Korupcja - przyczyny, moralne i gospodarcze skutki
Krzysztof Habich, w wydanej w 1997 r. książce p.t. „Powietrze na kartki” pisze w następujący sposób: „Przed kilkoma laty wydawało nam się, że decydując się na budowę gospodarki rynkowej, będziemy zmierzać w stronę wolności gospodarczej. Państwo jednak ciągle zachowuje się, jak urzędnicza z Dąbrowy Górniczej, z którą miałem do czynienia w 1989 r. Ustawę o działalności gospodarczej, liberalizującą skostniałe, socjalistyczne przepisy, przywitała ona okrzykiem oburzenia: jak każdemu będzie wszystko wolno, to co my będziemy robić?”.
Czym jest korupcja? W myśl art. 1 ust. 3 Ustawy z 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (Dz.U. z 2006 r. Nr 104, poz. 708), korupcją jest „obiecywanie, proponowanie, wręczanie, żądanie, przyjmowanie przez jakąkolwiek osobę, bezpośrednio lub pośrednio, jakiejkolwiek nienależnej korzyści majątkowej, osobistej lub innej, dla niej samej lub jakiejkolwiek innej osoby, lub przyjmowanie propozycji lub obietnicy takich korzyści w zamian za działanie lub zaniechanie działania w wykonywaniu funkcji publicznej lub w toku działalności gospodarczej”.
Z kolei treść art. 2 cywilnoprawnej konwencji o korupcji sporządzonej w Strasburgu 4 listopada 1999 r. (Dz.U. z 2004 r. Nr 244, poz. 2443) określa korupcję jako „żądanie, proponowanie, wręczanie lub przyjmowanie, bezpośrednio lub pośrednio, łapówki lub jakiejkolwiek innej nienależnej korzyści lub jej obietnicy, które wypacza prawidłowe wykonywanie jakiegokolwiek obowiązku lub zachowanie wymagane od osoby otrzymującej łapówkę, nienależną korzyść lub jej obietnicę”.
Jak wiemy, definicje legalne, ustawowe, często bardziej utrudniają, niż ułatwiają zrozumienie opisywanej przez siebie sytuacji prawnej, jednakże w tym przypadku nie odbiegają one od potocznego znaczenia, jakie nadajemy terminowi „korupcja”, która jest niczym innym, niż nadużywaniem stanowiska publicznego w celu uzyskiwania prywatnych korzyści , a co jest równoznaczne z okradaniem obywateli, ba, całych społeczności, z tego, co do nich należy, lub jest im należne.
Zjawisko korupcji ma wiele przyczyn, przykładowo pojawia się tam, gdzie dochodzi do styku polityki z biznesem, gdy gospodarka jest zetatyzowana czy też gdy przepisy prawne są niejasno sformułowane. Istnieje jeden wspólny mianownik dla tychże negatywnych zjawisk, a jest nim udział państwa w gospodarce. Urzędnicy stosują bowiem najgorszy, czwarty z opisanych przez Miltona Friedmana sposobów wydawania pieniędzy – cudzych i na cudze potrzeby. Polska boryka się dodatkowo z jeszcze jednym, poważnym problemem. Jak sprecyzował to w jednej ze swych wcześniejszych wypowiedzi prof. Zybertowicz, komunizm nie został w naszym kraju obalony, a zdemontowany. Już semantyczna różnica między tymi dwoma określeniami sugeruje kontrolę nad procesem przechodzenia od gospodarki centralnie planowanej do – teoretycznie - wolnorynkowej. Tylko teoretycznie, ponieważ w wielu kluczowych dla państwa gałęziach gospodarki (oprócz, rzecz jasna, polityki, ponieważ, jak wielokrotnie akcentował to redaktor Stanisław Michalkiewicz, nie można obecnie w Polsce skutecznie działać w polityce, nie będąc niczyim agentem) znaleźć można ludzi w taki, czy inny sposób związanych z komunistycznymi tajnymi służbami, cywilnymi lub wojskowymi, którzy wykorzystują zajmowane przez siebie stanowiska, czy pozycje społeczne do uskuteczniania procederu, opisanego barwnie przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie”, gdy książę Bogusław Radziwiłł wskazywał Kmicicowi, że Rzeczpospolita to sukno, za które wszyscy ciągną, aby urwać kawałek dla siebie.
