O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jednostka a społeczeństwo

Niedawno temu pewien mój przyjaciel, który z natury jest filozofem, podzielił się ze mną swoją refleksją: "Historia Stanów to historia walki między jednostką a całym społeczeństwem". Kilka dni... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

"Szara strefa" i moralność

Niedawno prasa doniosła, że w Krakowie powstała specjalna szkoła dla spowiedników. Rozmawiałem na ten temat ze znajomym zakonnikiem, który powiedział mi sporo ciekawych rzeczy.

Na przykład – że jezuici mają prawo udzielać rozgrzeszenia w sprawach bardziej skomplikowanych, ale m.in. dlatego, że przechodzą specjalne przeszkolenie w zakresie spowiedzi, zakończone bardzo trudnym egzaminem. Polega on m.in. na tym, że egzaminowany „spowiada” jednocześnie aż trzech „penitentów”, którzy wymyślają niezwykle zagmatwane sytuacje, a on, na oczach przysłuchującej się publiczności, złożonej ze znających się na rzeczy konfratrów, musi na poczekaniu rozwikłać przedstawiony problem, w dodatku zgodnie nie tylko z zasadami chrześcijańskiej moralności i prawem kanonicznym, ale również w formie przekonującej penitenta i wzbudzającej w nim postanowienie poprawy. Jeśli tak, to krakowska szkoła ma przed sobą bardzo obiecującą przyszłość, oczywiście pod warunkiem pewności, że żaden z tamtejszych wykładowców nie figuruje w notatkach ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Ale nie o tej sprawie chciałbym tu pisać, bo w informacji o krakowskiej szkole  zaintrygowała mnie jedna rzecz, mianowicie potraktowanie unikania płacenia podatków jako oczywistego grzechu. Skłania to do zastanowienia się nad charakterem ekonomicznej refleksji w Kościele katolickim w ogóle, a uwzględnieniem spraw podatkowych w szczególności.

Wyzysk prywatny i publiczny


Wyzysk ze strony prywatnego pracodawcy jest w Kościele katolickim rozpracowany stosunkowo dobrze, a owocem refleksji nad tym zagadnieniem jest umieszczenie zarywania pracowników, tzn. unikanie wypłacania im należnego wynagrodzenia w kategorii „grzechów wołających o pomstę do nieba”. Warto jednak przy tym przypomnieć o zasadzie, która dzisiaj wydaje się trochę zapomniana. Chodzi oczywiście o zasadę volenti non fit iniuria, czyli chcącemu nie dzieje się krzywda. Leży ona u podstaw stosunków cywilno-prawnych, a więc i stosunku pracy najemnej, wprowadzając domniemanie, że jeśli ktoś zawarł umowę na określonych i znanych mu warunkach, to znaczy, że tego właśnie chciał. Domniemanie oznacza, ze nie trzeba tego dowodzić, a przeciwnie; jeśli ktoś twierdziłby, ze tak naprawdę chciał czegoś innego, niż ustalił w umowie, to musi dowieść, że został do jej zawarcia zmuszony siłą, groźbą, bądź podstępem. Jestem pewien, że i moralność katolicka stoi na gruncie tego domniemania, bo ono właśnie uzasadnia uznanie zarywania pracowników za grzech wołający o pomstę do nieba.

Podnoszą się jednak głosy, że bardzo wiele, a może nawet większość umów o pracę zawierana jest pod przymusem. Pracownik bowiem zmuszony jest przyjąć proponowane warunki ze względu na sytuację gospodarczą w jakiej się znalazł, bo gdyby był w lepszej, to nigdy by takich warunków nie przyjął. Wydaje się jednak, że mamy tu do czynienia z nieporozumieniem, polegającym na pomieszaniu zewnętrznego przymusu i wewnętrznej motywacji, to znaczy – na utożsamieniu jednego z drugim. Czy przyjęcie gorszych warunków pracy i płacy w sytuacji, gdy alternatywa w postaci braku zatrudnienia i zarobku byłaby jeszcze gorsza, należy traktować jako efekt przymusu, a więc wyzysku? Nie jestem przekonany, bo nikt nie uważa za wyzysk sytuacji odwrotnej – gdy pojedynczy pracownik lub związek zawodowy, korzystając z sytuacji na rynku pracy, przekonuje pracodawcę do zaoferowania korzystniejszej stawki za tę sama pracę. A przecież sytuacja w obydwu przypadkach jest identyczna; pracownik jest motywowany do przyjęcia skromniejszych warunków, bo alternatywa jest od nich jeszcze gorsza, zaś pracodawca jest motywowany do zaoferowania wyższych zarobków pracownikom, bo alternatywa, w postaci niedoboru zatrudnienia też jest dla niego jeszcze gorsza. Obok tego obiektywnego czynnika jest jeszcze kwestia praktyczna. Otóż ustalenie prawdziwej motywacji może w większości przypadków nastręczyć ogromne trudności dowodowe. Któż może naprawdę wiedzieć, co ktoś inny w jakimś momencie sobie myślał? Dlatego też zasada volenti non fit iniuria jednym cięciem te wątpliwości rozstrzyga.

