Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Podstawy ekonomii: Rynek

Publikujemy fragment książki "Essentials of Economics" autorstwa hiszpańskiego prawnika i ekonomisty, Faustino Ballvé’a (1887–1959). W lata 30. XX wieku uciekł on z ogarniętej wojną domową Hiszpanii i spędził resztę życia w Meksyku, gdzie był aktywnym prawnikiem i ekonomistą głoszącym tradycyjne, wolnorynkowe poglądy gospodarcze.

Wkrótce kolejna część książki "Rola przedsiębiorcy".

*  *  *

Człowiek nie jest w stanie zaspokoić wszystkich swoich potrzeb własnymi wysiłkami, bez pomocy innych. Indywidualna autarkia, to znaczy całkowicie autystyczna, samowystarczalna gospodarka jest niemożliwa. Jest to typ gospodarki, który występuje tylko w takich utopiach, jak u Robinsona Crusoe, jednak nigdy w świecie rzeczywistym.

Ludzie muszą zwrócić się do innych ludzi, by uzyskać towary i usługi, których im brakuje, w zamian za towary i usługi, które mogą zaoferować.

Skutkiem tego było powstanie gospodarstw domowych, składających się z pojedynczych rodzin, w których mężczyzna polował oraz łowił ryby, jednocześnie chroniąc członków swojej rodziny przed niebezpieczeństwem. Oni, w zamian, zajmowali się domowym ogniskiem, przygotowywali posiłki, zbierali dziko rosnące w lasach owoce i tworzyli prymitywne stroje. Każdy człowiek wymieniał towary i usługi z innymi.

W rezultacie podstawowym osiągnięciem gospodarki spółdzielczej był podział pracy.

Są tacy, którzy uważają to za współczesną innowację. Tak jednak nie jest. Od zawsze było to trwałą cechą działalności gospodarczej.

Profesor von Mises słusznie pisze w Ludzkim działaniu: „Relacja wymiany jest podstawową relacją społeczną”1.

Relacja wymiany — lub, upraszczając kategorie ekonomiczne, wymiana — ma miejsce na rynku. Rodzina, która ma jajka na zbyciu, wymienia je na mięso z rodziną, która potrzebuje jajek i posiada nadmiar mięsa. To jednak nie wystarcza. Czasami rodzina, która ma jajka i chce mięsa, odkrywa, że jej sąsiedzi mają na zbyciu tylko rybę, która może być później wymieniona na mięso.

Relacje te robią się powoli coraz bardziej skomplikowane i coraz bardziej wygodne jest przejście na rynek publiczny, by wystawić na sprzedaż cokolwiek się posiada w nadmiarze w zamian za to, czego się nie ma, czy to w wymianie barterowej czy też w sposób pośredni.

Wymianę towarów ułatwiło wynalezienie pieniądza. Na początku pojawił się on w prymitywnej formie, dopóki nie rozwinął się do znanej i używanej przez nas postaci bilonu. Wówczas towary i usługi były wymieniane na pieniądze i odwrotnie.

Wymiana, czy też handel, przestała funkcjonować tylko na poziomie lokalnym i rozprzestrzeniała się między miastami, dopóki nie osiągnęła poziomu międzynarodowego.

Wszystko, o czym do tej pory wspomniano, od wymiany mięsa na jajka pomiędzy sąsiadującymi rodzinami aż do handlu międzynarodowego, składa się na rynek — oś, wokół której kręci się całe życie gospodarcze. Rynek jest podstawą każdej gospodarki.

Na rynku przedmioty wymieniane są na przedmioty lub usługi, usługi na usługi, lub usługi bądź przedmioty na pieniądze. Wszystko, co jest wymienialne na rynku, jest towarem.

Z czysto ekonomicznego punktu widzenia wszystko, co jest przedmiotem wymiany, musi być sklasyfikowane jako towar. Każdy, kto wchodzi na rynek, poszukuje transakcji, która zaspokoi potrzebę, to znaczy czegoś, co uprzyjemni jego życie. Dlatego, kiedy mowa o czymś wymienialnym, tak w przypadku towarów, jak i usług, w języku angielskim bardziej popularne od słowa „merchandise” jest słowo „commodity” Wartość posiada to, co jest towarem i co można wymienić na rynku.

Wartość zawsze jest wyrazem sądu wartościującego daną rzecz, ponieważ posiada ona wartość tylko w takim zakresie, w jakim jest poszukiwana i pożądana. Dla przykładu, milioner może kupić diament za sto tysięcy dolarów, ale kiedy znajdzie się na pustyni, gdzie będzie umierał z pragnienia, nie dostanie w zamian za swój diament nawet szklanki wody, ponieważ jest on tam bezwartościowy.