Należy podkreślić raz jeszcze, że korupcja to nic innego, jak forma kradzieży. Co do zasady, kraść można bezpośrednio lub pośrednio. Korupcja kwalifikuje się do tej drugiej kategorii, jako że polega na przywłaszczaniu sobie korzyści w wyniku ograniczenia innemu człowiekowi prawa do jego własności, czy wolności. Tak dzieje się na przykład wówczas, gdy przetarg wygrywa nie firma oferująca najbardziej efektywne rozwiązanie (czyli możliwie najwyższą jakość za najniższą cenę), lecz „znajomy króliczka”. On na tym zyskuje, ale odbywa się to kosztem społeczności, która przecież poniosła wydatki na ten cel, a pozbawiona została możliwości dokonania najbardziej optymalnego ekonomicznie wyboru.
Co więcej, korupcja - jako forma kradzieży - jest grzechem przeciw VII Przykazaniu, wspartemu również X Przykazaniem, które zakazuje nawet pożądania jakiejkolwiek rzeczy, będącej własnością bliźniego. Grzeszy więc osoba, która wręcza korzyść w zamian za uzyskanie dla siebie de facto i de iure nielegalnej decyzji, ponieważ będzie się bogaciła w nieuczciwy sposób, osiągnięty niesprawiedliwymi metodami. Grzeszy jednak również ten, kto taką korzyść przyjmuje, bo w ten sposób sprzeniewierza się pełnionej przez siebie funkcji publicznej. Jednym z jej obowiązków jest przecież dbałość o przestrzeganie prawa.
Poważnym problemem w Polsce są liczne koncesje na prowadzenie działalności gospodarczej i na nich chciałbym się skupić, jako na jednym z głównych czynników korupcjogennych. Koncesje i zezwolenia to zasadniczo spuścizna po komunizmie i gospodarce etatystycznej, od której wciąż nie możemy się uwolnić, pomimo upływu ponad 20 lat od trąbionej szumnie tzw. transformacji ustrojowej. Po wtóre, jest to wymarzony instrument eliminacji konkurencji ekonomicznej.
Przykładem zdrowego rozwiązania ustawodawczego, jeśli chodzi o wolność gospodarczą, była tzw. Ustawa Wilczka z grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej (Dz.U. z 1988 r. Nr 41, poz. 324), uchwalona jeszcze przez Sejm PRL. Obowiązywała teoretycznie przez ponad 10 lat. Tylko teoretycznie, ponieważ z czasem stała się protezą prawa gospodarczego, ale o tym za chwilę.
Zgodnie z art. 1 tej ustawy „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa.”, zaś w myśl art. 4 ust. 1 „Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności i działań, które nie są przez prawo zabronione”. Sapienti sat, mądrej głowie dość dwie słowie.
Art. 11 w tekście pierwotnym zawierał zaledwie 11 koncesji:
1. Wydobywanie kopalin podlegających prawu górniczemu oraz poszukiwanie złóż tych kopalin;
2. Przetwórstwo i obrót metalami szlachetnymi i kamieniami szlachetnymi;
3. Wytwarzanie i obrót materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją;
4. Wytwarzanie środków farmaceutycznych, odurzających i psychotropowych, artykułów sanitarnych oraz substancji trujących;
5. Wyrób, oczyszczanie i odwadnianie spirytusu oraz wydzielanie spirytusu z innego wytworu, a także wyrób wódek;
6. Wytwarzanie wyrobów tytoniowych;
7. Transport morski, lotniczy oraz wykonywanie innych usług lotniczych;
8. Prowadzenie aptek;
9. Obrót z zagranicą towarami i usługami, określonymi w drodze rozporządzenia przez Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą;
