Friedric Bastiat - mistrz reductio ad absurdum

Frédéric Bastiat (1801-1850) to postać, której należy się poczesne miejsce w kronikach ekonomii politycznej. Bastiat, członek The French Liberal, zwolennik leseferyzmu, szkoły ekonomistów, do której... Więcej »

O referendum konstytucyjnym. Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo... Więcej »

Wojna przeciw bogactwu

Jedną z mało zbadanych tajemnic historii jest wrogość społeczeństwa do swych największych dobroczyńców, do producentów bogactwa. Na każdym kontynencie i w każdej epoce ludzie, którzy górowali nad innymi... Więcej »

Jak długą żyją imperia i dlaczego upadają

O historii mówi się często, że jest nauczycielką życia. Ale jest również powiedzenie, że historia uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Zapewne tej drugiej maksymy trzymają się ci wszyscy, którzy... Więcej »

Jak pokonać marksizm?

Dobra zmiana dla Polski powinna przede wszystkim oznaczać całkowite wyrugowanie z mentalności naszego narodu wciąż obfitych złogów marksizmu. Więcej »

Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów
Milton Friedman

Twórzmy dobro, nie długi.

W dzisiejszym wydaniu  "Naszego Dziennika" ukazał się wywiad z dr. Samuelem Greggiem, który w dniach 29 marca - 2 kwietnia 2011r. gościł w Polsce na zaproszenie Fundacji PAEFRE.

Z dr. Samuelem Greggiem, ekspertem w dziedzinie ekonomii politycznej oraz historii gospodarczej, dyrektorem zespołu ekspertów Instytutu Lorda Actona, rozmawia Mariusz Bober

W wystąpieniu wygłoszonym podczas dyskusji zorganizowanej przez fundację PAFERE ekonomiczne samooszukiwanie się nazwał Pan współczesnym "diabłem". Czy rzeczywiście jest to największe zło ekonomii XXI wieku?

- Nie, są jeszcze inne, gorsze. Chciałem natomiast w ten sposób zwrócić uwagę na ignorowanie przez polityków i obywateli prawd ekonomicznych. Dziś pogłębia się ignorowanie rzeczywistości ekonomicznej, przejawiające się np. w przeznaczaniu ponad połowy krajowego PKB na wydatki socjalne. To nie jest jedynie problem gospodarczy. Jest to również przejaw oszukiwania siebie i innych o rzeczywistym stanie gospodarki.

Czy tak naprawdę społeczeństwo się oszukuje? A może politycy i finansiści oszukują obywateli? Eksperci oceniają, że to właśnie oni wywołali światowy kryzys gospodarczy.

- W pewnym sensie odpowiedzialni za światowy kryzys są wszyscy: politycy, którzy mamili ludzi wizjami państwa opiekuńczego, by zdobyć ich poparcie, instytucje finansowe, które nie ostrzegały, jak ryzykowną grę prowadzą rządzący, a także zwykli ludzie podpisujący umowy na kredyty, których nie byli w stanie spłacać, i inne podmioty. Odpowiedzialni są wszyscy, którzy nie chcą uznać prawdy, że zawsze nadchodzi moment, gdy zobowiązania trzeba spłacać. Jeśli więc ktoś uważa, że te długi można odkładać na przyszłość, to znaczy, że zostawia naszym dzieciom te prywatne zobowiązania, dług funduszy inwestycyjnych czy rządów. A moim zdaniem, nasza - ludzka odpowiedzialność polega na tym, by na przyszłość wydawać dzieci, nie gromadzić długi.

Więc może długi są nie tyle problemem ekonomii, ile edukacji albo komunikacji społecznej, które niewystarczająco uświadamiają ludziom konsekwencje m.in. rozrzutnej polityki?

- Mamy do czynienia z błędnym kołem. Najpierw politycy obiecują wyborcom, że jeśli zagłosują na nich, wówczas wykorzystają władzę do załatwienia konkretnych spraw dla nich. Wyborcy zaś mówią: zagłosujemy na was, jeśli załatwicie nasze problemy. W efekcie koło zamyka się takimi próbami wzajemnego przekupstwa, a obie strony uczą się złych zachowań.

Czyli oszustwo polega na obiecywaniu i zapewnianiu korzyści na kredyt?

