Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

7 miliardów ludzi...

Nie tak dawno temu cały świat obiegła wiadomość, że ONZ ogłosił 31 października symbolicznym dniem narodzin siedmiomiliardowego obywatela świata. Komentarze jakie towarzyszyły tej informacji nie były jednak radosne, przez świat przelał się szmer niedowierzania połączony z przerażeniem. Już jest nas 7 miliardów. Co robić?

W związku z tym zdecydowaliśmy się na publikację części książki "Ludność. Największe bogactwo świata", która ukazała się z początkiem 2011 r. dzięki naszej Fundacji. Okazuje się, że argumenty w niej zawarte stały się niezwykle na czasie.

*  *  *

Więcej ludzi, to większy dobrobyt, czystsze środowisko, dostatek zasobów naturalnych

Wprowadzenie


Przez wielu mieszkańców indyjskich miast, wzrost demograficzny postrzegany jest jako coś straszliwego, jako wielkie zagrożenie. Są przekonani, że ludzie mają zbyt wiele dzieci, aby w Indiach mogło być dobrze, i że zbyt wysoki przyrost naturalny hamuje z kolei rozwój gospodarczy kraju. Wielu z nich naprawdę wierzy, że wysoki przyrost naturalny jest jedynym powodem, dla którego gospodarka nie rozwija się szybko i wystarczy, by powstrzymać przyrost naturalny, a wówczas gospodarka ruszy pełną parą.    
Powyższa teoria została w ciągu dwóch ostatnich dekad całkowicie obalona przez ekonomistów specjalizujących się w badaniach statystycznych. Doktryna ta jest jednak o tyle niebezpieczna, że odciąga uwagę od spraw stanowiących prawdziwe bariery rozwoju gospodarczego. Ludzie powinni się zatem dowiedzieć, że obawy o przyszłość nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością. By wyjaśnić tę sprawę, najlepiej będzie, jeśli obierzemy jak największą perspektywę historyczną w myśl zasady, że im dalej w przeszłość się patrzy, tym więcej wiadomo o przyszłości.
A oto i historia demograficzna ludzkości w pigułce. Od 2 milionów  lub 200 tysięcy, lub 20 tysięcy, lub 2 tysięcy lat wstecz aż do XVIII wieku naszej ery, wzrost demograficzny był bardzo powolny, nie było niemal żadnej poprawy warunków zdrowotnych lub spadku wskaźników umieralności, występował powolny wzrost dostępności zasobów naturalnych (jednak nie na tyle duży, by spowodować ich wyczerpanie), polepszały się warunki życia tylko niektórych ludzi i widoczny był mieszany wpływ działalności ludzkiej na czystość środowiska.
Począwszy od XVIII wieku sytuacja uległa diametralnej zmianie. Nastąpił szybki wzrost demograficzny spowodowany spektakularnym spadkiem umieralności, wzrostem dostępności zasobów naturalnych, powszechną poprawą warunków życia. Środowisko naturalne w wielu miejscach na Ziemi było tak czyste i piękne jak nigdy wcześniej, choć w innych – tam, gdzie rządzą socjaliści i jest bieda – zostało poważnie zniszczone.
A zatem: więcej ludzi i większy dobrobyt oznacza większą (a nie mniejszą) dostępność zasobów naturalnych, co jest całkowitą odwrotnością wniosków płynących z teorii maltuzjańskiej. Naszym zadaniem jest wyciągnięcie wniosków z tych rewelacyjnych i pomyślnych, a przy tym szczęśliwych, okoliczności. 
Smutek i zaniepokojenie, które towarzyszą dziś przyrostowi demograficznemu i „kryzysowi” zasobów naturalnych, nie mają żadnego oparcia w faktach naukowych. Każdy ekonomista specjalizujący się w rozwoju rolnictwa wie, że zarówno mieszkańcy Indii, jak i innych krajów na świecie, od czasów II wojny światowej odżywiają się coraz lepiej. Każdy ekonomista zajmujący się kwestią zasobów naturalnych wie z kolei, że wszystkie zasoby naturalne stają się coraz bardziej – a nie coraz mniej – dostępne, co na przestrzeni wieków wykazuje spadek ich cen (w porównaniu do zarobków). Każdy demograf wie, że na całym świecie spada umieralność. W ciągu dwóch ostatnich wieków, średnia długość życia wydłużyła się w krajach bogatych niemal trzykrotnie, a w krajach biednych – niemal się podwoiła w przeciągu zaledwie czterdziestu lat.
Obecnie wiadomo również, że wzrost demograficzny nie opóźnia rozwoju gospodarczego. W latach osiemdziesiątych XX wieku nastąpiła wśród ekonomistów zajmujących się badaniami demograficznymi całkowita zmiana przekonań w kwestii wpływu rosnącej liczby ludności na gospodarkę. W roku 1986 Narodowa Rada Badań oraz Narodowa Akademia Nauki w Indiach całkowicie zmieniły swoje „oficjalne”, pełne obaw zdanie, wyrażone w 1971 roku. Obie instytucje przyznały, że żadne statystyki nie potwierdzają istnienia negatywnego związku między wzrostem liczby ludności i wzrostem gospodarczym, dodając, że „jedynie skończona ilość nieodnawialnych surowców naturalnych może stanowić niewielkie ograniczenie wzrostu gospodarczego”. Całkowita zmiana stanowiska naukowców w kwestii skutków wzrostu ludności została pominięta zarówno przez media, jak i organizacje ochrony środowiska przeciwne wzrostowi populacji ludzkiej oraz przez instytucje opowiadające się za wprowadzeniem kontroli urodzeń w różnych krajach.
A oto nasze najważniejsze stwierdzenie: gdy śledzimy problem przez wystarczająco długi czas, dochodzimy do wniosku, że niemal każda zmiana czy trend ekonomiczny, jak i społeczny, zmierzają w dobrym kierunku.
Dla odpowiedniego zrozumienia ważnych aspektów ekonomii musimy prześledzić trendy długoterminowe. Media są jednak zainteresowane porównaniami krótkoterminowymi – między płciami, grupami wiekowymi, politycznymi czy rasami, gdzie jednak otrzymujemy wyniki mniej miarodajne. Powtórzmy więc: niemal każdy istotny długoterminowy aspekt dotyczący warunków życia ludzi pokazuje, że od dziesiątków lat i całych stuleci warunki te ulegają poprawie, tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych krajach na całym świecie. I nie ma żadnych przekonujących dowodów na to, że ten trend nie będzie trwał zawsze.  

