Demokracja konsumentów

Fragmenty książki "Interwencjonizm" Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem książki Ludwiga von Misesa "Interwencjonizm", wydanej przez Wydawnictwo Arcana w 2000 roku. Fragment... Więcej »

Tragedia euro: UGW jako system wywołujący konflikty

Niedawne wybory w Grecji, porażka Nicolasa Sarkozy'ego we Francji, protesty w Hiszpanii, wciąż niestabilna sytuacja w strefie euro... Unijny serial trwa w najlepsze. Kiedy wreszcie nastąpi jego koniec?... Więcej »

Podsumowanie wizyty prof. Victora Claara

W ubiegłym miesiącu po raz drugi na zaproszenie PAFERE przyjechał do Polski prof. Victor Claar. Głównym celem podróży naszego gościa był udział w konferencji z okazji 5-lecia Fundacji PAFERE, co już relacjonowaliśmy.... Więcej »

Poznaj laureatów III edycji Magistra PAFERE i ich prace

21 kwietnia 2012 roku odbyła się uroczysta gala III edycji Konkursu Magister PAFERE. Uroczystość prowadził koordynator projektu, Konrad Rajca. Obecni byli jurorzy: dr Sebastian Musioł, prof. Michał Wojciechowski... Więcej »

Rząd jest jak przewód pokarmowy niemowlaka: na jednym końcu olbrzymi apetyt, na drugim zero odpowiedzialności
Ronald Reagan

Droga praca

Od 1 lutego 2012 wzrośnie składka rentowa – najpierw propozycje zmian głosami koalicji zaaprobował parlament, a następnie prezydent podpisał ustawę. Wzrost kosztów pracy to bardzo zła wiadomość dla przedsiębiorców, zatrudnionych, ale również dla… budżetu państwa i samorządów.

Historia wysokości składki rentowej pokazuje jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W 2007 roku rząd Kazimierza Marcinkiewicza a potem Jarosława Kaczyńskiego, głównie w efekcie zabiegów ówczesnej minister finansów Zyty Gilowskiej, doprowadził do obniżenia kosztów pracy w postaci obniżenia składki rentowej w dwóch etapach. Łączna obniżka wyniosła wówczas 7 punktów procentowych, co miało pobudzić rynek pracy, zachęcić do tworzenia miejsc pracy, a także spowodować powrót części pracowników pracujących w szarej strefie do gospodarki rejestrowanej. Co ciekawe, ustawa została przegłosowana wbrew koalicjantowi PiS, czyli Samoobronie. Ustawę poparła wówczas Platforma Obywatelska, która z kolei dziś z powrotem podnosi koszty pracy.

Przy okazji dyskusji na temat podwyższenia składki rentowej byliśmy jednak świadkami himalajów ignorancji ekonomicznej ze strony obecnie rządzących, czego najlepszym przykładem była wypowiedź posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która stwierdziła w wywiadzie dla telewizji Polsat, że podniesienie o dwa punkty procentowe składki może spowodować ożywienie gospodarki i stworzenie nowych miejsc pracy. Skąd ta wiedza? Skąd to przypuszczenie? Skoro tak miałoby być to czemu Platforma podnosi składkę rentową dopiero w 5. roku swoich rządów, a nie od razu? Przecież bezrobocie przez cały okres rządów PO-PSL oscylowało w granicach 11-13 proc. i to mimo, że w tym czasie z Polski za chlebem uciekło ponad pół miliona ludzi w wieku aktywności zawodowej. Również minister finansów w czasie sejmowej debaty powiedział, że wzrost składki nie będzie odczuwalny dla przedsiębiorców, gdyż z badań, jakie posiada wynika, że polscy przedsiębiorcy mają w większości przypadków nadpłynność finansową…

Czy minister Rostowski rozmawiał kiedykolwiek z przedsiębiorcami? Czy były wykonane badania na temat sytuacji finansowej sektora małych i średnich firm, które to firmy wypracowują dwie trzecie całego Produktu Krajowego Brutto, a także tworzą najwięcej miejsc pracy?

Ignorancja podstawowych praw ekonomicznych przez rząd Platformy Obywatelskiej jest doprawdy zatrważająca. Podniesienie i tak już horrendalnie wysokich kosztów pracy (co jest jednym z powodów utrzymywania się wysokiego bezrobocia w Polsce w ostatnich dwóch dekadach, które nie spada poniżej 10 proc. nawet w okresach wysokiego wzrostu gospodarczego) nie może przynieść efektów innych jak oficjalny wzrost bezrobocia. To jakby stanąć na balkonie i puścić kamień z nadzieją, że tym razem nie zadziała grawitacja. Ale tak jak kamień nie może wisieć nieruchomo w powietrzu, podobnie wzrost kosztów pracy nie może spowodować efektów, o których mówiła posłanka Kidawa-Błońska.

