Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Groźne państwo opiekuńcze

Prezentujemy wywiad z prof. Alejandro Chafuenem, prezesem amerykańskiej fundacji Atlas, badaczem katolickiej myśli ekonomicznej, który ukazał się w "Naszym Dzienniku". Prof. Alejandro Chafuen gościł w Krakowie 8-9 września 2012 na zaproszenie Fundacji PAFERE

Panie Profesorze, czy współczesne państwo opiekuńcze da się pogodzić z katolicyzmem?

- Wszystko zależy od tego, jak państwo opiekuńcze zdefiniujemy. W wydawanych jeszcze 50 lat temu encyklopediach katolickich, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, zawierających "nihil obstat" i "imprimatur", pod hasłem "welfare state" [dosłownie "państwo dobrobytu", pod którym to terminem w Polsce kryje się "państwo opiekuńcze" - przyp. red.] znajdujemy stwierdzenie, że jest to koncepcja całkowicie zgodna z doktryną katolicką. Warto jednak podkreślić, że w owych czasach rodzina była jeszcze "nietknięta", a więc ludzie posiadali więcej dzieci i stąd możliwe było założenie, że państwo opiekuńcze można wcielić w życie, bo przyszłe pokolenia będą mogły bez trudu spłacić koszta jego funkcjonowania. Niestety, rozrost państwa spowodował niezamierzony skutek w postaci przekroczenia przez państwo pewnych granic istniejących wewnątrz rodziny. W wielu aspektach ludzie zamiast liczyć na siebie i na pomoc rodziny, tak jak to było wcześniej przez całe wieki, zaczęli liczyć na państwo. To spowodowało, że rola rodziny się zmniejszyła, a zwiększyła się rola państwa, które przejęło na siebie te obowiązki, które do tej pory wypełniała rodzina.

Kościół katolicki dostrzegł te zagrożenia.

- W 1991 roku Ojciec Święty Jan Paweł II wydał encyklikę "Centesimus annus", w której ostrzegał przed rozrostem państwa, biurokracji. Kościół był już świadom istnienia negatywnych konsekwencji istnienia państwa opiekuńczego, bo Papież te zjawiska widział. Był to, chciałbym podkreślić, pierwszy przypadek, kiedy w oficjalnym watykańskim, papieskim dokumencie widzimy to właśnie ostrzeżenie: "Państwo opiekuńcze może osłabić rodzinę i społeczeństwo". Także Jan Paweł II jako pierwszy Papież tak mocno podkreślał rolę przedsiębiorcy i wagę kapitału ludzkiego.
Oczywiście, Kościół nie krytykuje idei państwa dobrobytu jako samej w sobie. Istnieje pewien poziom dopuszczalnej pomocy osobom biednym, starym, chorym, który mieści się absolutnie w ramach doktryny katolickiej. Natomiast nigdy nie można przekroczyć poziomu, poza którym reguły rządzące państwem opiekuńczym sprzeciwiają się tradycyjnej rodzinie i społeczeństwu. Wtedy takie państwo staje w kolizji z katolicyzmem.

Czy można w takim razie powiedzieć, że założenia państwa dobrobytu, opracowane jeszcze przed II wojną światową, a nawet w XIX wieku, były dobre, ale potem, po wojnie, a zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu latach, przez swoje wynaturzenie państwo opiekuńcze stało się zaprzeczeniem tej idei?

- Ja urodziłem się oczywiście po wojnie, ale z tego, co słyszałem i co badałem, wynika, że już w okresie przedwojennym pojawiały się pewne głosy, które ostrzegały przed negatywnymi skutkami pojawienia się państwa opiekuńczego. A przecież o wielu patologiach nie było wtedy jeszcze mowy. Nie wątpię jednak, że wielu ludzi, którzy te rozwiązania promowali, starało się wcielać je w życie, czyniło to jak najbardziej w dobrej wierze. Ale byli na pewno też tacy, którzy czynili to w złej wierze, bo starali się wzmocnić potęgę państwa, niestety kosztem rodzin i społeczeństwa, ograniczając nasze prawa, naszą wolność.

Pojęcie "państwa opiekuńczego" kojarzy się ludziom pozytywnie, również katolikom, bo przecież można posunąć się do stwierdzenia, że w ten sposób realizujemy postulat pomocy ludziom będącym w potrzebie. Że wypełniamy przykazanie miłości. Dlaczego jednak, Pana zdaniem, obecne państwo opiekuńcze jest w wielu punktach sprzeczne właśnie z doktryną katolicką?

- Pamiętajmy, że dla katolików wszelka władza pochodzi od Boga. Ale nie można przypisywać atrybutów Boga państwu, gdyż państwo nie może być wszechmocne. Dlatego jest czymś złym, gdy państwo uzurpuje sobie coraz więcej kompetencji. Wytłumaczę to na przykładzie Stanów Zjednoczonych, mojej obecnej ojczyzny.  Otóż rząd pod auspicjami państwa opiekuńczego stara się narzucić katolickim szpitalom i katolikom tam pracującym wykonywanie określonych zabiegów, np. podawanie kobietom pigułek poronnych. I dzieje się to wbrew przekonaniom tych ludzi, a czyni to właśnie "państwo opiekuńcze". Można więc powiedzieć, że coś, z czym wiązaliśmy pozytywne konotacje, coś na kształt filmu "Odyseja kosmiczna 2001", przeobraziło się w potwora, który pożera kolejne obszary naszej wolności, ma coraz więcej władzy nad nami.