Fakty

Pozwolę sobie szybko przywołać kilka danych o tym, jak wyglądało i wygląda ludzkie życie, zaczynając od najważniejszej kwestii, czyli kwestii samego życia.

Zwycięstwo nad wczesnym umieraniem


Najważniejszym i najbardziej zdumiewającym faktem demograficznym – naszym zdaniem największym ludzkim osiągnięciem – jest spadek umieralności. Dane zawarte w tabeli 1-1 pokazują historię spodziewanej długości życia ludzi w momencie narodzenia.



Tysiące lat zajęło nam wydłużenie życia z zaledwie dwudziestu lat do dwudziestu kilku, jakich można było przeciętnie dożyć w 1750 roku. Później spodziewana długość życia w najbogatszych krajach zaczęła gwałtownie rosnąć, by ulec potrojeniu w przeciągu zaledwie dwóch stuleci. Przez ostatnie dwa wieki długość życia, jakiej można było oczekiwać dla siebie lub swojego dziecka, w krajach rozwiniętych skoczyła z poziomu poniżej trzydziestu lat do blisko siedemdziesięciu pięciu. Czy byliśmy świadkami jakiegoś większego osiągnięcia niż ta walka z przedwczesną śmiercią w bogatych krajach? To właśnie spadek umieralności jest przyczyną wzrostu ludności na świecie.
Już po zakończeniu II wojny światowej, począwszy od lat pięćdziesiątych XX wieku, spodziewana długość życia w krajach biednych skoczyła w górę o około 15 do nawet 20 lat, co zostało spowodowane postępem w rolnictwie, poprawą warunków sanitarnych i rozwojem nauk medycznych (patrz wykres 1-2a i 1-2b).



W XIX wieku ziemia mogła wyżywić zaledwie miliard ludzi. Dziesięć tysięcy lat wcześniej zaledwie 4 miliony ludzi mogło się utrzymać przy życiu. Obecnie około 6 miliardów ludzi żyje dłużej i bardziej zdrowo niż kiedykolwiek wcześniej. Wzrost liczby ludności w Indiach, a także na całym świecie, dowodzi wielkiego postępu, jaki osiągnęła ludzkość w walce z przedwczesną śmiercią.

Większa dostępność zasobów naturalnych

Poziom zasobów naturalnych pozostałych jeszcze do wykorzystania od zawsze martwił ludzi. Tymczasem dane statystyczne wyraźnie pokazują, że dostępność wszystkich zasobów naturalnych – mierzona przez ekonomiczny wskaźnik, jakim są ceny czy koszta – ulega zwiększeniu w długim okresie i jedynie od czasu do czasu zaobserwować można krótkotrwałe wyjątki od tej zasady, innymi słowy: dostępność tych zasobów rośnie. Weźmy pod uwagę miedź, która jest reprezentatywna dla innych metali. Na wykresie 1-3a widać stosunek jej ceny do zarobków w Stanach Zjednoczonych, począwszy od 1800 roku. Koszt tony tego metalu stanowi obecnie jedną dziesiątą ceny sprzed dwustu lat. Tendencja spadających cen miedzi utrzymuje się od wielu lat. W XVIII wieku p.n.e. w Babilonie pod rządami Hammurabiego – a więc blisko 4 tysiące lat temu – cena miedzi w stosunku do zarobków była blisko tysiąc razy większa od obecnej ceny tego metalu w USA. W czasach Cesarstwa Rzymskiego cena ta była blisko sto razy większa niż obecnie.
Na wykresie 1-3b widzimy stosunek ceny miedzi do indeksu cen konsumpcyjnych w Stanach Zjednoczonych. Wszystko co kupujemy – długopisy, koszule, opony – staje się od lat coraz tańsze, gdyż nauczyliśmy się – zwłaszcza w ciągu ostatnich 200 lat – wytwarzać rzeczy taniej. Mimo tego, niezwykłym zjawiskiem jest fakt, że zasoby naturalne tanieją nawet szybciej niż dobra konsumpcyjne. W każdym razie bogactwa naturalne stają się coraz bardziej, a nie coraz mniej dostępne.



Przepowiednie mówiące, że zabraknie miedzi i innych metali, okazały się na szczęście nietrafione, przyczyniając się jednakże do wystąpienia katastrof gospodarczych, które dotknęły kopalnie i biedne kraje, gdzie oparto całą gospodarkę na wydobywaniu surowców. Wmawiano im, iż ceny surowców będą rosły. Nietrafione prognozy spowodowały także kierowanie cennych środków w projekty, które zostały zmarnowane i przyczyniły się do wprowadzenia marnych i niebezpiecznych standardów, jak np. w przemyśle motoryzacyjnym w Stanach Zjednoczonych. Nic jednak nie umniejszyło wiarygodności tych czarnowidzów w prasie i nie zmniejszyło ich wpływu na rządy, które pod ich wpływem nawołują do gromadzenia zasobów naturalnych.
Zbadajmy przypadek ropy naftowej. Szokujący wzrost cen surowca w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku nie został spowodowany rosnącym niedoborem. W rzeczywistości cena ropy, po uwzględnieniu inflacji, wróciła do poziomu zbliżonego do tego, na jakim była przed czasem, gdy z powodów politycznych została podniesiona. Cena benzyny jest obecnie na najniższym poziomie w historii i nadal spada. Weźmy energię; nie ma żadnych podstaw aby sądzić, że zasoby energii są skończone, lub też że cena energii nie będzie zawsze spadać – jak ma to miejsce od długiego czasu. Energia atomowa będzie dostępna w nieograniczonych ilościach za stałą lub coraz niższą cenę.

