Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Adam Heydel: Skargi na brak inicjatywy prywatnej

Publikujemy fragment dzieł polskiego ekonomisty międzywojennego Adama Heydla. Jego prace postanowił przybliżyć Instytut Misesa. Na rynku ukazał się właśnie I tom „Dzieł zebranych”.

*  *  *

Nie można odmówić naszym specjalistom od „gospodarki planowej”wytrwałości. Wygrywają z przekonaniem jedną i tę samą melodię. Bywa to monotonne, ale zaoszczędza czasu. Któż by studiował owe wstępne artykuły od początku do końca? Z góry wiadomo: trzeba planować, kierować, inwestować, bo brak inicjatywy prywatnej. Takie już przyszły smutne czasy i skarlałe pokolenia. Eksportować nikomu się nie chce, inwestować się boją…

Jak to się stało, że doszło do takiej degeneracji? Przed wojną powstała, rozwijała się i bogaciła w „amerykańskim tempie” Łódź i Zagłębie Dąbrowskie, i Śląsk, i zagłębie naftowe Galicji. Świetnie stało rolnictwo poznańskie, ogromne postępy robiło rolnictwo w Kongresówce. Nie obawiano się eksportu (rynki wschodnie), nie obawiano się inwestowania.

Warto by ustalić najpierw, czy to wszystko rzeczywiście tak bardzo się zmieniło, a jeśli tak jest – czy nie ma po temu przyczyn obiektywnych. Zacznę od faktów niespornych: przemysł polski i rolnictwo odbudowały się z ogromną energią ze zniszczeń wojennych. Taka jest – o ile mi wiadomo – oficjalna i propagandowa teza. Tak czy nie?

Prywatna gospodarka polska wykazywała ogromną dynamikę w latach 1926–1929. Stwierdzają to cyfry. Co więcej, karmiona drogimi kredytami, jak smok wawelski zatrutą baraniną, łapczywie objadała się tymi kredytami, aż pękła z chwilą nastania kryzysu. To także wydaje się niewątpliwe. Czy te wszystkie fakty świadczą o braku inicjatywy prywatnej? Można jej – zapewne – zarzucać krótkowzroczność i brak ostrożności. Ludziom w Polsce śpieszyło się (trudno im się dziwić) do tego, żeby dobrze jeść, a nie dbali o to, żeby dobrze spać. To prawda. Ale jeżeli co można stwierdzić w tych objawach, to raczej skłonność do „grynderki” niż brak inicjatywy.

Minęły dawno te piękne dni Aranjuezu. „Oderwaliśmy się od koniunktury światowej” w myśl haseł planistów, tylko właśnie w najmniej właściwym momencie, tj. wtedy gdy na świecie kryzys minął. Nie wyzyskaliśmy dobrej koniunktury lat 1933–1937. Zabrakło oliwy w maszynie, koła zgrzytają, zacierają się, gospodarka idzie naprzód ciężko i z oporem. Taka kuracja mogła być potrzebna jako antidotum na inflacyjne jeszcze resztki lekkomyślności. Ale kuracja trwa za długo. Osłabiła ona z pewnością rozpęd i skłonność do ryzyka. Ryzyko stało się oczywiste, ale tylko w znaczeniu ujemnym. Nie sposób dostrzec jego pozytywnej przeciwwagi. Ale prawda! Są dziedziny, w które może się jeszcze wcisnąć inicjatywa prywatna: budownictwo domów mieszkalnych. Ta produkcja rozwijała się i kwitnie, jak to widać z owych fundamentów zakładanych na gwałt przed feralnym 1 stycznia 1939 roku.

Tak – w skrócie – wygląda inicjatywa prywatna w Polsce powojennej. Nie chcę twierdzić, że w tej chwili wygląda pomyślnie, ale niejednemu z owych „myślicieli ekonomicznych” z wstępnych artykułów warto by zaproponować, by ze sutym udziałem przeprowadził któryś z interesów eksportowych między Scyllą i Charybdą przepisów, urzędów, biur, zakazów i pozwoleń. Warto by mu także ze składek zebrać kapitalik i popatrzeć, co z nim zrobi. Niechby się tylko poinformował u fachowców, co jest rentowne i co pewne! Fundamentów już mu po pierwszym stycznia budować nie warto. W tych warunkach wątpię, czy zdobyłby się na większy heroizm niż kupno akcji Banku Polskiego… A to istotnie nie świadczy o inicjatywie.

*  *  *

Nie wierzę w nagłą degenerację gospodarki polskiej. Jeżeli w dziedzinie inicjatywy coś się psuje, to muszą być po temu obiektywne powody. Jeżeli jedyną zatoką, do której płynął w Polsce kapitał w ciągu ostatnich lat, było budownictwo domów mieszkalnych, to było tak ze względu na ulgi podatkowe. Jeżeli ten sam kapitał nie idzie gdzie indziej, to dlatego że w tych dziedzinach rentowność podcięta jest podatkami.

