O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jednostka a społeczeństwo

Niedawno temu pewien mój przyjaciel, który z natury jest filozofem, podzielił się ze mną swoją refleksją: "Historia Stanów to historia walki między jednostką a całym społeczeństwem". Kilka dni... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

"Chociaż dziś związki zawodowe są zbyt silne, w przeszłości były potrzebne"

Wyznawać przekonanie, że działania związków zawodowych przynoszą faktyczną poprawę losu klasy robotniczej, to przyznać, że gospodarka kapitalistyczna nie gwarantuje sprawiedliwej płacy i przyzwoitych warunków pracy. To przyznać, że nasza gospodarka wolnorynkowa nie funkcjonuje w sposób zadowalający, bez "wzmocnienia" jej działalnością związkową i ingerencjami politycznymi.


Prawda jest taka, że nieskrępowana gospodarka rynkowa przyznaje każdemu aktywnemu na rynku proporcjonalne owoce jego pracy. Działo się tak we wszystkich okresach historycznych i we wszystkich społeczeństwach, w których przestrzegano zasad wolności jednostki i prywatnej własności. Tak było 1900 lat temu w Rzymie, tak było w XVII-wiecznej Anglii i XIX-wiecznej Ameryce.

Powodów, dla których prapradziadek zarabiał 5 dolarów za 60-godzinny tydzień pracy należy doszukiwać się w jego niskiej wydajności, a nie w obecności związków zawodowych. Te 5 dolarów, które zarabiał, stanowiły pełne i sprawiedliwe wynagrodzenie za jego wysiłki wytwórcze. Zasady ekonomiczne wolnego rynku, konkurencji pomiędzy pracodawcami oraz mobilność pracownika i jego wolny wybór gwarantowały mu pełną płacę, w ramach określonych warunków produkcyjnych.

W porównaniu z dniem dzisiejszym w dawnych czasach płace były niskie, a warunki pracy prymitywne, ponieważ niska była wydajność, maszyny i narzędzia - proste, a technologia i metody produkcji - bardzo nieskomplikowane. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu nasza wydajność miałaby spaść do podobnego poziomu, to tydzień pracy wydłużyłby się bez względu na to, co przedstawiciele związków zawodowych mieliby na ten temat do powiedzenia.

W gospodarce wolnorynkowej stawki płac określone są przez wydajność pracy. Jako że niezaprzeczalną polityką realizowaną przez związki zawodowe jest obniżenie tej wydajności, faktycznie związki zawodowe doprowadziły do zmniejszenia płac i doprowadziły do pogorszenia się warunków pracy całej rzeszy ludzi, choć niektórzy uprzywilejowani członkowie związków czerpią z tego korzyści kosztem innych. Jest to prawdziwe szczególnie dziś, kiedy związki cieszą się wieloma prawami i dużą władzą polityczną. Było to także prawdą w wieku XVIII i XIX, kiedy nasi pradziadowie pracowali od świtu do zmierzchu za niską pensję.

Poprzez regulowanie stawek płac, określanie zasad pracy oraz cały szereg środków przymusu związki zawodowe jedynie narzucają pracodawcom wyższe koszty robocizny. Te wyższe koszty redukują dochody z zainwestowanego kapitału i ograniczają produkcję, co z kolei prowadzi do ograniczenia możliwości zatrudnienia. Dlatego właśnie nasze ośrodki ruchu związkowego są także ośrodkami bezrobocia.

Prawdą jednak jest, że wyżsi urzędnicy związkowi - którym akurat udaje się utrzymać ich miejsca pracy - faktycznie otrzymują wyższe wynagrodzenie. Jednak robotnicy, którzy nie mogą znaleźć pracy w branżach, w których działają związki zawodowe, szukają zatrudnienia w tych sektorach gospodarki, w których związków nie ma. Ten dopływ i absorpcja nadwyżki siły roboczej, na stanowiskach urzędniczych na przykład, prowadzi zwykle do zmniejszenia płacy, co tłumaczy zaskakującą różnicę pomiędzy stawkami określanymi w porozumieniu ze związkami i tymi określonymi bez ich ingerencji. Daje to początek przekonaniu, że funkcjonowanie związków zawodowych przynosi korzyści pracującym. Jednak w rzeczywistości istnienie branż, w których nie ma związków zawodowych, pomaga ukryć katastrofalne konsekwencje związkowej polityki i zapobiega masowemu bezrobociu.

Rozwój ruchu związkowego w ostatnim stuleciu jest wynikiem błędnej teorii wartości opartej na pracy. Uczy ona, że wszelkie zyski, czynsz i oprocentowanie muszą pochodzić z "wartości dodanej", której robotnicy są niesprawiedliwie pozbawiani. Związki zawodowe wraz ze swą długą historią przemocy i krzywd wyrządzonych robotnikom o wiele gorszych od zła, które miały rzekomo naprawić, są gorzkim owocem tej właśnie błędnej teorii.

Hans F. Sennholz
Tłum. Marek Albigowski

Foto.: http: listeningreading.blogspot.com


Artykuł pochodzi z magazynu "The Freeman", a opublikowany został w zbiorze "Fałsz politycznych frazesów - czyli pospolite złudzenia w gospodarce i polityce". Stanowi on część nasze
Biblioteki Wolnorynkowej Online...
Data dodania: 2017-03-02 13:30:00
Artykul przeczytano 3877 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.