Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Wiara i wolność

Prezentujemy kolejny tekst prof. Thomasa Woodsa, pochodzący ze zbioru pt. W obronie zdrowego rozsądku. Prof. Thomas Woods gościł w Polsce na zaproszenie Fundacji PAFERE w 2007 roku.
*  *  *

Począwszy od mniej więcej połowy dwudziestego wieku, historycy myśli ekonomicznej poświęcali coraz więcej uwagi dorobkowi i wpływowi, jaki wywarli późni Scholastycy – katoliccy teologowie wywodzący się głównie z Hiszpanii, żyjący w szesnastym i siedemnastym wieku. W swojej „Historii Analizy Ekonomicznej” (wydanej w 1954 r.), Joseph Schumpeter w następujących słowach docenił ich znaczenie: „To właśnie oni, bardziej niż jakakolwiek inna grupa, pasują do określenia ojców naukowej myśli ekonomicznej”. Stwierdzenie Schumpetera rozszerzył jeszcze Raymond de Roover, publikując w rozmaitych akademickich czasopismach serię artykułów torujących drogę do lepszego poznania myśli tych zapomnianych postaci, wypełniając zarazem luki w ówczesnym stanie wiedzy o poglądach na ekonomię w czasach późnego średniowiecza i u progu ery nowożytnej, zwłaszcza w kwestii tzw. ceny sprawiedliwej. Zanim pojawiły się opracowania de Roovera, scholastyczne podejście do tego problemu było przedmiotem wielu przeinaczeń, często groteskowych; dla przykładu przypisywano Scholastykom twierdzenie, iż istnieją obiektywne kryteria, które mogą być pomocne w określeniu sprawiedliwej ceny danego dobra.

Roover dowiódł czegoś zupełnie przeciwnego: dla Scholastyków ceną sprawiedliwą była po prostu cena rynkowa, pojawiająca się w wyniku interakcji, jaka zachodzi na rynku między kupującymi a sprzedającymi (z tym jednak zastrzeżeniem, że jeśli państwo narzuci jakąś cenę na określony produkt, będzie ona postrzegana również jako sprawiedliwa. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że zdarzali się także Scholastycy, którzy sceptycznie podchodzili do cen nie ustalanych przez rynek, jak też kwestionujący zdolność państwa do ustalania i narzucania obiektywnie sprawiedliwej ceny). Poprzednie opracowania tematu, jak wykazał Roover, obarczone były wieloma błędami, ponieważ przywiązywały zbyt dużą wagę do dość osobliwych twierdzeń obiektywnie mało ważnego badacza, niejakiego Heinricha von Langensteina, dotyczących następstw rzekomego konsensusu między Scholastykami a kanonistami.

Wizja średniowiecznej ekonomii, przekazana przez dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych romantyków, w której teologowie wspierali ustalanie przez państwo „cen sprawiedliwych” i zalecali system cechowy jako gwarancję sprawiedliwości, zarówno dla sprzedających, jak i kupujących, nie wytrzymała konfrontacji z ustaleniami de Roovera. W tej ostatniej kwestii okazało się, że nawet jeśli – a i to dość rzadko – Scholastycy pisali o systemie cechowym, czynili to głównie po to, by zganić go za monopolistyczne ciągoty. „Nie znajduję w ich pismach żadnego dowodu na faworyzowanie cechów, choć są one tak często przedstawiane jako idealne organizacje społeczeństwa chrześcijańskiego, rekomendowane jako panaceum na zło jakie niesie współczesna industrializacja” – pisał de Roover.

