„W sprawiedliwym społeczeństwie wyżywienie jest prawem”

Istnieją przynajmniej trzy problemy związane z "prawami" do wyżywienia. Po pierwsze, "prawa" do wyżywienia jednych ludzi muszą być wykonywane kosztem praw ekonomicznych innych. Po drugie, ofiara z praw ekonomicznych innych ludzi nieuchronnie redukuje bodźce do angażowania się w produktywną działalność gospodarczą. Po trzecie, jeśli rząd ingeruje w rynek żywnościowy, ludność staje się uzależniona od politycznych zachcianek państwa

Foto. pixabay.com
PAFERE WIDEO

„Każdy człowiek ma prawo do wyżywienia”. Poczynając od Deklaracji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, a na politycznych deklaracjach różnych organizacji kończąc, ludzie głoszą prawa do wyżywienia.1 Niewielu polityków ma ochotę podważać coś, co należy już do ortodoksji.

Rzeczywiście, jak może ktoś występować przeciwko takiemu „prawu” i tym samym nie okazać się człowiekiem podłym i skąpym? Wynika stąd oczywiście, że państwo jest zobowiązane do dostarczenia wyżywienia każdemu, kto odczuwa jego niedostatek (cokolwiek by ten niedostatek oznaczał). Różnorodność tak zwanych programów żywieniowych to logiczna konsekwencja tego sformułowania, uznającego wyżywienie za prawo. „Prawa” do wyżywienia nie są bynajmniej nową koncepcją polityczną. Historia roi się od przykładów, kiedy rządy zapewniły „prawo” do wyżywienia i wiele innych gospodarczych uprawnień. Jak na ironię, i w zgodzie z przewidywaniami, taka polityka często prowadziła właśnie do pogorszenia sytuacji żywnościowej całych społeczeństw.

W starożytnym Rzymie obywatele posiadali „prawa” do wyżywienia. Polityczna rywalizacja prowadziła do rozszerzenia tych praw do tego stopnia, że jedzenia stało się „darmowe”. Oczywiście „prawa” do wyżywienia mieszkańców miast nie pojawiły się znikąd. Ktoś musiał przecież wyprodukować żywność, którą rzymski obywatel konsumował. W 148 roku rzymski historyk Galen w barwny sposób opisuje, jak to mieszkańcy miasta zdobywali pożywienie:

Obywatele mieszkający w miastach, zgodnie ze swoim zwyczajem zdobywania na początku lata wystarczającej ilości zboża, by mogli przetrwać cały nadchodzący rok, zbierali z pola całą pszenicę, jęczmień, groch i soczewicę… W konsekwencji chłopi w danej okolicy… byli dosłownie zmuszeni przez resztę roku żywić się szkodliwymi roślinami, jedząc pędy i pnącza drzew i krzewów oraz korzenie niejadalnych roślin”.2

„Prawa” do wyżywienia dla mieszczan były w oczywisty sposób egzekwowane kosztem wiejskich producentów żywności. Dzisiejsze wywłaszczenia dokonywane w celu zapewnienia wyżywienia mogą nie być tak oczywiste jak ich starożytne odpowiedniki, aczkolwiek skutek musi być ten sam: państwowe gwarancje wyżywienia muszą odbywać się czyimś kosztem. Zapewnić jednym ich „prawo” do wyżywienia, to znaczy odebrać prawo ekonomiczne innym, w innym miejscu.

Powszechnie uważa się, że Chiński Wielki Skok do Przodu (1958-1961) spowodował jedną z największych klęsk głodu w historii. Szacuje się, iż ponad 15 milionów ludzi zmarło w czasie głodu, który był wynikiem ówczesnej polityki [chińskich władz]. Wielki Skok wiązał się z kolektywizacją rolnictwa. Ten fakt dobrze się pamięta. Niemniej jednak równie istotną sprawą, choć nie tak często zauważaną, jest fakt, że Wielki Skok wprowadził zbiorowe jadłodajnie, w których jedzenie było „darmowe”. Wyżywienie było prawem wszystkich!3 Trudno się dziwić, że nastąpił głód. W chińskim systemie chłopi mieli niewiele bodźców do produkowania żywności, natomiast wiele do jej konsumpcji. Przypadki starożytnych Rzymian i współczesnych Chińczyków różnią się nieco co do swych mechanizmów, lecz były skutki tych mechanizmów były identyczne: bodźce do produkcji żywności zostały zniszczone. W przypadku Rzymu mieszkańcy miasta konfiskowali plony chłopów i w ten sposób niszczyli ich motywację do produkcji. W przypadku Chin kolektywizacja zniszczyła chłopski bodziec do produkcji, utwierdzając jednocześnie w sposób schizofreniczny ich „prawo” do konsumpcji!