10. Obrót dobrami kultury powstałymi przed dniem 9 maja 1945 r.;
11. Usługi: ochrona osób i mienia, detektywistyczne oraz w sprawach paszportowych.
Rzecz jasna, można prowadzić dyskusje, czy, z punktu widzenia nieskrępowanej gospodarki, regulacja, którą przytoczyłem, była doskonała, ale – zdaniem znanych ekonomistów (Adam Sadowski, Robert Gwiazdowski czy Ireneusz Jabłoński) – był to najbardziej wolnorynkowy akt prawa gospodarczego w ówczesnej Europie. W oparciu o niego powstało na przestrzeni kilku lat kilka milionów przedsiębiorstw prywatnych, w których znalazło zatrudnienie 6 milionów ludzi, w większości z likwidowanych przedsiębiorstw państwowych. Ustawa liczyła zaledwie 54 artykuły. Na przestrzeni 7 lat obowiązywania nowelizowana była czterdziestokrotnie. Za każdym razem zakres niekoncesjonowanej działalności kurczył się. Centrum im. Adama Smith’a doliczyło się już w 2004 r., a więc 7 lat temu, 217 koncesji. Konia z rzędem temu, kto precyzyjnie poda ich liczbę w dniu dzisiejszym.
Ze swej strony dodam tylko, że w rzeczywistości artykułów regulujących działalność gospodarczą było w Ustawie Wilczka dosłownie 25, reszta ze wspomnianych 54 były zmianami w przepisach obowiązujących. Obecna Ustawa z dnia lipca 2004 r. o „swobodzie” działalności gospodarczej odsyła do niewyobrażalnej ilości innych aktów prawnych. Nawet pobieżne porównanie jej z Ustawą Wilczka bezapelacyjnie wypada na korzyść tej drugiej, napisanej w sposób zrozumiały, bez niezliczonych definicji, odniesień czy wyłączeń.
Przykład patologicznego funkcjonowania styku polityki z biznesem oraz niejasnych przepisów prawnych obrazuje mający miejsce w latach ‘90 proceder wyłudzania zwrotu podatku VAT, pobieranego od towarów przeznaczonych na eksport. Odbywał się on na bardzo szeroką skalę. Osoby obracające się w kręgach biznesowych, mające szerokie powiązania z polityką, a nierzadko z tajnymi służbami (np. znany przedsiębiorca z mojego regionu, a imię jego - milion) eksportowały, głównie za wschodnią granicę Polski, często fikcyjnie, istniejące wyłącznie na papierze towary, po czym, z tytułu tegoż „eksportu” otrzymywały zwrot podatku VAT. Cała ta zabawa często sprowadzała się wyłącznie do wędrówki fałszowanych przez przekupione polskie i obce służby celne dokumentów, przedstawianych potem polskiemu pionowi skarbowemu celem uzyskania zwrotu. Czysty zysk, nie licząc łapówek!
Kolejny, tym razem bliski nam w czasie przykład (absolutne mistrzostwo świata), to budowa nieszczęsnych polskich autostrad, konkretnie zorganizowanego rabunku znacznych ilości kruszywa z terenu budów, a następnie ponownej sprzedaży, tego samego kruszywa, temu samemu odbiorcy. Skala tego niebywale śmiałego „przedsięwzięcia” była tak szeroko zakrojona i zorganizowana, że między bajki można włożyć oficjalne wyjaśnienia o tzw. „nieznanych sprawcach”.
Skutki korupcji można rozważać dwupłaszczyznowo. Po pierwsze, wyrażają się w wymiernych stratach ekonomicznych, spowodowanych zaburzeniem prawidłowego funkcjonowania mechanizmu rynkowego. Motorem nie jest zdrowa chęć zysku, dzięki której przedsiębiorca, we własnym, dobrze pojętym interesie dostarcza wytworów swej pracy i satysfakcji klientom, ale chciwość, operująca ponad prawem i ograniczająca wolność ludzką.
Korupcja implikuje jednak również negatywne konsekwencje moralne. Zniechęca bliźnich do aktywności ekonomicznej, obniża poziom zaufania do własnego państwa, co więcej, skutecznie odstrasza międzynarodowy kapitał.
Oba te wymiary skupia w sobie, jak w soczewce, zjawisko, któremu na imię MAFIA.
Tomasz Tokarski
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.




.jpg)







.png)