Mówi się, zwłaszcza w ekonomii matematycznej, że wartość rzeczy wzrasta, kiedy jest jej coraz mniej. Nie jest to bynajmniej takie pewne, ponieważ może się zdarzyć tak, że z dnia na dzień będzie czegoś ubywać, a jednak nie będzie to miało żadnej wartości, gdyż nie będzie na to zapotrzebowania. Niewiele jest w dzisiejszych czasach powozów konnych, a jednak nie ma na nie zapotrzebowania. Nie mają one prawie żadnej wartości (o ile w ogóle). Niemniej jednak dobrami ekonomicznymi są tylko te rzeczy, których ilość jest ograniczona, i które pragniemy posiadać, nie zaś dobra wolne, do których wszyscy mają dostęp, jak np. powietrze, którym oddychamy.

Jako pierwszy rozróżnienia między wartością użytkową a wartością wymienną dokonał Arystoteles, zostało to przyjęte przez kanonistów, a później rozwinięte przez ekonomistów klasycznych. Wartość użytkowa jest użytecznością, którą rzecz posiada w sobie. Wartość wymienna to ta, którą osiągnie na rynku. Utarło się przekonanie, które już wcześniej wyrazili kanoniści, że moralnie złe jest korzystanie z rzadkości rzeczy w celu uzyskania większej kwoty w wymianie niż wynosi wartość użytkowa.

Nie sposób jednak obronić takiego rozróżnienia. Chociaż prawdą jest, że samochód ma zazwyczaj większą wartość niż igła, całkiem możliwe, że w konkretnym przypadku (w zależności od czasu i okoliczności) będzie odwrotnie. Krawiec, który potrzebuje igły, nie może szyć samochodem, a w miejscach, w których nie ma benzyny, samochody są bezwartościowe. Ponadto, ile igieł wart jest samochód? Trudno — a raczej nie da się tego — definitywnie stwierdzić, ponieważ użyteczność obu tych rzeczy zależy od czasu i miejsca, a w ostatecznym rozrachunku tylko ceny uzyskane na rynku pokazują nam relację wartości wymiennej między tymi towarami. Dlatego niemożliwe jest ustalenie ilościowej relacji wartości na podstawie wartości użytkowych igły i samochodu. Możliwe jest jedynie jakościowe oszacowanie jej ogólnej natury, ponieważ samochód jest na ogół uważany za bardziej wartościowy od igły, ale nie musi tak być w każdym przypadku, zaś różnicy w wartości nie wyraża się w kategoriach ilościowych.

Z tego względu wartość użytkowa rzeczy nie jest czymś stałym, ponieważ niektóre nowe wynalazki czy odkrycia lub, po prostu, zmiana w panujących upodobaniach, mogą ją zmniejszyć a nawet sprowadzić do zera. Nasze matki trzymają w swoich garderobach suknie i kapelusze, które w ich czasach miały znaczną wartość użytkową, a dziś nie mają jej wcale. Z drugiej strony, dzisiejsze kapelusze i suknie, znacznie prostsze, ale bardziej modne, posiadają taką wartość.

Penicylina zmniejszyła wartość użytkową wielu leków, jednak inne leki, takie jak streptomycyna, terramycyna i chloromycetyna zmniejszyły wartość użytkową penicyliny. Z tych powodów pojęcie wartości użytkowej, choć ma pewne podstawy w rzeczywistości, nie jest przydatne w ekonomii.

Próbowano również szukać miernika wartości w pracy. Wynika to z nalegania na określenie „sprawiedliwej” wartości rzeczy, a tym samym pomieszania kwestii ekonomicznej z kwestią moralną, która nie ma z tym nic wspólnego. Próbę tę podjęto na dwa sposoby. W początkach ekonomii klasycznej mówiło się, że skoro rzeczy są owocem pracy ludzkiej poświęconej na wykorzystywanie lub przekształcanie zasobów naturalnych, ich wartość powinna być mierzona w kategoriach pracy włożonej w ich produkcję. Stąd socjaliści wywodzą swoje żądanie, by pracownicy otrzymywali całość dochodów z pracy, z których, taki był zarzut, kapitaliści zatrzymują wartość dodatkową, składającą się z tej części dochodów z pracy, która nie jest niezbędna do zapewnienia minimum egzystencji.

