Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Handel wolny, a nie sprawiedliwy

Gdy rozmawiam z politykami, większość z nich twierdzi, że opowiada się za wolnym handlem. Zaraz jednak dodają: "musi to być jednak handel sprawiedliwy". Za tym twierdzeniem kryje się następująca myśl: powinniśmy otwierać nasz rynek na przyjęcie produktów z innych krajów tylko wówczas, jeśli ich rynek jest otwarty na nasze.


To dopowiedzenie, z politycznego punktu widzenia, ma sens, gdyż ludzie dają się łatwo przekonać o jego gospodarczej racjonalności. Dlaczego mielibyśmy stwarzać innym krajom możliwość większego zatrudnienia naszym kosztem, podczas gdy kraje te nie oferują nic w zamian? Niestety, pogląd ten kompletnie nie dostrzega prawdziwych zalet międzynarodowego handlu. Co więcej - odzwierciedla on poważne uprzedzenie polityczne, zniekształcające decyzje podejmowane na szeroką skalę.

Korzyść wypływająca z handlu z innymi krajami nie pochodzi ze sprzedaży tym krajom więcej, aniżeli one sprzedają nam, byśmy mogli utworzyć nowe miejsca pracy. Nigdy kluczem do pomyślnej gospodarki nie było samo tworzenie miejsc pracy. Zdolność konsumowania zawsze przekracza możliwości produkcyjne. Dlatego pracy nigdy nie brakuje. Kluczem do pomyślnej gospodarki jest kierowanie ludzi do najbardziej produktywnych zajęć, tzn. takich, które mają największą wartość dla konsumentów. To jest prawdziwa zaleta międzynarodowego handlu. Wytwarzamy więcej miejsc pracy w naszym kraju w momencie, gdy zarówno sprzedajemy oraz gdy kupujemy od innych krajów. Im bardziej otwarty jest międzynarodowy handel, tym lepiej dla wszystkich krajów. Kiedy kraj B ogranicza import produktów amerykańskich, redukuje on zarówno swoją produktywność, jak i naszą. My natomiast zwiększymy nasze straty produkcyjne jeśli odpowiemy tym samym i ograniczymy naszym obywatelom możliwości kupna towarów z kraju B.

Pomijając retorykę polityczną rozważmy pogląd, według którego, kiedy kupujemy produkty zagraniczne - tworzymy miejsca pracy w Ameryce. Właściwie dla Amerykanów byłoby lepiej, gdyby to nie było prawdą. Gdy Amerykanie kupują towary, powiedzmy z Japonii, otrzymują produkty, które cenią sobie bardziej niż dolary, które mogliby wydać gdzie indziej. Japończycy natomiast zyskują więcej dolarów. Co Japończycy robią z tymi dolarami? Byłoby miło, gdyby traktowali je jako przedmiot kolekcjonerski, taki, który się wyłącznie przetrzymuje i podziwia. Amerykanie mogliby zyskiwać cenne produkty nie robiąc niczego prócz drukowania dolarów. A jest to czynność na tyle łatwa, że nawet rząd federalny radzi sobie z tym całkiem nieźle. Ale Japończycy produkują towary dla Amerykanów nie po to, by te dolary kolekcjonować, ale po to, by móc robić z nich gospodarczy użytek. Dolary te w końcu wracają do Ameryki w postaci inwestycji, które przyczyniają się do wzrostu zatrudnienia w USA. Te pieniądze mogą przywędrować nie bezpośrednio z Japonii, jednak przywędrują na pewno.

