciąż pozostało, a nawet jest gorzej. Dziś można co prawda otworzyć biznes, choć oczywiście nie każdy, to trzeba mieć dużo siły i samozaparcia, by ten biznes prowadzić. Józef Białek twierdzi, że to, co minister komunistycznego rządu, Mieczysław Wilczek zrobił dla polskiej przedsiębiorczości, tego potem nikt już, a zwłaszcza nikt z ministrów solidarnościowych, nie powtórzył. Jest wręcz coraz gorzej, w czym swój spory udział ma Unia Europejska, w której sidła sprzedani zostaliśmy przez rodzime elity.

Białek przedstawia swoją receptę na wyjście z tej, wydawać by się mogło, beznadziejnej sytuacji. Najważniejsze to powrócić do „ustawy Wilczka” - pisze. Inaczej Polskę czeka katastrofa  gospodarcza. Dla młodych ludzi, jedynym wyjściem będzie emigracja.

Książka „Czas spekulantów” to bardzo ciekawe spojrzenie na historię późnego PRL-u i III RP. Wyłania się z niej obraz kraju o olbrzymim ludzkim potencjale, tłumionym przez własne elity rządzące. Nie będzie przesadą jeśli nazwiemy je największymi sabotażystami ostatnich dziesięcioleci. I nie ważne czy mowa o elitach z czasów realnego socjalizmu czy z czasów socjalizmu unijnego. Zresztą często to ci sami ludzie. Elity postsolidarnościowe przemieszały się z elitami postpeerlowskimi tak bardzo, że już nie wiadomo – niczym w „Folwarku zwierzęcym” Orwella – czy to ludzi czy świnie...

Książka, poza prawdziwymi historiami w niej opisanymi, obfituje w dużą ilość krążących od ucha do ucha dowcipów z czasów PRL i RWPG, ale i z czasów UE. Wymyślonych, ale z życia wziętych. PRL, lata 70-te: „Jaka jest liczba mnoga od słowa człowiek? - Kolejka”. UE, lata 2-tysięczne: „Dlaczego pszczoły z całej Polski poleciały do Unii Europejskiej? - Bo poczuły lipę”. I śmieszne i smutne...

Paweł Sztąberek

Józef Białek - "Czas spekulantów. Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości", Wydawnictwo WEKTORY, Wrocław 2014.

Data dodania: 2015-02-01 10:00:00
Artykul przeczytano 2080 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.