Pożywienie: „dobra tendencja”

Żywność jest szczególnie ważnym bogactwem. Istnieją wyraźne dowody na to, że jesteśmy świadkami dobrej tendencji, jeśli chodzi o dostępność żywności, nawet mimo rosnącej liczby ludności. Stosunek ceny żywności do dochodów mierzony przez długi czas pokazuje, że w Stanach Zjednoczonych cena żywności stanowi obecnie zaledwie dziesiątą część ceny z 1800 roku (wykres 1-4a). Cena zboża z powodu wzrostu jego produkcji, jest nawet niższa w stosunku do dóbr konsumpcyjnych, podobnie rzecz ma się z innymi podstawowymi produktami spożywczymi (wykres 1-4b).



W ostatnim wieku zmniejszyła się ilość przypadków śmierci głodowej spowodowanych niedostatkiem pożywienia, co pokazuje nie tylko stosunek występowania tych przypadków do liczby ludności, ale także ich wartość bezwzględną, co szczególnie widoczne jest w Indiach. W kraju tym, ilość pożywienia przypadającego na osobę rośnie nieprzerwanie od 50 lat (wykres 1-5).



Tylko jedno ważne bogactwo staje się mniej dostępne. Najważniejsze bogactwo ze wszystkich – ludzie i ich praca. Prawdą jest, że na świecie jest obecnie więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej, jednak jeśli będziemy mierzyć dostępność tego bogactwa analogicznie do innych dóbr przez to, jak wiele musimy za nie zapłacić, zauważymy, że zarobki i dochody na całym świecie rosną. I to zarówno w bogatych, jak i w biednych krajach. Cena, jaką trzeba zapłacić za usługę fryzjera, kucharza czy lekarza wzrosła w Indiach podobnie, jak wzrosła cena usług fryzjera, kucharza czy ekonomisty w Stanach Zjednoczonych. Ten wzrost cen świadczonych usług jest wyraźnym wskaźnikiem, że ludzie stają się mniej dostępni, nawet mimo tego, że jest nas coraz więcej.

