Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Do czego prowadzi próba podważenia lub niestosowania się do prawa podaży i popytu?

Prezentujemy pracę, która zdobyła wyróżnienie w konkursie ogłoszonym w 2013 roku przez Fundację PAFERE, skierowanym do uczniów gimnazjów i szkół średnich, pt.: "Lekceważenie prawa popytu i podaży". Dziś praca Aleksego Przybylskiego.


*  *  *

Prawo podaży mówi, że im coś ma większą cenę tym więcej ludzi chce dane dobro produkować i sprzedawać, natomiast prawo popytu głosi, iż im coś jest tańsze tym więcej osób chce to kupić. Oczywiście przy zachowaniu zasady ceteris paribus. Należy wziąć pod uwagę fakt, że człowiek nie kieruje się tylko chęcią zysku wyrażonego w pieniądzach i dla ludzi istnieją wartości ważniejsze niż pieniądze, np. rodzina. Możemy więc stwierdzić, iż mechanizmy rynkowe dążą do samodzielnej regulacji, dlatego próby interwencji w rynek, dokonywane przez rząd będą prawdopodobnie głównie przeciągać w czasie, na przykład upadek firm, które nie są potrzebne.

Przykładem zignorowania prawa podaży i popytu może być dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych, Hoover i Roosevelt, którzy próbowali „ratować” gospodarkę poprzez pompowanie w nią pieniędzy, tj. ustalenie stóp procentowych obniżonych względem poziomu, jaki miałyby na wolnym rynku międzybankowym, które spowodowały, że ludzie mieli dostęp do tanich kredytów. Wynikiem tego było powstanie wielu inwestycji o których realizacji mało kto pomyślałby na rynku wolnym od rządowych ingerencji w sektor finansowy.

Dlaczego sterowanie stopą procentową jest oznaką działania wbrew prawu podaży i popytu? Stopa procentowa to specyficzna cena, która na wolnym rynku godzi podaż oszczędności jednych osób z popytem na pożyczki, które chcą zaciągnąć inne osoby. Działanie mające na celu sztuczne obniżenie ceny, w tym przypadku kredytu, powoduje wzrost popytu na dany towar. Obniżenie stopy procentowej powoduje zatem, że więcej osób chce kredyt, więc pieniądz jest sztucznie wytwarzany przez banki, a przy niezmienionej podaży realnych oszczędności prowadzi to do późniejszych dostosowań cenowych na rynku.

Dlaczego to zrobili? Najwidoczniej uznali, że przedsiębiorstwa, które powstały dzięki tanim kredytom, nie mogą upaść, bo są bardzo ważne dla gospodarki. Mimo że konsumenci uważali inaczej.

Podobne zjawisko mogliśmy zaobserwować od czasów Franklina Roosevelta, który w ramach Nowego Ładu powołał do życia agencję rządową, powszechnie zwaną Fannie Mea. Jej zadaniem jest zapewnienie Amerykanom łatwego dostępu do domów i mieszkań.

Podobną sytuację mogliśmy zaobserwować w przypadku bańki internetowej spowodowanej zbyt niskimi stopami ustalonymi pod koniec lat 90. Po jej pęknięciu FED w 2001 roku obniżył stopę procentową jeszcze bardziej - z 6.5% na 1% - więc, przy ówczesnej inflacji, która wynosiła 2.3%, bank centralny doprowadzał do kontynuacji masowego udzielania zbyt tanich kredytów. Wynikiem tego było wpuszczenie na rynek dużej ilości nowych pieniędzy, które musiały zostać gdzieś ulokowane. Wybór padł na rynek nieruchomości, gdzie urosła kolejna bańka i skutkiem tego jest kryzys finansowy, który obserwujemy od 2007 roku.

Hiszpanie widzą do dzisiaj skutki tanich kredytów w swoim kraju. Mają dużo autostrad, lotnisk czy domów, ale są one opuszczone, ponieważ ludzi nie stać na korzystanie z nich. Wielu młodych Hiszpanów opuszcza kraj, żeby szukać pracy w innych krajach. W Chinach można znaleźć wręcz miasta widma, w których mieszka tylko garstka urzędników.

