Chiny znowu atakują dolara

W zeszłym roku chiński juan (waluta drugiej co do wielkości gospodarki świata) został formalnie włączony do koszyka SDR, czyli ponadnarodowej waluty emitowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.... Więcej »

Władza społeczeństwa a władza państwa

Jeśli zajrzymy pod powierzchnię naszych spraw publicznych, możemy dostrzec jeden podstawowy fakt, a mianowicie daleko posuniętą redystrybucję władzy między społeczeństwem i państwem. I ten właśnie... Więcej »

O. Jacek Gniadek: Jak uczyć młodzież o zysku?

Na zakończenie ubiegłego roku szkolnego włączyłem się w program „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży” organizowany przez Instytut Misesa i Stowarzyszenie KoLiber. Przez jeden tydzień zamieniłem... Więcej »

Prawica, lewica, a siódme „nie kradnij”

Jaką część swych dochodów każdy zdolny do pracy winien wpłacać na cele charytatywne i na utrzymanie tych, którzy w danej miejscowości się realizacji tych celi poświęcają? Więcej »

Nauki Jezusa w odniesieniu do gospodarki i niektórych spraw społecznych

Rozwój nauki jaką jest ekonomia przypisuje się wielkim myślicielom zajmującym się ludzką działalnością materialną, która z natury rzeczy nakierowana jest na poprawę człowieczego bytu. Więcej »

Socjalizm prowadzi wszędzie, gdzie zapanował do wszechpotęgi urzędników i, co za tym idzie, do zubożenia obywateli i ograniczenia ich wolności
o. Józef Bocheński

Trzeba wciąż walczyć o wolność

Z Julianem Kulskim, żołnierzem AK, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, byłym jeńcem wojennym, zaś na emigracji cenionym architektem (ponad 3 tysiące zrealizowanych projektów), a także autorem wspomnień pt. White Eagle’s Legacy (wyd. pol. Dziedzictwo Orła Białego), rozmawiał w siedzibie Fundacji PAFERE Piotr Toboła.


*  *  *

Czy w Stanach Zjednoczonych są wysokie podatki?


Podatki są wręcz okropnie wysokie! Wydaje mi się nawet, że niektóre mogą być zresztą wyższe niż w Polsce. Dodając takie, jak podatek stanowy, dochodowy, powiatowy, od nieruchomości, wszystko to oznacza zabór przez państwo na pewno ponad połowy naszych pieniędzy. Są oczywiście różnice, w zależności od stanu.

Ruch, którego jest Pan jednym z liderów, wyrósł na fali sprzeciwu wobec nadmiernego opodatkowania. Czym jest Tea Party?

Nazwa pochodzi od znanego wydarzenia z historii Ameryki, mianowicie buntu przeciwko monarchii brytyjskiej, a konkretnie drastycznemu podniesieniu podatków, z których zamierzano sfinansować prowadzenie wojen. Doszło wówczas w Bostonie do wysypania transportu herbaty, który przybył z Anglii, na znak sprzeciwu wobec opodatkowania kolonii. W naszych czasach sytuacja jest podobna, jesteśmy bowiem również łupieni.

Zasadniczo, nasz ruch ma trzy cele: po pierwsze, zapewnić stosowanie Konstytucji, która jest w wielu swoich punktach przez obecne władze po prostu łamana. Więcej nawet, rząd jawnie twierdzi, iż jest „nieadekwatna” do obecnej sytuacji, zaś omijanie jej przepisów przez sądy jest na porządku dziennym.

Po drugie, jesteśmy za ograniczeniem zadłużenia publicznego i deficytu budżetowego, który powinien być po prostu zakazany.

Po trzecie wreszcie, w pełni popieramy tradycyjny, amerykański styl życia, z jego wolnościami w sferze publicznej i indywidualnej.

Czy ten styl życia jest obecnie zagrożony?

Jak najbardziej. Kiedy przystępowałem do TP, zdarzyło się, iż zostałem poproszony o wygłoszenie przemówienia ze stopni Kapitolu* podczas wiecu. Mówiłem wtedy rzeszom przybyłych Amerykanów, iż żyłem w okupowanej Polsce, znam dwie okupacje, niemiecką i sowiecką, dlatego uznałem, iż moim obowiązkiem, jest uświadamiać innych, jak cenna jest wolność, i jak należy w każdej sytuacji o nią walczyć. Moje przemówienie było wielokrotnie przerywane skandowaniem: freedom, zatem jasno widać, iż ludzie są świadomi jej wartości.

Czy ruch Tea Party jest jedną partią, czy raczej koalicją różnych ugrupowań?

Nazwałbym to czymś w rodzaju pospolitego ruszenia, znanego z naszej historii. TP łączy ludzi o podobnych przekonaniach, nie ma jakiegoś instytucjonalnego centrum. Można jednak rzec, iż mając na uwadze wyznawane poglądy, posiadamy większość w Kongresie.