Rządząca koalicja twierdzi, że dla przedsiębiorców nie są to duże koszty do udźwignięcia i nie powinni narzekać na powrót do starych zasad, bo przecież gdy była wyższa składka też jakoś sobie radzili. To prawda, że na pierwszy rzut oka zwiększenie składek o kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych nie robi wielkiego wrażenia. Przy minimalnym wynagrodzeniu pracodawca zapłaci 97,50 zł zamiast 67,50, ale jeśli podliczymy tę sumę w ciągu całego roku to koszt zatrudnienia pracownika zwiększy się o 240,00 zł. Przy najniższym wynagrodzeniu. Zatrudniając kilka osób robi się już całkiem pokaźna suma. W skali całego roku i wszystkich firm mamy już sumę rzędu 6 miliardów złotych, które zostaną odebrane przedsiębiorcom i pracownikom.

Oczywiście wyższe składki zapłacą również urzędy i samorządy za swoich pracowników, którzy w zdecydowanej większości nie tworzą żadnego realnego bogactwa gospodarczego, lecz jedynie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu życia gospodarczego. Jeśli zwiększy się koszt zatrudnienia tych pracowników, bo nie sposób sobie wyobrazić tego, że mogłyby się zacząć redukcje etatów, mniej pieniędzy będzie w budżetach samorządów na cele ogólnospołeczne.

W dłuższej perspektywie można się zatem spodziewać, że podniesienie kosztów pracy spowoduje kolejną falę odpływu pracowników do szarej strefy, gdzie zamiast wyszydzanych i zwalczanych tzw. umów śmieciowych, będziemy mieć kolejki w urzędach pracy, aby zdobyć zasiłek, albo zawierać z pracodawcą umowę „na gębę”.

Rządzący jakby nie przejmując się logiką i prawami ekonomii twierdzą, że rynek pracy sobie poradzi, tym bardziej, że od wielu lat setki miliony złotych przeznaczane są na „tworzenie” miejsc pracy lub aktywizację, czy przebranżowienie bezrobotnych. To jednak nic innego jak dreptanie w miejscu, gdyż państwo nie może tworzyć nowych miejsc bez uprzedniego zniszczenia innych miejsca pracy. Rządy chwalą się, że stworzyły tysiące nowych miejsc pracy, a tymczasem bezrobocie wcale nie maleje – jak to możliwe ktoś zapyta. Wyczerpującej odpowiedzi dlaczego tak się dzieje udzielił już półtora wieku temu francuski pisarz i pamflecista Frederic Bastiat, który w słynnym eseju „Co widać i czego nie widać” napisał: Jeżeli rząd buduje dom to widzimy ludzi zatrudnionych przy jego budowie, widzimy postępy ich pracy (…) Ale są inne rzeczy, których nie widzimy, ponieważ – niestety – nie pozwolono im powstać (…) Opodatkowanie na cele publicznego budownictwa niszczy w innych gałęziach gospodarki tyle miejsc pracy, ile tworzy w budownictwie. Przynosi także skutek w postaci prywatnych domów, których się nie buduje.

Jeśli zależy nam, aby ludzie mieli pracę to nie można karać najwyższymi obciążeniami tych, którzy chcą pracować i tych, którzy chcą ich zatrudniać. To jest tak proste, że nawet przedszkolaki byłyby w stanie zrozumieć. Dziś zarabiający brutto 3600,00 zł dostaje do ręki 2000,00 zł, czyli za sam fakt tego, że pracuje legalnie zostaje pozbawiony blisko 40 proc. tego co wypracowuje. W zamian zresztą nic nie otrzymuje, bo wysokości emerytury nie zna, do lekarza dostać się nie sposób, a jeśli straci pracę to na nic nie może liczyć ze strony państwa. Trudno doprawdy dziwić się, że w takich warunkach ludzie uciekają. Uciekają albo w szarą strefę, albo uciekają z Polski…

Paweł Toboła-Pertkiewicz

Autor jest wiceprezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (www.pafere.org) oraz prywatnym przedsiębiorcą.


Artykuł ukazał się w Naszym Dzienniku.

Zapraszamy również do obejrzenia ciekawej animacji o kosztach życia. 

Data dodania: 2012-02-01 11:38:08
Artykul przeczytano 242 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
rasheeda pisze: rasheedaTa Ten wasz zwwsaarski egocentryzm (bo wypowiedź pasuje do Wawki, chociaż nie wiem skąd jesteś). Działanie na zasadzie Nie mf3j problem, to żaden problem. Teraz jednak wyobraź sobie, że wszyscy postępowaliby tak jak w Twoim modelu. Poza tą nieliczną grupą ludzi, ktf3rzy są mobilni i potrafią sobie zapewnić samozatrudnienie w postaci działalności gospodarczej, większość walczy na rynku pracy. Ale wszystko idzie dla nich gładko tylko w przypadku, gdy są samotni. Jeżeli zakładają rodzinę, oboje muszą pracować żeby to jakoś utrzymać. Ale mało tego! Niech wszyscy postępują jak Ty byś postąpił i nie dajmy szans na zarobek tej kobitce, bo istnieje podejrzenie że może mieć czelność urodzić dziecko, kiedy jest u Ciebie zatrudniona. W efekcie, mamy mniejszy przyrost naturalny, więcej patologii ktf3re żyją z socjalki (rf3wnież z Twoich podatkf3w!), mały udział średniego sektora (bo taka kobitka pf3jdzie do byle jakiej
Dodano: 2012-03-18 15:48:20
Dodał: ~qmIpoLawxNTDRqopvNU
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.