Skutkiem takich działań jest kryzys gospodarczy, który polega na wycofaniu z gospodarki złych inwestycji, które powstały w wyniku zaburzenia prawdziwych cen kredytów bankowych.

Jako drugi przykład można podać dotacje rządowe. Jak wiadomo, ludzie inwestują, ponieważ liczą na zysk i stopa zysku musi być na odpowiednim poziomie, aby uznali za opłacalne inwestowanie. W zdrowej gospodarce to konsumenci decydują czy potrzebują danego produktu, natomiast gdy rząd dotuje firmę X to jej stopa zysku rośnie i jeśli kiedyś skończą się pieniądze na dotacje, a konsumenci nie zaczną bardziej pożądać wytworu danej firmy to całkiem możliwe, że przedsiębiorstwo upadnie. Zależy to od zysku danego przedsiębiorstwa bez dotacji, ponieważ mimo wszystko może być na takim poziomie, który zapewni spokojną egzystencję, a nawet rozwój.

Jeżeli jedna firma zostanie zamknięta to nie będzie to miało jeszcze aż tak strasznych skutków, jednak jeśli powstaną inne produkujące to samo dobro to istnieje ryzyko, że one również zbankrutują. Problemem jest również fakt, że pieniądze zabrane w podatkach i zasoby zdobyte dzięki nim zostałyby prawdopodobnie lepiej wydane, gdyby były w rękach prawowitych właścicieli.

Skutkami dotacji są też bezsensowne i nieprzydatne projekty, które, po wymaganym okresie, upadają. W polskiej części Internetu było dość głośno o powstaniu strony o kotach, która została oparta na technologii nie wymagającej wysokiej klasy specjalistów. Otrzymała ponad 600 tysięcy dofinansowania w ramach jednego z programów Unii Europejskiej.

Regulowanie cen również jest oznaką lekceważenia prawa podaży i popytu przez rządzących, szczególnie popularne jest ustalanie płacy minimalnej. Płaca to cena, którą musi zapłacić tzw. „pracodawca” za czyjąś pracę. Niestety, rządy sztucznie ją podwyższają, a to prowadzi do spadku konkurencyjności wśród ludzi niewykształconych, głównie absolwentów szkół średnich i wyższych. Skutkiem tego są wyższe koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa i wyższe bezrobocie, ponieważ jeśli płaca minimalna jest wyższa od płacy rynkowej to część „pracodawców” będzie zmuszona ograniczyć zatrudnienie albo nawet zaprzestać działalności gospodarczej. Reszta będzie mogła utrzymać zatrudnienie, ale zostaną zmuszeni - o ile płaca minimalna jest większa od płacy rynkowej - do podwyższenia płac swoich pracowników, a to się przekłada na wyższe koszty, które albo obniżą zysk przedsiębiorcy, albo zwiększą ceny. Można uznać, że wysoka płaca minimalna pobudza przedsiębiorczość, ponieważ ludzie tracą zatrudnienie i zaczynają szukać jakiegoś wyjścia ze swojej sytuacji i część osób stanie się przedsiębiorcami, choć jest możliwość, że będą nimi na czarnym rynku lub w szarej strefie. Jednak, zakładając, że to prawda, należy się zastanowić czy warto zmusić garstkę osób do bycia bardziej przedsiębiorczymi w zamian za nędzę wielu. Ratunkiem dla nieprzedsiębiorczych osób jest praca „na czarno”, aczkolwiek prowadzi to do oszustw i pracy w kiepskich warunkach, gdyż pracownicy nie mają gdzie szukać pomocy prawnej.

Wymóg rządowy według którego pracownicy pracujący na urządzeniu Y muszą mieć specjalne zezwolenie lub certyfikat też jest przejawem ignorowania tego prawa ekonomicznego. Oczywiście te regulacje mają na celu ograniczenie liczby wypadków spowodowanych przez osoby, które nie potrafią obsługiwać danych urządzeń. Nie chcę oceniać czy są one słuszne, czy może są niepotrzebne. Ale jedno trzeba przyznać - ograniczają one osobom bez odpowiednich kwalifikacji dostęp do stanowisk, które wymagają odbycie jakiegoś kursu.