Ekonomiści klasyczni nie potrzebowali zbyt wiele czasu, by zauważyć, że, po pierwsze, trudność obliczenia czyniła praktycznie niemożliwym przyjęcie jako miernika wartości produktu pracy włożonej w jego produkcję, a poza tym praca wymagana do produkcji różni się w zależności od miejsca i czasu, na co wpływ mają umiejętności menedżerów i pracowników w danym momencie oraz stopień, w jakim z biegiem lat udoskonala się technologię i środki produkcji. Dlatego zaproponowali mierzenie wartości rzeczy nie przy użyciu pracy, której koszt ponosi producent przy jej wytworzeniu, ale za pomocą pracy, którą dzięki niej oszczędza nabywca. Jednak i to kryterium okazało się nierealne, a to ze względu na problem z określeniem ile pracy faktycznie oszczędza się, kupując jakąś rzecz. Zakup wozu dostawczego oznacza pewne oszczędności w przypadku cukierni, inne natomiast w przypadku fabryki dzianin czy sklepu radiowego. Czy każde z nich powinno więc płacić inną cenę?

Czy jesteśmy zatem zmuszeni, by powrócić do naszego kryterium wartości opartego nie na pracy zaoszczędzonej przez nabywcę, ale na pracy włożonej w produkcję? Lub też, by uniknąć tych problemów, czy wartość każdej rzeczy powinna być ustalona przez średnią ilość kosztów pracy, jaką przypuszczalnie ponoszą różni producenci? Ale na czym oprzeć ten koszt przeciętny? I kto ma go ustalić? Rząd? Czy cena, jaką mamy zapłacić, ma być ustalana przez organy rządowe, kiedy nie mają one wcale lepszych podstaw do podania obiektywnej wyceny? Dokładnie tak wygląda to teraz w Rosji. W efekcie, kiedy rząd ustala niską w ocenie konsumentów cenę jakiegoś towaru, klienci garną się do zakupów, dopóki nie zabraknie towaru, a wtedy rząd zmuszony jest podnieść cenę. W odwrotnej sytuacji, kiedy ustalona przez rząd cena towaru wydaje się konsumentowi zbyt duża, powstrzymuje się od jego zakupu, a towar zalega na półkach jako niesprzedana pozycja inwentarza, zamrażając kapitał i ryzykując pogorszeniem sytuacji. By się z tego wyplątać, rząd zmuszony jest obniżyć cenę. Innymi słowy podaż i popyt działają nawet w gospodarce uspołecznionej.

Podaż i popyt stanowią mechanizm rynkowy, który decyduje o cenach, które są wartością towarów i usług wyrażoną w innym, neutralnym towarze, a mianowicie w pieniądzu. Ceny te kształtowane są na rynku przez konkurencję i to nie tylko wśród tych, którzy oferują na sprzedaż swoje towary i usługi, ale również wśród tych, którzy chcą je kupić. Gdy towaru jest dużo i trudno się go pozbyć, sprzedawcy, by uniknąć zamrożenia w nim kapitału i narażenia na utratę jego wartości poprzez uszkodzenia czy zmianę gustów konsumentów, obniżają ceny i konkurują między sobą, by zrealizować sprzedaż. W przeciwnej sytuacji, gdy artykuł jest deficytowy i jest na niego społeczne zapotrzebowanie, ludzie gotowi są zapłacić wyższą cenę w celu jego uzyskania, a konkurencja rodzi się między osobami zainteresowanymi zakupem. Chociaż ta druga sytuacja jest raczej rzadko spotykana. Najczęściej to sprzedawcy konkurują i obniżają ceny, by zadowolić klientów.

Dlatego mówi się, że wolny handel czy też wolny rynek oznaczają suwerenność konsumenta. Jest ona tak skuteczna, niezbędna i nieuchronna, co mieliśmy okazję przed chwilą prześledzić, że nawet gospodarka komunistyczna nie jest w stanie jej całkowicie zlikwidować. Jako że całe społeczeństwo składa się z konsumentów, bez rozróżnienia na klasę czy majątek, wolny rynek jest najbardziej oczywistym wyrazem suwerenności konsumenta i najlepszą gwarancją demokracji. Odrębne gwarancje wyrażone na piśmie, w konstytucji, są dla narodu bezużyteczne, jeżeli to nie ludzie a ktoś trzeci, czy to będzie rząd czy związek zawodowy, ustala ceny i płace oraz wyznacza, co ma być produkowane i sprzedawane. W takiej sytuacji, kiedy ludzie pozbawieni są swojego prawa do wolnego wyboru na rynku, czyli prawa do nadawania wszystkiemu takiej rangi i wartości, jaką uważają za słuszną, z bycia suwerennymi redukowani są do statusu niewolników. Kontrola rynku przez organy rządowe jest narzędziem współczesnej dyktatury, która wydaje się znacznie mniej okrutna, znacznie mniej widowiskowa, ale o wiele bardziej skuteczna niż policja i uciekanie się do brutalnych metod siłowych.