Sydney Webb, angielski socjalista, z radością witał w 1936 roku sowiecką konstytucję za to, że zapewniała „…prawo do pełnego ekonomicznego zabezpieczenia, zależnie od potrzeby we wszelkich kolejach życia…”.4 Właśnie wtedy, kiedy zachodni intelektualiści tacy jak Webb wychwalali Rosję Stalina za zapewnienie praw ekonomicznych, na Ukrainę spadła tragedia o niespotykanych rozmiarach. Stalin nakazał konfiskatę całego zboża Ukrainy i zakazał importu zboża do tej republiki. Nawet przemycenie worka ziemniaków do Ukrainy mogło skończyć się oskarżeniem o spekulację i egzekucją.5. Wielu naukowców sądzi obecnie, że Ukraina została celowo zagłodzona przez Stalina z przyczyn politycznych. Jednak ironia wobec tego, co pisał Webb, nie jest tu przypadkowa. „Prawa do wyżywienia” oznaczają, iż jedzenie zostało upolitycznione. Jak jeden z komentatorów słusznie stwierdził: „Zatem nawet państwa zaczęły na to patrzeć jak na jeden ze swoich obowiązków, by dostarczać swoim ludziom pożywienie; miały także ochotę wstrzymać dostawę pożywienia do tych sektorów społeczeństwa, które zostały uznane za wrogie”.6 Co państwo może dać, może to i zabrać! Dzisiejsza dostawa państwowa może się okazać jutrzejszą państwową konfiskatą!

Istnieją zatem przynajmniej trzy problemy związane z „prawami” do wyżywienia. Po pierwsze, „prawa” do wyżywienia jednych ludzi muszą być wykonywane kosztem praw ekonomicznych innych. Po drugie, ofiara z praw ekonomicznych innych ludzi nieuchronnie redukuje bodźce do angażowania się w produktywną działalność gospodarczą. Po trzecie, jeśli rząd ingeruje w rynek żywnościowy, ludność staje się uzależniona od politycznych zachcianek państwa.

Lekcja, jakiej udzielają nam powyższe przypadki, ma istotne znaczenie dla współczesnego państwa opiekuńczego. Podatki muszą pokrywać koszt dostarczania żywności. Podatki stanowią konfiskatę ekonomicznych praw producentów. Jednocześnie zarówno podatki jak i dostarczanie żywności stępiają bodźce do produkcji. Strona opodatkowana produkuje mniej, żeby uniknąć płacenia podatków; strona otrzymująca unika produktywnej działalności, żeby uzyskać żywność. Ostatecznie tworzy się uzależnienie: biedni polegają na dostawach, wobec czego stają się zależni i wrażliwi wobec groźby ich przerwania.

Oczywiście zaporę przed przypomnianymi powyżej okropnościami jakie wydarzyły się w historii, stanowi własność prywatna. Gdyby wieśniak rzymski, chłop chiński czy też kułak ukraiński posiadali indywidualne prawa własności do ziemi, na której pracowali i prawo do wolnej wymiany produktu swojej pracy, żadna taka tragedia by się nie wydarzyła. Ironią losu jest tutaj fakt, iż ich współobywatele, których często określano jako posiadających „prawa” do owocu pracy rolników, także korzystaliby z większej obfitości żywności, gdyby prawa własności były zapewnione. Powód tego jest naprawdę oczywisty: po prostu wyprodukowano by więcej żywności.

Własność prywatna ze swej natury nie jest w zgodzie z ustanowieniem „prawa” do wyżywienia (czy też do jakiegokolwiek dobra gospodarczego), ponieważ jego zapewnienie musi pogwałcić prawa własności innych. A przecież gdyby prawa własności nie zostały naruszone, gdyby rynki rolnicze zostały uwolnione spod nadzoru państwowego, a producenci płacili mniejsze podatki, wynikająca z tego zniżka cen żywności oraz ekspansja możliwości gospodarczych zapewniłyby dzisiejszym biednym prawdziwe zabezpieczenie wyżywienia.

Cecil E. Bohanon

Przypisy:
1. Na przykład w The Children’s Defense Budget (Budżet Ochrony Dzieci), Washington D.C., Children’s Defense Fund stwierdza „podstawowe prawo człowieka do odpowiedniego wyżywienia”
2. J.E. Evans, „Wheat Production and Its Social Concequences in the Roman World”, Classical Quartely, 31:428-442 (1981) str. 441-442.
3. Zob. Laszlo Ladany, The Communist Party of China and Marxism (Stanford, Calif.: Hoover Institution Press, 1988), Rozdz. XV, traktujący o Wielkim Skoku do Przodu.
4. Z Konstytucji ZSRR (Londyn: Komitet Kongresu Pokoju i Przyjaźni z ZSRR, 1936), str. 7.
5. Zob. James Mace: The Man-Made Famine in the Ukraine (American Enterprise Institute, Washington D.C. 1984) str. 22.
6. William Cosgrove i in.: „Colonislism, International Trade, and the Nation State”, Hunger in History, str. 215-241, wyd. Lucile F. Newman (Cambridge, Mass., Basil Blackwell, 1990), str. 223.

Artykuł pochodzi z magazynu „The Freeman”, a opublikowany został w zbiorze „Fałsz politycznych frazesów – czyli pospolite złudzenia w gospodarce i polityce”.

Poprzedni artykułOddolny demontaż publicznej edukacji
Następny artykułMałe i średnie polskie przedsiębiorstwa są w Polsce dyskryminowane
Cecil Bohanon - profesor ekonomii na Ball State University; uzyskał tytuł B.A. w Wilmington College, Ohio i doktorat na Virginia Tech.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj