Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

O rzeczywistym postępie wśród ludów

Zachęcamy do przeczytania kolejnego artykułu prof. Thomasa Woodsa, który znalazł się w wydanym w 2007 roku zbiorze, zatytułowanym "W obronie zdrowego rozsądku".
Mało jest okoliczności bardziej frustrujących niż napisanie książki, a następnie konfrontacja z nieprzerwanym strumieniem zarzutów, na które trzeba odpowiedzieć czekając na jej publikację. Czymś takim był ostatnio atak Thomasa Storcka na mój wykład dotyczący problemów religii i ekonomii w Lou Church Memorial, który wywołał sporo kontrowersji i sprowokował poważną dyskusję, ale jednocześnie został przez wiele osób odebrany o wiele lepiej niż oczekiwałem. Moja nowa książka poruszająca ten temat będzie dostępna w przyszłym roku, lecz przed jej wydaniem pragnąłbym jeszcze raz zabrać głos w toczącej się debacie na temat katolickiej nauki społecznej i jej powiązań z ekonomią wolnorynkową.

Oto jedna z kwestii, której moi adwersarze zdają się nie zauważać: duchowni mają prawo wyrażać zdanie, że kościoły powinno budować się z najsolidniejszych materiałów, aby zapewnić im długowieczność, lecz wykraczają oni poza swoje kompetencje jako osób, mających pouczać wiernych w sprawach moralności, gdy zaczynają głosić swoje opinie na temat materiałów, z jakich powinien być zbudowany kościół oraz jakich technik należałoby przy tym użyć. Duchowny jako duchowny nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat i nie jest kompetentny w nim się wypowiadać.

Storck uważa, że moje stanowisko odnośnie nauk społecznych zachęca wiernych, którzy się nimi zajmują, do podważania nauczania Kościoła w imię nauki oraz, że ortodoksyjni katolicy zazwyczaj ignorują takie twierdzenia. Jak pisze: „Jeśli staniemy przed obliczem twierdzeń psychologów czy socjologów, że wyniki prowadzonych przez nich badań podważają nauczanie Kościoła, możemy być pewni, że nie powinno brać się owych wyników na serio”. Otóż Storck ni mniej ni więcej twierdzi, że ja zachęcam wiernych do podważania nauczania Kościoła z pomocą ekonomii.

Jest to, powiedzmy sobie szczerze, zarzut śmieszny. Jeśli jakiś socjolog popiera aborcję jako sposób ograniczenia liczebności rodziny i zwiększenia jej zamożności, nie może twierdzić, że Kościół, jako mający na celu dobro rodziny, powinien również popierać aborcję, bo inaczej naraża się na śmieszność. Takie propozycję są niemoralne same z siebie, a ich niemoralność nie może być złagodzona poprzez odwołanie się do czasowych korzyści, jakie miałyby rzekomo przynieść.

Uważam, że w przeciwieństwie do przedstawionego przypadku, nie ma nic niemoralnego w dążeniu pracownika i pracodawcy do osiągnięcia niewymuszonej zgody w sprawie zatrudnienia; nawet Storck, jak przypuszczam, nie jest marksistą. Jeden z poglądów, jakie wyraziłem w moim wykładzie był taki, że zarobki wykazują tendencję do wzrostu w systemie ekonomicznym, który oparty jest na poszanowaniu prywatnej własności, i na zasadzie, że niczyj dochód nie jest finansowany z pieniędzy odebranych drugiej osobie pod przymusem. Jako że, inaczej niż w przypadku aborcji, nie ma nic złego w stosunku pracy opartym na wolnej woli obydwu stron, mogę z czystym sumieniem polecić tę neutralną moralnie metodę (w rzeczywistości jednak moralnie preferowaną, jako że nie stosuje ona przymusu ani groźby użycia przemocy, które powinny być użyte jedynie jako ostateczność) zwiększania zarobków. Czy jakiekolwiek stanowisko Kościoła, stwierdzało, że jest niemoralnym, czy nawet grzesznym, bronić wolnego rynku?