Osobiście jestem Republikaninem, ale w tym przypadku nie ma to większego znaczenia, ponieważ w ruchu Tea Party są i Demokraci (fakt, niewielu), są też na przykład Afroamerykanie, którzy otwarcie krytykują Obamę za to, jaką politykę prowadzi, co jest bardzo wymowne.

Jak Pan ocenia „opiekuńczość” współczesnego państwa amerykańskiego?

Dość wspomnieć, w odpowiedzi na to pytanie, iż wedle moich szacunków już ponad 47 milionów obywateli korzysta z jakichś - rozmaitych - państwowych zapomóg, subwencji, czy innych form „pomocy”, takich jak bony żywnościowe, zasiłki dla matek, itp. Ludzie ci, z oczywistych względów będą za państwem opiekuńczym, i poprą każdego, kto im jego trwanie obieca. Stąd Obama może bez większego strachu zgłaszać swoje kolejne pomysły, choćby taki, jak umożliwienie mu pełnienia urzędu przez trzecią kadencję, bo i o tym się słyszy. Jak działa ten system? Proszę sobie wyobrazić, że dochodzi do tego, iż ci, którzy odmawiają przyjęcia pomocy państwowej, są do tego po prostu zmuszani, zmuszani do przyjmowania czegoś, czego w najzwyklejszy sposób nie chcą. Istnieje specjalna grupa urzędników, których jedynym zadaniem jest chodzenie od domu do domu i przekonywanie ludzi o dobrodziejstwach systemu państwowej opiekuńczości, opłacani zaś są w zależności od liczby odwiedzonych osób. Nad tym, co nazywamy skrótowo „welfare”, nie ma praktycznie żadnej kontroli! Podobnie jest zresztą z wyborami, dla przykładu w Wirginii można iść do komisji i wystarczy, że się powie, że się chce głosować, nie trzeba nawet pokazywać żadnego dokumentu, dość powiedzieć, że się jeszcze nie głosowało. Widzę w tym jawną metodę manipulacji.

Jako świadek tamtych czasów, mogę tylko powiedzieć Amerykanom, iż - przy oczywistych różnicach - Hitler również został wyniesiony do władzy na fali rozbudowy „socjalu” w ówczesnych Niemczech. Państwo, które chce panować nad wszystkim, samo wszystko rozdawać, jest złe, i trzeba z nim walczyć.

Jak porównałby Pan biurokrację amerykańską z polską, a szerzej ujmując, panującą w Unii Europejskiej?

(Śmiech) Muszę przyznać, że nie wiedziałem, że w Polsce jest jeszcze gorzej niż w Stanach! Przywiozłem ze sobą czeki American Express, o których powszechnie wiadomo, iż są uznawane na całym świecie. Próba ich realizacji w mojej Ojczyźnie okazała się jednak koszmarem. Proszę sobie wyobrazić, że dopiero szósty z kolei bank zgodził się je uznać, ale i tam nie poszło mi tak łatwo: dwukrotnie musiałem wracać do hotelu po różne „niezbędne” dokumenty (np. prawo jazdy nie wystarczyło, musiałem pokazać paszport), zaś tylu przystawionych pieczątek chyba jeszcze nigdy na jednym dokumencie nie widziałem. O dwukrotnie wyższej, niż obiecano mi w Stanach opłacie, nawet nie wspominam. Wiem, że jest to w Polsce i Unii smutna codzienność. Dlatego powtarzam: nie po to przelewaliśmy krew za wolność, żeby urzędnicy teraz, i tu, i za oceanem, krok po kroku nam ją odbierali.

Inna sprawa: jestem żołnierzem, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, byłym jeńcem wojennym. Moi przyjaciele w Polsce, którzy sami w międzyczasie zostali pułkownikami, dowiedziawszy się, iż nadal mam stopień szeregowca, postarali się dla mnie o awans na podporucznika. Ucieszył mnie ten honor, natomiast byłem prawdziwie zdziwiony stwierdziwszy, iż w Polsce na stopień podporucznika mianuje prezydent państwa, z całym papierkowym bagażem tego faktu. Jak ma funkcjonować armia, w której z tak drobną sprawą biega się do prezydenta?!

Co zatem radzi Pan rodakom, którzy mieszkają w Ojczyźnie?

Wybierajcie dobrych ludzi, i nie dawajcie się zwieść manipulatorom, stosującym różne taktyki, żeby was oszukać.

Rozmawiał Piotr Toboła

* Siedziba Kongresu Amerykańskiego
Data dodania: 2013-05-28 16:00:00
Artykul przeczytano 3884 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
"Wybierajcie dobrych ludzi!" Łatwo powiedzieć, ale przy obecnej ordynacji wyborczej jest to bardzo trudne. Zachęcam do poparcia ruchu #JOW
Dodano: 2014-08-02 10:05:45
Dodał: ~Filip R
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.