Propagatorami państwa opiekuńczego w najbardziej skrajnej formie, totalitarnej, byli i są komuniści. Forsując ideę państwa na wskroś "opiekuńczego", bronili się haniebnym argumentem, że pierwsze idee komunizmu przekazuje Nowy Testament. To miało im zjednać poparcie, a przynajmniej neutralność ludzi wierzących...

- Jednym z najważniejszych elementów przesłania Chrystusa, Kościoła, jest przykazanie "Nie kradnij", a to przykazanie komuniści nagminnie łamali. Zarówno Kościół, jak i liberalni filozofowie świeccy, tacy jak John Locke, twierdzili, że całe bogactwo, jakie Bóg stworzył, istnieje po to, aby zostało podzielone między ludzi. Ale własność lepiej jest dzielona, jeśli znajduje się w prywatnych rękach, nigdy w rękach państwa. Zresztą, pojęcie własności prywatnej wzięło się właśnie z walki jednostki o utrzymanie wielopokoleniowej rodziny.
Pierwsi apostołowie żyli, mając wszystko wspólne, dlatego także dziś niektórzy ludzie posługują się tym argumentem, że wszystko powinno być wspólne. Ale już św. Augustyn w swoim traktacie przeciwko heretykom obala ten pogląd, twierdząc, że równie słuszne byłoby twierdzenie, że skoro apostołowie byli bezżenni, to również wszyscy ludzie do końca czasów nie powinni się żenić ani wychodzić za mąż. Komunizm nigdy nie chciał walczyć z ruchami ludowymi, raczej chciał uczynić Kościół dodatkiem do tego typu ruchów i stąd wzięła się choćby teologia wyzwolenia. Dlaczego jednak czasami ludzie Kościoła popełniali błędy, popierając państwo opiekuńcze, teologię wyzwolenia, jak działo się to zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej? Jednym z powodów była "anielska wizja państwa", przeświadczenie, że gdy na drodze rynkowej nie uda się osiągnąć zadowalających rezultatów w rozwiązywaniu problemów społecznych, to wtedy musi wkroczyć państwo. Sprzyjało też temu przekonanie, że kapitalizm sprzyja bogaceniu się bogatych i biednieniu biednych. Na szczęście to się nie udało, bo Bóg chce, jak mówi Pismo Święte, abyśmy byli dobrymi rządcami, a nie komunistami.

Co powoduje, że państwo opiekuńcze się rozrasta, ogranicza naszą wolność i przejmuje zadania, które kiedyś podejmowali sami ludzie? I my się na to często bez sprzeciwu zgadzamy...

- Cztery rzeczy tak naprawdę rządzą ludzkim życiem: idee, przykład, rozkaz i przywództwo. Weźmy na przykład idee. Kiedy pojawiła się idea kolektywizmu, wiele osób było zachwyconych, ale kiedy zobaczono, jak to wygląda w praktycznym działaniu, nie można było już tego zatrzymać, nie można było przeciąć tej pępowiny, która powodowała rozrost kolektywizmu. I tak jest też w państwie opiekuńczym: jeśli w biurokrację wpompujemy dużo pieniędzy, to sami biurokraci dążą do tego, aby ten stan rzeczy utrzymać, a jeszcze lepiej - aby go wzmocnić, aby poszerzyć zakres swojej władzy. Ale setki tysięcy ludzi lub wręcz miliony, które muszą na to płacić, są jedĽnostkami rozproszonymi po całym kraju i nie mają takiej siły, aby zebrać się i zaprotestować, przeciąć to, przerwać pompowanie pieniędzy w jakiś bezsensowny rządowy program. Ta sytuacja, to zjawisko jest przerywane tylko przez jakiś kryzy, i to kryzys dużych rozmiarów.

Czy w takim razie kryzys w strefie euro, z jakim mamy w tej chwili do czynienia, i rosnące zadłużenie publiczne w USA mogą spowodować, że kraje na całym świecie zaczną odchodzić od współczesnego modelu państwa dobrobytu?

- Nie sądzę, aby nawet z powodu tak ciężkiego kryzysu, jaki teraz przeżywamy, miało dojść do odchodzenia od państwa opiekuńczego na masową skalę. Myślę, że będzie to zjawisko regionalne, a ponadto odchodzenie od tej idei będzie odbywało się w niektórych aspektach działalności państwa dobrobytu. Po prostu nie da się go rozmontować w całości. Sytuacja będzie, moim zdaniem, wyglądać tak, że pewne programy, pewne polityki będą kontynuowane, ale ponieważ będzie na nie mniej pieniędzy, rozszerzy się zjawisko korupcji.

Dlaczego?

- Gdyż beneficjentami tych programów będą tylko ci ludzie, którzy skorumpują tych, którzy będą rozdawać skromniejsze niż teraz fundusze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Losz

Wywiad ukazał się 12 września 2012 roku w "Naszym Dzienniku"

Data dodania: 2012-09-12 12:47:59
Artykul przeczytano 2512 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
If you want to do a photog-related proejct, maybe just something along the lines of must take a pic daily . My friend T (in Melbourne, you know, T!) did that years ago, and did it with polaroids. It was fun to flip through the polaroid collection.
Dodano: 2013-09-16 16:01:01
Dodał: ~cktjBlurd5u
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.