O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jednostka a społeczeństwo

Niedawno temu pewien mój przyjaciel, który z natury jest filozofem, podzielił się ze mną swoją refleksją: "Historia Stanów to historia walki między jednostką a całym społeczeństwem". Kilka dni... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Czy istnieje niekorzystny bilans handlowy?

Ekonomiści, którzy są zwolennikami gospodarki rynkowej rzadko znajdują dobre słowo dla idei nieżyjącego już Johna Maynarda Keynesa i nie trudno to zrozumieć. Keynes, który zrobił tak wiele, by uczynić inflację popularnym instrumentem polityki na całym świecie, nie był przyjacielem wolnego rynku. Przeglądając jego wielotomowe dzieła znaleźć można jednak wyjątki, z którymi zwolennicy wolnego rynku mogą się całkowicie zgodzić. Oto fragment, który szczególnie sobie zasłużył na to, by być wykuty w kamieniu i zachowany na wieki:

Idee ekonomistów i politycznych filozofów, zarówno kiedy mają oni rację, jak też kiedy się mylą, są trwalsze, niż się to powszechnie wydaje. W rzeczywistości światem rządzi niewiele więcej. Normalnie myślący ludzie, którzy wierzą, że są całkowicie wolni od jakichkolwiek wpływów intelektualnych, są przeważnie pod wpływem pewnych nie żyjących już ekonomistów. Szaleńcy u władzy czerpią nieraz natchnienie do czynienia szaleństw z akademickich gryzmołów sprzed lat 1.

Wydaje się, że wymarli fałszywi ekonomiści i akademiccy grafomani świętują dziś swój powrót. Ekonomia bywa teraz obarczana bzdurnymi wyobrażeniami, które już dawno zostały naukowo uznane za skompromitowane. Niektóre z nich są przedstawiane jako świetne nowe odkrycia. W rzeczywistości jednak ma to głównie na celu cofnięcie wskazówek zegara historii do czasów zanim wolny handel uwolnił twórczą energię ludzi, którzy zbudowali dobrobyt zachodniej cywilizacji.

Podwójna koncepcja

Zilustrowanie powyższego stwierdzenia pociąga za sobą konieczność przedstawienia dwóch związanych ze sobą koncepcji - bilansu handlowego i bilansu płatniczego. Wspomniane koncepcje, których nazwy brzmią niewinnie, przeważnie formują podstawy dla wznoszenia barier przeciw sprowadzaniu towarów z zagranicy. Przy coraz częstszych żądaniach protekcjonistycznego ustawodawstwa, podnoszonych na całym świecie, możemy oczekiwać, że będziemy o nich słyszeć częściej.

Jak zdefiniowane są te dwa terminy? Bilans handlowy skupia się na różnicy pomiędzy wartością pieniężną towarów importowanych przez państwo i wartością pieniężną towarów przez nie eksportowanych. Bilans płatniczy bierze pod uwagę szerszą aktywność ekonomiczną pomiędzy narodami, ponieważ bierze pod uwagę nie tylko towary, ale też tak niewidoczny import i eksport, jak transakcje kredytowe i zagraniczne wydatki państwa (np. pomoc humanitarną czy akcje militarne).

Definicje nie są jednak tak ważne, jak kryjący się za nimi cel. Zarówno pojęcia bilansu handlowego, jak i bilansu płatniczego usiłują podzielić proces nazywany handlem tak, by powstałe fragmenty mogły być określone jako dobre lub złe. W ten sposób handel jest uznawany jako dobry, gdy dokładnie spełnia kryteria statystyczne, lub jako zły, gdy ich nie spełnia. Przy tym, tak ważne sądy wydawane są przez osoby najczęściej ogóle nie zajmujące się handlem.

Merkantyliści

Pierwszymi ekonomistami, którzy wymyślili powyższą analizę handlu, byli merkantyliści, więc nie jest to pomysł dzisiejszych teoretyków. Thomas Mun, wiodący przedstawiciel siedemnastowiecznych merkantylistów dowodził, że Anglia może odnosić korzyści w handlu zagranicznym, jeśli tylko dołoży starań, by mieć dodatni bilans:

Po prostu więc, by powiększyć nasze dobra i majętność przez Handel Zagraniczny musimy zawsze przestrzegać zasady: rocznie sprzedawać obcym więcej, jeśli chodzi o wartość, niż od nich kupujemy. Przyjmijmy za zasadę, że kiedy to Królestwo jest w pełni i z nadwyżką zaopatrzone w tkaniny, ołów, cynę, żelazo, ryby i inne rodzime towary, i możemy corocznie eksportować do innych państw nadwyżkę o wartości 2.200.000 funtów, ale że wolno nam tylko kupić i przywieźć z zagranicy towarów użytkowych i konsumpcyjnych o wartości do 2.000.000 funtów.
Trzymając się należycie tej zasady w naszym handlu, możemy być spokojni, że Królestwo nasze wzbogaci się rocznie o 200.000 funtów, które muszą być przywiezione do nas w kosztownościach, ponieważ ta część zasobów, która nie wraca do nas w towarach, musi koniecznie wrócić w formie kosztowności 2.

Mun i merkantyliści wierzyli, że naród nie powinien nigdy kupować więcej od zagranicy, niż sam jej sprzedaje. Jeśli zdarzyłby się taki ujemny bilans, to naród musiałby różnicę zapłacić w złocie, jako ogólnie akceptowanym środku płatniczym. Żeby temu zapobiec, władze powinny być zobowiązane aktywnie promować przewagę eksportu nad importem. Merkantyliści byli tak przekonani, że pieniądz sam w sobie tworzy dobrobyt narodu, że zamknęli swoje granice dla handlu i często prowadzili wojny, by chronić i gromadzić wielkie zasoby złota.

To, że naród powinien starać się o dodatni bilans handlowy (więcej eksportować niż importować) jest ekonomicznym dziedzictwem szesnastego, siedemnastego i osiemnastego stulecia.

Rozumowanie merkantylistów nie odeszło jednak z merkantylistami. Według amerykańskiego Departamentu Handlu import przewyższał eksport przez osiem miesięcy z rzędu do stycznia 1977 r. Taka sytuacja, pejoratywnie nazywana deficytem handlowym, powoduje zaniepokojenie wśród wielu ortodoksyjnych ekonomistów. Natychmiast podnoszą się głosy, by ograniczyć import i zlikwidować nierównowagę. Japonia jest darzona szczególną niechęcią, gdyż w 1976 r. sprzedała Ameryce dobra o wartości o 5 miliardów dolarów większej, niż Ameryka sprzedała Japonii w tym samym roku. Każdy taki miesiąc, w którym rządowe statystyki wykazują ujemny bilans, wydaje się popychać Amerykę w kierunku neo-merkantylistycznej polityki protekcjonizmu i wojen handlowych.

Adam Smith i Bastiat

Adam Smith był pierwszym, który zaatakował tezę, że eksport jest dobry, a import zły. Postulował harmonię interesów w handlu, dzięki której na wymianie zyskują obie strony. Pomijając przykłady oczywistych oszustw, których jest niewiele i którymi powinny zajmować się sądy, nie może być nic ujemnego w dobrowolnym handlu z punktu widzenia jednostek zajmujących się handlem, w innym wypadku te jednostki nigdy by się nim nie zajęły.

Ta zasada jest bez trudu zauważana, gdy dotyczy handlu między stronami wewnątrz państwa, lecz jakoś gmatwa się ją, gdy strony dzieli niewidoczna bariera polityczna (np. w postaci strzeżonej granicy państwa - przyp. red.). Wystarczy wprowadzić więcej niż jedną walutę, by ta zasada została kompletnie zaciemniona w galimatiasie ekonomicznych nieprawd. Merkantyliści lat ubiegłych i ich dzisiejsi następcy napotykają na dylemat: Jeśli każdy przejaw handlu jest korzystny dla stron handlujących, to jak jest możliwe, żeby suma transakcji handlowych dawała coś niekorzystnego?

Frederic Bastiat, dziewiętnastowieczny francuski ekonomista i filozof, który obalał mity dzięki niezwykle jasnej argumentacji, pewnego razu omówił na przykładzie to zagadnienie. Jego analiza pozostaje po dziś dzień jedną z najlepszych krytyk koncepcji ujemnego bilansu:

M.T. wysłał z Le Havre do Stanów Zjednoczonych statek z ładunkiem francuskich dóbr, głównie tych znanych jako specjalność paryskiej mody, na sumę 200.000 franków. Taka była wartość zadeklarowana w urzędzie celnym. Kiedy ładunek dotarł do Nowego Orleanu, musiał zapłacić koszty przewozu w wysokości 10 procent i cło w wysokości 30 procent, co dało w sumie 280.000 franków. Towar został sprzedany z zyskiem 20 procent, czyli 40.000 franków, za sumę 320.000 franków, za którą jego doradca kupił bawełnę. Bawełna, po uwzględnieniu kosztów transportu, ubezpieczenia, prowizji, itp., kosztowała w sumie 10 procent więcej, więc po przybyciu do Le Havre jej koszt wynosił 352.000 franków. Taką też sumę wpisano do rejestrów celnych. Ostatecznie M.T. na transakcji, po powrocie, zarobił 20 procent, czyli 70.000 franków, innymi słowy sprzedał bawełnę za 422.400 franków.

Jeśli pan Lestiboudois
(delegat do parlamentu francuskiego - przyp. red.) tego zażąda, mogę przesłać Mu odpowiednie dane z ksiąg M.T. Wtedy zobaczy, że w kolumnie kredytów rachunku strat i zysków, oczywiście jako zysk są dwie sumy: 40.000 franków i 70.400 franków i M.T. jest w pełni zadowolony, że w tym wypadku jego wyliczenia są bezbłędne.

A co na temat tej transakcji powiedzą panu Lestiboudois cyfry w księgach urzędu celnego? Powiedzą mu, że Francja wyeksportowała 200.000 franków, a zaimportowała 352.000 franków. Wówczas szanowny delegat wywnioskuje, że "oszczędności zostały przejedzone i zmarnowane, że M.T zubożał i jest na dobrej drodze do zrujnowania się, bo oddał obcym 152 000 franków swego kapitału".

Jakiś czas później M.T. wysłał kolejny statek z podobnym ładunkiem naszych wyrobów przemysłowych wartych 200.000 franków. Niestety, wychodząc z portu, statek zatonął. M.T. nie pozostało nic innego, jak zapisać w księgach, co następuje:

"Dobra różne należne X".: 200.000 franków za zakup ładunku przewożonego przez statek N.
"Zyski i straty": 200.000 franków strat przez "całkowitą i ostateczną utratę" ładunku.

Tymczasem, urząd celny do swojego rejestru wprowadził 200.000 franków jako eksport, a ponieważ nie będzie miał w tym wypadku nic do wpisania jako import, to wynika z tego, że pan Lestiboudois i Urząd uznają katastrofę statku za czysty zysk dla Francji, w wysokości 200.000 franków.

Można też, idąc dalej, wyciągnąć z tego wniosek następujący, że zgodnie z teorią bilansu handlowego, Francja ma prostą możliwość podwojenia swojego kapitału dosłownie w każdej chwili. Wystarczy tylko, że przepuści swoje towary przez urząd celny, a następnie wrzuci je do morza. W tym przypadku eksport będzie równy wartości jej kapitału, a importu nie będzie, bo nawet nie byłby możliwy. Będziemy mogli zarobić tyle, ile zdoła połknąć ocean
3 .

Na koniec Bastiat przedstawia nam argumenty znowu wykorzystując chwyt logiczny 'reductio ad absurdum'.

Załóż, jeśli chcesz, że cudzoziemcy zalewają nasz kraj wszelkimi użytecznymi dobrami i niczego nie oczekują w zamian. Nawet, jeśli nasz import będzie nieskończenie wielki, a eksport zerowy, to spróbuj mi dowieść, że przez to zbiedniejemy 4.

Ulica dwukierunkowa

Powinno być oczywiste, że handel jest ulicą dwukierunkową. W warunkach wolnego rynku, gdzie handel jest dobrowolny, będąc przejawem chęci i spontanicznej ludzkiej aktywności, mamy doskonały bilans. Profesor W.M.Curtiss pokazuje, że handel pomiędzy ludźmi różnej narodowości, nie różni się od handlu pomiędzy ludźmi tej samej narodowości:

Załóżmy, że sprzedajesz skrzynkę jabłek za dwa dolary, bo wolisz mieć pieniądze, niż jabłka. Kupujący dostaje jabłka, bo woli mieć jabłka niż pieniądze. Oto doskonały bilans.
Prawdą jest, że nasi eksporterzy mogą sprzedawać towary Anglikom i dostawać w zamian pieniądze, które wydadzą prawdopodobnie raczej we Francji lub Niemczech, niż w Anglii. Przepływ dóbr nie będzie więc następować bezpośrednio między Ameryką i Anglią. Tak samo może być jednak i w przypadku sprzedaży jabłek za dolary. Za swoje dwa dolary kupisz raczej coś u osoby trzeciej, niż u tej, która kupiła twoje jabłka
5.

Jak zauważyliśmy, merkantyliści postrzegali eksport pieniędzy i złota jako zły sam w sobie. Eksport towarów miał być wspomagany, a do importu miano zniechęcać przez nakładanie ceł i podatków, by zatrzymać pieniądze w kraju. Dziś można usłyszeć podobne lamenty. Wielu ekonomistów i urzędników państwowych podnosi alarm na jakikolwiek wypływ pieniędzy za granicę. W kontekście jednostek zaangażowanych w wolny handel, taki alarm jest nie na miejscu, jeśli ma być skierowany do rynku. Wypływ pieniędzy za granicę jest przeważnie symptomem inflacyjnej polityki rządu, która podkopuje społeczne zaufanie do krajowej waluty. Profesor Ludvig von Mises uważa, że zawsze, gdy występuje takie zjawisko, to nie jest ono następstwem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, który przydarza się ludziom z woli Bożej. Jest to rezultat tego, że rządzący państwem chcą zmniejszyć ilość pieniędzy oszczędzanych i w zamian zwiększyć ilość pieniędzy, które wydajemy 6 .

Profesor von Mises podkreśla też, że nie jest dobrze przyjmować, iż władze muszą pilnować, by przez ujemny bilans naród nie stracił wszystkich pieniędzy. Cytując znowu profesora Misesa:

Nie jest potrzebne żadne działanie władz, by powstrzymać mieszkańców Nowego Jorku przed wydaniem wszystkich pieniędzy w handlu z pozostałymi czterdziestoma dziewięcioma stanami. Tak długo jak jakikolwiek Amerykanin przykłada jakąkolwiek wagę do posiadania pieniędzy, będzie się spontanicznie o nie troszczył(...). Ale jeśli żaden Amerykanin nie będzie zainteresowany posiadaniem gotówki, to żadne monitorowanie handlu zagranicznego, ani zapisy dotyczące płatności międzynarodowych, nie zapobiegną całkowitemu odpływowi pieniędzy z Ameryki 7.

Keynes miał rację mówiąc, że idee, dobre lub złe, rządzą światem. Przykładanie nadmiernej wagi do bilansu handlowego i bilansu płatniczego, najprawdopodobniej zaowocuje rozszerzeniem restrykcji w handlu międzynarodowym. Jeśli tak się stanie to będzie to znaczyło, że rządzący nami politycy ślepo podążają śladami skompromitowanych ekonomistów i akademickich grafomanów z czasów panowania mekantylizmu.

Wolny handel

Jeśli ktoś oręduje za wolnym handlem wewnętrznym, to nie może logicznie orędować również za taryfami ochronnymi i podobnymi praktykami, które powstrzymują swobodny przepływ towarów i usług przez granice państwowe. To nieprawda, że narody i ludzie stają się bardziej zamożne przez to, że zmuszają się, by płacić dwa lub trzy razy więcej niż trzeba za towary i usługi im potrzebne. Jaki sens ma usprawnianie sposobów transportu towarów z jednego kraju do innego i następnie tracenie tego, co się w ten sposób zaoszczędziło, przez ustanawianie przeszkód prawnych, które niszczą handel. Jestem przekonany, że takie sprzeczności powstają bardziej przez brak zrozumienia, niż przez złe intencje.

Dean Russell: "Free Trade: Domestic and Foreign"

Lawrence W. Reed
Tytuł oryginału: "Is There an Unfavorable Balance of Trade?"

Tłum. Kamila Pajer

Lawrence W. Reed pochodzi z Bever Falls w Stanie Pennsylwania i ukończył Grove City College, gdzie studiował historię Ameryki i ekonomię. Obecnie jest prezydentem Mackinak Center for Public Policy w Midland, w Stanie Michigan - amerykańskiej organizacji badań i edukacji o wolnym rynku. Niniejszy esej opublikował jeszcze w swych czasach studenckich, w roku 1977.


Przypisy:

1. John Maynard Keynes, "The General Theory of Employment, Interest and Money" (wyd. Harcourt, Brace and World, Nowy Jork 1964, str. 383
2. Thomas Mun "England's Treasure by Forraign Trade", 1664 r. w "Early English Tracts on Commerce" John R. McCulloch, wyd. Jarrold and Sons, Ltd. Norwick 1952 r., str. 125-126
3. Frederic Bastiat, "Economic Sophisms" wyd. Irvington, Fundacja Edukacji Ekonomicznej, Nowy Jork 1968 r., str. 53 - 54
4. tamże, str. 55
5. W. M. Curtiss "The Tariff Idea" wyd. Irvington, Fundacja Edukacji Ekonomicznej, Nowy Jork 1962 r., str. 36
6. Ludwig von Mises "Human Action", Henry Regnery Co. Chicago 1966 r., str. 452
7. tamże

 

 
Data dodania: 2017-01-09 17:00:00
Artykul przeczytano 2545 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.