Chociaż dzieła de Roovera wywołały pewne kontrowersje, dysputy o nich skupiały się i bardziej dotykały problemów raczej peryferyjnych, niż samej istoty zagadnienia. Jedynymi autorami, którzy odrzucili w całości jego twierdzenia byli zdeklarowani przeciwnicy wolnego rynku, którzy po prostu woleli, żeby historyczne świadectwa były inne. Natomiast tych, którzy opowiadali się za gospodarką rynkową, odkrycia Roovera pociągały i zachwycały. Już w latach siedemdziesiątych, Murray Rothbard rozpoczął pracę nad dłuższą rozprawą o odkrytych na nowo późnych Scholastykach, zwieńczeniem czego było włączenie jej do wydanej pośmiertnie Myśli Ekonomicznej przed Adamem Smithem, stanowiącej pierwszy tom jego Historii Myśli Ekonomicznej z Perspektywy Szkoły Austriackiej.
Najlepszym monograficznym studium późnoscholastycznej myśli ekonomicznej, opartym zarazem na solidnym i oryginalnym materiale źródłowym, jest książka Alexandro Chafuena zatytułowana Wiara i Wolność. Myśl ekonomiczna póżnych Scholastyków. Znajdujemy w niej usystematyzowany wykład poglądów Scholastyków na ceny, płace, teorię wartości i wiele innych ekonomicznych zagadnień. Przytaczając niezliczone fragmenty oryginalnych dzieł, Chafuen umożliwił anglojęzycznej części świata zapoznanie się z wyborem najważniejszych komentarzy jakie pozostawili, a z których wiele aż do naszych czasów było pogrzebanych w przepaściach łacińskich traktatów, niedostępnych dla olbrzymiej większości nie znających tego języka współczesnych czytelników. Wiara i Wolność stanowi nieco rozszerzoną wersję książki Chafuena z 1986 roku pt. Chrześcijanie za wolnością. Ekonomia późnoscholastyczna. Oprócz zwyczajowych, niewielkich zmian, jak to ma miejsce w przypadku kolejnych wydań, obecna wersja została wzbogacona o dodatkowe rozważania dotyczące prawa własności i stanu ekstremalnego niedostatku, wyższej konieczności. Otóż Scholastycy uważali, że w przypadku, gdy człowiekowi (lub jego rodzinie) grozi śmierć głodowa, przywłaszczenie sobie przez niego rzeczy należących do kogoś bogatszego, nie może być uważane za kradzież. Zwracając się do swoich czytelników, wśród których większość stanowią przecież osoby o klasycznie liberalnych przekonaniach, Chafuen wykonuje kawał porządnej roboty objaśniając tę tradycję myślową i uspokajając sceptyków, że współczesne dyskredytowanie prawa własności w żaden sposób  nie łączy się, ani nie wynika z tego scholastycznego przyzwolenia. Co więcej, wskazuje też, że niektórzy uczeni (włączając w to św. Tomasza z Akwinu) naciskali by ktoś, kto w ekstremalnej sytuacji głodu zaspokoił go z cudzego dobra, gdy tylko będzie to możliwe dokonał jego restytucji na rzecz właściciela. Martin de Azpilcueta (1492-1586) napisał nawet, że: „Kto w stanie wyższej konieczności bierze coś cudzego, powinien to zwrócić gdy pojawi się taka szansa, niezależnie od tego czy posiada jakieś dobra czy nie, a także niezależnie od tego czy spożytkował to co wziął, czy też tego nie zrobił”.

Kolejnym spostrzeżeniem jakie poczynił Chafuen jest fakt, że gdy scholastycy mówili o ekstremalnej, ostatecznej potrzebie, mieli na myśli jej dosłowną ekstremalność. Chodzi tu zatem o taki rodzaj ubóstwa, jaki we współczesnym społeczeństwie praktycznie nie występuje. Byłoby zatem szczytem nieuczciwości powoływać się na ten scholastyczny kazus w obronie teorii państwa dobrobytu, czy jakiegokolwiek innego sposobu redystrybucji dóbr.

W kwestii „sprawiedliwej płacy”, która była źródłem niezliczonych konfliktów w kołach katolickich na przestrzeni minionego stulecia, późni Scholastycy wskazywali, że płaca winna być raczej przedmiotem wzajemnego ustalenia, niż na siłę „sprawiedliwą”. Według Luisa de Moliny (1535-1600), pracodawca zobligowany jest do „wypłacenia robotnikowi sprawiedliwie, ale wedle tego, co rzeczywiście wykonał, nie zaś kwoty, jakiej potrzebuje na wyżywienie siebie lub utrzymanie całej rodziny”. Domingo de Soto (1494-1570) argumentował, że jeśli ktoś „z własnej i nieprzymuszonej woli zaakceptował taką, a nie inną płacę za swoje usługi, musi być ona uznana za sprawiedliwą”, dodając, że „nie można uważać za skrzywdzonego kogoś, kto wyraził na takie warunki swoją zgodę”. Rada, jakiej udzielił niezadowolonym pracownikom była bardzo prosta: „Jeżeli nie chcesz pracować za konkretną płacę, odejdź!”