Może to się wydać dziwne, ale zakaz sprzedaży różnych towarów także jest oznaką nie przywiązywania wagi do prawa podaży i popytu. Szczególnie popularne i nielegalne towary to narkotyki. Czarny rynek handlu i produkcji jest liczony w miliardach, jeśli nie bilionach, przez co dochodzi do wojen między handlarzami i producentami. Zakaz produkcji i dystrybucji narkotyków powoduje powstawanie nowych i coraz groźniejszych używek, np. tak zwany „krokodyl”. Dochodzi wręcz do absurdalnych sytuacji - niepełnoletnia młodzież ma łatwiejszy dostęp do nielegalnych narkotyków niż do alkoholu. Skutkiem prohibicji narkotykowej jest, jak w latach 20. i 30. w Stanach Zjednoczonych, powstawanie gangów, które walczą o środki produkcji i tereny dystrybucji. Wielu urzędników, w tym policjanci czy nawet politycy, jest skorumpowanych przez organizacje przestępcze, aby przymknęli oko na przemyt lub handel substancjami odurzającymi. W Meksyku od początku wojny narkotykowej do 2011 roku zginęło co najmniej 43 tysiące ludzi. Nie można zapominać o pieniądzach, które są wydawane na wojnę z narkotykami.

Kolejnym przypadkiem lekceważenia prawa podaży i popytu jest limitowanie produkcji. W Stanach sytuacja jest absurdalna - rolnicy dostają dotacje w celu zwiększenia i zmniejszenia produkcji tych samych produktów rolniczych. Parę lat temu mieliśmy w Polsce sytuację, gdy ceny cukru skoczyły o około 100%. Sklepy musiały nakładać limity ilości cukru na osobę, a ludzie i tak się przepychali, aby dostać choć jedno opakowanie. Nagły wzrost ceny cukru był spowodowany prawdopodobnie zniszczeniami dokonanymi przez cyklon Yesi w Australii, jednak europejskie przedsiębiorstwa nie mogły odpowiedzieć zwiększoną produkcją cukru, gdyż Unia Europejska nakłada limity na państwa. W Polsce istnieje też limit produkcji mleka. Skutkiem tych limitów są ceny, które mogłyby być niższe przez co biedniejsi mogliby kupić więcej tych towarów.

Najbardziej skrajnym przykładem prób podważenia prawa podaży i popytu jest próba urzeczywistnienia modelu państwa socjalistycznego, w którym rząd nie może wiedzieć czy dobrze alokuje zasoby, tj. czy zaspokaja potrzeby ludzi. Jest to wynik likwidacji cen, której następstwem jest problem braku kalkulacji ekonomicznej, o którym pisał Ludwig von Mises w książkach pt.  „Socjalizm” i „Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie”. Rezultatem takiego działań jest chaos i de facto cofnięcie się w rozwoju przez społeczność. Aczkolwiek efekty mogą zostać ograniczone poprzez wprowadzenie namiastki rynku, czyli poprzez kopiowanie cen z państw kapitalistycznych, tak jak robił to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Była to jednak z góry skazana na klęskę próba imputacji struktury cen wynikającej z potrzeb innych ludzi i zdolności wytwórczych innej gospodarki niż ZSRR. Jednakże, jeśli socjalizm zapanuje w każdym miejscu to nie będziemy w stanie zaspokajać potrzeb ludzi, a wynikiem tego będzie głód, ubóstwo i brak rozwoju gospodarczego, a nawet regres gospodarczy.

Podsumowując, ignorowanie praw ekonomicznych, szczególnie prawa podaży i popytu, przynosi więcej szkód niż pożytku. Ignorancja polityków i wiara wyborców w ich obietnice mogą zaszkodzić wielu osobom, szczególnie tym najuboższym, dla których liczy się każdy grosz.

Aleksy Przybylski
Data dodania: 2014-04-02 20:00:00
Artykul przeczytano 2152 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.