- Myślę, że głównym źródłem problemu, o którym mówimy, czyli wzajemnego oszukiwania się, jest uleganie obalonym już teoriom ekonomicznym, takim jak np. keynesizm, stosowanym przez różne gospodarki, z różnych powodów, i w krajach prowadzących różną politykę. Kolejnym problemem jest swoisty moralny hazard. Banki, prywatne firmy, a nawet zwykli ludzie liczą, że państwo w razie problemów po prostu zaciągnie kredyty. Ale to nie jest właściwe podejście, bo pożyczając pieniądze od innego rządu, władze powinny zdawać sobie sprawę, że przyjdzie moment, gdy będą musiały je zwrócić. Warto o tym pomyśleć, zanim zaczniecie ufać ludziom, którzy zarabiają na pożyczaniu pieniędzy służących sfinansowaniu obecnych wydatków.

Dlaczego władze zadłużonych państw nie potrafiły wcześniej przeciwdziałać narastaniu zobowiązań? Nie traktowały finansów państwa jako wspólnego dobra?

- Myślę, że to jest właśnie sedno sprawy. Często wierzymy, że politycy są siłą rzeczy zatroskani o dobro wspólne. Ale oni kierują się raczej doraźnymi interesami politycznymi i kalendarzem wyborczym. Dlatego nie myślą o dobru wspólnym, ale starają się wprowadzać takie regulacje o charakterze socjalnym, które zapewnią im wystarczające poparcie wyborców. To sprawia, że tworzy się mechanizm, w którym utrzymanie się na stołku staje się ważniejsze od samego społeczeństwa. Jeśli chcemy realistycznie ocenić obecny światowy kryzys gospodarczy, musimy włączyć zarówno rządy, polityków, ekonomistów, jak i obywateli w konstruktywne myślenie o tym, jak możemy wyjść z tej sytuacji, w której każdy jest tak bardzo zależny od strukturalnego długu. Nie oznacza to, że politycy nie mają żadnej roli do odegrania. Oznacza to, że nie powinniśmy oczekiwać, iż znajdą remedium na nasze problemy. Przyzwyczailiśmy się przekazywać politykom uprawnienia do rozwiązywania naszych kłopotów, ale to nie znaczy, że w pewnych sprawach nie powinniśmy przejmować inicjatywy.

Dziś niemal wszystkie kraje świata są poważnie zadłużone. Z czego to wynika? Z nietrafionych inwestycji czy życia ponad stan?

- Myślę, że z wielu powodów. Jeden z aspektów dotyczy tego, że rządy gwarantują sobie nawzajem spłatę własnych długów. Problem ten widoczny jest obecnie zwłaszcza w Unii Europejskiej, gdzie długi bankrutujących krajów, takich jak Grecja, Irlandia czy Portugalia, a wkrótce być może także Hiszpania, gwarantują, czy raczej subsydiują Niemcy, Francja lub Wielka Brytania, które zresztą również są zadłużone. W ten sposób powstaje błędne koło: każdy jest wierzycielem i każdy jest dłużnikiem. Ale w pewnym momencie następuje przełom i okazuje się, że przedłużające się niewywiązywanie z zobowiązań burzy cały system wzajemnego zadłużenia.

W szczególnej sytuacji są biedne kraje, zwłaszcza afrykańskie, uzależnione zarówno od kredytów, jak i od tzw. pomocy humanitarnej.

- Sytuacja w tych krajach jest skomplikowana. Przez ostatnie 50 lat miliony, a nawet miliardy dolarów zostały przekazane przez państwa zachodnie w formie pomocy dla krajów rozwijających się. Mimo to w wielu z nich nie nastąpiła znacząca poprawa sytuacji gospodarczej. Dlaczego? Ponieważ tzw. pomoc międzynarodowa albo pożyczki udzielane jednym rządom przez inne w rzeczywistości nie miały na celu tworzenia inwestycji. Przekazywane fundusze często były defraudowane przez skorumpowanych urzędników, korupcja bowiem jest wciąż dużym problemem w krajach rozwijających się. Dlatego uważam, że to nie rządy, ale raczej prywatne firmy dokonywały inwestycji w tych biednych państwach, a wielkość tych inwestycji łatwo można policzyć. Dlatego moim zdaniem biednym krajom nie jest potrzebna tzw. pomoc międzynarodowa. One powinny raczej starać się tworzyć warunki korzystne dla inwestycji. W pewnym momencie dany kraj nie potrzebuje tak naprawdę pomocy humanitarnej, ale raczej stworzenia warunków do wytwarzania dóbr, bogactwa. To jest sekret wychodzenia z biedy. Jednak jest to oczywiście problem, który wymaga długofalowych działań.