O ile jednak, nawet uwzględniając przedstawiony problem, kwestia wyzysku, że tak powiem, „prywatnego”, została w Kościele katolickim rozpracowana stosunkowo dobrze, o tyle można odnieść wrażenie, że kwestia wyzysku ze strony państwa dopiero czeka na takie rozpracowanie. A przecież w dzisiejszych czasach, zwłaszcza przy dobrze funkcjonującym wymiarze sprawiedliwości, wyzysk „prywatny” staje się zjawiskiem stosunkowo rzadkim, zwłaszcza na tle szalejącego wyzysku ze strony państwa, przede wszystkim w postaci podatków oraz innych przymusowych świadczeń pieniężnych.

Między nami, niewolnikami

 W 1995 roku Centrum Adama Smitha w Warszawie przeprowadziło badania nad rozmiarem konfiskaty dochodu statystycznej rodziny pracowników najemnych, zatrudnionych poza rolnictwem. Po zsumowaniu wszystkich podatków, opłat i składek, jakie rodzina ta pod przymusem wpłaca na rzecz władzy publicznej okazało się, że państwo konfiskuje jej aż 83 procent rocznego dochodu! Oczywiście część tych pieniędzy później do tej rodziny wraca w postaci tzw. „konsumpcji zbiorowej”, a więc ochrony zdrowia, edukacji, czy świadczeń z ubezpieczenia społecznego, ale w tym przypadku chodziło o rozmiar konfiskaty. Już pierwszy rzut oka pokazuje, że sytuacja rodziny pracowników najemnych w Polsce jest bardzo zbliżona do sytuacji rzymskiego niewolnika w okresie Cesarstwa, kiedy to właściciele majątków oddawali je niewolnikom w administrację, w ramach tzw. peculium, którego właścicielem formalnie pozostawał pan, ale faktycznie niewolnik gospodarzył tam samodzielnie. Rozliczenie niewolnika z właścicielem wyglądało trochę mniej korzystnie, niż rozliczenie współczesnego pracownika najemnego z państwem, ale kiedy uwzględni się okoliczność, że właściciel musiał niewolnika kupić, zakwaterować na własny koszt, żywić, odziewać i leczyć, to okazuje się, że wszelkie różnice zanikają. To zestawienie pokazuje  rozmiar wyzysku ze strony państwa.

Instynkt samozachowawczy, czy grzech?

Publikacje GUS przynoszą szacunkową informację, że około 30 procent produktu krajowego brutto, a więc tego, co zostało wytworzone i sprzedane, powstaje w „szarej strefie”, a więc w konspiracji przed władzą publiczną. Celem tej konspiracji jest przede wszystkim unikanie płacenia podatków, co wykładowcy krakowskiej szkoły spowiedników skłonni są uważać za bezwzględny grzech, a w każdym razie taki ich pogląd przekazała prasa. Warto jednak zastanowić się nad przyczynami, dla których tylu ludzi ryzykuje konspirację. Czy przyczyną schodzenia do konspiracji nie jest przypadkiem świadomość, że w przeciwnym razie działalność gospodarcza przestanie być rentowna, co pozbawi zainteresowanego jakichkolwiek dochodów? Jeśli tak, to wygląda na to, że główną przyczyną konspiracji jest instynkt samozachowawczy. I chociaż władza publiczna nie dostaje oczekiwanych podatków, to jednak rodziny konspirujących mają źródło utrzymania, a kto wie, czy to nie dzięki tej pełnej ryzyka konspiracji gospodarka odnotowuje stały wzrost i nie upada.

Pojawia się w tym momencie pytanie, czy chrześcijanin  zobowiązany jest w sumieniu do bezwzględnego podporządkowania się obowiązkowi płacenia podatków bez względu na ich wysokość? Czy zbyt wysokie podatki nie są urągającym sprawiedliwości wyzyskiem, rodzajem „grzechu wołającego o pomstę do nieba”? Czy istnieje jakieś moralne uzasadnienie „szarej strefy”?

Dura necessitas

W etyce chrześcijańskiej występuje hierarchia dóbr, również i tych, które mają jednoznacznie pozytywną konotację. Dla przykładu; życie (chronione przez przykazanie V) stoi w tej hierarchii wyżej od własności, która jest chroniona przykazaniem VII. Właśnie dlatego na gruncie moralności katolickiej wyrosło pojęcie „dura necessitas”, czyli twardej konieczności, która pozwala na poświęcenie dobra stojącego niżej w hierarchii dla ratowania dobra stojącego w hierarchii wyżej. Na przykład kradzież chleba w sytuacji zagrożenia życia wprawdzie nie przestaje być kradzieżą, ale ta kradzież nie jest uznawana z grzech, bo konieczność ochrony zagrożonego życia usprawiedliwia moralnie naruszenie cudzej własności.

Wydaje się, że w przypadku fiskalizmu mamy do czynienia z sytuacją, jeśli nie tożsamą, to z całą pewnością – analogiczną. Wobec tego nie można wykluczyć, że dura necessitas, jeśli nie we wszystkich, to prawdopodobnie w większości przypadków może usprawiedliwiać zejście do konspiracji w „szarej strefie”. Ale to oczywiście są tylko takie przypuszczenia felietonisty, który nie jest przecież wykładowcą krakowskiej szkoły spowiedników. Ciekawe, jakie stanowisko oni zajmą w tej sprawie i co absolwenci szkoły będą później mówili ludziom w konfesjonałach.

Stanisław Michalkiewicz  

Artykuł pochodzi z 2006 roku. Stanowi część naszej Biblioteki Wolnorynkowej Online...
Data dodania: 2017-01-17 18:00:00
Artykul przeczytano 3071 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.