Dla uporządkowania powyższego, możemy zakończyć następującymi spostrzeżeniami:

  1. Nic samo w sobie nie posiada wartości. Konsument nadaje rzeczy wartość, starając się ją nabyć. W związku z tym wartość rzeczy nie jest nigdy obiektywna, ona jest zawsze subiektywna.

  2. Pieniężna cena rzeczy nie jest miernikiem jej wartości, a jedynie jej wyrazem. Stwierdzenie, że krowa jest warta dwieście dolarów, nie różni się niczym od stwierdzenia, że jest warta dwieście owiec lub maszynę do szycia.

  3. Błędem jest sądzić, że ten, kto coś kupuje, chce oddać w zamian coś o równej wartości lub, że ten, kto płaci za krowę dwieście dolarów, uważa, że krowa ma taką samą wartość co dwieście dolarów. Na rynku zarówno kupujący, jak i sprzedający oddaje mniej niż otrzymuje. Ktokolwiek płaci za krowę dwieście dolarów, robi tak, ponieważ dla niego krowa, którą otrzymuje, warta jest więcej niż kwota, którą za nią zapłacił. Natomiast ten, kto sprzedaje krowę za dwieście dolarów, robi tak z uwagi na to, że ta kwota ma dla niego większą wartość niż krowa. Żadna wymiana nie miałaby miejsca, gdyby było inaczej: każda ze stron zatrzymałaby to, co już posiada.

  4. Suwerenność konsumenta nie oznacza tyranii konsumenta. Jego opór, wspomagany przez konkurencję między sprzedawcami, potrafi utrzymać ceny na niskim poziomie, który pozwala jednak na utrzymanie się osób uczestniczących w produkcji towaru i jego transporcie na rynek, którymi są np. przedsiębiorca, finansista, mechanicy, pracownicy czy handlowcy. Jeżeli zaś pomimo tego konsument w dalszym ciągu powstrzymuje się od zakupu, to ceny nie obniżą się już ani trochę, ponieważ nikt nie chce robić prezentu ze swojej własności czy pracy. Dzieje się natomiast tak, że przestaje się takie towary kupować oraz sprzedawać i znikają one z rynku. Jeżeli jednak jest to towar uznawany przez konsumenta za użyteczny, zrezygnuje on z tego oporu i złagodzi wywieraną na producencie presję.

  5. Wolny rynek nie wiąże się też z dyktaturą producenta czy sprzedawcy. Jeśli bowiem producent, zjednoczona grupa producentów lub handlowiec, sprzedając pewien towar, żąda za niego wygórowanej ceny, ponieważ jest jego jedynym dostarczycielem (tzn. jeżeli jest monopolistą), wtedy nie tylko konsument wstrzyma się od zakupu i zrezygnuje z tego towaru, zastępując go jakimś innym („Lepszy rydz niż nic”), ale inni, mniej chciwi dostawcy i przedsiębiorcy wyprodukują i zaoferują ten towar po niższej cenie. Tak więc poziom cen musi być taki, jaki w równym stopniu zaakceptują zarówno producenci, jak i konsumenci.

  6. Dyktatura gospodarcza powstaje, kiedy władze rządowe wyłączają produkcję i handel spod działania mechanizmu rynkowego. Wtedy ani konsument, ani sprzedawca nie jest suwerenny, w przeciwieństwie do władzy dyktatury biurokracji nad nimi. Chociaż nie jest ona w stu procentach skuteczna, co zaobserwowaliśmy już w przypadku Rosji. Rynek nadal funkcjonuje, choć w ukrytej formie (czarny rynek). Ale w każdym przypadku dyktatura gospodarcza pozbawia ludzi wolności i dobrobytu.

1 Mises L. von, Ludzkie działanie, Fundacja Instytut Ludwiga von Misesa, s. 168

W języku hiszpańskim mercancía i mercadería, etymologicznie odnoszą się do słowa „market” (mercado) [rynek], a angielskie słowo „merchandise” związane jest z francuskim odpowiednikiem słowa „market” (marché) — przyp. tłum. z wersji angielskiej

W języku hiszpańskim comodidad oznacza „comfort” [komfort], „utility” [użyteczność], „convenience” [wygoda], „advantage” [zaleta] — przyp. tłum. z wersji angielskiej

Foto.: bradley-fotoblog.pl


Data dodania: 2012-07-30 20:26:38
Artykul przeczytano 2264 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
When we went to Italy they had the more upscale MickeyD's ever. We stood there gknaiwg at the menu and laughing because its so different from the American ones.
Dodano: 2013-05-20 15:20:13
Dodał: ~IlIYEZCYGbZtQx
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.