Powyższe cytaty mogą się wydać, delikatnie mówiąc, zaskakujące, skoro obecni luminarze Katolickiej Nauki Społecznej przyzwyczaili nas do myślenia, że płaca sprawiedliwa – rozumiana jako pozwalająca pracownikowi na utrzymanie siebie i rodziny na przyzwoitym poziomie – była w ten sposób definiowana na przestrzeni całych dziejów Chrześcijaństwa. Takich niespodzianek jest w omawianej książce więcej. Dla przykładu, omawiając kwestię wolności handlu, Chafuen cytuje Leonarda Lessio (1554-1623), który pisze tak: „Jeśli, bez żadnej specjalnej przyczyny, magistraty naszych miast przepędziłyby wszystkich zagranicznych kupców, i z tego powodu ceny dóbr niewątpliwie by wzrosły, władze te winny zrekompensować mieszkańcom straty, jakie ponieśli z powodu tych podwyżek”. Jeśli natomiast chodzi o inflację pieniądza, przytacza zdanie Juana de Mariana (1536-1624): „Król nie ma władzy nad rzeczami należącymi do ludzi, i nie może im ich odebrać w całości, ani w części. Popatrzmy: czy byłoby właściwym, gdyby król zaszedł do prywatnej stodoły i zabrał sobie połowę zgromadzonego w niej ziarna, za całe odszkodowanie radząc właścicielowi by to, co mu pozostało, sprzedał za podwójną cenę? Nie sądzę, by udało się znaleźć osobę z na tyle wypaczonym osądem, by takie postępowanie zaakceptowała; a jednak dokładnie to samo dokonuje się w przypadku bicia miedzianych monet”.

W pozostałych rozdziałach autor omawia punkt widzenia Scholastyków na takie sprawy jak: finanse publiczne, teorie monetarne, handel i kupiectwo, sprawiedliwy podział dóbr czy kwestię zysków. Zanim jeszcze dotrzemy do końca książki, ewentualne mniemanie o Scholastykach jako bliskich krewnych dwudziestowiecznych korporacjonistów, czy wręcz – co jest już zupełnym absurdem – jakichś proto-marksistach, jest kompletnie obalone.

Chafuen dowodzi również, że wbrew tym, którzy chcieliby wierzyć, iż Scholastycy uznawali ustalanie ceny dóbr wedle ich „obiektywnej wartości”, tak naprawdę byli oni wyznawcami subiektywnej teorii wartości. Stanowi to ciężki orzech do zgryzienia dla niektórych katolików, zwłaszcza tych, którzy czują do wolnego rynku wyraźną antypatię, skoro naciskają na interpretowanie terminu „wartości subiektywnej” jako czegoś implikującego relatywizm czy wręcz nihilizm. Sprawę tę wyjaśnia nam wywód Luisa Saravía de la Calle, którego stanowisko w tej kwestii możemy uznać za reprezentatywne dla wszystkich Scholastyków:

„Ci, którzy wyliczają sprawiedliwą cenę na podstawie pracy, kosztów i ryzyka poniesionych przez osobę, która zajmuje się handlem lub wytwarzaniem, albo na podstawie kosztów transportu, lub też z wydatków poniesionych na podróżowanie do i z targu, jak też na podstawie tego, ile trzeba zapłacić pośrednikom za ich pilność, ryzyko i pracę, są w wielkim błędzie, a jeszcze bardziej ci, którzy zezwalają na pewny zysk pięcio- lub dziesięcioprocentowy. Ponieważ sprawiedliwa cena wyrasta z obfitości lub niedoboru dóbr, handlowców i pieniędzy, jak to zostało powiedziane,
a nie z kosztów, pracy i ryzyka. Gdybyśmy mieli rozważyć pracę i ryzyko w celu oszacowania sprawiedliwej ceny, żaden handlowiec nigdy nie doznałby straty, ani też żadna obfitość czy niedostatek dóbr lub pieniędzy nie byłyby brane pod uwagę. Czemuż to bela płótna przywieziona wielkim kosztem drogą lądową z Anglii, miałaby kosztować więcej niż ta sama bela transportowana o wiele taniej morzem? Albo dlaczego ręcznie przepisana księga miałaby być droższa od drukowanej, której wytworzenie kosztuje o wiele mniej? Cenę sprawiedliwą określa bowiem nie koszt produkcji, ale powszechne mniemanie”.