Żaden katolik nie może popierać działań politycznych, u których korzeni leży zło. Prostym jest, że kiedy stoimy przed wyborem moralnie dozwolonych działań politycznych, wybór jest kwestią racjonalnej analizy i właściwie przeprowadzonego wnioskowania. Leon XIII napisał kiedyś: „Gdybym miał podjąć decyzję w jakiejś ogólnej sprawie dotyczącej ekonomii, musiałbym wtrącić się w prawo człowieka do rozwiązywania jego własnych problemów. Niektóre problemy należy rozwiązywać na płaszczyźnie faktów, jeden po drugim, tak jak występują… Ludzie muszą rozwiązywać te problemy w świecie materialnym, metafizykę powinno się odstawić w tej kwestii na bok...”.

Kościołowi leży na sercu dobro człowieka pracy i jego rodziny. Wokół tego ogniskuje się treść encykliki Rerum Novarum, a Msgr. John A. Ryan, amerykański kapłan, bardziej niż ktokolwiek inny wydaje się sympatyzować z tym poglądem. Znajduje on potwierdzenie w jego słowach: „Ludzie są bardziej podatni na wpływ religii i mogą lepiej poznać Boga i służyć mu, kiedy są zadowoleni i bogaci niż gdyby mieli być biedni i nieszczęśliwi.” Jak widać rozwiązanie, które proponuję, nie jest ze swej natury niemoralne i będzie daleko bardziej efektywne niż jakakolwiek alternatywa zaproponowana przez episkopat, co więcej: nie widzę w moich poglądach i proponowanych rozwiązaniach niczego wywrotowego, a gorące zacietrzewienie pana Storcka jest do ich zanegowania niewystarczające.

Kościół z pewnością ma prawo powiedzieć, że ktoś nie powinien robić pewnych rzeczy ze swoimi dobrami oraz że powinien być uczciwy w swoich działaniach, etc. Nie może jednak twierdzić, że państwo powinno troszczyć się o lepsze warunki pracy, tak jak nie może mi nakazać zażywania na ból głowy tego czy innego leku (jako że ich produkcja nie jest przecież niemoralna). W moim wykładzie utrzymywałem, że wprowadzane przez państwo ustawodawstwo dotyczące polepszenia warunków pracy, w rzeczywistości powoduje pogorszenie sytuacji pracowników i – gdyby to sobie tylko uświadomili – natychmiast przestaliby bronić tej formy interwencjonizmu. Jest to sytuacja, która bez wątpienia nigdy nie miała dla papieży pierwszorzędnego znaczenia, podobnie jak nie ma dla większości ludzi, jednakże wierzę, że przedstawione przeze mnie argumenty są wystarczająco przekonujące.

Jeżeli coś działa w konkretny sposób, żadne oświadczenie Kościoła nie sprawi, by zaczęło działać w sposób diametralnie inny.

W tym tkwi sedno całej sprawy. „To, co było złe w dziewiętnastowiecznej myśli społecznej Kościoła” – pisze o. James Sadowsky – „nie było spowodowane nadmiarem czy brakiem etyki, lecz niezrozumieniem zasad rządzących działaniem wolnego rynku. Troska o pracownika była w pełni uzasadniona, ale sama troska nie da nam wiele, jeśli nie znamy powodów choroby i właściwych sposobów leczenia”.

Punkt widzenia ojca Sadowsky’ego jest dla mnie całkowicie jasny. W moim stanowisku nie staram się w żaden sposób udowodnić że nauka, łącznie z ekonomią, powinna zostać wyłączona spod oceny moralnej. Powinna być natomiast wyłączona spod oceny, nazwijmy ją, „technicznej” Kościoła jako całości, a duchowni powinni wypowiadać się w tej materii jako osoby prywatne. Rozpatrzmy następujące przykłady: jeśli istnieje lekarstwo możliwe do wyprodukowania jedynie dzięki wyrwaniu serca z żyjącej istoty ludzkiej, Kościół powinien taką metodę pozyskiwania go potępić. Jednakże, jeśli istnieją dwa różne lekarstwa przeznaczone do leczenia tej samej choroby, i co do żadnego z nich nie można wysunąć zastrzeżeń natury moralnej, to wybór jednego z nich Kościół powinien pozostawić wykwalifikowanym ekspertom.

Oto kolejny, wzięty z życia przykład: encyklika „Populorum Progressio” („O popieraniu postępu ludów”) papieża Pawła VI. Mamy tutaj oficjalne papieskie stanowisko w sprawie sposobu niesienia pomocy gospodarczej krajom Trzeciego Świata. Niestety, ogromna większość mitów popularnych w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, znalazło w tym nieszczęsnym dokumencie wierne odbicie. Każdy z nich poniósł spektakularną klęskę. „Substytucja importu” zdziesiątkowała gospodarki krajów rozwijających się pomimo tego, iż była dokładnie tym, co proponował Paweł VI. Subwencje zagraniczne państw zachodnich i ponadnarodowych korporacji, również zalecane przez papieża jako moralnie obligatoryjne, posłużyły jako siatka maskująca destruktywne rezultaty polityki interwencjonistycznej. Symptomatyczne natomiast jest to, iż kraje takie jak Korea Południowa, Tajwan czy Chile, pozbawione zagranicznych dopłat i tym samym nie mające wyboru, „wpadły” w objęcia wolnego rynku. Naturalnie, osiągnęły dobrobyt...

Etatystyczna polityka gospodarcza, gorliwie propagowana przez papieża okazała się tak destruktywna, że nawet jej architekci zmuszeni byli przyznać się do błędu. Począwszy od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, ekonomista Peter Bauer, który przez dziesięciolecia ostrzegał przed skutkami tego rodzaju polityki, zaczął być traktowany jak prorok, a organizacje takie jak Bank Światowy czy US Agency of International Development również musiały przyznać się do popełnienia błędów. Nie muszę chyba wyjaśniać, że jest to sytuacja co najmniej kłopotliwa. Lecz, z drugiej strony, bardzo łatwo jest jej na przyszłość uniknąć. Niezaprzeczalnie, papież ma wolną rękę w sprawie pouczania katolików co do ich obowiązków względem bliźnich, jednak, jak powiedział Leon XIII, nie ma on prawa jako papież namaszczać którejś polityki ekonomicznej jako jedynej i słusznej. Powinno być jasnym, że autorytet papieża wynikający z jego funkcji, mimo wszystko nie daje mu prawa do decydowania, która ze strategii ekonomicznych jest najlepsza, tak samo jak nie nadaje się do naprawy samochodu. Jakby nie spojrzeć, dylemat wyboru pomiędzy wolnym rynkiem a etatyzmem – a jest to problem dzielący obecnie katolików – nie jest sprawą, w której papież jest legitymowany do wydawania moralnie wiążących decyzji.

W całej sprawie tkwi jednak daleko poważniejsze zagadnienie. Populorum Progressio zalecała w stosunku do krajów rozwijających się politykę, która okazała się przerażająco błędna, i której broni obecnie coraz mniej osób. Bauer ostrzegał, że papieska encyklika „proponuje politykę, która stoi w sprzeczności ze stanowiskiem deklarowanym we wcześniejszych dokumentach papiestwa”. Są to nieprzyjemne spostrzeżenia, i nie sprawia mi satysfakcji przywoływanie ich. Ale muszę to zrobić, ponieważ uważam, że pan Storck oraz inne osoby, chcąc zakończyć debatę na temat ekonomii, powinny odpowiedzieć na kilka pytań. Czy osoby znające ostrzeżenia profesora Bauera, miały moralne prawo do uczestniczenia w przedsięwzięciu, o którym było im wiadome, że przyniesie wiele zniszczeń, lub co najmniej więcej złego niż dobrego? Przywołajmy rachunek sumienia autorstwa tegoż Pawła VI, przeznaczony dla osób świeckich: „Czy osoba taka powinna płacić wyższe podatki, które zostaną przeznaczone na wspomnianą politykę, która przyniesie wiele zła?” Obecnie zostało mniej lub bardziej dowiedzione, że ingerencja „autorytetów” była tym, co przyczyniło się do skrzywdzenia gospodarek krajów rozwijających się. Przykładem jest Afryka: czy papież miał prawo wymagać od wiernych wspierania tego typu działań gospodarczych? To zaledwie kilka z ogromnej liczby poważnych pytań, które narosły wokół katolickiej nauki społecznej, i których nie da się zbagatelizować, mimo usilnych działań Storcka by potępić i uciszyć tych, którzy ośmielają się je zadać. Nie chodzi tu tylko o to, że niektóre rozwiązania gospodarcze są błędne, lecz również o to, że do ich propagowania wykorzystano otoczoną szacunkiem formę encykliki, co niepotrzebnie wywołało u wielu wiernych konflikt sumienia. Ich krytyka wynikała nie z chęci nieuzasadnionego przeciwstawienia się Stolicy Apostolskiej, lecz z posiadanej fachowej wiedzy naukowej.