Niestety, ogólne korzyści płynące z nieograniczonego importu (niższe ceny dla konsumentów i bardziej produktywna gospodarka) są w dużym stopniu niwelowane działaniami politycznymi, gdyż import jest postrzegany jako zagrożenie dla istniejących miejsc pracy. Stosunkowo małe grupy nacisku skoncentrowane na ochronie miejsc pracy, mające mocną pozycję w różnych gałęziach przemysłu, artykułują mocno i wyraźnie swoje żądania, przez co wpływają na decyzje zależnych od ich poparcia polityków, zaś - w gruncie rzeczy - nastawione konsumpcyjnie społeczeństwo jest zbyt liczne i słabo zorganizowane aby w taki sposób przekazywać rządzącym informację o swoich potrzebach i preferencjach. Ponieważ ci pierwsi, choć nieliczni, są dobrze zorganizowani, rząd zwykle jest skłonny ulec ich naciskom, aniżeli wsłuchiwać się w głos tych, którzy stanowią większość, jednak są niezorganizowani.

Preferowanie interesów partykularnych nad interesem ogółu tłumaczy ogromną ilość politycznych paradoksów. Wyjaśnia to na przykład trudności jakie napotykają politycy głoszący w swych programach konieczność obcinania wydatków, które zwykły koncentrować korzyści w rękach nielicznych, ale dobrze zorganizowanych grup nacisku. Z całą pewnością tłumaczy to również pogląd większości polityków na wolny handel, eksponujący rzekome korzyści płynące z zachowania istniejących miejsc pracy nad przewyższające je, lecz o wiele bardziej ogólne, korzyści lepszego wyboru dla konsumentów i większej efektywności gospodarczej.

Gdyby politycy mogli poczuć korzyści osiągane przez tych "wielu niezorganizowanych" w sposób tak intensywny, w jaki odczuwają bolączki "niewielu zorganizowanych", ogromna liczba restrykcji rządowych nałożonych na nasz gospodarczy wybór, zostałaby wkrótce wyeliminowana. Restrykcje nałożone na naszą swobodę kupowania najlepszych produktów po najniższych cenach, bez względu na to, czy wyprodukowano je w kraju, czy za granicą, znalazłyby się wśród tych pierwszych, przeznaczonych do odstrzału.

Dwight R. Lee

tłum. Agnieszka Łaska

Foto. friedmanseconomy.wordpress.com
Data dodania: 2017-09-05 20:00:00
Artykul przeczytano 1969 razy
 
Artykuł skomentowano 2 razy
Dodaj komentarz
Rada wzięła na siebie role wzmacniacza szkodliwych i groteskowych pomysłów wywodzących się ze środowisk dewiacyjnych. Nie maja one akceptacji nawet Parlamentu Europejskiego. Dlaczego Rada podjęła się tej roli? To jest pułapka dla demokracji. Konieczne jest postawienie zapory przed przenikaniem partykularnych żądań grup mniejszościowych do instytucji wykonawczych Europy czy państwa. Nowe inicjatywy prawne muszą podlegać weryfikacji przez reprezentacyjne ciała wybieralne. ACE 17 X 14
Dodano: 2014-10-17 10:31:08
Dodał: ~ACE
Stosunkowo małe grupy nacisku artykułują mocno i wyraźnie swoje żądania, przez co wpływają na decyzje zależnych od ich poparcia polityków, zaś - w gruncie rzeczy - nastawione konsumpcyjnie społeczeństwo jest zbyt liczne i słabo zorganizowane aby w taki sposób przekazywać rządzącym informację o swoich potrzebach i preferencjach. Ponieważ ci pierwsi, choć nieliczni, są dobrze zorganizowani, rząd zwykle jest skłonny ulec ich naciskom, aniżeli wsłuchiwać się w głos tych, którzy stanowią większość, jednak są niezorganizowani. Przytaczając to zdanie lekko tylko okrojone, chcę zwrócić uwagę na jego uniwersalny charakter. W ten sposób grupy lobbingowe wymuszają uwzględnianie swoich partykularnych żądań na instytucjach wynajętych przez demokratyczne społeczeństwo. Przykład - konwencja genderowa o "przemocy względem kobiet...", która pojawiła się jako dyrektywa Rady Europy dla europejskich parlamentów - zróbcie z tego prawo. Rada
Dodano: 2014-10-17 10:16:03
Dodał: ~ACE
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.