W przypadku, gdyby ta zależność nie była oczywista, Chafuen zamyka swoją książkę czyniąc szybkie porównanie miedzy Późnymi Scholastykami a klasyczną ekonomią liberalną. I choć także w tym rozdziale, podobnie jak w całej pracy, trzyma się naukowego i profesjonalnego stylu, ujawnia nam jednak bezpośrednio swoje odczucia, wyraźnie wskazując, po czyjej stronie się opowiada. Jednak, w przeciwieństwie do swoich oponentów, Chafuen nie szafuje ekskomunikami. Nigdzie w jego tekście czytelnik nie znajdzie śladu zawziętości czy furii skierowanej przeciwko tym, którzy dezawuują jego dzieło; w tym sensie jest on godnym kronikarzem scholastycznej tradycji intelektualnej, którą stara się wskrzesić. Wyraźnie widać zatem, że książka Chafuena może stanowić niezastąpioną pomoc w procesie prostowania poglądów tzw. katolickiej lewicy, a w zasadzie całego wiodącego nurtu myślowego współczesnego chrześcijaństwa, którego postrzeganie historii myśli ekonomicznej opiera się zbyt często na zbiorze fałszywych przekonań. W mniejszym natomiast stopniu widoczne jest, że stara się również powstrzymać pewną grupę tradycyjnych katolików przed potępianiem wolnego rynku który według nich, jako wytwór współczesnego modernizmu, ipso facto na takie potępienie zasługuje. Jest to ta gałąź katolicyzmu, która chce odrzucić wolny rynek jako szelmowski wymysł Oświecenia, w zamian wzywając do odrodzenia średniowiecznych cechów (gildii), tudzież wprowadzenia modelu dystrybucji opartego na małych posiadaczach ziemskich, jak to proponowali Hilaire Belloc i G.K. Chesterton. Ostatnią rzeczą, jaką ludzie ci chcieliby usłyszeć jest fakt, że idee wolnorynkowe, może w nie do końca wykrystalizowanej formie, ale jednak, pojawiły się na długo przed Oświeceniem, a myśl samego Oświecenia była po części inspirowana przez idee Scholastyków, by przywołać tylko fakt, że słynna Encyklopedia francuska żywcem skopiowała analizę procesu ustalania cen, jakiej dokonali. Niestety, rezultatem takiej postawy było zignorowanie dzieła Chafuena i wcześniejszych badaczy, takich jak de Roover, i kontynuowanie pisania o tych sprawach w sposób, jakby rewolucja, którą w dziedzinie rozumienia historii myśli ekonomicznej wywołali, w ogóle nie miała miejsca. To, że niektóre katolickie publikacje w ostatnich miesiącach pełne były nonsensów opartych na nieprzemyślanych i niereformowalnych przeświadczeniach, dobitnie świadczy o stosunku ich autorów do prawdy  i rzetelności intelektualnej, pokazując zarazem dobitnie, z czym stara się walczyć Profesor Chafuen.

Ci z nas, którzy mają odwagę pisać i wypowiadać się w tym samym duchu, zaciągnęli u Profesora szczególny dług wdzięczności za jego pionierską i wartościową pracę. Wiara i wolność to oszałamiająca książka, która już stała się klasyką literatury tematu i niezastąpionym punktem wyjścia dla każdego, kto interesuje się historią myśli ekonomicznej późnego średniowiecza i wczesnej epoki nowożytnej, a co za tym idzie dla wszystkich, których pociąga historia wolności.

Thomas E. Woods
Data dodania: 2013-01-30 14:32:21
Artykul przeczytano 2167 razy
 
Artykuł skomentowano 2 razy
Dodaj komentarz
That's really srewhd! Good to see the logic set out so well.
Dodano: 2013-05-22 10:22:03
Dodał: ~pXPsdRZmQWYvZiCl
A piece of erudition ulnkie any other!
Dodano: 2013-05-21 02:46:31
Dodał: ~qWQqNPrV
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.