Sztąberek: Bez korzeni, bez nadziei?

PAFERE WIDEO

Rzadko kiedy też zastanawiamy się nad tym, co dzieje się z naszymi pieniędzmi, które rząd zabiera nam w formie podatków. Sporo z nich winno trafiać do ludzi potrzebujących. Czy wiemy jednak do kogo i czy aby na pewno te pieniądze przyczyniają się do tego, że drugiemu człowiekowi żyć się będzie lepiej. I czy wreszcie ma ów ubogi dzięki tym pieniądzom – co chyba najistotniejsze – rzeczywiste szansę na wydźwignięcie się z biedy?

Konkluzja książki „Bez korzeni” amerykańskiego socjologa Charlesa Murray’a oraz odpowiedź na powyższe pytanie brzmią raczej pesymistycznie. Jej autor, naukowo zajmujący się badaniem programów socjalnych, zadał sobie trud przeanalizowania polityki społecznej Stanów Zjednoczonych w latach 1950-1980. Wnioski z tej analizy zawarł właśnie w książce, która swego czasu odbiła się sporym oddźwiękiem w intelektualnych kręgach Ameryki, przez to, że podważyła pewien utarty schemat myślowy, jaki od lat 60-tych ciążył nad Stanami. Zgodnie z nim państwo musi pomagać biednym, niezależnie od okoliczności i podłoża biedy, musi tworzyć edukacyjne i zawodowe preferencje dla słabszych, by stworzyć im równe szanse życiowego startu, musi łagodnie postępować z przestępcami, by chronić ich przed więzieniem, a tym samym przed dalszą demoralizacją itd.

Gdy w połowie lat 60-tych, za kadencji Lydona Johnsona przystępowano do wcielania w życie idei Wspaniałego Społeczeństwa mało kto zadawał sobie pytania o dalekosiężne konsekwencje wszystkich ówczesnych programów socjalnych. Idee wielu z nich były oczywiście szlachetne i jak najbardziej słuszne. No bo któż nie chciałby na przykład silnej i zintegrowanej rodziny, któż nie pragnąłby powszechnej dostępności do edukacji, któż nie życzyłby sobie wykonywania świetnej i dobrze płatnej pracy, któż wreszcie byłby przeciwko ogólnemu szczęściu i powszechnemu dobrobytowi … Właśnie w latach 60-tych wielu amerykańskich naukowców uwierzyło, że szereg z tych kwestii rozwiązać można metodami naukowymi, że wystarczy zebrać sztab socjologów i psychologów, wspólnie usiąść i opracować PROGRAM. „(…) naukowcy społeczni wszelkiego rodzaju opuszczali środowiska akademickie wchodząc do kół waszyngtońskich entuzjastów. Przynosili z sobą zestaw nowych metod, za pomocą których mieli nadzieję zbudować Wspaniałe Społeczeństwo” – pisze w swojej książce Murray. Oni spoglądać zaczęli na ubóstwo już nie jednostkowo, tak jak my, lecz systemowo. Podczas gdy my pomagaliśmy poszczególnym osobom, oni chcieli uszczęśliwić cały świat.

Autor książki stawia jednak pytanie: skoro miało być tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Okazuje się oto, że ci, którzy raz stali się beneficjentami pomocy socjalnej państwa na ogół już nimi zostawali, natomiast wciąż dochodzili nowi. Murray wykazuje, iż z roku na rok, na realizacje różnych programów, rząd federalny przeznaczał coraz więcej pieniędzy, podczas gdy miało być odwrotnie. Tymczasem samotnych matek, zamiast ubywać przybywało, analfabetów zamiast ubywać przybywało, przestępców zamiast ubywać przybywało … Coś chyba musiało być nie tak – zastanawia się Murray. Ale wniosek jest prosty: wszelkie państwowe programy socjalne, nie dość że nie rozwiązują żadnych problemów, to jeszcze powodują ich nasilenie. Posługując się hipotetycznym programem zwalczania palenia nikotyny Murray wykazuje, że konsekwencją wprowadzenia takiego programu w życie będzie wzrost liczby palących. Jeśli bodźcem do rzucenia palenia ma być np. nagroda pieniężna to oczywistym jest, że więcej ludzi zacznie palić, by móc zostać objętymi zasadami tego programu. I tak jest z każdym innym przedsięwzięciem z pogranicza inżynierii społecznej, realizowanym z pieniędzy podatników.

Choć Murray proponuje pewne rozwiązania, które mogłyby przyczynić się do zmiany tego amerykańskiego pata (m.in. zniesienie Akcji Afirmatywnej, likwidację zasiłków oraz wprowadzenie bonów oświatowych) to jednak zdaje sobie sprawę, że cały system trwa siłą inercji i że trudno będzie ów mechanizm naruszyć. „Kiedy pisałem >>Bez korzeni<< - zauważa we wprowadzeniu do książki - patrzyłem na Amerykę, która w latach 60. obrała błędny kurs, ale przypuszczalnie potrafi wrócić na właściwy. (...) Teraz skłaniam się ku przekonaniu, że możliwie jest, iż Stany Zjednoczone (...) przekształcą się w silnie podzielone społeczeństwo klasowe, w którym pozostałości pierwotnych idei amerykańskich - ograniczony rząd, wolni ludzie wiodący samodzielne życie, wspólnoty lokalne same rozwiązujące swoje problemy - zostaną całkowicie zatracone". Ameryka to bogate państwo i stać je jeszcze na wiele lat popełniania błędów. Ale również w Polsce nie brakuje inżynierów społecznych, którzy chętnie pomajsterkowaliby za nasze pieniądze na żywej tkance społecznej. Oby ta książka była przestrogą dla nich samych, ale także dla polityków, mających wpływ na to, kto będzie się bawił pieniędzmi podatników. Cena tej zabawy może być bowiem nie tylko czysto ekonomiczna. Może nią być także upadek moralny społeczeństwa. Charles Murray - Bez korzeni, Wydawnictwo Zysk i S-ka" Poznań 2001. Tłum. Paweł Kwiatkowski Powyższy tekst był pierwotnie opublikowany na Stronie Prokapitalistycznej. Data dodania na starej stronie PAFERE: 2009-02-01 00:01:12

Poprzedni artykułSztąberek: Kapitalizm pod strzechą
Następny artykułSztąberek: Mądrość późnych scholastyków

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj