Demokracja konsumentów

Fragmenty książki "Interwencjonizm" Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem książki Ludwiga von Misesa "Interwencjonizm", wydanej przez Wydawnictwo Arcana w 2000 roku. Fragment... Więcej »

Tragedia euro: UGW jako system wywołujący konflikty

Niedawne wybory w Grecji, porażka Nicolasa Sarkozy'ego we Francji, protesty w Hiszpanii, wciąż niestabilna sytuacja w strefie euro... Unijny serial trwa w najlepsze. Kiedy wreszcie nastąpi jego koniec?... Więcej »

Podsumowanie wizyty prof. Victora Claara

W ubiegłym miesiącu po raz drugi na zaproszenie PAFERE przyjechał do Polski prof. Victor Claar. Głównym celem podróży naszego gościa był udział w konferencji z okazji 5-lecia Fundacji PAFERE, co już relacjonowaliśmy.... Więcej »

Poznaj laureatów III edycji Magistra PAFERE i ich prace

21 kwietnia 2012 roku odbyła się uroczysta gala III edycji Konkursu Magister PAFERE. Uroczystość prowadził koordynator projektu, Konrad Rajca. Obecni byli jurorzy: dr Sebastian Musioł, prof. Michał Wojciechowski... Więcej »

Rząd jest jak przewód pokarmowy niemowlaka: na jednym końcu olbrzymi apetyt, na drugim zero odpowiedzialności
Ronald Reagan

Recenzja "Żelaznej Damy"

Zapraszamy do lektury recenzji filmu o byłej premier Wielkiej Brytanii, Margaret Thatcher, która wprowadziła w życie to, o czym mówił Stefan Kisielewski – wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm. Autorem tej dość osobistej relacji jest John Blundell, autor książki Margaret Thatcher. Portret Żelaznej Damy.


Dlaczego padło na fundusze National Lottery, by wyprodukować ten film oraz co Amerykanie mają z jego napisów początkowych (intro) są pytaniami na które nie potrafię odpowiedzieć. Dodatkowo, to bardzo trudny do zrecenzowania film dla kogoś takiego, jak ja, kto zna ją tak długo (od 1970 r., a więc 40 lat) i był wolnorynkowcem na długo, zanim zrobiła pierwszy krok jako dziecko.

W rzeczy samej, zadedykowałem biografię Margaret Thatcher. Portret Żelaznej Damy mojego autorstwa „tym, którzy wierzyli w wolny rynek i własność prywatną w systemie prawnym przed 1975 r. Nie ma nas wiele i wiemy, kim jesteśmy”.

W 1972 r. gdziekolwiek nie było nas wiele, tych, którzy bronili monetaryzmu, prywatyzacji, kontraktowania, trzymania Wspólnoty Europejskiej na długość ręki, redukowania wydatków i podatków, wprowadzania porządku prawnego w działalność związków zawodowych i tak dalej.

Struktura filmu jest bardzo prosta. Meryl Streep, powiedzmy, 60-letnia, gra Damę T. w wieku 86 lat w chwili obecnej, od 8 lat wdowę, która wciąż rozmawia ze swoim mężem i odmawia spakowania jego rzeczy i sprzętu do gry w golfa i przekazania ich na cele dobroczynne.

Myślę, że około połowy filmu przedstawia Damę T. jako opisaną powyżej starszą panią ze znaczącymi problemami z pamięcią. Ponad połowa zaś jest serią retrospekcji do młodej Margaret w wieku, powiedzmy, od 16 do 33, wspaniale graną przez Alexandrę Roach i do Margaret o uznanej pozycji w wieku 45 do 65 lat, ponownie znakomicie zagraną, tym razem przez Streep. Większość obsady jest świetna. Carol, zagrana pedantycznie niemalże do przesady przez Olivię Colman oraz inne postaci – Nott, Prior, Heseltine nie potrzebują żadnego wprowadzenia – po prostu wiesz, kim są. Nie sprawdziłem tego, ale czuję, że nawet ich krawaty odpowiadają rzeczywistym.

Niestety, Jim Broadbent nie wygląda korzystnie jako Denis, tym bardziej, że  wygląda na 15 cm wyższego od niego i ponad 30 kilogramów cięższego. Młody Denis grany przez Harry’ego Lloyda wypada znacznie lepiej.

"Żelazna Dama" musi zdobyć kolejnego Oscara dla Streep do kolekcji z Golden Globe Award. Jej gra przewyższyła wszystko, co dotychczas widziałem. To niesamowite, jak staje się Damą T.

Kilka słów o szczegółach: jest mnóstwo błędów i wątpię, by biograf John Campbell (wymieniony jako konsultant) miał duży wkład w film.

Jest pewna scena z wczesnego 1974 r., kiedy Margaret Thatcher wciąż jest sekretarzem edukacji ze stertami śmieci walającymi się po całym Westminsterze. Z pewnością była to tzw. Zima Niezadowolenia (Winter of Discontent, okres strajków przełomu lat 1978-1979 w Wielkiej Brytanii – przyp. tłum.), we wczesnym 1979 r.

W scenie za sceną główna bohaterka siedzi, podczas, gdy wszyscy naokoło stoją. Nonsens! Siedzieć, kiedy inni stoją jest grzechem w credo Thatcher. Słyszałem, gdy w wieku 83 lat mówiła: „Gdy wszyscy inni stoją, na pewno nie będę siedzieć”. Brak w filmie moralnego kręgosłupa w jej postępowaniu w tej kwestii.

Personel zwraca się do niej „Margaret” albo „Lady Thatcher” lub nawet używa obu tych form, a w rzeczywistości wszyscy nazywali ją nieformalnie „Damą T.”

Złe jest również jedzenie, które serwuje podczas obiadu. Podałaby raczej vichysoisse (rodzaj zupy – przyp. tłum.), grilowaną solę bez ości i lody waniliowe z gorącą polewą czekoladową.

Scena otwierająca to farsa. Dama T. wymyka się swej ochronie, by udać się do sklepu na rogu i kupić mleko. Śmiechu warte. Co więcej, w żadnym wypadku nie ma sklepów na rogu tam, gdzie mieszka.

Był czas, gdy nie potrafiłem (po jednym obejrzeniu) dociec, czy scenarzyści popełnili błąd, czy próbowali przedstawić zakłopotanie Margaret Thatcher.

Weźmy Marka. Jego żoną była Diane i szereg lat wcześniej żyli w Południowej Afryce. Mark przyznał się do winy, a żona z dziećmi wyjechała do USA, gdzie nie mógł się pojawić. Pomimo to są w filmie odniesienia do Sarah (tak myślę) w RPA z Markiem i dziećmi. Może zbyt wiele wiem, może jestem za wolny albo scenariusz jest zły. Nie mam pojęcia.

Ciągłe poruszanie się wstecz i wprzód pomiędzy 86-letnią Damą T. i, powiedzmy, wiekiem 45-65 lat, w swoim najlepszym okresie może być przygnębiające i jest, szczerze mówiąc, przesadą. Poza tym, dzięki archiwalnym materiałom telewizyjnym udało się utrzymać budżet filmu na niskim poziomie, co dodaje realizmu i na szczęście przesadzone nie jest.

Jednakże sceny problemów z pamięcią Damy T. zostały uratowane przez pojawiające się przebłyski świadomości, kiedy ukazuje się Margaret w swej nalepszej formie. Gdy Carol zmusza Margaret do pójścia na badanie okresowe miesiąc wcześniej, wielka dama jest mocno zła. Gdy kończy wizytę u lekarza, wyraźnie kłamiąc na temat swego zdrowia psychicznego, dzwoni jego telefon. Lekarz go ignoruje. Przy trzecim dzwonku sugeruje ona, by odebrał, ponieważ ktoś może właśnie potrzebować jego pomocy. Klasyczna Thatcher. Ktokolwiek stworzył tę scenę, wiedział co robi! To był jeden z wielu momentów, gdzie publiczność w moim Naples na Florydzie śmiała się jak jeden mąż z 86-latką, lecz jej śmiech był najgłośniejszy.