Powróćmy na koniec do fragmentu mojego wykładu, który tak oburzył Storcka. Wnioski, jakie tam przedstawiłem postulowały, by w celu zwiększenia zarobków pracowników, zlikwidować podatki dla nowopowstających firm oraz zdecydowanie ograniczyć wpływ państwa na sektor prywatny. Rosnąca dzięki temu liczba inwestycji podniosłaby produktywność pracy, a co za tym idzie, uzyskalibyśmy więcej towarów, obniżkę cen i w dalszej kolejności zwiększenie możliwości nabywczych statystycznego konsumenta. Podatki, zarobki i inne aspekty polityki gospodarczej proponowane przez Storcka, jako rzekomo wynikające ze społecznej nauki Kościoła, stoją całkowicie w opozycji do proponowanych przeze mnie, czyli muszą przynieść dokładnie odwrotne skutki. Dlaczego nie miałbym mieć prawa o tym mówić? Storck nie odpowiada, zamiast tego woli obrzucać mnie inwektywami za samo poruszenie tematu.

Oczywiście pan Storck może oburzać się na skandaliczną zarozumiałość Thomasa Woodsa i postępować w sposób, jakby moje impertynenckie pytania nie wymagały odpowiedzi; mam wszelako nadzieję, że każdy rozsądny człowiek, czytając moje prace nie odniesie jednak wrażenia, że poruszone przeze mnie tematy są błahe i niepoważne, lub że można je odeprzeć poprzez proste odwołanie się do jakiegoś autorytetu. Koniec końców, złe z ekonomicznego punktu widzenia rozwiązanie nie zamienia się w magiczny sposób w dobre na mocy papieskiej decyzji, to samo tyczy się na przykład architektury. Pozostaje mi zatem wierzyć, że prędzej czy później istota mojej argumentacji zostanie zaakceptowana.

Thomas E. Woods
Data dodania: 2013-02-13 14:07:21
Artykul przeczytano 1980 razy
 
Artykuł skomentowano 2 razy
Dodaj komentarz
Suisirprng to think of something like that
Dodano: 2016-08-05 09:49:30
Dodał: ~2GXnbM3G
POCTIVc9 NEBANKOVNcd I SOUKROMc9 PŮJČKY AŽ DO VddŠE 1 500 000 KČ a SPLATNOSTcd AŽ 20 LET Bez poplatku , Bez nahledžened do rsiegtrů , Za poctivfdch podmednek . Finance jsou vyplaceny velmi rychle – kontaktujte ne1s ihned +420 605 849 726 nebo +420 731 341 324. Expres vyplacened exekuced , Sjednocened půjček do jedine9 a budete medt nižšed sple1tky . Stačed medt dům , byt , družstevned byt. Lze i nemovitost třeted osoby. Přefavěrujeme nevfdhodne9 půjčky , hypote9ky … A půjčit lze i navedc. NAŠIM CcdLEM JE ČESTNĚ POMc1HAT LIDEM Z FINANČNcd TcdSNĚ A POMc1Hc1ME PO CELc9 ČR .
Dodano: 2013-03-01 18:23:44
Dodał: ~GohlqkQdZUuoFtJknP
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.