Powiedział ktoś, że w Polsce ma się albo dochody, albo majątek. Powiedzenie to jest paradoksalne, bo majątek, który nie daje dochodów, przestaje być majątkiem. Ale powiedzenie to obrazuje dobrze ogólną sytuację gospodarki w Polsce. W Polsce można mieć dochody z pracy. Nie sposób mieć dochodów z kapitału – dochodów odpowiadających wielkości tego kapitału. Przez parę lat może tak być, może to się ciągnąć, ale na dłuższą metę oznacza oczywiście deprecjację kapitału, czyli dekapitalizację. A ona z kolei pociągać musi fakt, że także i dochody z pracy zatrudnionej w gospodarce prywatnej powoli zanikają. Marne, ale nieco trwalsze dochody daje praca urzędnika państwowego lub pracownika państwowego przedsiębiorstwa, ale i to dopóki się ucho nie urwie, tj. póki źródła podatkowe nie zaczną wysychać.

Niektórym „planistom” może się to podobać: doprowadzenie do stanu, w którym dochody płyną tylko z pracy, może się im wydawać osiągnięciem ideału. Tylko nie wolno im się w takim razie dziwić, że te dochody są małe, ani nie wolno przerzucać na gospodarkę prywatną winy za brak twórczej inicjatywy gospodarczej.

Adam Heydel

*  *  *

Od Wydawcy:

 

 

Instytut Misesa przywraca pamięć o zapomnianym polskim ekonomiście

Rozwój myśli wolnorynkowej w Polsce, począwszy od początków II Rzeczpospolitej a na okresie powojennym skończywszy, był cały czas mocno ograniczany a wręcz tłamszony przez ówczesnych rządzących. Etatystyczna propaganda w okresie rządów sanacyjnych i podporządkowanie niemalże każdej sfery życia marksizmowi w czasach PRL sprawiły, że w społecznej świadomości zapisały się przede wszystkim takie nazwiska jak Oskar Lange czy Stanisław Krusiński. Mało kto jednak pamięta, że możemy poszczycić się rodakiem, który dysponował talentem analitycznym Misesa i rozmachem intelektualnym Hayeka – czyli najwybitniejszych ekonomistów z tak zwanej szkoły austriackiej, w miejsce kolektywizmu propagującej wolność gospodarczą i indywidualną odpowiedzialność.

Adam Heydel żył w latach 1893-1941, był profesorem ekonomii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za krytykę interwencjonizmu gospodarczego Polski międzywojennej i polityki piłsudczyków został usunięty z katedry ekonomii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmował się takimi zagadnieniami jak pojęcie produktywności czy teoria dochodu społecznego (obydwa z resztą doczekały się odrębnych publikacji). Jego życie i twórczość przerwała II Wojna Światowa – mimo, iż mógł podpisać Volkslistę, nie zdecydował się na pohańbienie polskości i swą decyzję przypłacił życiem – zesłany do Auschwitz został rozstrzelany w 1941 r.

Czy gdyby dane mu było przeżyć wojnę doczekalibyśmy się kolejnych dzieł, które mogłyby w jakiejś mierze przyczynić się do poprawy sytuacji gospodarczej w Polsce, pomóc wykształcić nowe elity? Niestety to pytanie zostawić musimy bez odpowiedzi, natomiast dzięki Instytutowi Ludwiga von Misesa i jego ofiarodawcom po raz pierwszy możemy dziś zapoznać się z całością myśli Heydla, jego krytyką systemu gospodarczego II RP, jego spojrzeniem na etyczny wymiar aktywności gospodarczej a także poglądami Heydla na polską tożsamość i tradycję narodową. Wiele artykułów, które trafiły do „Dzieł Zebranych” zostało odnalezionych w prywatnych archiwach rodzinnych, zbiorach bibliotecznych w Polsce i za granicą, niektóre z nich ujrzą światło dzienne po raz pierwszy od czasu wybuchu II Wojny Światowej.

Wszystkie najważniejsze prace polskiego ekonomisty możemy znaleźć w dwóch eleganckich tomach (tom trzeci w przygotowaniu), wzbogaconych o zbiory fotografii pochodzących z archiwum rodziny Heydlów.  Czytając „Dzieła Zebrane” warto uświadomić sobie jak bardzo pewne racje i argumenty pozostają uniwersalne niezależnie od zmieniających się czasów. Co więcej dzięki lekturze twórczości Adam Heydla stwierdzamy, że aby je odkryć nie musimy wcale szukać daleko.

Data dodania: 2012-12-31 15:59:34
Artykul przeczytano 2453 razy
 
Artykuł skomentowano 2 razy
Dodaj komentarz
Thanks very much for your reply Liz. I really appirceate you taking the time to comment.Thanks also for the links. Somebody told me about Swiffy for iPads today and I'd not heard of it before I read your comment early this morning. I think you are absolutely right that you can never please everyone all the time and we may just have to use an interim solution for this until HTML5 output is more widespread. By then there will be another issue!Regards,Rebekah
Dodano: 2015-10-23 09:15:53
Dodał: ~orQ3rxw2SxxY
Finllay! This is just what I was looking for.
Dodano: 2013-05-20 07:55:02
Dodał: ~AfNFCpZYXif
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.