To, co zostało napisane powyżej, pozostawia nas z dwoma pytaniami: czy film powinien powstać za życia Damy T. oraz jak wpłynął on na jej reputację? Pierwsze pytanie jest trudne. Argumentem przeciwko niemu jest to, że jeśli ma ona Alzheimera, nie może się bronić; jeśli nie, jest ono kłamstwem. Dysponując tym, co Carol powiedziała o Mamie oraz tym, że operacja Damy T. zakończyła się zeszłego lata wiemy, bez ujawniania żanych doświadczeń osobistych, jaka jest sytuacja. Raczej nie zgodziłbym się w tej kwestii z Timem Bellsem i Davidem Cameronsem.

Gdy raz znajdziejsz się w życiu publicznym, zmieniają się zasady. Dosłownie prawo do tego, co możesz powiedzieć i co może być powiedziane o Tobie zmienia się po objęciu stanowiska publicznego nawet dla jakiegoś lokalnego radnego, nie mówiąc już o członku parlamentu, który sprawował tę funkcję przez jedenaście lat i pół roku. Poświęciła się temu, a gdy raz to zrobisz, gra przybiera inny obrót. Z tą refleksją nie mam żadnych problemów.

Zatem co z reputacją Damy T.?

Jest pięć możliwości:

1. Hollywood całkowicie ją zniszczy.

2. Hollywood mocno w nią uderzy.

3. Hollywood pozostanie neutralny.

4. Hollywood da jej dobrą reklamę.

5. Hollywood beatyfikuje ją.

Pragnę z przyjemnością poinformować, że odpowiedzią jest numer 4., ponieważ jestem pewien, że film ten poprawi jej reputację i nauczy młode pokolenie, jak fantastycznym jest człowiekiem.

John Blundell

Artykuł ukazał się 18 stycznia na stronie Institute of Economic Affairs.

Tłumaczył: Tomasz Tokarski

PAFERE organizacją pożytku publicznego! Wesprzyj Fundację 1 procentem!

nr KRS – 0000278610



Data dodania: 2012-02-20 19:44:15
Artykul przeczytano 682 razy
 
Artykuł skomentowano 3 razy
Dodaj komentarz
Mój komentarz nie zmieścił się w jednym odcinku - proszę czytać od najniższego.
Dodano: 2012-02-25 17:52:42
Dodał: ~Henryk Krzyżanowski
... z autentyczną troską o bliźniego (ale bez wolnościowej idei). Jeśli, mimo zamierzeń twórców filmu, widzowi przekaże on choć w części wolnościowe przesłanie MT, to będzie tak dzięki wielkości prawdziwej MT, nie zaś dlatego, że tak zaplanował to scenarzysta i reżyser.
Dodano: 2012-02-25 17:50:50
Dodał: ~Henryk Krzyżanowski
Moja ocena filmu jest surowsza od JB - nie podoba mi sie pomysł scenariusza, ni to o starości ni to o Margaret Thatcher jako wielkim polityku. Streep jest świetna i przejmująca w opisie starości - ale taka sama by była, gdyby film dotyczył kogoś wymyślonego. To co nas fascynuje w MT, to jej próba (udana? częściowo udana? nieudana?) zawrócenia biegu historii w celu oddania ludziom ich wolności. Pokazywanie MT jako staruszki cierpiącej na postępującą demencję jest niegodziwe (co JB napisał w swojej recenzji). A o zawracaniu biegu historii ten film nie mówi, wbrew pozorom, wcale lub prawie wcale. Zauważmy, że ta świetna scena u lekarza składa się z dwu ripost MT - jedna ta historiozoficzna sprawia wrażenie mechanicznej recytacji z taśmy magnetofonowej, a druga do lekarza by odebrał telefon jest reakcją żywej osoby przejmującej się bliźnimi. W filmowym skrócie mamy tu zderzenie bezdusznego mechanicznego doktrynerstwa prowolnościowego z autentyczną t
Dodano: 2012-02-25 17:44:18
Dodał: ~Henryk Krzyżanowski
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.