Efekty wzrostu liczby ludności

Poczynając od 1967 roku, gdy laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Simon Kuznets, dokonał swej analizy, blisko tuzin miarodajnych studiów statystycznych przyznaje, że biorąc pod uwagę statystyki, nie zachodzi żadna negatywna relacja między wzrostem liczby ludności, a wzrostem gospodarczym. Wszelkie dostępne dowody wskazują na to, że wzrost demograficzny nie przyczynia się do obniżenia standardów życia. Przeciwnie, istnieją za to dowody na to, że w dłuższym czasie wzrost liczby ludności przyczynia się do podniesienia poziomu życia.
Ktoś dociekliwy może zapytać, czy gęstość zaludnienia nie jest lepszą zmienną niż wzrost liczby ludności. Takie badania również zostały przeprowadzone. Ponownie okazało się, że dane statystyczne dokładnie przeczą temu, co mogłoby się na tzw. „zdrowy rozum” wydawać. Jeśli zrobić wykres, gdzie na osi „x” umieścimy gęstość zaludnienia, a na osi „y” poziom dochodów lub zmianę tego poziomu, to zobaczymy, że większa gęstość zaludnienia wiąże się z lepszymi wynikami gospodarczymi.
Zresztą proszę to sprawdzić samemu: wystarczy wybrać się do Hongkongu. Zaledwie kilka dekad wcześniej miejsce to zdawało się nie mieć żadnych perspektyw ze względu na brak bogactw naturalnych. Dziś można tam podziwiać piękne, nowoczesne wieżowce biurowe i mieszkalne. Dosyć przejechać się przez godzinę lub dwie wspaniałymi autostradami, aby przekonać się, że bardzo wysoka gęstość zaludnienia nie stanowi przeszkody dla wygodnego życia i kwitnącej gospodarki, pod warunkiem, że system gospodarczy pozwala ludziom na realizowanie ich zdolności i korzystanie z możliwości, jakie stwarza. Przykład Singapuru pokazuje, że Hongkong nie jest wyjątkiem. Dwa przykłady nie są jeszcze oczywiście dowodem. Jednak szereg przykładów z innych krajów potwierdza, że nasz wniosek nie jest mylący.
Hongkong wywołuje we mnie szczególne emocje, ponieważ pierwszy raz odwiedziłem ten kraj w 1955 roku, gdy zszedłem na brzeg z niszczyciela Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Ogarnęła mnie wtedy litość na widok tysięcy ludzi śpiących na chodnikach lub w małych łodziach. Wydawało mi się wtedy oczywiste – podobnie jak musiało się wydawać każdemu świadkowi tych wydarzeń, że w Hongkongu nie uda się rozwiązać wielu problemów, takich jak: ogromne rzesze biednych ludzi bez pracy, całkowity brak zasobów naturalnych, coraz większa ilość uchodźców napływających przez granicę każdego dnia. Jednak, gdy wróciłem tam w 1983 roku, ujrzałem radosne tłumy zdrowych, aktywnych ludzi, pełnych nadziei i energii. Nie ma teraz żadnych powodów do litości nad tym narodem.
Najważniejszą korzyścią płynącą z liczebności ludności i jej wzrostu jest fakt, że im więcej ludzi, tym większy wkład w ogólny zasób potrzebnej wiedzy. Umysł liczy się w gospodarce podobnie jak, lub bardziej niż ręce czy usta. Postęp hamuje głównie brak wykwalifikowanych pracowników. Im więcej ludzi zasila nasze społeczeństwo, poprzez przyjście na świat czy imigrację, tym szybszy będzie materialny i kulturowy postęp naszej cywilizacji.
Muszę tu jednak postawić warunek, który bywa pomijany: nie twierdzę, że wszystko jest wszędzie dobrze i nie przewiduję, że przyszłość będzie różowa. Na świecie są dzieci głodne i chore; ludzie, którzy przeżywają swoje życie w fizycznej i intelektualnej biedzie, przy braku perspektyw; wojna czy jakieś nowe skażenie środowiska może nas wszystkich wyniszczyć. Chcę jednak powiedzieć, że na podstawie miarodajnych danych ekonomicznych, które przestudiowałem, istnieją tendencje poprawy we wszystkich wymienionych przed chwilą dziedzinach.
Nie twierdzę także, że lepsza przyszłość nastąpić musi i że nie musimy się o nią starać. Będzie lepiej, ponieważ kobiety i mężczyźni będą wysilać swoje ciała i umysły, i prawdopodobnie przezwyciężą trudności – jeżeli tylko systemy społeczne i gospodarcze im na to pozwolą.

Zdumiewające tendencje

Postarajmy się teraz wyjaśnić, dlaczego dobrobyt gospodarczy rośnie wraz ze wzrostem ludności, a nie jest tak, że w miarę, jak ludzi jest więcej, muszą oni żyć w coraz dotkliwszej biedzie i nędzy.
Teoria maltuzjańska głosząca coraz mniejszą dostępność zasobów naturalnych i zakładająca ich skończoną ilość, na której opierają się przeciwnicy wzrostu demograficznego, jest całkowicie sprzeczna z danymi zebranymi na przestrzeni czasu. Sensowne staje się zatem obranie innej filozofii. Teoria, która ma idealne pokrycie w faktach brzmi: większa liczba ludzi i większe ich dochody powodują problemy w krótkim czasie. Krótkoterminowe braki powodują wzrost cen, co wiąże się jednak z nowymi wyzwaniami i zachęca do poszukiwania rozwiązań. W wolnym społeczeństwie takie rozwiązania w końcu zostają znalezione. Na dłuższą metę nowe rozwiązania zostawiają nas w lepszej sytuacji niż wtedy, gdy problemów nie było.
Ujmując to innymi słowami: w krótkim okresie wzrost liczby konsumentów oznacza mniej określonych dóbr materialnych do podziału. Większa liczba pracowników pracująca na dostępny i ograniczony kapitał oznacza, że mniejszy zarobek przypadnie poszczególnym pracownikom. Ten efekt, znany jako „prawo malejących zysków” jest esencją teorii sformułowanej przez Malthusa.
Jednak jeśli bogactwa, które ludzie wykorzystują, nie są ograniczone w badanym czasie, maltuzjańska logika malejących zysków nie ma zastosowania. I oczywistym jest fakt, że gdy pozostawić ludziom czas na dostosowanie się do doświadczanych przez nich braków, to zasobów naturalnych nie można uznać za ograniczone. Ludzie tworzą bowiem więcej zasobów wszelkiego rodzaju.
Gdy prześledzimy tę kwestię przyjmując szeroką perspektywę, rysuje nam się inny obraz, bardziej złożony niż prosty schemat krótkoterminowy, gdzie więcej ludzi oznacza niższe średnie dochody. Na dłuższą bowiem metę, więcej ludzi niemal na pewno oznacza więcej dostępnych zasobów oraz wyższe dochody dla każdego.
Proponuję sprawdzić tę teorię na podstawie posiadanej wiedzy: Czy uważacie, że nasz standard życia byłby tak wysoki teraz, gdyby ogólne zaludnienie świata liczyło obecnie 4 miliony, podobnie jak jakieś 10 tysięcy lat temu? Osobiście, nie sądzę, byśmy mieli oświetlenie elektryczne lub ogrzewanie gazowe, samochody, penicylinę, byśmy odbywali podróże na Księżyc, lub by spodziewana długość naszego życia wynosiła w bogatych krajach 70 lat, zamiast – jak w przeszłości – 20 lub 25, gdyby zaludnienie nie osiągnęło swojego obecnego poziomu.