Polska również ma problem z galopującym długiem. Jak zapanować nad nim, nie ograniczając inwestycji ważnych w rozwoju kraju?

- Już Adam Smith w swojej fundamentalnej dla ekonomii książce "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów" napisał, że rząd nie powinien zbytnio ingerować w życie społeczne i gospodarkę. Jednocześnie zaznaczył, że władze powinny budować mosty, drogi i to wszystko, co nazywamy infrastrukturą publiczną. Więc jest całkowicie normalne i rozsądne, jeśli rząd podejmuje te funkcje, nawet jeśli ma wysoki poziom zadłużenia publicznego. By go ograniczyć, trzeba po prostu poszukać innych dziedzin, w których można dokonać cięć wydatków. Na przykład w Stanach Zjednoczonych większość wydatków publicznych jest przeznaczanych na opiekę społeczną. Politycy, ale także ekonomiści, dziennikarze i zwykli obywatele w Polsce powinni dobrze się zastanowić, w których obszarach można znaleźć najwięcej oszczędności, oraz zdecydować, na co rząd powinien wydawać pieniądze, a na co nie. Jedną z możliwości jest także redukcja biurokracji, która stanowi problem każdego kraju. Biurokracja nie tworzy bogactwa, ona je pochłania.

A może głównym powodem problemów krajów zachodnich z długiem publicznym jest załamanie przyrostu naturalnego?

- To rzeczywiście bardzo poważny problem, zwłaszcza w Europie, może trochę mniejszy w USA, ze względu na duży odsetek zwykle młodych imigrantów, którzy uzupełniają zasoby siły roboczej. Jednak w wielu krajach odczuwalne jest załamanie demograficzne, co sprawia, że mniej pracowników musi opłacać składki ubezpieczenia społecznego większej liczby emerytów. Ten system jest nie do utrzymania na dłuższą metę. W USA i Europie już podejmuje się wysiłki, by rodziło się więcej dzieci. Może trzeba pomyśleć także o prywatnych ubezpieczeniach emerytalnych.

W wystąpieniu wskazał Pan na wpływ omawianych problemów gospodarczych na demokrację. Jakie mogą być skutki takiego oddziaływania w dłuższej perspektywie?

- W momencie gdy część społeczeństwa zrozumie, że może wykorzystać demokrację jako sposób, by - głosując na polityków wspierających zwiększenie świadczeń socjalnych - zmusić inne grupy społeczne do wspierania ich [poprzez wyższe podatki - red.], demokracja staje się systemem o bardzo negatywnych cechach. Wówczas państwo opiekuńcze zwiększa swoją aktywność i wydatki budżetowe. Dlatego, moim zdaniem, powinniśmy mniej mówić o prawach mniejszości i większości, a więcej o rządach prawa i poszanowaniu własności prywatnej.

Co te problemy finansowe i polityczne będą oznaczały dla przyszłości państw zachodnich? Czy nie oznaczają końca siły Zachodu?

- Byłbym bardzo ostrożny w formułowaniu długoterminowych prognoz w odniesieniu do zmian gospodarczych i cywilizacyjnych, bo sama cywilizacja może je zrewidować. Ale moim zdaniem widoczne jest, że odkąd kraje zachodnie mają coraz większe problemy z zadłużeniem, ich siła ekonomiczna coraz bardziej słabnie. Ta sytuacja powinna się zmienić. Nastąpi to, gdy rządy zdecydują się obciąć wydatki, podatki i zmniejszyć zadłużenie swoich krajów, a bogactwo redystrybuować proporcjonalnie do udziału w jego tworzeniu. Drugim ważnym rozwiązaniem jest doprowadzenie do ożywienia gospodarki, a najlepszym sposobem na to jest rozwój drobnej przedsiębiorczości. To nie rządy tworzą bogactwo. Ich zadaniem jest stworzenie warunków do pomnażania dóbr, szczególnie poprzez gwarantowanie praw własności. To konkretni ludzie i firmy tworzą bogactwo.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w "Naszym Dzienniku" 12 maja 2011r.

Data dodania: 2011-05-12 12:56:23
Artykul przeczytano 2464 razy
 
Artykuł skomentowano 1 razy
Dodaj komentarz
In awe of that anwser! Really cool!
Dodano: 2011-06-29 16:22:47
Dodał: ~EzyFMYkEkCvUnToZQQI
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.