Rola wolności gospodarczej

Musimy teraz wspomnieć o innym istotnym aspekcie ekonomii zasobów i demografii – zakresie, w jakim polityczno-społeczno-gospodarczy system zapewnia jednostce wolność od przymusu państwa. Wykształceni ludzie potrzebują odpowiedniej społecznej i gospodarczej bazy, która będzie stanowić dla nich zachętę do ciężkiej pracy i podejmowania ryzyka, pozwalając im na rozwój swoich zdolności i czerpanie z nich owoców. Najważniejszym elementem jest wolność gospodarcza, szacunek dla własności prywatnej oraz sprawiedliwe i mądre zasady wolnego rynku, które są równe dla wszystkich.
Problemem nie jest więc zbyt duża liczba ludzi, lecz brak wolności politycznej i gospodarczej. Mocne dowody pochodzą z nadzwyczajnego eksperymentu, który rozpoczął się w latach czterdziestych XX wieku, gdy trzy kraje o tej samej kulturze i historii oraz zbliżonym standardzie życia, zostały podzielone po II wojnie światowej. Oto te kraje: Wschodnie i Zachodnie Niemcy, Północna i Południowa Korea, Tajwan oraz Chiny.
W każdym wypadku centralnie planowana gospodarka komunistyczna doświadczała mniejszej „presji demograficznej” mierzonej gęstością zaludnienia na kilometr kwadratowy, niż kraje gospodarki wolnorynkowej. Ponadto kraje komunistyczne i niekomunistyczne miały na początku zbliżony wskaźnik urodzeń (patrz tabela 1-1).



Gospodarki wolnorynkowe spisały się dużo lepiej niż centralnie planowane. System polityczno-gospodarczy był wyraźnie najważniejszą siłą, która grała rolę w przypadku trzech porównywanych par krajów. Wyjaśnienie tego rozwoju gospodarczego odbiera argumenty tym, którzy w samym wzroście liczby ludności chcą widzieć czynnik odpowiedzialny za postęp gospodarczy.

Podsumowanie i wnioski końcowe

W krótkim okresie wszystkie zasoby naturalne wydają się być ograniczone. W dłuższej perspektywie czasowej jest jednak inaczej. Standard życia od zawsze podnosi się wraz ze wzrostem ludności świata. Nie ma żadnych przekonujących dowodów ekonomicznych, które mówiłyby, że te tendencje poprawiania się warunków życia nie mogą być trwałe.
Oto obserwacje stanowiące podstawę naszej myśli: wzrost liczby ludności i dochodów powoduje obecne i spodziewane braki, i co za tym idzie, powoduje wzrost cen. Wzrost cen stwarza zaś okazję dla nastawionych na zysk przedsiębiorców, którzy starają się znaleźć nowe sposoby na uzupełnienie braków na rynku. Niektórym się nie udaje i sami ponoszą tego koszt. Inni jednak odnoszą sukces i w ostatecznym rozrachunku życie całego społeczeństwa staje się wygodniejsze niż przed pojawieniem się braków i związanych z tym problemów. Świadczy to o tym, że potrzebujemy problemów, co jednak nie oznacza oczywiście, że mamy je sobie sztucznie stwarzać.
Mam nadzieję, że zgodzicie się teraz, iż spojrzenie na problem w perspektywie długoterminowej pokazuje, iż mamy więcej dóbr materialnych tak w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie. Ten postęp nie następuje oczywiście sam z siebie. I nie chodzi mi o to, byśmy teraz spoczęli na laurach. W tym zgadzam się z pesymistami. Świat wymaga od całej ludzkości wysiłku na rzecz uczynienia z niego lepszego miejsca. Jednak nie zgadzam się z ich twierdzeniami, że niezależnie od naszych starań i tak wszystko źle się dla nas skończy. Wierzę, że ludzka historia będzie pełna sukcesów. Wierzę również, że przekonania pesymistów sprawdzają się na zasadzie autosugestii, gdyż jeśli spodziewasz się ponieść porażkę, ze względu na ograniczenia, których nie da się pokonać, prawdopodobnie czujesz się zrezygnowany i w efekcie po prostu rezygnujesz. Jednak, gdy umiesz dojrzeć możliwości i widzisz prawdopodobieństwo sukcesu, potrafisz wykrzesać z siebie wielkie pokłady energii i entuzjazmu.
To, że jest coraz więcej ludzi, rodzi problemy, ale to ludzie są kluczem do ich rozwiązania. Najważniejszą siłą, która może przyspieszyć postęp na świecie, jest wiedza ludzi, a hamulcami dla niej są:
a) brak wyobraźni
b) nierozsądne regulacje.
Największym bogactwem są ludzie, a zwłaszcza ludzie zdolni, pełni zapału i nadziei, ludzie młodzi przesiąknięci ideą wolności, kierujący swoje wysiłki i swoją pomysłowość ku zapewnieniu dobrobytu sobie i swoim rodzinom, działając w ten sposób na korzyść nas wszystkich i następnych pokoleń.

Julian L. Simon

Julian L. Simon (1932-1998) był profesorem Studiów Administracji i Zarządzania na Uniwersytecie Maryland w College Park. Przyczynił się do powołania Liberty Institute i był członkiem Zespołu Doradców Instytutu.
Julian Simon wygłosił powyższy tekst na otwarciu Warsztatów Wolnościowych zorganizowanych przez Liberty Institute w 1997 roku.


Esej jest częścią książki: Ludność. Największe bogactwo świata (Warszawa 2010, PAFERE/Prohibita).
Książkę można nabyć w sklepiku Fundacji PAFERE:
http://sklep.pafere.org/p,3,ludnosc-najwieksze-bogactwo-swiata.html
Całkowity dochód ze sprzedaży przeznaczony jest na cele statutowe Fundacji:
http://www.pafere.org/program_fundacji.html
Data dodania: 2011-11-09 15:41:26
Artykul przeczytano 3619 razy
 
Artykuł skomentowano 3 razy
Dodaj komentarz
Thanks for your tips about this blog. 1 thing I would want to say is the fact purchasing ertieloncc products items through the Internet is not new. The truth is, in the past decades alone, the market for online ertieloncc products has grown drastically. Today, you will discover practically just about any ertieloncc tool and product on the Internet, ranging from cameras plus camcorders to computer components and gambling consoles.
Dodano: 2015-10-23 09:10:34
Dodał: ~vG0kYFayG2e
A ja fanka Czesia jsteem dopiero od niedawna i bardzo zaluje, ze wczesniej nie dalam sie nam wic moim c rom na ogladanie tego serialu.
Dodano: 2012-02-20 01:04:45
Dodał: ~osHqtopiY
Niestety nie ma żadnych dowdów na to, że na świecie jest 7 miliardów czy 6 miliardów ludzi. To jest tylko straszak w rękach pewnej grupy "trzymającej władzę".
Dodano: 2011-11-16 10:48:22
Dodał: ~Robert
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.